Co więcej, powiedziałbym, że im dłużej się tych kolumn słucha, tym bardziej okazuje się, że mają one na dodatek w zanadrzu dość ciekawą i niezwykle ważną zarazem cechę. Cecha ta zapadła mi (a jednak!) w pamięci jakiś czas temu po kilku tygodniach z D7.2 i tutaj jest także mocno wyczuwalna (zwłaszcza po pewnym czasie). Określiłbym ją jako niewymuszoną transparentność połączoną z taką swoistą, miękką precyzją. Niby Spendory grają dźwiękiem mającym barwę po cieplejszej stronie mocy, nie ma też praktycznie mowy a jakiejkolwiek jaskrawości, to jednak słychać na nich w sumie bardzo dużo, także w tle. Nie kreślą dźwięków z precyzją lasera, lecz jednocześnie nigdy praktycznie nie odczuwamy oznak jakiegoś spowolnienia czy zbytniego zaokrąglenia krawędzi.
Oczywiście wypełnienie tkanką, treścią muzyczną to jedno. Natomiast mamy też bardzo dobrze, z pietyzmem wręcz dobrany stosunek tego wypełnienia właśnie do umiejętności różnicowania oraz pokazywania aury, klimatu nagrania. Powiem więcej, mam takie nieodparte wrażenie, że ten akurat konkretny model Spendora wywraca nieco pewną koncepcję, czy to „brytyjskiego brzmienia”, czy też „brzmienia monitorowego” nieco na głowę. Pozwolę sobie do tego powrócić w podsumowaniu. Bo trzeba też wspomnieć o kolejnej, bardzo ważnej rzeczy. Spendory potrafia wygenerować duży (oczywiście bierzmy pod uwagę wielkość tych kolumn) dźwięk. Czuć tutaj, że nie jest to już taka mała skrzyneczka, ale bardziej podłogowe kolumny. Jest to także związane z kilkoma innymi aspektami. O ile charakterystyka jest ustawiona liniowo, to sama barwa jest też soczysta i po prostu bogata. Jeżeli dodamy do tego dość dobrze zaznaczony bas, to okaże się, że suma tych składników składa się na całkiem pokaźną skalę brzmienia. W tym momencie trzeba wspomnieć o niskich częstotliwościach oraz ustawieniu tych kolumn. Powiedziałbym, że warto jest zachować pewną odległość od tylnej ściany, a to z uwagi nie tylko na umieszczony właśnie na tylnej ściance port bass-refleks, ale bardziej dlatego, że właśnie mając nieco więcej przestrzeni dookoła Spendory brzmią najlepiej.
Są to też kolumny, które grają nieco bardziej w głąb, nieco bardziej głębią, aniżeli szerokością sceny. Przy tym jednak pokazują bardzo dużo rzeczy gdzieś tam z tyłu i pokazują też sporo muzycznego planktonu. Odsłuchy modelu A7.2 rozpocząłem w zasadzie zupełnie niezobowiązująco zarówno dla siebie, jak i dla tych akurat kolumn od muzyki elektronicznej. Na utworach Asury oraz formacji Connect.Ohm zwróciła na siebie uwagę zdolność Spendorów do generowania klimatu. Brzmienie było niezwykle płynne i pozbawione jakiejkolwiek niepotrzebnej ostrości. Co ciekawe jednak, kolumny doskonale potrafiły przekazać szybkie zmiany tonacji, potrafiły oddać sporo muzycznego mikroplanktonu.
Góra na doskonałej płycie „Ambrosia”, a konkretnie na utworze „V.A.N.T.A” świetnie tworzyła klimat będąc jednocześnie doskonale połączoną z resztą pasma. Pozostając jeszcze chwilę w elektronicznych klimatach – sięgnąłem po album „M4” formacji „Faunts”. Na „M4 Pt.1” A7.2 pokazały zaskakująco wręcz głęboką i przy tym szeroką też scenę. Z kolei na „Evolution 1:1: (2018 Remaster)” formacji Connect.Ohm pokazały sporo dobrej jakości basu. Niskie tony nie osiągają prędkości światła, są minimalnie zaokrąglone, natomiast potrafią bardzo dobrze dociążyć nagranie zachowując przy tym jego odpowiednią rytmikę. Ilość i zasięg basu są na tyle dobre, że kolumny te spokojnie powinny poradzić sobie w powierzchniach rzędu tych trzydzieści metrów kwadratowych. Zmieniając zaś zdecydowanie muzyczne klimaty sięgnąłem po klasykę klasyki, czyli Kate Bush i „Wuthering Heights”. Tutaj Spendory były naprawdę w swoim żywiole, podobnie na znanym „Spanish Harlem” Rebecci Pidgeon. Zwłaszcza na tym ostatnim utworze Spendory zaprezentowały bardzo dobrą klarowność całego pasma, jednocześnie dodając do tego naprawdę świetną projekcję wokalu.
Jednocześnie czuć też, że brzmienie nie było w żadnym przypadku spowolnione, czy też w jakikolwiek sposób rozmyte. Tytułowy utwór z płyty Bena Bohmera „Breathing” pokazał także bardzo dobrą, także niewymuszoną skalę, jaką dysponują Spendory. Jednocześnie im dłużej tych kolumn słuchałem, tym bardziej docierała do mnie najważniejsza cecha ich prezentacji. Otóż brzmienie jest spójne, koherentne i niemęczące, jednakże nie odbywa się to w tym konkretnym przypadku poprzez jakieś manipulacje charakterystyką przetwarzania. Oczywiście są to głośniki, które w jakiś sposób grają tak, jak znający tę markę mogliby od nich tego oczekiwać. Ale też zakres średniotonowy, zwłaszcza przełom średnicy i góry poprowadzony jest w nich bardzo, ale to bardzo pewnie.

