Oznacza to, że skorzystałem z trybu „minimum-phase” oraz ustawienia „bit-perfect” włączając i wyłączając technologię K2HD. Dlatego też, opis brzmienia będzie dotyczył się wszystkich czterech możliwych ustawień w sposób możliwie sprowadzony do wspólnego mianownika. Następie skupimy się na tym, jak poszczególne ustawienia zmieniają brzmienie. Co więcej, mamy tutaj także pierwszego GO Bara oraz Gold Bara, a także kilka przetworników podobnych cenowo. Dlatego będzie można spojrzeć na sprawy w jeszcze szerszym kontekście.
Rozpocząłem sesje odsłuchowe od całkiem spokojnej i można by powiedzieć, że wręcz ospałej muzyki elektronicznej. Jednakże nawet na takim repertuarze można było zauważyć, że GO Bar Kensei sporo różni się od pierwszego GO Bara (i także od wersji Gold, o czym już za chwilę). I nie chodzi tylko o poszczególne elementy brzmienia, ale bardziej o prezentacje, jako całość. Kensei – w porównaniu do normalnego GO Bara – oferuje brzmienie większe, ale zarazem bardziej precyzyjne. I mniej – no właśnie – ospałe. Jest bardziej bezpośredni, lecz wciąż posiada tą wyrafinowaną – zwłaszcza dla tego typu urządzenia – tonalność. I mam tutaj na myśli sytuację, kiedy korzystamy jedynie z ustawienia „minimum-phase” w filtrze cyfrowym, bez aktywowania technologii K2HD.
W porównaniu do Kensei pierwszy GO Bar brzmi z kolei zdecydowanie mniej dynamicznie i mniej energetycznie w najniższych oktawach. I też w nieco bardziej zapiaszczony sposób na górze. O ile te cechy nie będą aż tak zauważalne w odizolowanych odsłuchach, to jeżeli porówna się obie wersje obok siebie – to różnice będą jednak dość oczywiste. Wyższa część pasma jest na Kensei jest po prostu bardziej wyrafinowana i transparentna. Przy czym zabawne może być też w sumie to, że pierwszy GO Bar może czasami zabrzmieć przyjemniej właśnie dlatego, że – w porównaniu do „japońskiej” wersji – brzmi mniej bezpośrednio, w sposób nieco bardziej zawoalowany. Na „One” Aimee Mann cała piosenka brzmiała na Kensei nie tylko czyściej, ale ze zdecydowanie lepiej wybudowaną przestrzenią oraz lepszą projekcją wokalu na środku sceny.
Na „7 Second” Youssou N’Dour (z Neneh Cherry) Kensei zaoferował dużo lepsze odwzorowanie całej aury tego utworu. I był to prostu bardziej nieobecny w całym torze, oferując też lepsze – w porównaniu do pierwowzoru – odwzorowanie wokali. Wyraźnie wyczuwalna była też lepsza, większa przestrzeń.
Inną wyraźną cechą, jaką posiada GO Bar Kensei jest jego umiejętność przekazywania dużej ilości dobrze uporządkowanych detali. Oznacza to także, że jak tak niewielkie urządzenie – a także biorąc pod uwagę jego cenę – oferuje dobrą precyzję przekazu. Było to słyszalne chociażby na „Jack Sparrow” w wykonaniu The Royal Philharmonic Orchestra. Każdy instrument był łatwy do wychwycenia, a nawet w momentach większych spiętrzeń wciąż można było odnieść wrażenie, że wszystko jest bardzo dobrze poukładane. Prezentacja orkiestry, jako całości miała też sens z czysto muzycznego punktu widzenia.
Pozwolę sobie jeszcze raz powrócić do najniższych rejestrów, ponieważ tutaj właśnie lepsze zasilanie wydaje się bardzo wyraźnie procentować. Na utworze TAAW (Trance Atlantic Air Waves – projekt muzyczny, za którym stał Michael Cretu z Enigmy) „Twelve After Midnight” najniższe rejestry były nie tylko znakomicie zdefiniowane, ale też energetyczne i potoczyste. I mały też zaskakująco bogatą – zwłaszcza patrząc na wielkość Kensei – teksturę. Nadmienię też, że utwór ten zabrzmiał co najmniej dobrze nawet na słuchawkach takich, jak najnowsze HEDD Audio HEDDphone TWO. A te do najłatwiejszych do napędzenia z kolei nie należą.
Jeszcze inną natomiast cechą, którą najnowszy GO Bar współdzieli z pierwszą jego wersją jest ogólna dojrzałość brzmienia. Dało się to zauważyć także na przytoczonym powyżej utworze TAAW, który w niektórych konfiguracjach sprzętowych brzmi po prostu zbyt ostro i anemicznie. Tutaj o dziwo nie było tego problemu i to nawet przy maksymalnym poziomie głośności, kiedy GO Bar Kensei został podłączony do HEDDphone TWO.

