Ponadto sam układ ES9038Q2M został – zdaniem producenta – w pieczołowity sposób zaimplementowany, i to z uwzględnieniem nie tylko mierzalnych, obiektywnych parametrów, ale także mając na uwadze najbardziej interesujący nas efekt, czyli brzmienie. W tym momencie chciałbym tutaj zacytować fragment maila od P. Filipa Tota z EarMena, ponieważ dość dobrze oddaje on nie tylko podejście producenta do tematu, ale i sam temat bardziej ogólnie:
„Wiele zależy od wszystkich elementów oraz użytej topologii wzmacniacza. Jest istotnym, aby zrozumieć, który element w jaki sposób wpływa na parametry mierzalne i w jaki sposób wpływa na brzmienie, czasami te dwie rzeczy są ze sobą połączone, a często nie ponieważ sumarycznie najbardziej istotną kwestią jest jak coś brzmi. Wzmacniacze lampowe, dla przykładu, mają dużo więcej zniekształceń i szumu, jednakże brzmią nieporównywalnie lepiej, niż cyfrowe, gdzie parametry są perfekcyjne. Dla marketingu, świetnie jest przedstawiać ludziom liczby ponieważ jest to coś, co rozumiemy najlepiej, jednakże w technologii audio jest to w zasadzie mniej istotne niż jakość brzmienia, i to dlatego skupiamy się bardziej na jakości brzmienia, a nie tylko na liczbach.”
Pozwolę sobie wrócić do tego nieco później, ponieważ warto do tego odnieść się w kontekście brzmienia, jakie ma Tradutto do zaoferowania. Pora zatem na sedno sprawy.
EarMen Tradutto – brzmienie
Jak zdążyli Państwo zapewne zauważyć, napisałem wcześniej co nieco odnośnie uprzedzeń i błędnych wyobrażeń. I odnośnie tego, jak ludzie tworzą czasami sobie pewne obrazy w głowie na podstawie łączą chociażby pewne architektury przetworników z konkretnym rodzajem brzmienia. Powtarzam się tutaj być może nieco, jednak nieprzypadkowo, ponieważ jeżeli zaczniemy słuchać Tradutto – to zdamy sobie sprawę z jednej rzeczy. Otóż należy on do nieco innej grupy przetworników, aniżeli symbol na jego głównym układzie konwersji mógłby co poniektórym sugerować. Innymi słowy: to jedno z tych urządzeń, w przypadku których przestajemy trochę patrzeć jedynie na kwestie obiektywne, a zaczynamy po prostu słuchać muzyki. A to także dlatego, tutaj wszystkie generalizujące założenia – nie mają już zastosowania.
Chwilę po podłączeniu Tradutto do mojego głównego systemu słuchawkowego zauważyłem kilka interesujących i jednocześnie istotnych rzeczy. Przede wszystkim, nie ma tutaj żadnej cyfrowej poświaty, brzmienie nie jest ostre ani postrzępione w żaden sposób. A jego naturalność wynika z jego czystości. Drugim interesującym wnioskiem, który może zaskoczyć wszystkich tych, którzy oczekiwali brzmienia właśnie zazwyczaj kojarzonego z układami ESS, było to, że jego środek pasma jest tak naprawdę całkiem nasycony. Jest też, jak wspomniałem, naturalny, czemu pomaga nie tylko to, że raczej brzmienie idzie w stronę nasycenia, ale też fakt, że jego płynność jest także na bardzo dobrym poziomie. Przy czym Tradutto nie symuluje tutaj brzmienia lampowego, nie wrzuca w sygnał parzystych harmonicznych. To bardziej kwestia tego, że to wspomniana czystość pozwala mu śledzić nawet bardziej subtelne zmiany w strukturach harmonicznych. Przy czym nie myliłbym też czystości oferowaną przez Tradutto z jakąkolwiek sterylnością, bo tej ostatniej tutaj po prostu nie uświadczymy.
Mamy zatem przetwornik, który łączy czyste brzmienie wraz z tonalnością, która skłania się ku pełniejszej, bogatszej części skali. Do tego dochodzi jeszcze trzecia cecha, gdzie po prawdzie właśnie słychać – tak, zgadli Państwo – pewne cechy, jakie można skojarzyć z układami ESS. Mowa oczywiście o całościowej rozdzielczości połączonej z niezmąconym charakterem poukładanej w plany prezentacji. Brzmienie nazwałbym tutaj w pewnym sensie „rozklejonym”, jest ono płynne, ale nie jest też zbite na siłę w jedną masę. I o ile nie ma ono laserowej precyzji urządzeń dużo (patrząc przez pryzmat skali absolutnej) droższych, to jednak może być nawet i w tym zakresie zaskakujące. I to również dlatego, że ma już tą poszukiwaną cechę, która sprawia, że zaczynamy słuchać muzyki a szukać dziury w całym.
Jeżeli zaś chodzi o projekcję przestrzeni, to wielkość sceny kompletnie nie koreluje tutaj z rozmiarami urządzenia. Bo scena jest nawet po nieco ekspansywnej stronie i pierwsze plany są blisko słuchacza podane w obecny sposób. Było to oczywiste na albumie „Convergence” Malii i Borisa Blanka. A już na utworach „Celestial Echo” i „Raising Venus” w szczególności. To, co również na tej doskonałej płycie słychać to definicja i dynamika. Tyle, że w tych dwóch zakresach Tradutto nie operuje w żaden sposób nerwowo, skoki dynamiki nie powodują tutaj chropowatości, czy też szklistości w brzmieniu. Swoją drogą, te dwa czynniki są nieobecne na poziomie rzadko spotykanym w tych zakresach cenowych. A to z kolei świadczy zarówno o implementacji układu przetwornika, jak i całym układzie elektronicznym.
Na „Money For Nothing Remaster 1999” Dire Straits, który sobie z nienacka przypomniałem oglądając najnowszy film Bena Afflecka (mowa oczywiście o Air), Tradutto potwierdził, że potrafi uderzyć powyżej swojej wagi. I że w jego brzmieniu odnajdziemy, kiedy trzeba zapał i entuzjazm, a przy tym brzmienie będzie wziąć poukładane i przejrzyste. Warto także zaznaczyć, że na tym, i na kilku innych znacznie gęstszych utworach oczywistym stało się, że jest to przetwornik dla tych, który przedkładają słuchanie muzyki ponad analizę każdej realizacji na każdy możliwy sposób. Mam przez to na myśli fakt – może i zaskakujący – że jest to przetwornik, którego średnica i ogólna pełność brzmienia może bardziej przypominać cechy dobrych przetworników typu Multi-Bit, aniżeli SDM (czyli Sigma-Delta Modulation, znane potocznie, jako „delta-sigma”). Słuchając ścieżki dźwiękowej z Air nie mogłem się powstrzymać i puściłem jakże charakterystyczny „Sirius” (Alan Parsons Project). I znowu, Tradutto przekazał całą masę energii, i co równie ważne, zapewnił sporo emocji. Co sprawiło w sumie, że doszedłem do pewnego wniosku, który utwierdził się po podpięciu tego przetwornika do amplifikacji pracującej w trybie single-ended.

