Chord Ultima Integrated – recenzja

Chord Ultima Integrated to najnowszy wzmacniacz zintegrowany w ofercie brytyjskiego producenta, marki znanej w naszym kraju głównie z jakże charakterystycznych przetworników cyfrowo-analogowych opartych o układy FPGA. Chord Electronics, bo tak brzmi pełna nazwa tej firmy, została założona przez Johna Franksa w 1989 roku i jest to de facto zupełnie inny producent, aniżeli Chord Company, który jest równie znanym producentem, jednakże specjalizujący się w kablach. Niektórym się te marki mogą mylić, dlatego już na wstępie warto to wyjaśnić.

Wracając zaś do oferty pierwszego producenta, czyli konkretnie tego, który nas teraz, z okazji tejże recenzji interesuje – to ta jest doprawdy ciekawa. Oczywiście, faktem jest, że brytyjska marka posiada w swojej ofercie naprawdę wiele ciekawych konwerterów cyfrowo-analogowych i można by uznać, że właśnie one grają w tejże ofercie pierwsze skrzypce. Niektóre z tych konwerterów, jak chociażby Qutest, czy TT2 mieliśmy okazję jakiś czas temu recenzować. Jednakże wcale nie mniej istotne może być także to, że na DACach oferta Chorda wcale się nie kończy. Bo proszę zwrócić uwagę, że producent ten proponuje nam także niezwykle ciekawą amplifikację.

Jednocześnie już teraz chciałbym również zwrócić uwagę na jeszcze inny, dość oczywisty – jeżeli popatrzymy się na wygląd tych urządzeń – przy tym fakt. Otóż firma Johna Franksa wyraźnie lubi pewne rzeczy robić, że tak to kolokwialnie ujmę, „po swojemu”. Wygląd zewnętrzny oraz dość osobliwy, ale i ciekawy zarazem sposób obsługi tych urządzeń to jedno, natomiast sama już funkcjonalność – to jeszcze inna kwestia.

Za przykład weźmy chociażby takie urządzenie, jak Anni. Jest to niewielkich rozmiarów wzmacniacz, i patrząc z przodu powiedzielibyśmy, że jedyne, co możne on zasilać – to słuchawki. Tymczasem nic bardziej mylnego, bo okazuje się, że Anni jest także wzmacniaczem, że tak to ogólnikowo ujmę, „kolumnowym”. Co prawda o małej mocy, lecz jednak. I to właśnie na przykładzie takiego Anni wychodzi jeszcze inna kwestia z Chord Electronics związana. Otóż ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że urządzenia te projektować ktoś nieco szalony, jednakże jeżeli popatrzymy się na nie już bez emocji – to okazuje się, że w całym tym szaleństwie jest metoda.

Bo właśnie spójrzmy na takiego Anni. Do kolumn głośnikowych wzmacniacz ten może dostarczyć raptem około 10W na kanał. Lecz z drugiej strony jest to typowy wzmacniacz przeznaczony na biurko i szalonym byłby właśnie ten, kto oczekiwałby w takim scenariuszu więcej. Przy odsłuchu typu Near-Field oraz normalnych monitorach nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie potrzebował więcej.

Weźmy też kolejny przykład, tym razem już ze znacznie wyższej półki. Chord M Scaler. Bardzo dużo zostało akurat na temat tego konkretnego urządzenia napisane w wielu miejscach. Zazwyczaj niespecjalnie dobrego, albo też mijającego się nieco z prawdą. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o samą już funkcjonalność tego urządzenia. M Scaler to de facto filtr cyfrowy, który został przeniesiony do osobnego „pudełka” i ma pełnić jedną i tylko jedną funkcję: właśnie filtracji sygnału w domenie cyfrowej.

I zaręczam Państwu, robi to na tyle dobrze, że ludzie, którzy go realnie posiadają, niespecjalnie muszą przejmować się komentarzami na temat wyglądu, czy też obsługi tego akurat urządzenia. Wróćmy teraz jednak do tematu naszej recenzji. Bo tutaj sprawy wydają się nieco prostsze. Chociaż oczywiście nie do końca, o czym już za chwilę. Chord Ultima Integrated to – jak sama nazwa nam przecież wskazuje – wzmacniacz zintegrowany. Oferuje nam około 125 W na kanał przy obciążeniu 8 omów.

 

Posiada przy tym dość niezwykłą (ale, jak już wspomniałem, w przypadku Chorda to standard) stylistykę. No cenę wynoszącą równe 50 tysięcy złotych. Inaczej rzecz ujmując, to taka integra o zdecydowanie hi-endowych aspiracjach. W której na dodatek to wcale nie wygląd zewnętrzny jest de facto najciekawszy. Bo producent zastosował w Ultimie kilka swoich własnych rozwiązań, które w sumie mogą jeszcze bardziej niż wygląd spolaryzować potencjalnych nabywców.

Zwróćmy przykładowo uwagę na to, że w czasach, kiedy pojawia się na rynku coraz więcej wzmacniaczy w klasie D z zasilaniem impulsowym, to Chord posiada końcówki mocy w klasie AB. Jednakże samo zasilanie jest już w nowej integrze właśnie w technologii impulsowej. I to wcale nie jedyne nietypowe rozwiązanie, jakie w nowym Chordzie zastosowano. Jakby jednak nie patrzeć, cena nie jest tutaj w żaden sposób niska.

Co więcej, wygląd także może sugerować swoje. Dlatego oczywistym będzie pytanie, czy nowy Chord potrafi stanąć na wysokości zadania. Nie ukrywajmy też, że jest to taki wzmacniacz, który jest też niezwykle interesujący od strony konstrukcyjnej. Zwłaszcza w kontekście takim czy odważne w sumie rozwiązania się w praktyce.

Chord Ultima Integrated – budowa i technologia

Jak nowa topowa integra od Pana Franksa wygląda to akurat chyba dość oczywiste. Do redakcji trafiła wersja srebrna, która z dwóch dostępnych (bo jest jeszcze czarna) wygląda chyba najbardziej spektakularnie. Jestem oczywiście w stanie zrozumieć, że urządzenia Chorda potrafią swoim wyglądem niektórych nieco zaskoczyć, jednakże trzeba im po prostu tak bardziej obiektywnie przyznać również, że trudno obok nich przejść obojętnie.

A jeżeli już przy tym wyglądzie jesteśmy, to warto też wspomnieć o kilku rzeczach. Otóż w przypadku Ultimy Integrated forma podąża za funkcją dużo bardziej, aniżeli mogłoby się wydawać. Nie tylko radiatory z tyłu, ale de facto cała obudowa oddaje ciepło generowane przez końcówki mocy, jest w końcu metalowa. Na dodatek urządzenia z serii Ultima zostały zaprojektowane tak, żeby można je było stawiać jedno na drugim. Bo do tego służą właśnie fikuśne nóżki, na których stoi wzmacniacz. Przykładowo do DAVEa możemy dokupić specjalny stand, który jest dopasowany konstrukcyjnie wzmacniacza.

Na dodatek po włączeniu wzmacniacza w środku uruchamia się podświetlenie na kolor seledynowy. Kto zna urządzenia marki Chord – ten nie będzie w jakiś sposób specjalnie zdziwiony, bo oprócz wyglądu to charakterystyczne podświetlenie jest kolejną cechą wizualną tej marki. Taki chociażby Qutest rozświetla swoje wnętrze na różne kolory w zależności od tego, jakiej częstotliwości sygnał przetwarza. Tyle w kwestii samego wyglądu, który w zasadzie nie wymaga jakiegoś specjalnego podsumowania. Chord jaki jest każdy widzi. I tyle. Natomiast samo wykonanie jest już bez zarzutu. Urządzenie jest dobrze spasowane. I przy tym dość lekkie. Bo 15 Kg to co prawda jednak więcej niż większość wzmacniaczy pracujących w klasie D, jednakże (w uproszczeniu) o połowę w sumie mniej, aniżeli znaczna część dużych urządzeń oddających znaczną część mocy w klasie A.

Ultima Integrated swoją mniejszą wagę zawdzięcza zastosowaniu zasilacza impulsowego, który po prostu nie potrzebuje dużego i ciężkiego transformatora. Do zasilacza oczywiście już zaraz dojdziemy, teraz natomiast pora powiedzieć kilka słów o ogólnej konstrukcji tego wzmacniacza. I także o kilku niezwykle istotnych detalach. Zapytałem Pana Franksa o kilka rzeczy i dostałem naprawdę ciekawe odpowiedzi. Zacznijmy od tego, że jest to wzmacniacz oparty o firmową technologię Ultima:

Moim celem zawsze było stworzenie najlepszego możliwego projektu w ramach ograniczeń wynikających z wymiarów obudowy. ULTIMA INTEGRATED to projekt oparty na technologii ULTIMA, wykorzystujący nasze niestandardowe tranzystory MOSFET z podwójną strukturą, choć tym razem, aby zaoszczędzić miejsce wewnątrz obudowy, zastosowałem nowoczesne tranzystory mocy w plastikowej obudowie.

Można by tutaj zapytać – czym jest wspominana technologia „Ultima” oraz ile ma to wspólnego z realnym światem, ile z marketingiem? Otóż już Państwu tłumaczę. W bardzo dużym uproszczeniu chodzi o to, że wzmacniacze Chorda korzystają z technologii o nazwie „dual feed-forward” będącej de facto rozwinięciem koncepcji znanej jako „Korekcja Hawksworda” jeszcze z ubiegłego wieku. W dużym skrócie chodzi o taką topologię wzmacniacza, która zapewni niższe zniekształcenia, jednakże nie odbywa się to w klasyczny sposób za pomocą silnego ujemnego sprzężenia zwrotnego. Sam Franks przyznaje, że jest to rozwinięcie nie tylko teorii, nad którą pracował Hawksword ale też tego, nad czym pracowała inna znana postać jeżeli chodzi o rozwijanie topologii wzmacniaczy półprzewodnikowych:

Tak. Opiera się ona na teoriach Malcolma oraz naprawdę znakomitej pracy wykonanej przez Boba Cordella ponad czterdzieści lat temu w ramach opublikowanego przez niego projektu o mocy 50 watów. Udoskonaliłem tę technologię dla firmy Chord Electronics, podwoiłem skuteczność korekcji błędów oraz zmodyfikowałem ogólną topologię tak, aby wszystkie tranzystory FET mocy były sterowane indywidualnie. Stosuję to również w naszych przyszłych topologiach klasy G, co pozwoliło na stworzenie kilku bardzo interesujących projektów.

Chciałbym zwrócić uwagę na jedną dość istotną w sumie rzecz, która w całym tym gąszczu informacji może gdzieś umknąć. Otóż wiele się mówi o samej konstrukcji wzmacniaczy Chorda w kontekście zastosowania zasilaczy typu SMPS. Zasilacze to oczywiście jedna kwestia, natomiast tak naprawdę to sama topologia toru audio w tych urządzeniach jest jeszcze ciekawsza. Bo Chord poszedł tutaj jakby w swoją stronę i w zasadzie nie kopiuje standardowych rozwiązań. Na dodatek, co pewnie bardziej wnikliwi czytelnicy zdążyli już zauważyć – mamy tutaj własne tranzystory wyjściowe Chorda.

W tej konstrukcji zastosowano niestandardowe tranzystory MOSFET o strukturze lateralnej z dwoma matrycami, w których opracowaniu pomagałem wiele lat temu wraz z inżynierem z brytyjskiej firmy produkującej półprzewodniki. Osiągnięto to poprzez przylutowanie dwóch oddzielnych matryc krzemowych w bliskim sąsiedztwie na miedzianej płycie zapewniającej równomierny rozkład ciepła. Prace te były pierwotnie wymagane w ramach projektu dla BBC, aby umożliwić przepływ większego prądu przez każdy element wyjściowy.

Jako młody chłopak bawiłem się lampami elektronowymi, więc później, gdy poproszono mnie o pracę z nimi w ramach zaawansowanego projektu awioniki, przyszło mi to naturalnie, ponieważ mają one podobieństwa do lamp, a ponadto zwykłe tranzystory miały wówczas problemy z transkonduktancją typu „snap-on”, co oznaczało, że większość wzmacniaczy, zwłaszcza tych pochodzących ze Stanów Zjednoczonych, musiała pracować w klasie A, aby przezwyciężyć powszechne problemy z zniekształceniami przy przejściu przez zero.

Czyli w Ultimie mamy dość nietypowe tranzystory wyjściowe. Zapewne bardziej zaznajomieni z kwestiami budowy elementów półprzewodnikowych zauważyli jeszcze jedną potencjalnie istotną rzecz w powyższym cytacie z Pana Franksa. Otóż Chord używa „podwójnych” tranzystorów w końcówce mocy. Chodzi dokładnie o to, że każdy jeden tranzystor posiada tak naprawdę dwie krzemowe struktury.

Jest to zatem w pewnym sensie coś pośredniego pomiędzy „normalnymi” (czyli pojedyńczymi) tranzystorami mocy, a przykładowo wieloemiterowymi wersjami, jak chociażby całkiem lubiane przez konstruktorów pary 2SA1216 i 2SC2922 (oczywiście trzeba też brać pod uwagę to, że zastosowane w Chordzie zostały tranzystory typu FET, a wspominam o modelach bipolarych, ale bardziej chodzi mi ogólnie o konstrukcję polegającą na łączeniu więcej niż jednej kompletnej struktury w jednej obudowie). Żeby było ciekawiej, na moje pytanie odnośnie tego, w jaki sposób kontrolowany jest bias końcówki mocy nie dostałem jednoznacznej odpowiedzi. Sugeruje to, iż producent zastosował tutaj jakiegoś rodzaju swoje autorskie rozwiązanie, którego niespecjalnie chce ujawniać. Za to podaje już dość konkretny argument za zastosowaniem autorskiej wersji zasilacza impulsowego:

Moje doświadczenie jako projektanta awioniki oznaczało, że dysponowałem zaawansowaną wiedzą na temat projektowania takich technologii w celu wykorzystania ich ogromnych zalet, a co ważniejsze – wiedziałem, jak uniknąć pułapek.

Przez lata pojawiło się sporo błędnych informacji na temat zasilaczy wysokoczęstotliwościowych i generowanego przez nie szumu. Ludzie wydają się zapominać, że szum jest wszechobecny: wystarczy spojrzeć na zasilanie doprowadzane do budynku, aby zauważyć, że przebieg jest przepełniony impulsowymi zakłóceniami wysokoczęstotliwościowymi, które często przechodzą bez przeszkód przez zasilacze liniowe, ponieważ są one zazwyczaj słabo filtrowane lub w ogóle nie są filtrowane! Szum ten jest usuwany z naszych wzmacniaczy dzięki odpowiednio zaprojektowanemu, kompleksowemu systemowi filtrowania, który działa w obie strony.

Tu z kolei komentarz będzie dość prosty. Wszystko się oczywiście zgadza. Na dodatek z tego, co pisze Pan Franks, to Ultima posiada pewnego rodzaju filtrację zakłóceń z sieci. I na to także bym zwrócił uwagę. Wchodzenie w polemikę na temat tego, czy lepszy będzie zasilacz impulsowy, czy też liniowy jest nieco jednak poza obszarem tejże recenzji, zatem pozwolę sobie podsumować już samą konstrukcję tego wzmacniacza. Jest ona dość nieszablonowa. Ale też dość racjonalna, jeżeli odłożymy pewne stereotypy na bok.

Chord zdaje się nieco wywracać do góry nogami pewne koncepcje unikając podążania pewnymi utartymi ścieżkami. Nie dość, że mamy tutaj liniową końcówkę połączoną z zasilaczem impulsowym autorskiej konstrukcji, to na dodatek producent zastosować dość nietypowe tranzystory wyjściowe. No i topologię typu „dual feed-forward”, co wcale nie zdarza się aż tak często.

Z wyglądem można pewnie i dyskutować, natomiast sama konstrukcja mechaniczna jest już naprawdę przemyślana. Jej dopełnieniem i pewnego rodzaju „kropką nad i” jest pilot. Wygląda niepozornie i w pewnym sensie przypomina urządzenia starszej daty. A po wzięciu go do ręki okazuje się, że jest w całości metalowy i na dodatek niezwykle ciężki.

Chord Ultima Integrated – brzmienie

Najnowszy i najlepszy zarazem wzmacniacz zintegrowany Chorda to urządzenie, które może nieco spolaryzować swoim wyglądem. Jednakże samo już jego brzmienie jest z jednej strony bardzo dojrzałe, z drugiej zaś – także długofalowe. Oczywiście można to powiedzieć o wielu integrach z tego akurat zakresu cenowego, dlatego też pozwolę sobie mocniej to rozwinąć. Jednocześnie chciałbym też już na wstępie zwrócić uwagę na pewną rzecz, czy też – jak kto woli – kontekst.

Chodzi mi konkretnie o to, że przetworniki brytyjskiej marki są u nas całkiem dobrze znane. A przy tym elektronika – mam wrażenie, że o ile nie pozostaje gdzieś w cieniu, bo aż tak akurat też nie jest, to jest jednak nieco mniej znana. Oczywiście wynika to z tego, że cała linia przetworników cyfrowo-analogowych, w konstrukcji których ma swoje zasługi nie kto inny, jak Robert Watts jest, że tak to ujmę, bardzo mocna. Od najmniejszego Mojo, poprzez Qutesta, aż po TT2 i DAVE’a – użytkownicy naprawdę mają w czym wybierać. I o ile można by się sprzeczać (podobnie zresztą, jak w przypadku recenzowanego wzmacniacza) na temat tego, czy wygląd i sterowanie przypadną do gustu wszystkim – to samo brzmienie jako takie jest już wysokiej próby.

 

Jednocześnie, co także pozwolę sobie rozwinąć później, mam też takie nieodparte wrażenie, że zarówno Ultima Integrated, jak również recenzowana wcześniej Ultima 5 – to jednak minimalnie inne granie, aniżeli przetworniki tejże marki. Można nawet odczuć, że przetworniki są po nieco jaśniejszej stronie, a wzmacniacze grają dźwiękiem, hmm… cieplejszym? Do tego oczywiście także dojdziemy, bo okazuje się, że wcale nie jest to takie proste.

Z jeszcze zaś innej strony, co w sumie dodatkowo też komplikuje nam powyższe równanie, to Chord Ultima Integrated jest doskonałym przykładem wzmacniacza w technologii półprzewodnikowej, który może rozwiązać komuś dylematy p.t. „mocna lampa czy tranzystor” i przekonać do siebie także zwolenników wzmocnienia próźniowego. I żeby było jeszcze ciekawiej – robi to na swój sposób i dodatkowo w swoim stylu. Wcale przy tym nie symulując ani nawet dalece nie udając brzmienia lampowego w stereotypowym tego słowa znaczeniu. Do Ultimy Integrated nawet nie do końca pasuje też określenie „ciepły tranzystor”. Bo tutaj chodzi o coś zupełnie innego.

Otóż brzmienie Chorda można określić jako pozostające w pewnym sensie w kontradykcji do wyglądu tego wzmacniacza. Jest ono ze wszech miar „normalne”, bez żadnych dziwnych wyskoków czy też kombinacji. A przy tym mocno też się wyróżnia na tle wielu innych wzmacniaczy z tego przedziału cenowego. Zacznijmy od tego, że nowa zintegrowana Ultima potrafi zagrać w sposób łączący nasycenie barwy, z bardzo dużą sceną a do tego pozbawiona jest wszelkich przykrych naleciałości, jakie czasami (albo w zasadzie raczej dość często) pojawiają się w wielu (niekoniecznie) tańszych tranzystorowych końcówkach.

Odsłuchy rozpocząłem od w zasadzie stałej pozycji na playliście, czyli płyty „Spaces” Nilsa Frahma. To, co mnie nieco zaskoczyło, to nawet nie tyle sama barwa, bo ta była odpowiednio nasycona ale bez nadmiernej „lampowości”, co bardziej ogólnie pojęta głębia oraz jednoczesne różnicowanie dźwięków. Chord nie ma ani trochę tak zwanego „MosFET mist”, jakie często przypisuje się wzmacniaczom posiadającym akurat tranzystory polowe w końcówce mocy.

Tutaj była bardzo duża otwartość, lecz przy jednoczesnej nawet nie tyle, że gładkości brzmienia, co bardziej pozbawieniu niepotrzebnej granulacji. Właśnie to wyważenie pomiędzy konturem a wypełnieniem muzyczną esencją było kolejną rzeczą, jaka w Chodzie zwraca na siebie uwagę. Wzmacniacz ten potrafi czarować, lecz robi to de facto bardziej poprzez umiejętne zarządzanie barwą oraz opanowaniem w całym zakresie mikro i makro-dynamiki. Pozwolę sobie odnieść się do tego, co napisałem wcześniej o „normalności” brzmienia Chorda.

W zasadzie lepszym określeniem będzie nawet organiczność prezentacji brytyjskiego wzmacniacza. „If You Wait” formacji London Grammar zabrzmiało znakomicie, z bardzo dużą dozą emocji. Może będzie to określenie dość trywialne i pewnie trochę też wyświechtane (bo przecież jest dużo wzmacniaczy zintegrowanych w akurat tej cenie), lecz Chord jest bardziej „muzyczny” aniżeli „referencyjny”. Nawet jeżeli wszystkie obiektywne aspekty brzmienia są na odpowiednio wysokim poziomie, to wzmacniacz ten może budzić zupełnie inne odczucia, aniżeli chociażby konstrukcje Moona z tego przedziału cenowego. Jednocześnie zmieniając repertuar na dużo bardziej – Państwo wybaczą określenie – skoczny, to Ultima ujawniła swoją drugą niejako naturę.

Na płycie „Ray Of Light” Madonny Chord zaprezentował brzmienie płynne, nasycone i przy tym niezwykle dynamiczne. Nowa integra Pana Franksa nie tylko świetnie różnicuje utwory barwowo, ale też pokazuje różnice w realizacji w zakresie zależności przestrzennych. Na „Skin” dało się wyczuć świetne umiejscowienie wokalu, który był minimalnie z tyłu, do tego otoczony bogatym akompaniamentem. Pojawia się teraz kolejna kwestia, którą także bym uwzględnił przy potencjalnym wyborze tego wzmacniacza. Otóż Chord wcale nie gra zbyt gładko, tu bardziej chodzi o to, że jest po prostu pozbawiony wielu wyostrzeń, które czasami pojawiają się w konstrukcjach typu solid-state, zwłaszcza przy większych poziomach głośności.

Ktoś mógłby pomyśleć, że skoro urządzenie to ma zasilacz impulsowy, to będzie to brzmienie w jakiś sposób sugerujące taki akurat rodzaj zastosowanej technologii. A tymczasem na dobrze zrealizowanych albumach było w zasadzie wszystko, czego moglibyśmy od wzmacniacza tej klasy oczekiwać. Z przewagą nasycenia, bogactwa i dużej sceny. Bo Chord oczywiście zapasy dynamiki Chord ma spore, jednak to wcale nie dynamika gra tutaj pierwsze skrzypce. Tę mamy oczywiście „w pakiecie”, jednakże im dłużej Ultimy słuchałem, tym bardziej byłem pewny, że wcale nie o to tutaj się rozchodzi.

Przy czym podkreślę raz jeszcze: Chord nie udaje lampy, bo tego nie musi robić. To dalej tranzystor, ale bardzo dobry, ma swoją receptę na brzmienie, które jest przede wszystkim wciągające, barwne. I można nawet powiedzieć, że sposób prezentacji jest tak zbalansowany pomiędzy „charakternością” a obiektywizmem, że może być zarówno dobrym narzędziem do analizowania nagrań, jak i po prostu świetnym wzmacniaczem do słuchania muzyki. Jest wciągający, a przy tym nigdy praktycznie nie przekracza granicy, za którą jest już własna interpretacja.

No i dodaje do tego jeszcze jedną rzecz, której na próżno będzie szukać u większości wzmacniaczy lampowych, nawet w takiej cenie. Chodzi o zachowanie na skrajach pasma. Brzmienie Chorda jest rozpostarte w sensie sceny, jest też odpowiednio rozciągnięte pomiędzy przeciwległymi skrajami pasma. Podejrzewam też, że wiele osób może zaskoczyć bas z Ultimy.

Niskie tony są nasycone, mają świetnie różnicowaną fakturę. A do tego potrafią nie tyle, że zejść bardzo nisko, co po prostu na samych najniższych oktawach pokazać nasycenie, energię. Na elektronice najniższe impulsy miały masę i bardzo charakterystyczną dla lepszej amplifikacji płynność, potoczystość. Nie byłoby w tym w sumie nic dziwnego, gdyby nie to, że Chord do tego dokłada znakomitą konturowość tego zakresu. Swoją drogą, pozwolę sobie na pewien komentarz: w Ultimie słychać wszystkie zalety dobrze zrobionego wzmacniacza tranzystorowego, który nie ma większości problemów tego typu konstrukcji.

Chord Ultima Integrated – podsumowanie

Pozwolą Państwo, iż najpierw wytłumaczę, dlaczego przyznaje temu urządzeniu „Nagrodę Redakcji”. Otóż tę akurat nagrodę przyznaje urządzeniom (czy też kolumnom głośnikowym), które z jakichś powodów budzą naprawdę większe i do tego pozytywne emocje. Chord Ultima Integrated jest właśnie takim wzmacniaczem. To jedno z tych urządzeń, które w jakiś sposób nawiązuje do najlepszych brytyjskich tradycji konstruowania znakomitych urządzeń audio.

Wygląd wyglądem, jednakże ta konkretna konstrukcja naprawdę potrafi zatrzymać przy sobie brzmieniem. Jest ono po prosu wciągające. Łączy wszystkie obiektywne czynniki w jedną niezwykle spójną całość. A do tego, a może właśnie przede wszystkim Ultima ma ten pierwiastek wewnętrznego magnetyzmu. Bardzo nie chcę iść tutaj w sztampowe określenia typu, że „jest to wzmacniacz dla zwolenników lamp”, bo mocna lampa w cenie Chorda będzie jednak oferować raczej brzmienie, gdzie akcenty mogą być położone w nieco innych miejscach.

Natomiast jeżeli chcemy mieć taki, że tak to pozwolę sobie nieco bardziej dowolnie ująć, „tranzystor z duszą”, to będzie to na pewno naprawdę dobry kierunek. Jest jeszcze jedna rzecz, na którą chciałbym tutaj zwrócić uwagę. Może wbiję tutaj nieco kij w audiofilskie mrowisko, ale traktowałbym design Chorda jako dość sporą zaletę. Oczywiście kwestie wizualne mogą się komuś podobać lub nie, ale – jak już wspomniałem – jeżeli popatrzymy tylko na kwestie, że tak to ujmę, obiektywne i odłożymy stereotypy na bok: to wyboru konstrukcyjne nie są dziełem przypadku.

Producent zadbał chociażby o takie (ważne) detale, jak to, żeby urządzenie miało odpowiedni odstęp od podłoża (chodzi oczywiście o wentylację). Dodatkowo otrzymujemy po prostu zaawansowaną konstrukcję, która nie jest kolejnym pudełkiem z elektroniką. No i w której przede wszystkim brzmienie naprawdę idzie w parze z ceną.

Adam Kiryszewski

Dystrybutor: Audio Center Poland

Cena: 49900 PLN