Chord Qutest – recenzja

Chord Qutest

Chord Qutest to przetwornik cyfrowo-analogowy brytyjskiej firmy Chord Electronics. Producent ten gościł już na łamach hifizone.pl przy okazji recenzji dość specyficznego i doskonałego zarazem urządzenia, jakim jest Hugo M Scaler. To akurat urządzenie pozostawiło niemałe i w dodatku w pełni zasłużone wrażenie, a jednocześnie recenzowane było wtedy z przetwornikiem tej samej firmy, czyli z Chordem Hugo TT2, który znajduje się niejako dwa modele wyżej w stosunku do Qutesta. Jednocześnie to właśnie Qutest jest przetwornikiem, jak to się ładnie po agnielsku mówi: „entry-level”. Co prawda jest jeszcze tańsza propozycja Chorda w zakresie przetwarzania sygnału cyfrowego na analogowy, bo mowa o Mojo, ale ten z kolei jest propozycją bardziej przenośna, aczkolwiek wciąż korzystającą z autorskiej technologii wykorzystującej układy FPGA oraz autorskie rozwiązania firmy Chord w zakresie filtracji i przetwarzania sygnału w domenie cyfrowej.

Reasumując, mamy tutaj do czynienia z urządzeniem, które jest najtańszym „stacjonarnym” z zasady przetwornikiem marki Chord. Przy czym tak dla jasności: powyżej w hierarchii od Qutesta jest Hugo, potem Hugo TT2, a na końcu flagowy DAVE. Zaznaczam to tak wyraźnie nie bez powodu, bo warto w tym miejscu zadać jedno, dość proste pytanie – czym jest tak naprawdę „podstawowy” przetwornik brytyjskiej marki, kosztujący w dodatku nieco ponad 6 tysięcy nowych polskich złotych, czyli kwotę, która jakby nie patrzeć plasuje go jednak powyżej urządzeń określanych, jako budżetowe?

Chord Qutest

Budowa, wykonanie i funkcjonalność

Zacznijmy od tego, że jeżeli chodzi o samo wykonanie, to w zasadzie nie ma się ani do czego przyczepić, ani też wygląd tego akurat Chorda nie powinien być przedmiotem specjalnych dyskusji, czy dywagacji, jak to może mieć miejsce w przypadku innych produktów brytyjskiej marki. Jedyne co jest tutaj warte odnotowania, to świecąca w nocy diody w urządzeniu. W szczególności ta wewnątrz, lekko rozświetlająca otoczenie, a jednocześnie też informująca – jak to w przypadku przetworników Chorda bywa – o rodzaju odbieranego sygnału wejściowego. Z praktyki mogę powiedzieć, że to całkiem niezłe rozwiązanie, bo po kilku dniach użytkowania wiemy już, że czerwony kolor oznacza format 16/44, a kolejne – aż do białego – to coraz gęstsze formaty. Jeżeli zaś chodzi o ową gęstość, czyli wsparcie dla sygnału o wyższej, niż standard CDDA gęstości, to Chord przyjmuje sygnał aż do PCM w rodzielczości 32 bitów i 768 kHz próbkowania i DSD aż do DSD512. Także po tej stronie jest bardzo dobrze.

Chord Qutest

Powiedzmy teraz o tym… nie, nie o wadach a raczej o tym, czego ten mały przetwornik nie ma. Otóż nie ma regulacji głośności, czyli wbudowanego przedwzmacniacza, nie ma tutaj streamera i tym podobnych wynalazków. To po prostu przetwornik cyfrowo-analogowy z wejściami USB, TosLink oraz – uwaga – dwoma gniazdami BNC. Dlaczego aż dwoma? Otóż, co ciekawe, Chord Qutest pozwala na podłączenie firmowego, zewnętrznego procesora cyfrowego (czy raczej i bardziej precyzyjnie sprawy ujmując – zewnętrznego oraz dedykowanego filtru cyfrowego z milionem obwiedni w tymże filtrze). Jest to o tyle interesujące, iż Qutest, jakby nie patrzeć jest niemalże trzykrotnie tańszy od samego M Scalera. Może się wydawać, że jest to posunięcie na wskroś dziwne, jednakże załóżmy na tę chwilę tak roboczo, iż w tym szaleństwie jest jakaś metoda.

Chord Qutest

Tak naprawdę, to patrząc poprzez pryzmat wykonania oraz pewnych cech szczególnych, to jedyną rzeczą, która tutaj trochę nie pasuje jest sposób podłączania zewnętrznego zasilacza – otóż gniazdo po stronie Qutesta to Micro USB. Aż się tutaj prosi, aby zrobić normalne, współosiowe gniazdo tak, aby można tutaj było podłączyć w razie czego lepszy, zewnętrzny zasilacz, jak SBooster, czy Ferrum HYPSOS bez żadnych kombinacji. Oczywiście wciąż możemy podłączyć zewnętrzny zasilacz, jednakże pozwolę sobie pozostać na stanowisku, iż to gniazdo Micro USB po prostu tutaj nie pasuje.

Chord Qutest

Ach, i jeszcze na koniec – producent do Qutesta proponuje nam specjalny stand, z którym urządzenie przyszło do recenzji. Sam stand jest bardzo, mówiąc kolokwialnie, fajny. Jednak jego cena już tak nie do końca uwzględnia nasze realia, a szkoda.

Chord Qutest

Jednakże całościowo urządzenie pod względem konstrukcji sprawa jak najlepsze wrażenie, jest przede wszystkim dość ciężkie no i jednak solidnie wykonane z aluminiowych bloków. No i jeszcze w tej materii taka ciekawostka – Qutest wcale nie jest prostym sprzętem, bo składa się z aż ponad tysiąca (!) części. Co więcej, poziom zaawansowania tego urządzenia jest dużo wyższy, aniżeli mogłoby się nam na pierwszy rzut nieuzbrojonego oka wydawać.

Chord, Rob Watts oraz dwa dziwne akronimy – FPGA i WTA

Historę projektanta cyfrowych urządzeń firmy Chord Electronics przytoczyłem w nieco bardziej wnikliwej wersji przy okazji recenzji M Scalera, teraz wspomnijmy tylko o kilku najważniejszych aspektach konstrukcji. Otóż, po pierwsze, nie jest to przetwornik korzystający z gotowych układów przetwornika (czy też przetworników) cyfrowo-analogowych. Nie uświadczymy tutaj żadnej kości producentów takich, jak popularne ostatnio ESS Technology czy AKM. Chord w swoich przetwornikach używa kości FPGA („Field-Programmable Gate Array”), czyli inaczej programowalnych układów ramek logicznych, które w zależności od implementacji pełnić mogą różnorakie funkcje. Jednocześnie w kości tej zaimplementowane jest autorskie filtrowanie, a dokładniej filtr cyfrowy zaprojektowany właśnie przez Wattsa. Filtr ten nazywa się WTA, co jest skrótem od „Watts Time-Alignment”. Jak nie trudno się domyślić, w jego algorytmie położono nacisk na odpowiednie odwzorowanie sygnału w domenie czasowej.

Chord Qutest

 

Jednocześnie wspomniana wyżej kość FPGA dokonuje nie tylko obróbki sygnału w domenie cyfrowej, ale steruje też zewnętrznym układem rezystorów w konfiguracji, którą producent określa, jako „Pulse-array”. Wspominam o tym dlatego, że – oprócz rzeczy tak oczywistych, jak wygląd, złącza, czy funkcjonalność – to przetworniki Chorda różnią się między sobą, patrząc od strony potencjalnie newralgicznych dla brzmienia cech konstrukcyjnychm właśnie ilością obwiedni w filtrze cyfrowym oraz ilością elementów w układzie „Pulse-array”. Jednocześnie, co może okazać się istotne, i o czym pozwolę sobie raz jeszcze wspomnieć, ilość obwiedni w przypadku prawie każdego przetwornika brytyjskiej marki możemy zwiększyć do miliona podłączając zewnętrzny filtr cyfrowy, którym właśnie jest M Scaler. Inaczej rzecz ujmując, zarówno Qutest, jak i TT2 oraz DAVE to urządzania, które można dodatkowo rozbudować, czy też, jak kto woli – polepszyć. Nie, żeby było to od razu koniecznie, jednakże warto wspomnieć o takiej możliwości. Tyle kwestii technicznych, przejdźmy do najważniejszego.

Chord Qutest – czyżby hi-end po taniości?

Zacznijmy od kwestii nie dość, że takiej, która staje się oczywista już w pierwszych minutach odsłuchu, co jest na dodatek – sprawą dość, rzekłbym fundamentalną. Otóż nie będzie przesady w stwierdzeniu, iż w porównaniu do przetworników budżetowych oraz tych w podobnej cenie do Qutesta – to mały przetwornik Chorda zdejmuje zasłonę pomiędzy słuchaczem a muzyką. Po pierwsze znaczy to, iż gra dźwiękiem bezpośrednim, a po drugie dźwięk ten jest namacalny. Czuć, że nie ma tutaj pewnego rodzaju zamglenia, które jednak w jakimś – mniejszym lub większym – stopniu często obecne jest w przetwornikach w tej cenie.

W nawiązaniu do powyższego – scena jest bliska, a przy tym nie jest to też przysłowiowe „granie na twarz”. Fakt faktem, jest blisko, obecność wydarzeń na scenie, jak i sama holografia jest podana w dość wyraźny sposób. Przy czym, co interesujące w tym przypadku, oznacza to bardziej komunikatywność samego przekazu muzycznego, aniżeli jakieś oznaki natarczywości. Co więcej, scena jest także holograficzna. Jak na ten poziom cenowy, to poziom realizmu wynikający z odwzorowania zależności przestrzennych jest na bardzo wysokim, żeby nie powiedzieć, że niemalże wzorcowym poziomie. Jest to jednocześnie cecha wspólna urządzeń firmy Chord (przy czym np. zastosowanie M Scalera minimalnie zmienia tutaj charakter pierwszej linii na scenie, jednocześnie poprawiając to, co z tyłu) i tutaj można powiedzieć, że Chord Qutest zachowuje bardzo dużo tej marki pod względem ogólnie pojętej stereofonii.

Chord Qutest

Drugą kwestią jest oczywiście rytmika. Zresztą, zarówno odwzorowanie przestrzeni, jak i rytmu wyraźnie można wyczuć na utworze „Money Can’t Buy It” Annie Lennox. Genealnie Qutest bardzo dobrze poradził sobie z całą płytą „Diva” byłej wokalistki zespołu Eurythmics. Jednocześnie płyta ta pokazała też kilka ciekawych rzeczy – przy całej bezpośredniości przekazu to Qutest nie ma tendencji do wyostrzania górnego środka, nie zlepia też pozornych obrazów, czy też – jak kto woli – źródeł dźwięku. Jednakże jest jedna cecha, o której warto w tym miejscu wspomnieć.

Jest nią dość zdecydowana góra pasma. Przy czym nie, nie jest ona ani zapiaszczona, ani też metaliczna, bo tak naprawdę daleko jej do tego, oczywiście mając na uwadze cenę tego przetwornika. Przy czym poziom definicji i rozdzielczości jest tutaj bardzo wysoki,a jednocześnie pojawia się inna kwestia, o jakiej uważam, iż należy po prostu wspomnieć. Otóż góry w domyślnym ustawieniu filtra cyfrowego jest tutaj dość sporo ilościowo. To nie jest przetwornik, który gra środkiem pasma. Nie gra też ani trochę uśmiechniętą charakterystyką. Tutaj bardziej chodzi o ogólne poczucie dynamiki i witalności tego zakresu pasma, które w przypadku niektórych systemów można po prostu źle odebrać. Jest też tak, że właśnie dzięki prezentacji wysokich tonów wszystko jest dobrze naświetlone, to właśnie te zakresy dużej mierze kreują tutaj sugestywność sceny. Jednakże miałbym charakter góry na uwadze dobierając do Qutesta resztę systemu, a już w szczególności kolumny.

Przy czym to nie jest też tak, że Chord Qutest pokaleczy gorsze, czy ostrzej zrealizowane nagranie. Płyta Tasmin Archer „Great Expectations” zabrzmiała znakomicie, nieco po świeżej stronie, lecz zdecydowanie wolałbym w tym przypadku to, aniżeli dodatkową warstwę zmiękczającą dźwięki. To samo stare nagrania U2. Co ciekawe, przy okazji odsłuchów różnych realizacji nagle okazuje się, że Qutest zapewnia nam bardzo poważną dawkę wglądu w nagranie. Bo jest też tak, że mamy tutaj spore pokłady rozdzielczości, Chord bardzo dobrze nie tylko – jak już wspomniałem – pokazuje zależności przestrzenne, ale też z chęcią podąża za drobnymi zmianami barwy, tonacji.

Chord Qutest

Powyższe wyraźnie słychać na „Says” Nilsa Frahma. To właśnie taka muzyka zyskuje na Quteście bardzo, ale to bardzo dużo. Ilość detali oraz precyzja oraz pewnego rodzaju ciągłość muzycznych zdarzeń była na tym akurat utworze poza zasięgiem zdecydowanej większości źródeł cyfrowych w podonej do Qutesta cenie. Wszystkie nagłe dźwięki, te wszystkie „przeszkadzajki”, jakich na tym utworze jest naprawdę pełno – zostały oddane naprawdę sugestywnie. A przy tym były spójnie, naturalnie wplecione w całość muzycznego spektaklu. Bo mały Chord gra też nad wyraz spójnie, przy całej jego sugestywności i witalności jedną z jego największych supermocy jest to, że właśnie nie dzieli dźwięków, zachowuje ciągłość i głównych wydarzeń, i muzycznego planktonu a także, co równie ważne, ich wzajemnych relacji ze sobą.

Utwór „Parasol” z doskonałej płyty Lubomyra Melnyka „Rivers and Streams” potwierdził doskonałą przestrzeń generowaną przez Qutesta. A z kolei muzyka filmowa i elektroniczna – pokazała, że Chord gra równo i nie musi się także wstydzić tego, co w najniższym paśmie. Przy czym, porównując tak całościowo i przekrojowo zarazem – to bas jest w tym akurat przetworniku Chorda minimalnie po stronie konturowości. I przykładowo: zarówno Brooklyn Bridge zasilany z SBoostera, jak i TT2 ze stajni Chorda miały bardziej nasycony sam najniższy podzakres. Czyli absolutnie najniższą oktawę. Jednocześnie nie jest to różnica ogromna, aczkolwiek warto o niej wspomnieć, bo też porównując Qutesta do TT2 jest to jeden z tych zakresów, gdzie możemy odczuć różnicę.

Z drugiej zaś strony patrząc, to brzmienie Questa jest tak naprawdę dobrze wyważone, zwłaszcza, że jeżeli chodzi o górę pasma, z pomocą przychodzą cztery różne ustawienia filtry cyfrowego.

Zamiast podsumowania – czym jest tak naprawdę Chord Qutest?

Podejrzewam, że większość z Państwa, którzy posłuchają tego przetwornika stwierdzą, iż gra on tak naprawdę całościowo dużo lepiej, aniżeli można by wywnioskować z tejże recenzji. Oczywiście, nie jest to przetwornik pozbawiony wad, bo dopłacając chociażby do Hugo TT2, czy takich przetworników, jak chociażby Auralic Vega G2.1 zystkujemy sporo (w tym ostatnim przypadku też inny charakter) jednakże proszę mieć na uwadze cenę Qutesta. Albo może powiem inaczej: gdyby przetwornik ten kosztował dwa razy tyle, to pewnie można by znaleźć jeden, czy dwa aspekty, gdzie można by ponarzekać. Ale i tak trzeba by było stwierdzić, że to nad wyraz kompetentne urządzenie. Szczerze powiedziawszy, odpakowując małego Chorda zastanawiałem się, co kierowało (czyli zapewne Panem Wattsem), kiedy decydował się o zaimplementowaniu podwójnego wejścia BNC do współpracy z M Scalerem. Teraz już wiem. Otóż, podsumowując tę recenzję to odważę się postawić jakże śmiałą tezę, iż jest to jeden z najlepszych przetworników cyfrowo-analogowych na rynku w cenie do 10 tysięcy polskich nowych złotych. A w tej estetyce brzmieniowej może śmiało stanąć w szranki z urządzeniami nawet powyżej tego pułapu. Dla mnie Chord Qutest jest jednocześnie takim kamieniem milowym, bo jeszcze 10, czy 20 lat temu za to brzmienie płaciło się naprawdę krocie. To też przykład na to, jak technologia a co za tym idzie ewolucja źródeł cyfrowych poszła do przodu. Dlatego też tutaj należy się nawet nie tyle, że rekomendacja, co po prostu Wybór Redakcji.


Cena: 6999 PLN https://www.audiocenter.pl/
Dystrybutor: Audio Center Polska

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*