To też przy tym taki rodzaj brzmienia, który – głównie dzięki barwie, dynamice oraz komunikatywności – angażuje bardzo szybko. A przy tym też nie męczy na dłuższą metę, bo jest też tak, że w brzmieniu CXA81 Mk II nie znajdziemy żadnych przykrych naleciałości, jakie często obecne są w sprzętach typowo budżetowych. Nie jest to też, co w sumie równie ważne, brzmienie wyblakłe, czy też w jakikolwiek sposób uśredniające nadmiernie nagrania.
Wydarzenia na scenie dzieją się blisko słuchacza, są wyraźne, muzyka ma doskonały rytm, czuć jej puls. Jest to też jeden z tych wzmacniaczy zinteggrowanych, a jednocześnie jeden z nielicznych w tym przedziale cenowym, które nie gubią się w bardziej złożonych realizacjach. Bo na szybkiej muzyce, z dużą ilością dźwięków CXA81 Mk II sobie po prostu radzi. Co więcej, i to może zainteresować wielu, tak zwany PRaT (Pace, Rhytm and Timing) jest na bardzo dobrym w odniesieniu do ceny poziomie.
Jednocześnie jest też coś, co powinno być istotną informacją zwłaszcza w kontekście doboru pozostałych elementów systemu. Otóż CXA81 Mk II to taki wzmacniacz, który niczego nie udaje, a już tym bardziej lampy w jej stereotypowym znaczeniu. Bo to tranzystor, ale taki, w którym po prostu słychać wiele zalet technologii półprzewodnikowej. I w którym także słychać, że większość wad tejże technologii, zwłaszcza występujących w gorszych aplikacjach – po prostu skutecznie tutaj wyeliminowano. A jeżeli już spojrzeć na cenę tego wzmacniacza – to naprawdę nie ma się do czego w tym aspekcie doczepić. Bo przede wszystkim mamy tutaj odpowiedni już poziom nasycenia, wzmacniacz tej raczej nigdy nie zabrzmi nudno. A przy tym stara się nie przekraczać też granicy brzmienia jaskrawego, czy też jazgotliwego. Tutaj znalezienie balansu oznacza po prostu złoty złoty środek. Taki, w którym wszystko do siebie pasuje, a nie jest kompromisem, żeby kosztem jednego aspektu brzmienia osiągnąć inny.
Świetnie, z dynamiką i entuzjazmem zabrzmiał znany utwór „Sirius” brytyjskiego Alan Parsons Project. Dało się tutaj wyczuć nie tylko znakomite oddanie rytmu, ale i całościowej atmosfery nagrania wraz z zaskakująco dobrym oddaniem zarówno makro, jak i mikrodynamiki. Jednocześnie wzmacniacz Cambridge Audio równie dobrze radzi sobie z klimatami żywszymi, jak i też tymi bardziej spokojnymi. Bo świetnie zabrzmiało także „Don’t Give Up” duetu Petera Gabriela i Kate Bush.
Słuchając utworu „Sunday Afternoons” Vanessy Danou można było wyczuć taką naturalną, niewymuszoną bezpośredniość brytyjskiej integry. Wokal był lekko w tle, dokładnie tam, gdzie być powinien. Był też przy tym odpowiednio naświetlony, wyraźny, bez niepotrzebnego „elektrycznego” nalotu. I zabrzmiał także znacząco inaczej, aniżeli głos wokalistki na „One” Aimee Mann. Czuć było w obu przypadkach, że brytyjska integra potrafi bardzo wiarygodnie umiejscowić pozorne źródła na scenie. A przy tym zaprezentować je wraz z całą otoczką akustyki. I zrobić to, co równie ważne, bez nadmiernego przerysowana.
Bo o ile głębia sceny to nie jest to co – patrząc poprzez pryzmat skali absolutnej – mogą nam zaoferować najlepsze lampy w konfiguracji Single-Ended, to mamy tutaj bardzo wyraźny pierwszy plan. I także dobrze zarysowane następne elementy sceny dźwiękowej za nim. To również kwestia tego, że CXA81 Mk II stara się grać blisko, prezentować pierwszy plan raczej na linii kolumn, a nie jakoś znacząco za nią.

