A jeżeli już o same niskie tony chodzi – to zejście basu i jego kontrola w chociażby pierwszych taktach Massive Attack „Unfinished Sympathy” były po prostu znakomite. Po prostu czuć tutaj, że Auralic ma cały czas spory zapas, że nie afiszuje się z basem, lecz jest to przy tym taki rodzaj prezentacji niskich częstotliwości, który raczej nie pozostawi nam niedosytu. Vega G2.2 brzmi na basie po prostu bogato, jednocześnie w naturalny jednocześnie fizjologiczny sposób. Możliwości w zakresie dynamiki, rozciągnięcia, kontroli i także różnicowania faktur niskich częstotliwości zawsze były we flagowych przetwornikach Pana Wanga albo bardzo dobre (w skali absolutnej) albo znakomite (w tym przedziale cenowym). Tutaj jest jednak jeszcze lepiej, niż w G2.1, bo o ile bas nie traci nic ze swojej faktury, to trudno oprzeć się także wrażeniu, że dzięki większej obecności całego przekazu zyskuje także na precyzji, na różnicowaniu drobnych zmian rytmicznych. To podobny efekt, jak podczas wymiany przetwornika – co może niektórych zaskoczyć – wysokotonowego ze średniej klasy kopułki na dobrą wstęgę. Bas zyskuje wtedy na definicji, a to dlatego, że lepsza jest reprodukcja jego wyższych składowych, jego harmonicznych.
Słuchając trzeciej płyty Bjork, czyli „Post”, a konkretnie utworu „Hyper-ballad” można szybko dojść do wniosku, że brzmienie Auralica jest antytezą brzmienia sztucznie utwardzonego, czy w jakikolwiek sposób wyostrzonego. Auralic to w dużej mierze takie nowoczesne brzmienie analogowe, gra płynnie, a w najnowszej odsłonie także w bardzo obecny sposób. Na wspomnianym powyżej utworze islandzkiej wokalistki to wcale nie bas zrobił największe wrażenie, ale właśnie całościowy sposób prezentacji. To, w jak nasycony, płynny i bogaty sposób zostały oddane wszystkie wydarzenia na scenie. I też, jak zostało to połączone z zachowaniem wglądu w nagranie.
Podobnie stereofonii nie można nic zarzucić, właśnie dzięki wspomnianej wcześniej obecności dźwięku. Auralic przy tym ma też taką cechę, że o ile wydawałoby się, że trzyma pierwszy plan na linii głośników, to jest też tak, że potrafi bardzo dobrze nakreślić pozorne źródła dźwięku. Nie jest ofensywny, ale jednak mamy wrażenie że wykonawca jest z nami w pokoju, a nie jest kreowany na scenie. Auralic ma przy tym jeszcze dwie cechy – bardzo czarne tło i sporą głębię generowanej sceny. W porównaniu do recenzowanego chociażby Moona 791 jest ona bardziej wybudowana wszerz, aniżeli na boki (co nie znaczy, że jest przy tym w jakikolwiek sposób zawężona, bardziej chodzi mi o ogólną manierę), natomiast świetnie są pokazane dalsze plany. To już jest taka prezentacja przestrzeni, w której nic nie jest wymuszone, ale jednak iluminacja dalszych planów jest po prostu bardzo dobra.
Auralic Vega G2.2 – podsumowanie
Tym razem będzie zwięźle. Auralic G2.2 to wyraźny postęp w stosunku do poprzednika, czyli wersji G2.1. Jednocześnie ten akurat przetwornik, zachowując wszystkie pozytywne cechy firmowego – można by rzec – brzmienia dokłada do niego taką naturalną, swoistą bezpośredniość. Czy jest to zaleta ulepszonej architektury samej części cyfrowej, czy technologii DDR – trudno mi jest jednoznacznie ocenić. Aczkolwiek jest jeszcze jedna rzecz, którą zostawiłem na koniec. Otóż o ile Vega G2.1 aż się prosiła o Ariesa – to mam takie nieodparte wrażenie, że najnowsza wersja, G2.2 brzmi już korzystając z wbudowanego streamera naprawdę nieźle. Innymi słowy, owszem – cena poszła do góry, ale też dostajemy też bezapelacyjnie lepsze brzmienie. I produkt, że tak powiem, bardziej kompletny. Pamiętajmy też, że na pokładzie jest też bardzo dobry przedwzmacniacz – dokładnie taki sam, jaki posiadała wersja G2.1. Innymi słowy – pełna rekomendacja.
Cena: 36800 PLN
Dystrybutor: MIP https://mip.bz

