Astell&Kern UW100MKII – recenzja

Co to tego, jak UW100MKII faktycznie tłumią odgłosy otoczenia, to powiem tak: aktywna redukcja to nie jest, ale też samo „działanie” słuchawek w tym zakresie ma zupełnie inny charakter. Weźmy jeszcze pod uwagę, że tutaj istotną kwestią będzie to, jakich gumek, czy gąbek użyjemy, bo cały mechanizm działania jest w przypadku UW100MKII zupełnie inny. W Astellach wszystko opiera się na izolacji, natomiast w przypadku innych słuchawek mikrofony zbierają sygnał z zewnątrz, który potem – w dużym skrócie – podawany jest w przeciw-fazie do przetworników. Dlatego trudno też spodziewać się takich samych rezultatów.

Ale jest też tutaj druga, nieco mniej widoczna strona medalu. Otóż proszę wziąć poprawkę na to, że użycie ANC oznacza nic innego, jak ingerencję w sygnał. Czyli najczęściej użycie jakiejś formy DSP, które de facto nam ten sygnał obrobi tak, aby zmiksować ten z mikrofonów i podać go (właśnie w przeciw-fazie) do przetworników. Nie, żeby Astell tego nie robił, bo zapewne robi to (ale już w fazie takiej samej, w jakiej „zbierają” dźwięki z otoczenia mikrofony) w sytuacji, kiedy włączymy tryb Ambient Sound. Natomiast chodzi o ogólne podejście do tematu, które w przypadku koreańskich słuchawek – jest jednak bardziej purystyczne. Zresztą, ponownie odnosząc się do strony producenta, wyraźnie on na niej pisze, że – jego zdaniem – systemy typu ANC powodują szumy i zniekształcenia. Jeszcze raz podkreślę, tutaj nie chodzi nawet o to, że Astell nie miał możliwości zrobienia systemu ANC, bo sam tryb Ambient Sound implikuje takowe od strony sprzętowej. A bardziej o to, że po prostu nie chciał, wychodząc z założenia, że sama konstrukcja słuchawek ma de facto spełniać taką rolę.

Astell&Kern UW100MKII

I rolę taką spełniają, ale jednak nie w takim samym zakresie, jak najlepsze konstrukcje z ANC, dlatego o tym także warto pamiętać. Jednocześnie, jeżeli ktoś dla swojego świętego spokoju będzie chciał mieć TWSy wyższej klasy właśnie bez ANC, ale wciąż oferujące jakiś, niezerowy, nawet w sumie całkiem niezły poziom izolacji – to na pewno Astelle można rozważyć. Nie izolują one aż tak, jak chociażby Etymotic ER4PT, ale pewien poziom wyciszenia jednak oferują. Przy czym warto też zaznaczyć, że sam charakter wyciszenia będzie inny. Bo słuchawki wyposażone w ANC lepiej jednak będą tłumić hałas o charakterze impulsowym. W przypadku zaś UW100MKII możemy mówić o sporym całościowym obniżeniu się poziomu tła, jednakże pojedyncze głośne dźwięki – nadal do nas dotrą. To po prostu coś, co wynika z zupełnie innego sposobu działania. Natomiast jestem też w stanie zrozumieć to, że będzie grupa ludzi, która wybierze właśnie pasywną redukcję, podobnie jak i Ci, którzy będą rozważali wyłącznie słuchawki działające w tej materii w sposób aktywny, posiadające ANC.

Dodatkowo, do słuchawek Astella możemy ściągnąć aplikację na telefon, która da nam dostęp do kilku funkcji takich, jak sterowanie trybami „Ambient”, czy dostep do korektora graficznego. Oczywiście trybami, w których słuchawki „przepuszczą” nam dźwięki z otoczenia możemy kontrolować także z poziomu samych słuchawek. Do samej aplikacji zaraz wrócimy, bo jeżeli już przy sterowaniu jesteśmy – to tej kwestii także należy się kilka słów. Otóż, jeżeli miałbym się w tych słuchawkach do czegokolwiek doczepić, to byłoby to właśnie to. Chodzi mi tutaj konkretnie o samo wyczuwanie dotyku oraz punkt, w którym trzeba dotknąć tych słuchawek. Nie jest to przy tym tak, że to sterowanie nie działa per se, ale znam wiele modeli TWSów, w których już po pierwszym ich włożeniu w uszy z łatwością możemy wyczuć, z jaką siłą, gdzie dokładnie i jak należy ich dotykać, aby słuchawki dobrze „zrozumiały” nasze intencje. Po pewnym czasie oczywiście sprawy będą wyglądać lepiej, ale jakoś nie pasuje mi to do całościowej koncepcji tych słuchawek, gdzie wszystko działa i jest przemyślane.

Astell&Kern UW100MKII

Wracając jeszcze na chwilę do samej aplikacji – to, jak wspomniałem, mamy tutaj nie tylko korektor, wybór jednego z czterech poziomów trybu „Ambient”, ale także trzy ciekawe funkcje. Pierwsza to „Detect wear playback”. Słuchawki mają wbudowane czujniki zbliżeniowe i przy tej funkcji włączonej odtwarzanie zostanie zatrzymane po ich wyciągnięciu z uszu i wznowione ponownie, kiedy je znowu włożymy. Druga funkcja – „Tap gesture” – daje nam możliwości wyboru (w wąskim, lecz jednak) zakresie, jakie gesty dotykowe będą uruchamiać jakie funkcje. Najciekawsza jest jednak trzecia, czyli wybór jednego z czterech ustawień filtra cyfrowego w układach AKM. Szczerze powiedziawszy nie sądziłem, że kiedyś tego doczekam w dokanałowych słuchawkach bezprzewodowych, no ale jednak w końcu jest.

Kończąc opis kwestii związanych z budową to jeszcze zwróćmy chwilę uwagi na etui. Jakie jest, każdy widzi – samo wykonanie jest bez zarzutu. Ergonomia także, nie ma tutaj problemów z jego otwieraniem. Ma jednak jedną przydatną cechę, o której trzeba wspomnieć – ładowanie indukcyjne.

Tyle kwestii technicznych, przejdźmy do clue tematu, czyli brzmienia.