Astell&Kern UW100MKII to bezprzewodowe słuchawki dokanałowe w technologii TWS (True Wireless) produkowane przez jedną z najbardziej znanych w przenośnym audio marek. Jednocześnie, jak samo „MKII” w nazwie wskazuje, jest to już druga odsłona tego modelu, jaką Koreańczycy chcą nam zaproponować. I, co ciekawe, kolejna wersja, jeżeli chodzi o same dane techniczne nie różni się specjalnie od swojego pierwowzoru. Same układy przetworników cyfrowo-analogowych są takie same i w „MKI” i w „MKII”: AKM AK4332ECB. Podobnie, jak układ Bluetooth, czyli Qualcomm 5141. Inaczej rzecz ujmując, bezpośrednio porównując jedne z drugimi poprzez pryzmat specyfikacji, to rozbieżności będą w zasadzie tylko dwie: długości pracy na baterii (maksymalnie 9.5/29 godzin w drugiej wersji zamiast 6/24 w pierwszej) oraz wielkości etui ładującego, które w „MKII” producent nieco zmniejszył.
Jednakże prawdziwe różnice znajdziemy tak naprawdę wewnątrz słuchawek, gdzie nie tylko zmieniono położenie oraz komorę przetwornika armaturowego, ale także mocno zoptymalizowano cały układ elektroniczny. Teraz – jeżeli wierzyć zapewnieniom producenta – w nowym modelu jest on dużo bardziej zaawansowany, przez co posiada też mniejsze szumy dzięki odizolowaniu części cyfrowej. Powinien również oferować bardziej stabilne połączenie ze źródłem. No i, co może okazać się dla wielu istotne, nowa edycja powinna dłużej pracować na jednym ładowaniu.
Przy czym warto też zwrócić uwagę na to, że jedną z cech, jakie odróżniają UW100MKII od tańszych bezprzewodowych słuchawek dokanałowych jest chociażby to, iż w każdej słuchawce znajdziemy dedykowany przetwornik cyfrowo analogowy. Czyli właśnie wspomniany układ AKM AK5332ECB. O ile oczywiście zapewnienia producenta o tym, iż jest on 32-bitowy można włożyć między bajki (to dłuższy temat i mocno wykraczający mocno poza spektrum tej recenzji), to jednak faktycznie implikuje to kilka istotnych rzeczy. Przede wszystkim można od UW100 (MKII) oczekiwać brzmienia lepszego, i to w sumie znacznie, od – załóżmy – dwa razy tańszych słuchawek, które w jednym układzie integrowały zarówno odbiornik BT, jak i DAC.
Kolejną wartą uwagi kwestią jest to, że TWSy Astella są także ciekawe same w sobie ze względu na jeszcze inną rzecz – otóż są one oparte na pojedynczych (w sensie: po jednym na słuchawkę) przetwornikach typu zbalansowana armatura. W tym konkretnym przypadku są to pełnopasmowe armatury marki Knowles, które zresztą Astell stosował już nie raz wcześniej w swoich słuchawkach przewodowych. Czyli mamy tu do czynienia z koncepcją odmienną o w zasadzie 180 stopni w stosunku do tego, co oferuje chociażby Final ze swoimi ZE8000, gdzie mieliśmy także pojedynczy, ale już dynamiczny przetwornik w każdej słuchawce.
Kolejną rzeczą, którą Astell zrobił zupełnie po swojemu – jest podejście do tematu redukcji szumów otoczenia. Zamiast aktywnego systemu, mamy tutaj coś, co Koreańczycy szumnie nazwali „PNI”, czyli „Passive Noise Isolation”. Innymi słowy, to słuchawki swoją konstrukcją mają oddzielać słuchacza od hałasu z zewnątrz. A nie polegać w tej kwestii na żadnej elektronice. Jest jeszcze kilka innych aspektów konstrukcji do których dojdziemy później. Jednakże, jak już chyba wyraźnie widać, Astell podszedł do tematu mocno nieszablonowo, chciałoby się powiedzieć, że wręcz oryginalnie. A ponieważ mamy do czynienia właśnie z drugą ich wersją – to w sumie można mieć wobec tych słuchawek całkiem spore oczekiwania. Zwłaszcza, że kosztują one teraz w detalu 1399 złotych. Czyli są już w cenie, która na tę chwilę jest niewiele mniejsza od tego, ile Final sobie każde zapłacić za swoje ZE8000, a przy obecnej promocji są nawet od Finali droższe. Jak Astelle sprawdzą się w praktyce, także brzmieniowo – to jest naturalnie pojawiające się pytanie, na które postaramy się sobie odpowiedzieć.
Astell&Kern UW100MKII – kilka detali technicznych
Aby się za nadto nie powtarzać, pozwolę sobie jedynie rozwinąć kilka kwestii, jakie poruszyłem powyżej. Zacznijmy od wspomnianej pasywnej izolacji od szumów. Działa ona całkiem nieźle, natomiast w praktyce zupełnie inaczej niż to, co oferuje nam chociażby wspomniany Final ZE8000, czy inne systemy z aktywną, elektroniczną redukcją szumów. Faktem jest, że w większości słuchawek, gdzie mamy do czynienia z użyciem elektroniki do eliminacji szumów – zazwyczaj słychać jest pewnego rodzaju zmianę brzmienia z włączonym systemem ANC.
Tutaj Astell wybrał rozwiązanie może nieco mniej skuteczne, ale na pewno bardziej purystyczne. Napisałem „może” także dlatego, że istnieje wiele słuchawek dokanałowych, których producenci chwalą się tym, że po włożeniu ich do ucha i uzyskania odpowiednego „seala” – potrafią one bez żadnych dodatkowych systemów wyciszyć otoczenie w dość znaczny sposób. Przykładem niech tutaj będzie chociażby kultowa już dla wielu marka Etymotic. Interesujące jest przy tym to, że Astell na swojej stronie produktowej ma nawet tabelkę, na której porównuje UW100MKII z innymi modelami słuchawek w zakresie redukcji szumów w trzech przedziałach częstotliwości.
