To pewnie dlatego „Head Boing Bang” porwał, a z kolei wokal Melody Gardot na „Over the Rainbow” był nie tylko świetnie zawieszony w przestrzeni, ale także doskonale zgrany z całą resztą. Z kolei na „The Mysterious Vanishing of Electra” Anny von Hausswollf (z koncertu w Montreaux) Astell przekazał nie tylko obecne cały czas w nagraniu napięcie, ale też świetnie oddał tło z koncertu w Montreaux.
Jeżeli zaś o tryby działania wzmacniacza słuchawkowego chodzi, czyli pracę w klasie AB i klasie A – to tutaj sprawy się mają nieco inaczej, aniżeli w przypadku sekcji cyfrowej i jej dwóch trybów przetwarzania sygnału (gdzie w jednym tego właśnie przetwarzania jest zdecydowanie mniej). Otóż, po pierwsze, różnica nie jest aż tak oczywista od razu. A po drugie – mam nieodparte wrażenie, że pracując w klasie A, Astell&Kern SE300 potrzebuje ten kwadrans, może nieco więcej, aby się po prostu nagrzać. W klasie AB mamy minimalnie mniejsze nasycenie, dźwięk jest jednak trochę odchudzony na środku pasma, minimalnie oddalony i ma trochę więcej elektronicznej mgiełki, poświaty.
I o ile faktycznie, różnica pomiędzy trybami OS i NOS była bardziej oczywista, to i tak była o wiele mniejsza – pokazując to w perspektywie różnic między urządzeniami – aniżeli całościowa odmienność prezentacji pomiędzy SP300 a zestawem EarMena, czy między SP300 a KANN MAXem.
Prezentacja w trybie OS była bardziej gładka i też w pewnym sensie bardziej cywilizowana, to jednak za każdym razem tryb NOS wydawał się być… no właśnie – niekoniecznie lepszy per se, ale jednak bardziej bezpośredni. Wydawało by się, że bardziej tutaj pasuje określenie „nieokrzesany” ale to właśnie w trybie NOS było bliżej do muzyki. Na Beyonce „Haunted” bas był znowu bardziej prawdziwy, bardziej namacalny i natychmiastowy. Na o Orbital „Lush” tryb OS lepiej pokazywał też krawędzie dźwięków. Powiedziałbym, że w trybie NOS SE300 jest gdzieś pomiędzy Morpheusem a TT2 z M-Scalerem jeżeli chodzi o charakter (charakter, a nie całościowy poziom – podkreślam), natomiast z włączonym OS bliżej mu było w prezentacji przestrzeni do Chorda, ale jednak czegoś brakowało (obwiedni w filtrze cyfrowym?).
Astell&Kern SE300 – czyli zaskoczenie po koreańsku
Są pewne firmy takie, jak chociażby Astell, Auralic i kilka innych – po których generalnie wiadomo, czego się spodziewać. I to nie tylko, jeżeli chodzi o samą jakość brzmienia czy wykonania. Ale także, a może zwłaszcza – jeżeli chodzi o prezentowaną, że tak to nieprecyzyjnie, acz obrazowo ujmę, szkołę brzmienia. Chodzi mi także o spójność brzmieniową pomiędzy poszczególnymi modelami danej firmy. O to, że o ile całkowity poziom może się oczywiście różnić, to w zakresie ogólnie pojętego charakteru – będzie można znaleźć sporo podobieństw. Tak jest w przypadku odtwarzaczy Astella, czy chociażby przetworników Auralica.
I chciałbym w tym miejscu bardzo wyraźnie zaznaczyć jedną, kluczową moim skromnym zdaniem rzecz. Otóż te podobieństwa (i także różnice!) wcale nie biorą się z kosmosu, nie są dziełem przypadku. A wynikają zazwyczaj z bardzo konkretnych i świadomych (zazwyczaj) decyzji konstrukcyjnych. Tak samo, jak na przykład AURALiC nie korzysta z filtrów cyfrowych wbudowanych w układ przetwornika cyfrowo-analogowego (tylko implementuje je w FPGA), tak samo Astell ma swoje podejście do implementacji wielu rzeczy patrząc od elektronicznej ich strony. I w modelu SE300 mamy w pewnym sensie odejście do utartej ścieżki i – można śmiało zaryzykować tezę, że – otwarcie nowej drogi.
To raz. Dwa – tak się też przeciekawie składa, że o ile nie miałem pod ręką SP3000, aby te odtwarzacze bezpośrednio ze sobą porównać, to jednak doskonale pamiętam, jak SP3000, jeżeli chodzi o całościowy jego brzmienia charakter, grał. Doskonale też zdaje sobie sprawę z tego, że na pewno pojawią się pytania typu: „jak się ma SE300 do SP3000”, albo też czy „warto dopłacać do SP3000”, albo czy „SE300 może być alternatywą dla SP3000”. Postaram się na wszystkie te trzy dylematy – udzielić jednej, całościowej odpowiedzi.
I powiem tak: o ile SP3000 dalej zachowuje status odtwarzacza flagowego, najdroższego i brzmieniowo, patrząc tak całościowo, najlepszego – to SE300 jest niewątpliwie najciekawszym odtwarzaczem Astella, jaki ten producent wprowadził na przestrzeni ostatnich kilku lat. I to wcale nie jest tak, że implementacja drabinki rezystorowej w SE300 jest tylko dobra. Bo ona jest de facto w SE300 bardzo dobra. Tutaj bardziej chodzi o to, że w SP3000 mamy jednak podwójny, najlepszy zestaw konwerterów AKMa (4191 razy dwa i 4499 razy cztery) – i dla mnie jest to jeden z nielicznych przypadków, kiedy układy delta-sigma brzmią już na naprawdę wyśrubowanym poziomie jakościowym. I poziom ten jest – podkreślam, całościowo – jednak wyżej w przypadku SP3000, aniżeli ma to miejsce w SE300.
Jednocześnie są to też odtwarzacze trochę jednak z innych bajek. SE300 gra bardziej po analogowej, bliższej stronie. SP3000 stawia na rozdzielczość, operowanie szerokim zakresem dynamiki. No i ma też, patrząc całościowo – nieco inną barwę. Co ciekawe – o ile w SE300 mamy możliwość włączenia i wyłączenia nadpróbkowania, to w SP3000 mamy z kolei funkcję DAR (Digital Audio Remaster), która oferuje nam upsampling do 384 KHz, który także jest zaimplementowany – podobnie jak funkcja OS w SE300 – w kości FPGA. Innymi słowy, oba odtwarzacza mają do zaoferowania „coś ekstra”, jednakże podchodzą do tego z nieco innych stron. I jeszcze jedno – oba odtwarzacze grają już bezpośrednio, nie mają tej kotary na brzmieniu. O ile przestrzeń – bo do tej miałem się jeszcze odnieść – budują w nieco inny sposób, bo w obu przypadkach (w SE300 w trybie NOS) nie ma tej delikatnej tkaniny pomiędzy słuchaczem, a wydarzeniami na scenie, która jednak jest w odtwarzaczach tańszych i też tych, gdzie sygnał leci przez filtr cyfrowy.
Natomiast to, do czego także należy się odnieść – to cena SE300. O ile nie powiem, że jest ona okazyjna, bo trudno tak o odtwarzaczu za nieco ponad 10 tyś złotych powiedzieć, to jednak – jakby nie patrzeć – jest to połowa tego, ile należy wyłożyć za SP3000. I niewiele więcej, aniżeli topowe odtwarzacze innych producentów oparte chociażby o układy ESS9038PRO, które SE300 pod względem muzykalności i kilku innych – istotnych, jak się po dłuższym czasie może okazać aspektów – zje na śniadanie. Dlatego też – z mojej strony zdecydowana rekomendacja.
Dystrybutor: https://mip.bz
Cena: 10500 PLN

