Astell & Kern SE300 – recenzja

Po odsłuchaniu repertuaru z muzyką bardziej przyziemną z realizacyjnego punktu widzenia przyszła pora na Magnusa Gangstada Jorgensena, znanego bardziej, jako Philter. I na jego utwór, który zapewne znany jest co poniektórym, a już na pewno tym, którzy lubią testować możliwości swojego sprzętu w zakresie niskich tonów. I w sumie nie tylko niskich, bo na utworze „Robots in Motion” dzieje się naprawdę dużo. To jest moim zdaniem jeden z tych utworów, które na SE300 należy przesłuchać. I to najlepiej w obu trybach – OS i NOS. Bo wychodzą tutaj równocześnie dwie istotne kwestie. I to takie, które zazwyczaj nie tyle, że rzadko idą w parze, co bardziej mają tendencję do pewnego wykluczania się. Otóż SE300 jest i bardzo dobry technicznie i właśnie jednocześnie kompetentny, kompletny pod muzycznym względem. Bo z jednej strony, jakby wziąć na celownik pewne poszczególne, osobne cechy tego odtwarzacza – to nawet w tej cenie: każda z nich jest na odpowiednim poziomie. A przy tym SE300 ma wciąż ten bardziej nieuchwytny i trudniejszy do zwerbalizowania pierwiastek takiej pierwotnej muzykalności.

Astell & Kern SE300

Co ciekawe, ten wysoki poziom techniczny słychać w sumie od razu, ale też potrzeba w sumie nieco dłuższej chwili i skonfrontowania SE300 z kilkoma-kilkunastoma lepiej znanymi nam nagraniami, żeby zdać sobie sprawę, że jest naprawdę bardzo dobrze. Podobna sytuacja zresztą była z recenzowanym niedawno przetwornikiem Sonnet Morpheus. Tam też wszystkie aspekty techniczne, obiektywne – były na wysokim poziomie. A jednocześnie nie dawały o sobie jakoś dobitnie znać, bo przetwornik pewne rzeczy zdawał się robić jakby od niechcenia.

Co ciekawe, tryb OS (czyli z włączonym nadpróbkowaniem) nie tylko wygładza nieco brzmienie i zmienia pewne proporcje krawędź-atak-wybrzmiewanie-nasycenie w brzmieniu, ale też zmienia zależności przestrzenne. Co może się jednocześnie okazać jeszcze bardziej interesujące – to fakt, że możemy różnie odebrać budowanie sceny w obu trybach (OS i NOS) przy SE300 zasilającym słuchawki oraz „kolumnowy” system stacjonarny. Faktycznie scena w przypadku włączonego nadpróbkowania jest większa, ale tutaj dla niektórych może to być synonimem „napompowana”. Ten temat jeszcze pozwolę sobie poruszyć, natomiast jeszcze tylko dodam, że wspomniany over-sampling ma wpływ także na ogólną tonalność. I przykładowo z włączonym OS bas zmienia charakter na nieco bardziej utwardzony, skupiony na minimalnie wyższym zakresie. Inaczej rzecz ujmując, na pewno możliwość przełączania OS/NOS została zaimplementowana jak najbardziej celowo, bo włączenie w tor układu FPGA z dodatkową filtracją – faktycznie zmienia brzmienie. Przy czym nie zmienia go do końca w stronę tego, co oferują układy delta-sigma – ale do tego, podobnie, jak do kwestii przestrzennych, pozwolę sobie powrócić jeszcze w podsumowaniu.

Astell & Kern SE300

Tymczasem zmieniając nieco repertuar, ale wciąż pozostając przy skandynawsku brzmiących nazwiskach – sięgnijmy po Ludwiga Goranssona. Kompozytor ten stał się niewątpliwie bardziej rozpoznawalny po tym jak (pod nieobecność Zimmera, bo ten był wtedy akurat zajęty ścieżką dźwiękową do Diuny) stworzył muzykę do przedostatniego filmu Nolana o jakże charakterystycznej nazwie „Tenet”. Film może i nie był apogeum możliwości brytyjskiego reżysera, ale ścieżka dźwiękowa do niego – ma nam akurat całkiem sporo do zaoferowania. Wiele się na niej dzieje i SE300 dość dobitnie pokazał, że pominięcie filtra cyfrowego w torze nie oznacza wcale jakiegoś zamulenia przekazu, czy też pogorszenia pewnych jego technicznych, bardziej obiektywnych wyznaczników. A wręcz przeciwnie. Ponadto na „Rainy Night in Tallin” było już bardzo wyraźnie słychać, że R2R to nie tylko barwa, ale też – zwłaszcza w tych lepszych urządzeniach – także definicja i szeroko rozumiany brak przysłowiowej kotary na brzmieniu. I, co za tym idzie, jego niewymuszona natychmiastowość.