Jeżeli zaś o sam interfejs użytkownika chodzi, to mamy tu do czynienia z nową wersją, którą spotkamy chociażby we wspomnianym SP3000 i nowszych odtwarzaczach koreańskiego producenta. Umożliwia ona instalowanie dodatkowych aplikacji serwisów strumieniujących i w zasadzie całkowicie skupia się na jednym – odtwarzaniu muzyki. Nie znajdziemy w oprogramowaniu Astella żadnych dodatków, które miałyby służyć jakimkolwiek, że tak to kolokwialnie ujmę, „pobocznym” funkcjom. Bo o ile system operacyjny oparty jest tutaj na – mniej lub bardziej, ale jednak pozmienianym przez Koreańczyków – Androidzie, to nie ma możliwości instalacji jakichkolwiek dodatkowych, niezwiązanych z odtwarzaniem muzyki aplikacji. Mamy tu do wyboru tylko – dość szeroką w sumie – listę serwisów strumieniujących oraz oprogramowania takiego, jak chociażby Roon ARC. I w zasadzie tyle. Przyznam szczerze, że wcale mnie taka akurat decyzja Astella nie dziwi.
W rozwijanym od góry menu znajdziemy dwie rzeczy, jakie – z oczywistych powodów – powinny nas zainteresować. Pierwszą z nich będzie naturalnie wybór trybu pracy sekcji cyfrowej. Czyli przełącznik OS/NOS, włączający i wyłączający zaimplementowane w FPGA nadpróbkowanie, znane potocznie, jako „Over-sampling”. Drugą zaś będzie z kolei możliwość wyboru trybu pracy wbudowanego w SE300 wzmacniacza słuchawkowego. Tutaj mowa oczywiście o tym, że może on pracować w bardziej ekonomicznej prądowo klasie AB oraz w osławionej i jakże lubianej przez wielu – klasie A.
I o ile – jak wcześniej już wspomniałem – nie ma sensu komentować przykładowo wykonania urządzeń koreańskiego producenta, to powyższym dwóm funkcjom już należy się już kilka słów uwagi. Przede wszystkim: to nie jest tak, i to tyczy się zwłaszcza trybu pracy wzmacniacza, że przełączając się pomiędzy klasą AB, a klasą A – od razu usłyszymy ogromną różnicę w brzmieniu. Dzieje się tak dlatego, że urządzenia, które pracują z dużym prądem podkładu (biasem) stopni wzmacniających, zazwyczaj potrzebują dłuższą chwilę, aby ustabilizować swoje punkty pracy, temperatury i tak dalej. Także, o ile zmiana prądu podkładu na wyższy, czyli zmiany trybu pracy z klasy AB na klasę A będzie miała miejsce teoretycznie od razu, to brzmieniowo – może to nie być aż takie natychmiastowe.
Jeżeli zaś chodzi o przełączanie sposobu pracy sekcji cyfrowej, to tu z kolei różnica słyszalna jest praktycznie od razu. Wspominam o tym nie bez kozery, bo robiąc na szybko porównania A/B i to jeszcze gdzieś tak przypadkiem, będąc u kogoś, w pośpiechu – byłbym ostrożny w ferowaniu wyroków. Zwłaszcza, że Astell&Kern SE300 daje nam w zasadzie aż cztery możliwe kombinacje, które jednak będą się od siebie brzmieniowo w jakiś sposób różnić. I różnice te nie muszą się wcale ujawnić od razu, co jednak nie będzie też oznaczać, że nie okażą się istotne. A wręcz przeciwnie. Poza tym – jak Państwo zapewne sami po przeczytaniu tej recenzji wywnioskują – siła SE300 leży właśnie nie tylko w jego architekturze jego przetwornika, ale również w tym, że mamy tutaj możliwość wyboru tego, jak działa zarówno sekcja cyfrowa, oraz jak – jakby nie patrzeć – analogowa. To nie są, wbrew pozorom, proste zmiany tego, z jakimi parametrami pracuje filtr cyfrowy w przetworniku, bo tutaj mamy możliwość jego całkowitego ominięcia w trybie NOS.
Zamykając jeszcze kwestie praktyczne, to warto wspomnieć, że w komplecie nie ma pokrowca, a sam odtwarzacz pracując w klasie A – wyczuwalnie się nagrzewa. Wszystkie dodatkowe funkcje, takie jak BT Sink, czy w szczególności AK File Drop działały bez zarzutu. To samo tyczy się też funkcjonalności Roon Ready. Innymi słowy, jak przystało na flagowego niemalże ( bo ten status jest zarezerwowany przecież dla SP3000) Astella obyło się bez żadnych niespodzianek. Może poza tym, że chciałbym mieć w zestawie etui – ale to tyle. Przejdźmy zatem do clue tematu.

