Acoustic Energy AE1 Active – recenzja

I to właśnie oderwanie brzmienia od kolumn, generowanie całego spektaklu pomiędzy nimi, który jest przy tym pełen energii jest zauważalne od razu i wciąga nas po prostu w muzyczne wydarzenie. Co więcej, to wszystko jest okraszone żywą, całkiem nasyconą i świeżą barwą. A przy tym barwą, która nie idzie też w żadnym przypadku w stronę granulacji, ostrości czy metaliczności. W przypadku AE1 Active czuć w jakiś sposób, że aktywna zwrotnica robi swoje. I ma tutaj wszystko pod kontrolą. Bo te akurat monitory zdają się mieć wszystkie zalety kolumn głośnikowych z metalowymi membranami a przy tym tego metalu w znaczeniu stereotypowym wcale w nich nie słychać.

Środek pasma ma przy tym sporo otwartości, ma też odpowiednie nasycenie. Ale posiada też jeszcze inną ciekawą cechę – bardzo dobrze nakreśla krawędzie, pokazuje drobne zmiany tonacji. AE1 Active nie zacierają w żaden sposób mikrodynamiki. A z kolei ta w skali makro, patrząc poprzez pryzmat wielkości, tego, czym te akurat kolumny są – jest znakomita. W pomieszczeniach do około 30 m2 powinno być bardzo dobrze. W mniejszych, rzędu 15-25 m2 powinien być nawet pewien zapas.

Acoustic Energy AE1 Active

Ale to nawet nie o to chodzi, bo AE1 Active mają jeszcze inną, związaną z dynamiką i głośnością cechę. Bo w tym zakresie, w którym sobie, jeżeli o głośność i o ogólny wolumen muzyki chodzi radzą, to grają cały czas tak samo. Grając cicho, grają dobrze, to samo ze średnimi i większymi natężeniami. I nawet, kiedy każemy zagrać im nieprzyzwoicie wręcz głośno – to dalej wszystko jest w doskonałym porządku. Chodzi mi konkretnie o to, że zestaw ich cech brzmieniowych, za które tak można je lubić – pozostaje bez zmian niezależnie od głośności. Aż do momentu, kiedy przy końcu skali zakomunikują nam, że już dosyć, już wystarczy. Utwór „Giorgio by Moroder” powstały w wyniku kolaboracji zespołu Daft Punk i, jak sam jego tytuł wskazuje, Giorgio Morodera zabrzmiał nie tyle bardzo dobrze, co wręcz tak, że sporo nawet osłuchanych ludzi może być pod wrażeniem tego, że AE1 Active się tutaj nie pogubiły.

A pozostając jeszcze chwilę przy nieco bardziej rozrywkowym repertuarze – z czystej ciekawości sięgnąłem po „Rocking To The Beat” z płyty „The E.N.D. (Energy Never Dies)” Black Eyed Peas. No i w tym przypadku też było bardzo dobrze. A jeżeli porównamy wygenerowany dźwięk do fizycznych rozmiarów kolumn, to bardziej ciśnie się na usta słowo „spektakularnie”. Tutaj w brzmieniu dało się wyczuć oddech, odejście. Na tej płycie słychać też było, że Acoustic Energy to nie są kolumny, które grają w jakiś sposób zachowawczo, bo AE1 aż rwą się do grania muzyki, mają do niej taki zupełnie naturalny entuzjazm, którym po prostu chcą zarazić słuchacza. A przy tym, i to chciałbym podkreślić, nic złego nie dzieje się na przełomie środka i góry pasma.

Acoustic Energy AE1 Active

W tym momencie pozwolę sobie na pewien komentarz ujmujący sprawy w nieco szerszym świetle. Otóż niewiele jest kolumn z metalowymi membranami, które unikają pewnej pułapki. Pułapka ta polega na tym, że w większości kolumn pasywnych agresywne wycięcie rezonansu membrany głośnika średniotonowego często powoduje to, że takie kolumny zagrają zbyt łagodnie, czy wręcz matowo. Z drugiej zaś strony taki rezonans (a w zasadzie rezonanse) nie wycięty odpowiednio spowoduje, że w brzmieniu będziemy mieć pewnego rodzaju charakterystyczny posmak, pewną ziarnistość, granulację, zapiaszczenie. Co ciekawe, cechy te często się wtedy przypisuje przetwornikowi wysokotonowemu, a to tak naprawdę nie on jest tutaj źródłem. Bo efekt ten będzie pochodzić właśnie od stożkowej zazwyczaj membrany głośnika średnio(nisko)tonowego.

Zwracam na powyższe uwagę dlatego, że Acoustic Energy AE1 Active przykładowo wręcz unikają powyższej pułapki. I niemalże idealnie trafiają w takie strojenie, które pokazuje same zalety metalowych membran nie eksponując przy tym ich wad.