Primare Altt-i-Ett to pierwsze rozwiązanie typu „all-in-one” znanego z bardziej audiofilskich urządzeń skandynawskiego producenta. Inaczej rzecz ujmując, jest to zintegrowany w jednej obudowie system audio. A przy tym też i taki, który jednak ma wyraźnie wyższe aspiracje, aniżeli recenzowane wcześniej podobne propozycje tego typu, jak chociażby Ruark R410, czy Cambridge Audio EVO ONE. Zanim jednak przejdziemy do tematu tejże recenzji, to warto zwrócić uwagę na samego producenta, bo ten jest z kolei jest z kolei i specyficzny, i ciekawy zarazem. Podejrzewam jednocześnie, że niektórzy starsi stażem audiofile markę tą będą znać zapewne całkiem dobrze. Natomiast tym młodszym – którzy potencjalnie mogą być właśnie takim urządzeniem zainteresowani – należy się co najmniej kilka słów wprowadzenia.
Otóż Primare Systems AB, bo tak brzmi pełna nazwa firmy, to marka założona w połowie lat 80-tych zeszłego wieku przez Bo Christensena. Ten ostatni – co dla całej historii jest w sumie dość ważne – był nie tylko entuzjastycznym audiofilem, ale też projektantem przemysłowym. Będąc nie do końca zadowolonym z tego, co oferowały dostępne wtedy urządzenia – postanowił stworzyć coś swojego. W ten sposób w 1986 roku ukazały się urządzenia z serii 928. A sześć lat później, w 1992 światło dzienne ujrzała seria 200, która posiadała już naprawdę dopracowane i, jak na tamte lata, niezwykle unikalne wzornictwo. W 1994 roku ukazała się seria 300, która była ostatnią, zanim Christensen opuścił firmę. Z kolei u nas marka zaczęła być naprawdę dobrze rozpoznawalna pod koniec lat 90-tych głównie dzięki urządzeniom takim, jak chociażby wzmacniacze zintegrowane z serii 30. Te ostatnie były w sumie takimi modelowymi urządzeniami dobrego skandynawskiego hi-fi, które łączyły zarówno dobre brzmienie, jak i charakterystyczny, a przy tym wyszukany design. Były to wtedy czasy, kiedy wraz z Primare na naszym rynku mocno aktywne były inne firmy z tamtych rejonów. Mówię chociażby o tak charakterystycznych markach, jak Copland, czy Densen.
Wracając zaś do samego Primare: producent na tę chwilę ma naprawdę ciekawe portfolio. Bo o ile mamy sporo klasycznych – można by rzec, audiofilskich – produktów (pod zakładką „CD Players” na stronie internetowej producenta jest aż pięć urządzeń), to w ofercie jest nie tylko procesor do kina domowego, ale także wielokanałowa integra, którą producent zapewne dedykuje miłośnikom i filmów i muzyki. Zwracam na to uwagę, bo o ile Primare to producent jak najbardziej – pozwolę sobie użyć tego jakże nadużywanego określenia – audiofilski, to ma też jedną dość w sumie oczywistą cechę. Otóż jego urządzenia są też w dużej mierze lifestyle’owe. Trudno się temu po prostu oprzeć patrząc na design nie tylko produktów obecnych, ale też także tych sprzed chociażby kilku lat. Dlatego też wprowadzenie do oferty takiego urządzenia, jak Altt-i-Ett nie dziwi mnie akurat ani trochę. Jeżeli zaś chodzi o przedmiot tejże recenzji, to warto od razu wspomnieć o czymś jeszcze innym. Otóż wcześniej nawiązałem do podobnych funkcjonalnie urządzeń takich marek, jak Ruark czy Cambridge Audio. Otóż właśnie na funkcjonalności oraz ogólnej formie urządzeń te podobieństwa się kończą.
Primare już na pierwszy rzut oka zdradza zdecydowanie bardziej ambitne aspiracje. Czy audiofilskie? To będzie wymagać zapewne bardziej wnikliwego odsłuchu. Natomiast w Altt-i-Ett (co swoją drogą oznacza po szwedzku „wszystko w jednym”) mamy już pewne detale (jak chociażby dwa wyświetlacze, z czego jeden zmotoryzowany), które świadczą o tym, że producent poważnie podszedł do tematu. Poważna jest także cena – w tej chwili jest to 12900 złotych. To już jest kwota, za którą można kupić całkiem dobry system audio. Jednakże Primare wyraźnie też zaznacza, że urządzenie to dedykowane jest tym wszystkim, którzy nie mają albo miejsca, albo chcą mieć drugi system audio, albo też po prostu nie mają… środków.
Oczywiście z tym ostatnim można – zwłaszcza w naszych realiach – polemizować. Niemniej jednak faktem jest także coś jeszcze innego. Otóż, jak Państwo zapewne zobaczą, Altt-i-Ett jest także przykładem na pewnego rodzaju nową w sumie tendencję. Obserwuje ją od paru lat i to akurat urządzenie jest znakomitym przykładem. Otóż te urządzenia typu „all-in-one” mają coraz więcej nawet nie tylko funkcji, ale rozwiązań typowo wziętych z rynku właśnie audiofilskiego. Forma to oczywiście jedno, natomiast sam fakt integracji wielu różnych technologii oraz rozwiązań to coś, co samo w sobie zasługuje na uwagę. Pozwolę sobie do tego jeszcze powrócić, bo pora już na konkrety.
