Primare Altt-i-Ett – recenzja

Primare Altt-i-Ett – brzmienie

Tak się akurat składa, że w redakcji mieliśmy już trzy zintegrowane systemy audio Ruarka (R410, R810 oraz „dzielony” R610) oraz podobną propozycję ze strony Cambridge Audio (czyli Evo One). I już na pierwszy rzut oka widać, że to, co proponują nam Skandynawowie, to coś zupełnie innego od recenzowanych wcześniej urządzeń. To zresztą nie tylko po Allt-i-Ett widać, ale i czuć w takim codziennym użytkowaniu. No i przede wszystkim słychać. Nie chodzi bynajmniej o fakt, że Primare jest brzmieniowo lepszy od urządzeń, jakie wcześniej gościły w redakcji (może tutaj Ruark R810 mógłby stanąć w szranki, do czego jeszcze dojdziemy). Bo rzecz bardziej w tym, że jest po prostu inny. A żeby było zabawniej – to jego brzmienie można odebrać, jako jak najbardziej normalne, przyswajalne. I też znajome. A znajome dlatego, że jest to brzmienie, jakie możemy znać pod kilkoma względami z dzielonych systemów audio. Oczywiście z poprawką na to, że w tym przypadku mamy jedną obudowę.

Przy pierwszych bardziej wnikliwych odsłuchach Altt-i-Ett od razu przypomniała mi się jedna z deklaracji producenta. Konkretnie ta, iż komory przetworników średniotonowych nie mają równoległych ścianek. Idąc dalej i mówiąc wprost: jeżeli miałbym wymienić jedną, największą zaletę brzmieniową skandynawskiego urządzenia – to byłby to właśnie środek pasma. Nie chodzi przy tym wcale o to, że jego skraje w jakiś sposób niedomagają. Chodzi o coś zupełnie innego. Otóż to właśnie na środku pasma słychać największą różnicę w stosunku do urządzeń takich, jak Ruark R410, czy Evo One. Oczywiście istotna w tym wszystkim jest perspektywa, przecież tamte dwa urządzenia są sporo tańsze. Natomiast to właśnie średnica zaskakuje najbardziej, a przy tym to zaskoczenie potęguje się wraz ze słuchaniem Altt-i-Ett, bo pewne cechy nie narzucają się od razu, nie są aż takie oczywiste. I najlepiej je przedstawić właśnie w kontekście skrajów pasma.

Primare Altt-i-Ett

Tak się składa, że już Evo One oferowało dużo całkiem dobrego basu, zwłaszcza biorąc pod uwagę gabaryty i specyfikę tego urządzenia. Podobnie Primare pokazuje nam, że osiągnięcie odpowiedniej reprodukcji niskich tonów z urządzenia „all-in-one” nie jest już problemem. Wspominając o basie trzeba zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, mamy w ustawieniach możliwość wyboru tego, gdzie stoi urządzenie – czy jest ono oddalone od ścian, stoi blisko tylnej ściany, czy też w rogu pomieszczenia. Drugą zaś kwestią jest funkcja Auto Room EQ, która także mocno zmienia reprodukcję niskich tonów (i nie tylko, bo ogólnie poprawia także czytelność środka pasma). Wspominam o tym dlatego, że przy nieodpowiednich ustawieniach basu będzie po prostu za dużo. Zwłaszcza jego średni podzakres może być mocno podbity.

Natomiast jeżeli chodzi o samą już jakość niskich tonów, to pozwolą Państwo, iż odniosę się ponownie i do konstrukcji Altt-i-Ett, i do konstrukcji Cambridge Audio Evo One. Otóż zarówno jedno, jak i drugie urządzenie posiadają dedykowane przetworniki niskotonowe, które na dodatek umieszczone są w konfiguracji, jaką tak zwana literatura fachowa traktująca o konstrukcji kolumn określa, jako „force cancelling”. Chodzi w dużym uproszczeniu o to, że przetworniki znajdują się na przeciwległych ściankach obudowy, ale działają w zgodnej fazie. Ma to taką zaletę, iż działające od strony tychże przetworników siły na obudowę się wzajemnie znoszą. Co więcej, w przypadku Primare nie mamy ani żadnych membran biernych, ani tym bardziej otworów bass-refleks. Mamy za to całkiem solidną obudowę. Bas przy odpowiednich – podkreślę to raz jeszcze – ustawieniach jest bardzo dobrej jakości, nawet nie biorąc pod uwagę ani tego, że jest to „all-in-one”, a samą tak naprawdę cenę urządzenia.

Primare Altt-i-Ett

Przede wszystkim mamy zarówno sporą dynamikę, jak i też całkiem dobrą barwę samego basu. Na elektronice syntetyczne impulsy zostały odtworzone bardzo wyraźnie, treściwie. Czuć było, że to już jest bas z jakiegoś bardziej konkretnego urządzenia, „Snow Park” formacji Connect.Ohm zabrzmiał z bardzo dobrą, mocną, ale i kontrolowaną podstawą. Jedyne co, i to akurat potwierdza charakterystyka przenoszenia, pasmo jest już dość mocno odfiltrowane poniżej okolicy 40 Hz, i te najbardziej subsoniczne impulsy mogą się nam po prostu zgubić (dlatego podejrzewam, że wyjście dla subwoofera jest w tym konkretnym przypadku wyjściem, które ma uzupełnić pasmo w samej najniższej oktawie).  Nalezy jednak Primare jak najbardziej pochwalić – urządzenie się nie gubi przy utworach, gdzie jest dużo energii w niskich tonach.