Primare Altt-i-Ett – budowa i funkcjonalność
Przyznam, że rozpoczynając opis tego urządzenia, to aż przez chwilę zastanowiłem się, czy więcej można napisać o tym, co widać z zewnątrz, czy też o tym, czego w zasadzie nie widać, a znalazło się w środku (i też w jaki sposób się znalazło, bo tutaj to akurat dość ważne). I doszedłem do wniosku, że w przypadku Altt-i-Ett to oba aspekty są po prostu związane ze sobą i trzeba je opisywać razem, bo jedno bez drugiego nie ma – w tym przypadku – racji bytu. Ale zacznijmy najpierw od samej filozofii urządzenia, bo ta także mówi o nim w sumie wiele. Otóż producent napisał mi, że projektując je odnosił się do skandynawskiej filozofii „hygge”, która oznacza – w bardzo dużym uproszczeniu – komfort, wygodę, balans oraz szczęście. Co więcej, odniósł się także do szwedzkiego określenia „lagom” oznaczającego „w sam raz, akurat, tyle, ile trzeba”.
Powiem szczerze, że z ostatnim twierdzeniem to trochę bym polemizował, bo z tych wszystkich urządzeń typu „all-in-one”, jakie gościły w redakcji (a trochę ich przecież było, bo były – patrząc chronologicznie – Ruarki R410, R810, R610 oraz Cambridge Audio EVO ONE), to właśnie Primare już na pierwszy rzut oka się zdecydowanie wyróżnia. Wyróżnia się także wagą, bo ta wynosi 16 Kg, czyli jest to znacznie więcej, aniżeli w przypadku zarówno Ruarka R410 (przeszło 9 Kg), i jednak więcej, niż EVO ONE (14.5 Kg). Chociaż tutaj chodzi o coś jeszcze innego – Primare Altt-i-Ett w takim organoleptycznym kontakcie sprawia zupełnie inne wrażenie, aniżeli wszystkie te poprzednie urządzenia. Zresztą powinno, bo jakby nie patrzeć jest od nich sporo droższe. O ile samej stylistyki i designu specjalnie komentował nie będę, bo wiadomo, że to kwestia „de gustibus…”, to chciałbym jednak zwrócić uwagę na parę spraw.
Przede wszystkim samo wykonanie. To nawet nie chodzi o to, że jest ono po prostu bez zarzutu. A bardziej o to, że całość sprawia wrażenie nie tyle, że bardzo schludnie zaprojektowanego urządzenia, co bardziej – mówiąc wprost – produktu klasy premium. I tak, odnosząc się jeszcze do wspomnianej powyżej filozofii typu „hygge”, czy też „lagom”, to o ile widać i czuć w tym urządzeniu pewną dozę skandynawskiego minimalizmu, to z drugiej strony są też pewne kwestie jednoznacznie wskazujące na zapewnienie użytkownikowi nie tylko poczucia obcowania z urządzeniem klasy wyższej, ale i po prostu komfortu obsługi.
Zacznę od tych rzeczy, które od razu najbardziej zwracają na siebie uwagę. Przede wszystkim Altt-i-Ett posiada dwa wyświetlacze. Oba są umieszczone na górze urządzenia. I jeden z nich jest dotykowy, drugi natomiast jest, jak już wspomniałem zmotoryzowany. Z poziomu menu ten ostatni można opuścić, podnieść albo ustawić pod zadanym kątem, ponieważ nachylenie tego wyświetlacza możemy w Primare Altt-i-Ett regulować z poziomu… dołączonego pilota. A jak już przy pilocie jesteśmy, to żeby ten aspekt mieć z głowy, to ma on podświetlane klawisze i obsługuje też pozostałe urządzenia skandynawskiej marki. Drobny detal świadczący o przywiązaniu producenta do szczegółów – to fakt, że podświetlenie tego pilota włącza i wyłącza się stopniowo. To niby naprawdę szczegół, tylko że to właśnie takie drobne rzeczy sumują się później na całościowy obraz urządzenia.
Kolejną rzeczą obecną w Altt-i-Ett jest… podświetlenie powierzchni z przodu urządzenia. W jego dolnej części, tuż poniżej umieszczonych z przodu przetworników znajduje się pasek, który podświetli nam powierzchnię pod nim. Ale żeby było ciekawiej, nie całą pod urządzeniem, a jedynie z jego przodu. Podświetlenie to ma dwa poziomy intensywności, można je także wyłączyć. Znajdziemy je także dookoła umieszczonej w jednej linii, co wyświetlacze, gałki głośności. Zarówno wspomniana subtelna iluminacja, jak i dwa wyświetlacze oraz kilka innych kwestii składają się na pewien całokształt tego urządzenia. Nawet radiatory zostały zręcznie wplecione w bryłę w taki sposób, że stają się częścią całości a nie jedynie czymś, co trzeba gdzieś zmieścić. Wszystkie te aspekty składają się na urządzenie, które się jednoznacznie wyróżnia. I to wcale nie powiedziałbym, że jakimś skrajnym minimalizmem.
Bardziej już chodzi tutaj o taką inherentną prostotę formy, która o ile sprawia wrażenie właśnie poukładania oraz tego, że wszystko jest na swoim miejscu, to na dodatek kojarzy się właśnie… czy ze wspominaną filozofią „hygge” – to bym jednak dyskutował. Na pewno natomiast kojarzy się z pewnego rodzaju luksusem. Wspominam o tym także dlatego, że jeżeli ktoś zna urządzenia Primare chociażby z serii 30, to będzie wiedział, o co chodzi. Zostawiając już kwestie bardziej organoleptyczne – pora na kilka nie mniej ważnych aspektów technicznych. Pierwsza kwestia: wbudowana funkcjonalność. Patrząc na tylną ściankę mamy dość często spotykany zestaw złącz. Jeżeli chodzi o wejścia cyfrowe, to mamy dwa optyczne, jedno koaksjalne, HDMI eARC oraz USB Host (czyli służące do odtwarzania plików z pamięci masowych, nie jest to złącze do podłączenia np. komputera – no ale to nie tego rodzaju format urządzenia).
Dodatkowo mamy jedno wejście analogowe, które może obsługiwać poziom liniowy albo też gramofon z wkładką MM. Do niego przynależy oczywiście gniazdo uziemienia. Znajdziemy też wyjście subwoofera (ma ono regulowaną częstotliwość filtru dolnoprzepustowego oraz poziom), gniazdo anteny DAB+/FM, oraz dwa złącza oznaczone jako „LAN IN” oraz „LAN OUT”. To ostatnie pozwoli nam podłączyć dodatkowe urządzenie sieciowe, w tym chociażby NAS. Dodatkowo mamy wejście i wyjście „trigger” oraz złącze zewnętrznego odbiornika podczerwieni.

