Spendor D7.2 to wolnostojące kolumny głośnikowe, których producentem jest jedna z najbardziej poważanych i przy tym także jedna z najbardziej charakterystycznych brytyjskich marek. Założona w 1969 roku przez Spencera i Dorothy Hughes (stąd właśnie nazwa – od „Spen” i „Dor”) firma ma na swoim koncie bardzo wiele konstrukcji, które śmiało można uznać za klasyki, nawet w skali światowej. Począwszy od zaprojektowanych jeszcze podczas pracy Hughesa w BBC monitorów BC1, poprzez BC2, BC3, SA1, SP1 aż do bardziej współczesnych, lecz w sumie także już klasycznych modeli takich, jak chociażby SP1/2, czy SP 2/3. Nie zapominajmy także, że Spendor oczywiście produkował też LS3/5a, czyli odpowiednik BBC LS35A.
Jest jeszcze inna, dość ciekawa i ważna zarazem kwestia. Otóż jednym z istotnych efektów pracy Hughesa w dziale R&D British Broadcasting Corporation było wprowadzenie polistyrenowych membran z materiału o nazwie Bextren do stożkowych przetworników średniotonowch i nisko-średniotonowych. Za doskonały tego przykład niech posłuży chociażby przetwornik nisko-średniotonowy zastosowany w pierwszych BC1, albo chociażby tak znany głośnik nisko-średniotonowy, jak KEF B110 – oba miały membranę właśnie z Bextrenu. Swoją drogą, podobno od tego wzięła się zresztą nazwa pierwszych kolumn Spendora: „Bextrene cone Celestion tweeter”. Marka na przestrzeni lat zmieniała ofertę, jednak pozostała wierna „miękkim” materiałom membran o wysokim tłumieniu rezonansów własnych. Co równie ciekawe, Spendor dalej pozostaje w brytyjskich rękach, bo po śmierci Hughesa jej właścicielem stał nie kto inny, jak Philip Swift. Czyli współzałożyciel innej kultowej w zasadzie brytyjskiej marki takiej, jak Audiolab.
Do ogólnego rysu historycznego jeszcze powrócimy (bo jest w tym konkretnym przypadku niezwykle istotny w kontekście nie tylko budowy, ale i brzmienia), jednakże przejdźmy już do samego „przedmiotu” tejże recenzji. Spendor D7.2 to kolumny wolnostojące o dość smukłej, nienarzucającej się i nawet całkiem nowoczesnej (chociażby porównując do linii Classic) sylwetce. Jest to konstrukcja dwu i pół drożna, w której Brytyjczycy zastosowali oczywiście kilka swoich autorskich rozwiązań.
Jednym z najważniejszych z nich jest oczywiście „firmowy” materiał membran o nazwie EP77, do czego oczywiście dojdziemy. Trzeba też wspomnieć o cenie D7.2. Wynosi ona nieco powyżej 30 tyś złotych. Zatem z całą pewnością nie są to ani kolumny budżetowe, ani też nawet takie, których cenę można by uznać za niewielką. A jednocześnie – z tego, co mi wiadomo – to jeden z najlepiej sprzedających się modeli firmy. Śmiem przy tym twierdzić, że powodem ku temu raczej nie jest tylko całkiem dobry współczynnik znany, jako WAF. Bo nawet jeżeli ten byłby, czy też jest, na dość sensownym poziomie, to jednak przy tej cenie, nie oszukujmy się, kolumny powinny już reprezentować pewien bardzo konkretny poziom. A czy tak jest w praktyce – to się okaże.
Spendor D7.2 – kilka słów o budowie i materiałach
Jak już wspomnieliśmy – drugi od góry model z serii D, tak patrząc przez pryzmat najważniejszych (czy też najbardziej rozpoznawalnych) cech, to kolumna podłogowa (czy też, jak kto woli, wolnostojąca), dwu i pół drożna, posiadająca trzy przetworniki i do tego korzystająca z dość nietypowego układu bass-refleks. A już rozbierając powyższe aspekty bardziej na części pierwsze, to zacznijmy od tego, że konfiguracja przetworników, z jakiej Spendor w przypadku modelu D7.2 korzysta – jest też w sumie dość popularna.
Można by też powiedzieć, że – w pewnym uproszczeniu oczywiście – jest to układ dwudrożny, który został poszerzony o dodatkowy przetwornik wspierający resztę w zakresie nie tylko niskiego basu, ale też i całego spektrum niskich tonów aż do zakresu kilkuset herców. Jak już wspomniałem przy okazji recenzji chociażby Audiovectorów R3 Avantgarde – taki układ jest dość często i również chętnie stosowany przez producentów, zwłaszcza w przypadku smukłych kolumn podłogowych. A to dlatego, że jest nie tylko sposobem na znaczące polepszenie ich możliwości w zakresie basu, ale także eleganckim rozwiązaniem jeszcze innego problemu. Mowa oczywiście o spadku charakterystyki poniżej kilkuset herców wynikającego ze zjawiska znanego, jako Baffle Step Loss. Tutaj ten dodatkowy przetwornik, zwłaszcza o takiej samej średnicy – aczkolwiek już niekoniecznie z dokładnie taką samą membraną (bo w D7.2 zastosowano mieszankę włókien wzmocnionych Kevlarem), czy też układem magnetycznym – jest „jak znalazł”. Zresztą, właśnie w recenzowanych wcześniej Audiovectorach R3 przetwornik „basowy” również miał taką samą średnicę, ale analogicznie był też pozbawiony korektora fazy. I tutaj w zasadzie podobieństwa między duńskimi oraz brytyjskimi kolumnami się kończą.
Do tych podobieństw można by – na pierwszy rzut oka – na siłę „podciągnąć” jeszcze znajdujący się przy podłodze wylot otworu bass-refeks. Ale jednak nie do końca, bo jego implementacja jest w Spendorach zgoła odmienna. Przede wszystkim zamiast typowej, Państwo wybaczą proste sformułowanie, rury – mamy w D7.2 podwójną Zwęzkę Venturiego. Jest to rozwiązanie często stosowane nie tylko w sportach motorowych, ale i w wielu innych gałęziach przemysłu. Nas jednakże powinnien zainteresować fakt, że jedną z zalet takiego rozwiązania jest to, że przy wylocie takiego portu mamy efekt kurtyny powietrznej. A tym samym nie tylko izolację od szumów samego portu, ale też od ewentualnego, szczątkowego promieniowania w zakresie średnich tonów. Na dodatek port znajduje się przy podłodze i jest skierowany do tyłu. Producent jednak twierdzi, że właśnie dzięki zastosowaniu rozwiązania, które nazwał „Linear-Flow Port Technology” – D7.2 odnajdą się także w mniejszych pomieszczeniach i na dodatek ustawione blisko ściany.
Oczywiście z powyższym można by polemizować, bo wszystko wychodzi w praktyce, natomiast faktem jest, że przy ustawieniu mikrofonu pomiarowego bezpośrednio przed portem bass-refleks – w wielu przypadkach otrzymamy, oprócz samego rezonansu portu, także i pewne „dodatki”, które często zawierają się w paśmie kilkaset herców – kilka kiloherców. To oczywiście temat na osobną historię, natomiast faktem jest, że tutaj Spendor zaadresował problem znany i w sumie stary… jak sama konfiguracja obudowy z otworem bass-refleks.
Przejdźmy jednak do tego, co w Spendorach jest w sumie najciekawsze, czyli do zastosowanych w nich przetworników. A w szczególności do rodzaju zastosowanego materiału w przetwornikach średniotonowych. Producent z brytyjskiego Hailsham wykorzystuje tutaj polimer o nazwie EP77. Jego skład to autorskie opracowanie firmy. Jest to dalej materiał stratny, czyli „miękki”, a przy tym można powiedzieć, że jest także ewolucją tego, nad czym lata temu pracował Spencer Hudges jeszcze właśnie za czasów pracy w BBC. Jeżeli chodzi o przetworniki Spendora stosujące właśnie wspomniany materiał EP77 to należy też zwrócić uwagę na to, że znalazł on swoje miejsce w praktycznie każdych kolumnach tego producenta. Czy to w przetwornikach nisko-średniotonowych w serii A, czy to w dedykowanych średniotonowcach serii Classic. Innymi słowy, śmiało można uznać właśnie membrany z tego materiału za jedną z wizytówek marki.
Tak o tym materiale pisze Philip Swift, czyli CEO Spendora:
“Spendor EP77 to zaawansowany inżynieryjnie polimer posiadający specjalny balans pomiędzy parametrami mechanicznymi i tłumieniem wewnętrznym. W połączeniu z ważnymi parametrami elektrycznymi i innymi materiałami pozwala nam na stworzenie przetworników marki Spendor, które odtwarzają środek pasma z doskonałą czystością i pomijalnymi podkolorowaniami. Wiele miękkich materiałów membran ma stosunkowo wysokie tłumienie wewnętrzne, jednakże jakość brzmienia cierpi ponieważ tłumienie jej nieliniowe i nie zawsze skuteczne przy wszystkich poziomach głośności, zwłaszcza przy niskich poziomach. W rezultacie można usłyszeć zauważalne podbarwienia, skompresowaną dynamikę i słabą projekcję obrazu stereo. Dla odtwarzania środka pasma EP77 jest wyraźnie lepszy aniżeli te proste materiały (i lepszy niż metal, Kevlar, włókno węglowe) ponieważ ma doskonałe (liniowe) tłumienie przy każdym poziomie głośności, więc mikrodynamika i ciche detale są zawsze wyraźnie odtworzone. EP77 pozwala nam także na stworzenie pracującego tłokowo stożka o twardej geometrii, co jest niezbędne dla dokładnej reprodukcji niskich częstotliwości i przenoszenia dużych mocy”
Pisząc o materiałach membran – nieuchronnie pojawia się tutaj kwestia tego, czy lepsze będą materiały twarde, o mocniej zarysowanym rezonansie (a w zasadzie rezonansach) na końcu pasma pracy, czy też lepszym rozwiązaniem będą właśnie membrany o wysokiej stratności, takie, jak chociażby polipropylen, czy też inne „miękkie” materiały. Najlepszą odpowiedzią na takie pytanie będzie oczywiście nie tylko słynne „to zależy”, ale też ujęcie zastosowania membrany z danego materiału w kontekście konkretnej aplikacji. A już w szczególności, jeżeli chodzi o zastosowaną zwrotnicę, układ magnetyczny danego przetwornika, zawieszenie (i tak naprawdę wiele innych czynników) oraz oczywiście planowany efekt końcowy. Trzeba też zaznaczyć, że nawet dzisiaj powielany jest pewien stereotyp, który już nie do końca obowiązuje w praktyce. Otóż przyjęło się jakiś czas temu, że kolumny mające membrany metalowe brzmią właśnie metalicznie. A te z kolei z membranami z materiałów miękkich – grają w nieco bardziej zawoalowany, przygaszony sposób. Chciało by się rzec, iż „nic bardziej mylnego”, jednakże można też zrozumieć, skąd takie legendy. Otóż faktem jest, że o ile rezonans danego materiału można w znacznej mierze wyciąć w zwrotnicy, to – z inżynieryjnego punktu widzenia – nie zawsze da się to zrobić w sposób całkowity. Pozostają jeszcze pewne detale, o których się nie mówi. Jak chociażby to, co się dzieje, kiedy któraś z harmonicznych generowanych przez napęd przetwornika trafi właśnie na częstotliwość rezonansu własnego membrany. To oczywiście jeden z wielu przykładów, który podaje, żeby zobrazować, iż aspektów decydujących o tym, czy dane kolumny będą grały w taki, czy inny sposób jest naprawdę wiele.
Głośnik wysokotonowy to kopułka tekstylna z cewką o średnicy 22mm, ale jednocześnie posiadająca szerokie zawieszenie. Także i tutaj spotkamy rozwiązanie dość nietypowe i przy tym rzadko spotykane. W materiałach marketingowych jest ono określone, jako “LPZ dome tweeter”, przy czym te trzy litery na początku oznaczają “Linear Pressure Zone”. Ponownie oddajmy na chwilę głos Philipowi Swiftowi, który tak opisał to rozwiązanie:
“W konwencjonalnym głośniku wysokotonowym tylna część membrany skierowana jest w stronę komory o relatywnie wysokim ciśnieniu, podczas gdy przednia część membrany skierowana jest w stronę otwartej przestrzeni o stosunkowo niskiej rezystancji powietrza. Głośnik wysokotonowy LPZ (“Linear Pressure Zone”) zbudowany jest korzystając ze stalowego frontu, który tworzy tłumioną komorę akustyczną z przodu membrany. Płyta czołowa zawiera korygującą mikro-folię, która wyrównuje odległości fali dźwiękowej na całej powierzchni membrany, a jednocześnie generuje otoczenie o symetrycznym ciśnieniu z obu stron membrany głośnika wysokotonowego, przez co pracuje on w trybie zbalansowanym”.
Jeżeli zaś chodzi o przetwornik znajdujący się najniżej – to jest to tym razem dedykowany przetwornik basowy, który posiada membranę wzmacnianą Kevlarem. Ma on taką samą średnicę kosza, jak przetwornik znajdujący się nad nim, lecz jest już pozbawiony korektora fazy.
Wspomnijmy jeszcze o jednym rozwiazaniu, jakie znajdziemy w Spendorach. A w zasadzie to nawet bardziej o tym, co w nich nie ma. Otóż nie znajdziemy w środku tych kolumn standardowego wytłumienia chociażby wełną mineralną. Producent uważa, iż takie wytłumienie gromadzi energię i powoduje, że kolumny grają w – uogólniając – spowolniony sposób. Zamiast tego, stosuje nie tylko wzmocnienia w krytycznych miejscach obudowy, ale także stosuje rozwiązanie, które nazwał „Dynamic Damping”. Polega ono na dodaniu elastomerów w kluczowych elementach obudowy, które zamieniają drgania na ciepło. Ma to spowodować, że obudowy szybciej i w bardziej kontrolowany sposób wytracają energię. A pamiętajmy, że w kolumnach głośnikowych, obudowa jest tak naprawdę także głośnikiem, tylko o niższej amplitudzie, ale za to o znacznie większej powierzchni. I zawsze będzie miała jakiś wpływ na brzmienie – i to nie tylko ze względu na jej kształt, ale też właśnie z uwagi na konstrukcję, czy materiał, z jakiego jest zrobiona. Dlatego takie podejście w przypadku Spendora zasługuje tutaj na uznanie. Brytyjczycy po prostu uznali, że trzeba aktywność obudowy uwzględnić w całym, że tak powiem – równaniu – bo wtedy można być bardziej pewnym końcowego rezultatu. A jeżeli już przy tych rezultatach jesteśmy – to pora na clue tejże recenzji.
Spendor D7.2 – brzmienie
Odsłuchy Spendorów rozpocząłem od płyty „Spaces” Nilsa Frahma. To niezwykle ciekawy, można by powiedzieć, że nieco międzygatunkowy repertuar, który jednocześnie jest też dobrze zrealizowany i potrafi niektórym kolumnom przysporzyć nie lada problemów. Spendory poradziły sobie jednak z całą płytą znakomicie. I już przy tym albumie dało się odczuć, że brzmienie drugich od góry kolumn z serii D wcale nie przypomina nam ani takiego stereotypowego brytyjskiego brzmienia, ani tym bardziej – nie jest wcale po przesadnie miękkiej stronie.
Jednocześnie to, co już na początku odsłuchów było oczywiste, to fakt, że Spendory niejako zaprzeczają swoim brzmieniem temu, że mamy tutaj do czynienia właśnie z miękkimi materiałami membran. Brzmienie nie było ani w żaden sposób spowolnione, czy też zaokrąglone, ani też w żaden sposób wyostrzone, czy też metaliczne. Oczywiście o te ostatnie cechy trudno byłoby w sumie brytyjską markę posądzić. Jednakże chciałbym zwrócić uwagę na coś zgoła innego. Otóż Spendory D7.2 zwróciły już od początku na siebie uwagę tym, że w bardzo dużym stopniu były nieobecne w torze. I to nie tylko chodzi mi o transparentność per se, ale także i przeźroczystość na barwę pozostałych komponentów toru. Zazwyczaj jest tak, że wystarczy kilka chwil, aby jednoznacznie określić, jaką dane kolumny mają (własną) barwę, natomiast tutaj trzeba się było już bardziej skupić. Jednocześnie, w przypadku D7.2 niezwykła dyskretność w zakresie narzucania własnego charakteru w zakresie właśnie tonalności nie była okupiona w żaden sposób suchością. Tutaj wyważenie było – nawet patrząc poprzez pryzmat ceny – gdzieś pomiędzy „bardzo dobre” a „idealne”.
Poruszając się dalej w zbliżonym do Frahma repertuarze – „Rivers and Streams” Lubomyra Melnyka – słychać było, że Spendor w tym wydaniu to także połączenie niewymuszonej precyzji z jeszcze bardziej naturalną płynnością. A na dodatek – i niech to będzie kolejna ważna obserwacja – Spendory są przy tym niezwykle szybkie. Nie gubią się w bardziej skomplikowanych realizacjach. U jednak faktycznie są po dużo bardziej „monitorowej” stronie, aniżeli można by się tego spodziewać. Tyle, że ta akurat wersja, dzięki bardzo dobrze dobranej barwie oraz wspomnianej płynności prezentacji, jest akurat niezwykle strawna. Oczywiście pod jednym warunkiem – odpowiedniego dobrania sprzętu towarzyszącego. Otóż kolejną cechą D7.2 jest ich zdecydowana w przekazie i dynamiczna góra pasma. Nie jest ona – co po raz kolejny mogłoby zasugerować zastosowanie tekstylnej kopułki – w żaden sposób złagodzona. Wyostrzona też w sumie nie jest, ale to ten zakres pasma w Spendorach, na który trzeba brać pewną poprawkę dobierając do nich wzmacniacz. Bo jeżeli ten ostatni będzie miał jakieś anomalie w wyższych podzakresach – to D7.2 po prostu to pokażą.
Zmieniając, i to dość radykalnie, repertuar na Bjork „Army od Me” wyraźnie można było odczuć, że zestawiając Spendory z podobnie kosztującą do nich elektroniką – to w sumie od niej w większości sytuacji będzie najbardziej zależeć reprodukcja środka pasma. Bo to właśnie środek pasma, co w sumie nie powinno nikogo dziwić jest najsilniejszą stroną Spendorów.
A przy tym wcale nie znaczy to też, że skraje pasma w jakikolwiek sposób tutaj odstają. Są przede wszystkim doskonale, płynnie spięte z resztą. To pewnie dlatego Spendory przy całej swojej precyzji, szybkości i neutralności – nigdy tak naprawdę nie grają nerwowo. Dynamicznie – tak, jak najbardziej. Ale w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia ze zjawiskiem o tyle ciekawym, co właśnie dla Spendorów unikalnym. Chodzi mi konkretnie o to, że faktycznie – to jest brzmienie, które nie tylko idzie w stronę wyszukanej można by rzec transparentności. Ale przy jest także w bardzo wyważony sposób bezpośrednie. A już na pewno jest ani zaokrąglone, ani zawoalowane. Bo tak obiektywnie rzecz ujmując, poziom bezpośredniości przekazu, jaki generują D7.2 jest bardzo wysoki. Tylko cały, mówiąc kolokwialnie, numer polega na tym, że Spendory tą bezpośredniość osiągają nie przez kreślenie skalpelem krawędzi dźwięków, ale przez bardzo dobre połączenie, czy też wyważenie organiczności i bezpośredniości przekazu.
Przy czym powyższe jest bardzo łatwo wyczuwalne na środku pasma i tutaj dopatrywałbym się przyczyny takiego stanu rzeczy nie tylko w zastosowanym przetworniku z autorską membraną EP77 Spendora, ale także w takiej, a nie innej konstrukcji obudowy. Bo Spendory to, przy całym ich dyskretnym charakterze – także bardzo „szybkie” kolumny. Tylko, że są one szybkie nie w taki sposób, do jakiego mogły nas przyzwyczaić głośniki chociażby tańsze. Bo nie jest to szybkość w sensie wyrywności, a bardziej naturalnej umiejętności podążania za gęstym repertuarem bez robienia tego poprzez jakiekolwiek wyostrzenia, bez oznak nerwowości.
D7.2 posiadają ponadto wcale nie taką oczywistą – nawet w tym przedziale cenowym – umiejętność znikania z obrazu muzycznego. Innymi słowy, generują oderwany od kolumn obraz dźwiękowy z bardzo dobrą gradacją planów. Co jeszcze ciekawsze, przy ogólnie nienatarczywym brzmieniu czytelność cichszych dźwięków jest bardzo dobra. Podobnie długo podtrzymywane są wybrzmienia. Ogólnie szeroko pojęta detaliczność jest zaskakująco wręcz dobra, a na dodatek jest całkowicie niewymuszona, wpleciona w całokształt brzmienia.
Spendor D7.2 – podsumowanie
Nic dziwnego, że ten model Spendorów cieszy się powodzeniem pośród klientów. Bo D7.2 łączą transparentność, szczegółowość i precyzję z neutralnością oraz naturalnością. A do tego dokładają płynność i spójność przekazu. To jednocześnie kolumny, w których słychać ich monitorowe zacięcie, jednakże są ta zestrojone, że wcale to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie. Bo jest też tak, że ten model producenta z Hailsham otwiera po prostu szerokie okno na muzykę. Oczywiście, ich zestrojenie jest – patrząc tak całościowo – nieco inne, aniżeli w przypadku serii Classic. Bo tutaj mamy odważniej poczynające skraje pasma, nieco mniej ciepła i więcej precyzji. Ale jest tutaj jeszcze inny, dość zaskakujący przy takim zestawie cech obiektywnych czynnik. A jest nim po prostu przyjemność ze słuchania. Pamiętajmy tylko o odpowiednim doborze toru, bo po prostu warto dać Spendorom bardzo dobry, czysty sygnał. Odwdzięczą się one nam muzyką, która zostanie pokazana w sposób, który będzie niezwykłym połączeniem realizmu z czystą przyjemnością słuchania.
Adam Kiryszewski
Dystrybutor: Audio Center Poland https://audiocenter.pl
Cena: 32990 zł za parę






