Reasumując ten niekoniecznie krótki opis techniczny, to chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz. Otóż już sam układ elektroniczny, a konkretnie zastosowanie innej topologii, aniżeli w Osirisie może (ale nie musi) oznaczać, że sama estetyka brzmienia będzie tutaj nieco inna. Co także wcale nie musi oznaczać, że będzie w jakimś sensie gorsza. Natomiast inna, to już jak najbardziej możliwe.
Rega Aethos – brzmienie
Rega Aethos to wzmacniacz niezwykle ciekawy. I to z wielu powodów. Przede wszystkim, jeżeli ktoś będzie chciał go porównać z ponad dwukrotnie droższym Osirisem, to może się naprawdę nieźle zdziwić. I to nie dlatego, że drugi od góry model Regi jest od flagowego wzmacniacza tego producenta w jakiś sposób lepszy. A bardziej dlatego, że jest po prostu w taki zupełnie naturalny sposób inny. Czuć tutaj, że konstruktor po prostu uznał, że w tym przedziale cenowym potrzebna jest nieco jednak inna recepta na brzmienie i Aethos jest tego doskonałym przykładem. To taki wzmacniacz, który z jednej strony ma bardzo jasny, sprecyzowany charakter. A z drugiej zaś – po prostu gra muzykę.
To raz. A dwa – Aethos oferuje nam taki rodzaj prezentacji, który jest dokładnym zaprzeczeniem, niejako odwrotnością przymiotników takich, jak: „nudny”, „bezbarwny”, czy „suchy”. Czuć tutaj także może nawet nie tyle fascynację lampami, bo to nie do końca tego typu brzmienie, ale analogiem już jak najbardziej. Jednocześnie, co chciałem zaznaczyć już na początku opisu brzmienia, o ile pewne wspólne mianowniki z Osirisem są (takie, jak barwa, czy dynamika na basie), to jednak to właśnie ten ostatni zasługuje na określenie „Ref, jakie przy flagowej integrze znajdziemy przecież na stronie producenta. Aethos z kolei robi coś niezwykle ciekawego: bo mając pewne obiektywne aspekty prezentacji na poziomie jak najbardziej adekwatnym do swojej ceny nie bawi się przy tym w żadne referencyjne gierki, nie sili się jakoś specjalnie, czy też za nadto na bycie drutem ze wzmocnieniem. A zamiast tego od razu wciąga słuchacza w muzykę.
Jednocześnie robi to w poniekąd niezwykle „miękki” i elegancki sposób. Bo to, co z kolei jest w tym akurat konkretnym urządzeniu na bardzo wysokim poziomie to: barwa i płynność prezentacji. Jest w tym wszystkim jeszcze i coś innego: otóż Aethos to jest jeden z tych wzmacniaczy, który pozbawiony jest pewnych tranzystorowych wyostrzeń w stopniu w zasadzie bardzo podobnym do Osirisa. Oczywiście trzeba mu dać dłuższą chwilę aby się nagrzał, natomiast Aethos nie zmienia ani barwy, ani charakteru, kiedy da się głośniej. Albo kiedy materiał robi się bardziej skomplikowany. We wzmacniaczach tranzystorowych występuje to naprawdę często i wynika zazwyczaj z przejścia z trybu pracy stopni wyjściowych, które wychodzą z obszaru pracy w klasie A i zaczynają działać w klasie B. (Przy tym pewna uwaga tutaj – tak, mowa o pracy w klasie B, a nie klasie AB, bo to ostatnie określenie jest fe facto mało precyzyjne i mylące zarazem.). Powoduje to pewne problemy, jak chociażby zmianę transkonduktancji i zostało – dla zainteresowanych – całkiem dobrze opisane chociażby w książce Boba Cordella „Designing Audio Power Amplifiers” (efekt znany, jako „gm-doubling”).
Rozpocząłem odsłuchy Aethosa od muzyki lekkiej, skocznej i przyjemnej. A już tak bardziej konkretnie od płyty „The Best of Chicane 1996-2009”. Był to taki intuicyjny wybór, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Aethos od razu podchwycił zarówno barwę, jak i rytm produkcji Nicholasa Bracegirdle’a. Tutaj od razu pewna uwaga: jeżeli ktoś sądzi, że Aethos z jego inherentną płynnością prezentacji oraz będącą po nasyconej stronie tonalnością będzie brzmiał w jakiś sposób „misiowato”, czy też powoli – to się może naprawdę nieźle zdziwić. Jasne, ogólny charakter, to z pewnością dążenie do nasycenia przekazu, natomiast idzie też za tym bardzo dobrze, konkretnie zdefiniowana barwa. Można by pomyśleć, że to w sumie trochę taka recepta naśladująca brzmienie lampowe w stereotypowym tego znaczeniu, ale właśnie nie. Bo w momentach, kiedy nie tylko trzeba „przyłożyć”, ale też i kontrolować to, co się dzieje na scenie, to wtedy po prostu usłyszymy, że mamy do czynienia z bardzo dobrym, mocnym tranzystorem.

