Recenzja Kennerton Magni

Kennerton Magni

Kennerton Magni to drugi model słuchawek firmy z Sankt-Petersburga, jaki ma okazję gościć na łamach hifizone.pl. Recenzowane wcześniej Vali można uznać – patrząc przez pryzmat ceny – za produkt mniej więcej ze środka oferty Kennertona. Tym razem mamy do czynienia ze słuchawkami nie dość, że o połowę tańszymi – to jeszcze o zupełnie innej, aniżeli Vali, konstrukcji. Kennerton Magni, to w przeciwieństwie do otwartych Vali konstrukcja zamknięta. Na tym jednak nie koniec różnic. Ale i podobieństw jednocześnie – pozwolę sobie to rozwinąć. Otóż Vali korzystały z dość unikalnych, jak na świat słuchawek, membran papierowych. W przypadku Magni mamy nie mniej interesujący wybór materiału na tę akurat, jakże newralgiczną, część przetwornika. Otóż w Magni jest to folia mylarowa powlekana dodatkowo – uwaga – grafenem. Faktem jest, że wiele firm w w branży audio, także tych stricte hi-endowych – sięga ostatnio po ten jakże ciekawy materiał. Przykładem niech chociażby będą membrany głośników średniotonowych w nowych modelach kolumn firmy Magico. Co więcej, grafen bywa teraz coraz szerzej stosowany w zupełnie innych, aniżeli – chciałoby się powiedzieć – audiofilskie, dziedzinach. I śmiało można powiedzieć, że w wielu z nich jego zastosowanie przynosi konkretne i wymierne korzyści. Oczywistym, zatem staje się pytanie – jak będzie w tym przypadku?

Kennerton Magni

Pudełko i zestaw

Tutaj jest poniekąd skromniej, aniżeli w przypadku modelu Vali. A jednocześnie wciąż niezwykle elegancko i wciąż z klasą. Powiedziałbym nawet, że w przypadku Magni zestaw jest bardziej dostosowany do samego, bardziej przenośnego, charakteru słuchawek. Bo zamiast drewnianego pudełka mamy, co prawda tekturowe opakowanie, ale za to dostajemy też bardzo elegancki zapinany na zamek pokrowiec ze skóry. Pokrowiec ten ma także dwa dodatkowe uchwyty, do których możemy przymocować pasek do noszenia, który swoją drogą dostajemy w komplecie.

Kennerton Magni

W zestawie otrzymamy też kabel wyprodukowany – podobnie, jak w przypadku modelu Vali – przez firmę Yarbo. Jest to przewód w oplocie i jego długość wynosi dwa metry. I na ten konkretny parametr należy zwrócić uwagę. Otóż taka akurat jego długość to chyba nadmierny kompromis. Bo jest to zdecydowanie za długi kabel na ulicę a jednocześnie w zastosowaniach stacjonarnych może okazać się zbyt krótki.

Kennerton Magni

Abstrahując jednak od rzeczonego kabla, to patrząc na to, co dostajemy z Kennertonami Magni trudno tutaj mieć naprawdę jakieś zastrzeżenia.

Budowa i ergonomia

Jakości wykonania w przypadku tych słuchawek jest bez zarzutu. Mariaż naturalnego drewna oraz metalu zamykającego muszle to ciekawe połączenie materiałów i może się podobać. Ponownie pozwolę sobie na odniesienie, czy też może bardziej porównanie do wcześniej opisywanego modelu Vali. Otóż o ile w przypadku droższych i – co nie mniej istotne – większych Kennertonów można było faktycznie rozwodzić się nad wagą, to tutaj już nie ma tego typu dylematów. Owszem, wciąż nie są to słuchawki, które możemy zaliczyć do kategorii superlekkich (jak na kategorię wokółusznych). Jednakże ciężar w tym przypadku mieści się już w na tyle sensownym zakresie, że trudno sobie wyobrazić, aby masa tych słuchawek sprawiła komuś jakieś większe problemy.

Kennerton Magni

Gra(fen), czy nie gra(fen) – Kennerton Magni w praktce, czyli brzmienie

Od razu, w pierwszych chwilach od założenia tych słuchawek na głowę, słychać pewną – jak się potem okaże, jedną z wielu – interesującą cechę tych słuchawek. Otóż Kennertony Magni wcale nie grają jak konstrukcja zamknięta w stereotypowym znaczeniu tego słowa. Obraz dźwiękowy nie jest „zbity”, nie ma jego sztucznego skupienia na środku przy jednoczesnym sztucznym zbliżeniu planów do siebie.

Co więcej, pomimo lekkiej Vki, Kennertony Magni mają też dość ciekawy całościowo sposób prezentacji. Grają z lekkiego dystansu, a jednocześnie z dość szeroką manierą. Przy czym wszystko sensownie łączy się z minimalnie odsuniętą ale jednocześnie całkiem dobrze zdefiniowaną i skupioną średnicą.

Hans Zimmer „Why So Serious” zabrzmiał na początkowych taktach z dobrym zaakcentowaniem drobnych detali, oraz szybką zmianą położenia dźwięków na skrajach sceny. A przy tym scena ta była w bardzo dobry i co niemniej ważne – naturalny i niewymuszony sposób – zogniskowana na środku. Słychać tutaj również inną ciekawą cechę. Otóż o ile faktycznie nie jest to takie brzmienie monitorowe sensu stricte, czy też brzmienie z faworyzowanym środkiem pasma, to – jeżeli już o tym paśmie mowa – Magni grają całym, pełnym spektrum dźwięków. Nie ma tutaj przesadnego zmulenia, czy też zamglenia. Te słuchawki są szybkie, słychać dobrą reakcję na impuls. Czyżby zastosowanie grafenu przyniosło tutaj oczekiwane efekty?

Bas z kolei jest raczej po konturowej stronie, jest zejście. Najniższy zakres pasma zachowuje praktycznie zawsze kontrolę. Nie ma tutaj żadnego dudnienia, czy podbicia w wąskim zakresie tego pasma.

Perkusja na Annie Lennox „Precious” miała bardziej zaakcentowane uderzenie, aniżeli samo wybrzmienie talerza. Właśnie, jeżeli już jesteśmy przy wybrzmieniach, detaliczności oraz przekazaniu tego, co dzieje się gdzieś w głębi sceny, to warto się nad tym chwilę zatrzymać. Patrząc w skali absolutnej – to Magni są wyraźnie gorsze od chociażby Staxów SR-507. Lecz jest i druga strona medalu. Otóż rozdzielczość w głąb jest zaskakująco duża zarówno, jak na słuchawki w tym przedziale cenowym, jak i także jak na słuchawki zamknięte tak ogólnie. Środek pasma, a i owszem, jest może minimalnie, dosłownie pół kroku do tyłu, lecz jednocześnie ma on dość liniowy charakter. Magni są tutaj już w dużym stopniu pozbawione przykrych podkolorowań i rezonansów, które nierzadko można wyłapać w dużo droższych słuchawkach. Dobrze zrealizowany utwór Beyonce „Partition” potwierdził ogólną kontrolę dźwięku oraz całkiem sporą szerokość sceny.

Naprawdę warto tutaj zaznaczyć, że nawet przy większych poziomach głośności nic się nie zlewa, słuchawki dalej pozostają pod kontrolą. Nie ma też żadnych przykrych efektów, jakie można by bezpośrednio powiązać z taką a nie inną – zamkniętą – konstrukcją. Słychać to też na płycie Massive Attack „Mezzanine”. A na Teardrop potwierdził się z kolei charakter basu podkreślający jego konturowość.

Kennerton Magni

Kennerton Magni w szerszym kontekście, czyli podsumowanie

Nie da się ukryć, że także i ten model Kennertona zrobił na mnie jak najbardziej pozytywne wrażenie. Membranę celulozową, spotykaną w Vali zastąpiła tutaj kombinacja mylaru i grafenu. I o ile ktoś mógłby pomyśleć, że takie „skakanie” z jednego materiału na drugi jest szaleństwem, to w przypadku firmy z Sankt-Petersburga jest to chyba całkiem nieźle przemyślane. Magni oferują zaskakująco – chciałoby się rzec – nowoczesne, przystępne brzmienie. Ten dźwięk pokazuje, że to już nie te czasy, kiedy słuchawki zamknięte muszą grać, jak zamknięte, z przytłumionym środkiem i brakiem powietrza. Bo nawet pomimo pół kroku w stronę bardziej radosnej, rozrywkowej charakterystyki, ich brzmienie jest wciąż rześkie i pod kontrolą.

Jednocześnie z rzeczonym grafenem faktycznie coś jest na rzeczy. Otóż środek pasma jest zaskakująco dobrze zdefiniowany, zwłaszcza biorąc pod uwagę charakter tych słuchawek. Czy jest to jednoznacznie i wyłącznie zaleta powłoki grafenowej na membranach – trudno powiedzieć. Trzeba by odsłuchać zarówno któryś model z kolumn Magico, albo też nowe grafenowe przetworniki firmy Seas, aby można było próbować znaleźć punkty wspólne. Na tę jednak chwilę dla Kennertonów Magni należy się w pełni zasłużona rekomendacja.

Cena: 2999 PLN
Dystrybutor: Audiomagic https://www.audiomagic.pl/

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*