Moon 250i v2 – recenzja

Sprowadza się to także do tego, że Moon 250i v2 w bardzo dyskretny sposób ingeruje w całokształt przekazu muzycznego. To wzmacniacz, który stara się bardziej stać z boki i robić tylko to, co jest w stanie robić dobrze. Oczywiście, słychać, że mamy do czynienia ze wzmacniaczem, jakby nie patrzeć, tranzystorowym, ale uznałbym to w tym przypadku zdecydowanie, jako komplement. Bo o ile nie ma tutaj hutniczego ciepła niektórych lampowych konstrukcji w konfiguracji push-pull, to mamy już bardzo dobrą dynamikę w skali makro i co najmniej dobrą w zakresie całej mocy wzmacniacza. Niektóre nagrania z lat 80-tych i (nieco uogólniając) pierwszej połowy 90-tych, które zostały zrealizowane na sprzęcie cyfrowym pierwszych generacji zabrzmiały z charakterystyczną, lekko zapiaszczoną barwą. A z kolei siódmy album studyjny Madonny, czyli Ray Of Light zabrzmiał przy dużej głośności tak, jak powinien, czyli z basem, dynamiką, ale i bardzo dobrą barwą.

Moon_250i_v2

Moon przy unika też znanego z niektórych budżetowych urządzeń utwardzenia średniego basu przy znacznym wycofaniu jego najniższego zakresu. Najniższe rejestry na albumie Massive Attack „Mezzanine” miały odpowiednie zejście i kontrolę, przy czym sam charakter basu był tutaj nastawiony na uniwersalność. Nie było tutaj faworyzowania któregoś z tych elementow. Oczywiście, dedykowane i droższe końcówki mocy mogą w tym zakresie więcej, 600i v2 potrafił w tym zakresie zabrzmieć bardziej spektakularnie, ale zwracam na to uwagę bardziej w kontekście skali absolutnej. Poza tym, w przypadku 250i v2 raczej nie uświadczymy sytuacji, w której basu będzie za mało, czy też całe brzmienie za nadto odchudzone, tutaj całościowy jego charakter po prostu sprzyja zachowaniu równowagi. I w zasadzie rezultat końcowy w zakresie równowagi tonalnej będzie tutaj dużo bardziej zależał i od charakteru źródła i od prezentacji sonicznej podłączonych do Moona kolumn.

A jeżeli już przy tonalności jesteśmy, to warto też wspomnieć w tym momencie o tym, że Moon ma bardzo ciekawie „ustawioną” barwę. Nie symuluje on, ani nawet nie próbuje, w żaden sposób konstrukcji lampowych. Nie gra też z taką typową „twardą”, czy też można by powiedzieć – tranzystorową w stereotypowym tego słowa znaczeniu manierą. Przy czym ciepło w brzmieniu, zwłaszcza to, które odbieramy subiektywnie wynika tutaj bardziej z czystości całego spektrum, aniżeli z jego dodatkowego zabarwienia harmonicznymi. Przy dłuższych odsłuchach można docenić fakt, że Moon nie porywa się tutaj na żadne tanie sztuczki. I jak już napisałem powyżej – stara się robić tylko to, co potrafi robić dobrze. Na takiej, Państwo wybaczą określenie, bardziej mainstreamowej muzyce się nie wykłada, natomiast na nagraniach typowo audiofilskich, czy też – jak kto woli – bardziej ambitnych pokazuje z kolei bardzo dobrą mikrodynamikę i różnicowanie. O ile te cechy mogą nie narzucić się nam od razu, to decydują one też – w połączeniu z odpowiednim balansem między gładkością a konturem – o klasie tego wzmacniacza. I także tym, że można go słuchać całymi dniami, bo to jest także takie brzmienie, z którym doskonale się obcuje tak na co dzień.

Moon_250i_v2

Jeżeli chodzi o scenę, to nie ma tutaj żadnych niedomagań – patrząc przez pryzmat ceny – ani w zakresie jej szerokości, ani też głębokości. Natomiast warto wspomnieć, że nie jest to wzmacniacz, który też dzieli nam dźwięki na czworo. Moon idzie tutaj bardziej w generowanie wiarygodnych, ciągłych obrazów dźwiękowych, które niejako przy okazji są też odpowiednio porozdzielane na plany. Ale jest też tak, że bardzo dobrą role odgrywają tutaj wysokie tony, których mikrodynamika jest znakomita, i świetnie wspomagają one tworzenie całej aury pomieszczenia, czy też pogłosu. Macy Gray „I Try” zabrzmiała na Moonie wybornie, bo było odpowiednie połączenie obecności, barwy oraz rytmu. I to w bardzo dobrych proporcjach, bo wszystkie elementy układanki były na swoim miejscu.

Są jeszcze dwie kwestie, jakie warto omówić – wzmacniacz słuchawkowy oraz preamp do gramofonu z wkładką MM. Ten pierwszy faktycznie lepiej sprawdzi się ze słuchawkami o wysokiej impedancji, albo też po prostu wymagającymi więcej mocy, natomiast czy to z HEDD Audio HEDDphone One, czy to w szczególności z Sennheiserami HD600 o impedancji 300 omów – efekt był bardzo dobry. Nie inaczej można ocenić przedwzmacniacz gramofonowy – tutaj ma on podobny charakter, jak sam wzmacniacz, jest gdzieś pomiędzy neutralnością, a lekkim ociepleniem i sprzyja długim odsłuchom. Ale też przy tym nie rozmiękcza za bardzo brzmienia, przy wkładkach idących bardziej w neutralność – właśnie taki charakter otrzymamy.

Moon 250i v2 – kilka słów podsumowania

Ujmijmy to tak – po recenzji 600i v2 – zastanawiałem się, ile z tego brzmienia będzie potrafił przemycić do pomieszczenia odsłuchowego model 250i v2. Tymczasem okazało się, że ten mniejszy wzmacniacz zintegrowany kanadyjskiej firmy jest urządzeniem na tyle kompletnym, że porównywanie go z dużo większym i także dużo droższym odpowiednikiem tego samego producenta – trochę mija się z celem.

Powiem więcej, Moon 250i v2 jest jednym z tych urządzeń, które dobitnie pokazują, że takie klasyczne wzmacniacze zintegrowane, zaprojektowane zgodnie ze sztuką, bez niepotrzebnych dodatków – mają wciąż ogromny sens. Ktoś mógłby zwrócić uwagę na to, że „otwierający” linię wzmacniaczy zintegrowanych Moona model 250i v2 nie jest specjalnie tani. Ale odpowiedziałbym na to, że w obecnych czasach – jest to względne. Tym bardziej, że jak byśmy na to nie patrzyli, to główną funkcją tego wzmacniacza jest, jak sama nazwa wskazuje – wzmacnianie sygnału audio, nic innego. A pod tym względem, i to nawet biorąc pod uwagę cenę – jest bardzo, ale to bardzo dobry.

Jest jeszcze jedna kwestia w przypadku tego urządzenia, na którą chciałbym zwrócić przy okazji podsumowania uwagę. jest ona oczywiście związana z powyższymi, ale też warto ją osobno zaznaczyć. Chodzi mi o to, że wyraźnie czuć w tym brzmieniu pewnego rodzaju wyrafinowane, swoistą ponadczasowość strojenia tego wzmacniacza. Niby to dopiero wstęp do oferty kanadyjskiej firmy, ale im dłużej się go słucha, tym bardziej czuć, że jest to jedno z niewielu tak naprawdę urządzeń, które się brzmieniowo po prostu nie zestarzeje. Przy tym, jak szybko zmieniają się chociażby układy DAC w źródłach, przy zmianach trenów, kiedy to “nowoczesny streamer” już taki nie jest po kilkunastu miesiącach – takie urządzenia jak Moon 250i v2 są po prostu potrzebne na rynku.

Biorąc pod uwagę powyższe, wzmacniacz ten zasługuje nie tylko na zdecydowaną rekomendację, ale także i na nagrodę “Wybór Redakcji”.

Adam Kiryszewski

Dystrybutor: Audio Center Poland http://audiocenter.pl
Cena: 12888 PLN