Matrix Audio element P – recenzja

Matrix element P

Matrix Audio element P to urządzenie wielofunkcyjne typu „all-in-one” integrujące w sobie odtwarzacz sieciowy, przetwornik cyfrowo-analogowy oraz wzmacniacz. Przy czym warto zwrócić uwagę, iż producent określa ten – jakby nie było – kombajn, jako „streaming system”. A zatem wyraźnie zwraca uwagę na jego funkcjonalność sieciową. Funkcjonalność, która w tym akurat przypadku jest połączona z wysokim poziomem integracji, wprowadzeniem kilku nowoczesnych rozwiązań a także kompletnie nowym dla marki Matrix Audio wzornictwem.

Jednakże śmiem twierdzić, iż wcale nie te wszystkie wymienione powyżej cechy są tutaj, w tym konkretnym urządzeniu, najważniejsze. Tutaj jest jeszcze inny „szczegół”, który – jak się Państwo przekonają – jest w tym wszystkim równie, o ile nawet nie bardziej, istotny. Otóż chodzi o opracowaną przez Matrix Audio platformę programową, bezpośrednio zintegrowaną ze sprzętem, o nazwie MA Player. Ogólnie rzecz ujmując chodzi o to, że platforma ta (obecna w urządzeniu Matrixa) integruje takie źródła, jak serwisy streamingowe, NAS, pamięć przenośną z jednej strony oraz w pełni funkcjonalne, dopracowane zdalne sterowanie urządzeniem (za pomocą aplikacji na telefon lub tablet) i odtwarzaną muzyką z drugiej.

Matrix element P

Co więcej, to wszystko ma działać, oferując przy tym brzmienie na odpowiednim poziomie. Jednocześnie bądźmy szczerzy, przy obecnej dynamice zmian w funkcjonalności tego typu sprzętów, zwłaszcza tej bezpośrednio związanej ze streamingiem – implementacja pewnych funkcji nierzadko wygląda, delikatnie rzecz ujmując, różnie. Dlatego też przyjrzyjmy się nowemu Matrixowi nieco bardziej wnikliwie. Wszakże „element” po angielsku oznacza „żywioł”. Dlatego też pytanie, czy Element P będzie po prostu grając muzykę z różnych źródeł w swoim żywiole – wydaje się jak najbardziej uzasadnione.

Matrix Audio element P – co mamy na pokładzie?

Urządzenie to należy do serii „element”, w skład której na tę chwilę wchodzą cztery modele – recenzowany tutaj element P, element X, oraz dwa mniejsze element M oraz element i. Istotnym jest zwrócenie uwagi na miejsce, jakie recenzowany tutaj element P zajmuje w całej ofercie produktów Matrixa. Otóż, pomijając produkt taki, jak X-SABRE Pro, to właśnie dwa modele serii element (czyli X oraz recenzowany tutaj P) można w tej chwili uznać za – bądź co bądź – flagowe produkty firmy Matrix Audio. Trudno się też oprzeć wrażeniu, że produkty te są urządzeniami niejako bliźniaczymi, ale też dość mocno różniącymi się funkcjonalnością w pewnych jej zakresach.

Do czego zmierzam?

Otóż wystarczy porównać przednie i tylne ścianki w obu „dużych” (X oraz P) modelach, żeby dostrzec jedną, dość fundamentalną, różnicę. Różnicę, która powie nam chociażby o tym, że – pomimo dokładnie takiej samej funkcjonalności w zakresie streamingu i użycia takiego samego przetwornika cyfrowo-analogowego – oba flagowe urządzenia Matrixa adresowane są do zgoła innej klienteli.

Matrix element P

Do recenzowanego tutaj urządzenia zaraz przejdziemy, tymczasem przyjrzymy się temu, co oferuje nam jego brat (niekoniecznie) bliźniak, czyli model element X. Otóż element X to odtwarzacz sieciowy, DAC oraz zbalansowany wzmacniacz słuchawkowy.

Porównując tę funkcjonalność do tego, co oferuje nam model P – to zauważymy jedną, dość prostą, ale i fundamentalną różnicę. Otóż w element X wzmacniacz słuchawkowy oraz wyjścia analogowe z przetwornika zastąpione są przez wzmacniacz, mówiąc kolokwialnie „głośnikowy”. Inaczej rzecz ujmując, i to jest w tym wszystkim dość ważna uwaga – model element P to faktycznie urządzenie typu „wszystko-w-jednym”, aczkolwiek z tą uwagą, iż nie posiada ono wyjścia słuchawkowego. Ktoś mógłby w tym momencie stwierdzić, iż jest to dość istotne zaniechanie, jednakże może nie ferujmy wyroków na szybko i popatrzmy na to urządzenie w nieco szerszym kontekście.

Co na tylnej ściance?

Dobrze, wiemy już, czego na pokładzie nie ma. Teraz w takim razie przyjrzyjmy się temu, co w zakresie funkcjonalności, także tej przyłączeniowej – Matrix element P może nam zaoferować. Oraz temu, co w nim – miejmy nadzieje – jednak nie piszczy, tylko po prostu zostało przez producenta zawarte.

Matrix element P

W zakresie oferowanych wejść, to sytuacja wygląda nadzwyczaj dobrze. Otóż, oprócz dwuzakresowego interfejsu WiFi (2.4 i 5 GHz) oraz wejścia LAN (RJ45) mamy także dwa wejścia USB Host dla pamięci masowych. A do tego oczywiście pełny zestaw wejść cyfrowych bezpośrednio do przetwornika: dwa koaksjalne S/PDIF, dwa optyczne TosLink, wejście USB oraz – co ciekawe – wejście I2S w standardzie LVDS zrealizowane na gnieździe HDMI. To ostatnie ma aż cztery przełączalne tryby pracy dla zapewnienia pełnej kompatybilności.

Matrix element P

Jeżeli zaś chodzi o wspierane formaty, tudzież platformy, to w zasadzie najlepiej wyliczyć tutaj, to, co producent deklaruje poprzez odpowiednie loga na swojej stronie internetowej. A są to loga następujące: „MQA”, „Tidal”, „Qubuz”, „ROON Ready”, „AirPlay”, „dlna”. Jak zatem widać wszystko, co – przynajmniej dzisiaj – może się okazać istotne, jest na pokładzie. Jest również wsparcie dla Meridian Quality Audio, przetwornik obsługuje także (po wejściu USB) format Direct Stream Digital, aż do gęstości Quad-DSD (DSD512).

Freescale i.MX6, Linux no i MA Player

Producent bardzo wyraźnie wspomina przy tym, że „spędził więcej, niż rok na implementacji czterordzeniowego procesora ARM w produktach Matrix”. Inaczej rzecz ujmując – nie mamy tutaj do czynienia z gotowym rozwiązaniem firmy trzeciej, a de facto z autorską platformą.  Jest też wyraźna wzmianka o tym, że  streamery Matrix Audio posiadają certyfikat „ROON Ready”, że wspierają funkcjonalność multi-room i tak dalej.

 

Wracają do tylnej ścianki – słów kilka o wzmacniaczu

Matrix korzysta w modelu element P ze końcówek mocy pracujących w klasie D. A bardziej konkretnie z modułów ICEpower 250ASX2. Rozwiązanie to oferuje moc w okolicach 230W na kanał przy obciążeniu 4 omów, zatem napędzenie większości obecnych na rynku kolumn nie powinno stanowić żadnego problemu.

Zatrzymajmy się teraz na chwilę i prześledźmy obecne na rynku rozwiązania w zakresie cyfrowej amplifikacji, jakie używane są w urządzeniach bardziej audiofilskich. Akurat tak się składa, że moduły ICEpower były jednymi z pierwszych na rynku i to, co zostało umieszczone w elemencie P to z pewnością ich któraś już wersja, czy jak by to powiedzieć – reinkarnacja. Oprócz ICEpower – na rynku jest jeszcze Pascal, który nomen omen jest projektowany przez ludzi początkowo z ICEpower związanych. Moduły Pascala zostały zastosowane chociażby w recenzowanej swego czasu na łamach hifizone.pl stereofonicznej końcówce mocy Mytek Brooklyn AMP.

Matrix element P

Dlaczego tak jest, do tego dojdziemy później, jednakże śmiem twierdzić, że brzmieniowo moduły ICEpower, jak i Pascala to jeden, bardziej ciepły, można by powiedzieć, iż południowy – biegun. Z kolei Hypex ze swoimi modułami UcD oraz nCore, to nieco inna para kaloszy. Jest jeszcze najnowszy PuriFi Eigentakt czyli 1ET400, ale może aby nie namieszać za bardzo powiem tylko tyle – każdy z tym wzmacniaczy będzie miał swój specyficzny posmak brzmieniowy. I zastosowanie akurat modułów 250ASX2 w urządzeniu, gdzie przetwornikiem jest kość firmy ESS Technology wcale mnie też – do czego jeszcze dojdziemy – nie dziwi.

Matrix element P – brzmienie

Na pierwszy ogień poszła ścieżka dźwiękowa z filmu „Rush”, czyli Hans Zimmer w dość ciekawym i jednocześnie energetycznym wydaniu. Od razu słychać dwie rzeczy. Po pierwsze: Matrix Element P nie ma problemu z basem, także tym najniższym. Niskie składowe są obecne, bas jest rozciągnięty i przy tym dobrze kontrolowany. Utwór „Lost But Won” został odtworzony z dużą dawką energii a przy tym z dobrym rytmem i jednocześnie bez niepotrzebnych wyostrzeń. Przy czym słychać też, że Matrix nie sili się tutaj na jakąś wielką transparentność i epatowanie słuchacza masą detali. Podaje nagranie raczej, jako jedną, spójną przy tym całość. Balans na pewno nie jest też tutaj przesunięty w stronę góry pasma – jest płasko, ale w pozytywnych tego słowa znaczeniu. Jest zachowana bardzo dobra równowaga. Sprzyja temu też obecny bas, który zawsze jest podstawą, lecz jest też w każdym momencie pod kontrolą.

To jest przy tym taki balans tonalny i takie – można by rzec – kontrolowane brzmienie, które zachęca go głośniejszego słuchania. Płyta Tiny Turner „The Best Of” nie była na Matrixie krzykliwym zjawiskiem, a to wcale tak często się nie zdarza. Z kolei Madonna „Jump” przy wyższych poziomach głośności zabrzmiała gładko, z zupełnie innym charakterem, aniżeli nagrania Tiny.

Pozostając jeszcze chwilę przy muzyce bardziej, chciałoby się rzec, popularnej na Beyonce „Mine” da się dostrzec pewien dyskretny – lecz jednak – charakter zintegrowanego Matrixa. Na pewno znowu można pochwalić prezentacje basu, który w tym utworze dawał doskonałą podstawę. Przy czym słyszalne jest też, że Matrix gra bardziej pierwszym i drugim planem, nie buduje hektarów przestrzeni w głąb. Pamiętajmy tutaj, że to nie jest lampa single-ended. Jednocześnie nie ma tutaj wysuszenia brzmienia, barwy są nasycone – jedynie droższe urządzenia pokażą nam, że ich paleta mogłaby być nieco bardziej szeroka, zwłaszcza w zakresie wysokich tonów.

Matrix element P

Fleetwood Mac „Everywhere” – ten utwór pokazał także kilka cech nowego produktu firmy Matrix Audio. Aura pogłosowa na tym nagraniu, a i owszem, była. Ale już nie tak sugestywna, jak z redakcyjnego systemu z Mytekami II i hybrydowym wzmacniaczem single-ended w torze. Proszę mnie tutaj też nie zrozumieć na opak. Bo bardziej chodzi o to, że porównanie z dużo urządzeniami sumarycznie kosztującymi kilka razy więcej, niż Element P pokazuje, gdzie można uzyskać poprawę przy przejściu na dzielone i – nie zapominajmy o tym – droższe urządzenia. Pokazuje też dość wyraźnie, na jaki kompromis idziemy, decydując się na zintegrowane urządzenie.

Co ciekawe, Nils Frahm, a konkretnie „Says” – zabrzmiał bardzo dobrze. Tak samo Portishead „Roads” miał sugestywnie zawieszony w przestrzeni głos wokalistki.

W trakcie odsłuchów wróciłem jeszcze na chwilę do jednej z nowszych płyt Beyonce. A konkretnie do „Haunted”. I nasunęła mi się pewna refleksja – otóż mam nieodparte wrażenie, że na takim repertuarze cyfrowe końcówki mocy zamontowane w Matrixie spisują się najlepiej. Bo wychodzą tutaj ich mocne strony a przy tym nie ujawnia się za bardzo ich charakter.

Co więcej, patrząc od strony brzmieniowej tak bardziej całościowo, ale też i mając na uwadze zastosowane w element P rozwiązania, czyli DAC ESS oraz końcówki mocy ICEpower to pozwolę sobie na pewną, nieco bardziej ogólną refleksję. Jednocześnie myślę, iż refleksję dość istotną i pokazującą to urządzenie z nieco szerszej i może nawet dość ciekawej perspektywy. Otóż mam nieodparte wrażenie, że ktoś tutaj odsłuchał kilka różnych wariantów połączeń. Połączeń przetwornika i końcówek mocy – zanim zdecydowano się na mariaż kości ESS z takimi, a nie innymi modułami wzmacniacza. Całość po prostu brzmi lepiej, aniżeli można by wywnioskować z tej recenzji i jest po prostu strawna.

Jest jeszcze inna strona medalu – śmiem też podejrzewać, że brzmienie to jedno, natomiast poziom integracji i funkonalność może być tutaj jeszcze kolejnym decydującym czynnikiem przy wyborze.

Funkcjonalność i kilka słów podsumowania

Specjalnie zostawiłem kilka słów na temat całej platformy MA Player oraz bardziej ogólnie tego, jak działa – od strony użytkowej – Matrix Audio element P na koniec tejże recenzji. Powodem tego wcale nie jest przy tym to, że coś tutaj nie działa, nie domaga, albo wygląda na niedopracowane. Bo właśnie jest wręcz przeciwnie.

Aplikacja MA Remote – przynajmniej w wersji na iOS – działa bez zarzutu. Jest zintegrowana obsługa platform Tidal i Qubuz oraz odtwarzanie muzyki z zasobów sieciowych oraz pamięci przenośnej. Jednocześnie to, co najciekawsze – i na to naprawdę warto zwrócić uwagę – to kompletność sterowania urządzeniem. Możemy nawet przełączać filtry cyfrowe z poziomu MA Remote. Aktualizacja oprogramowania także przebiegła bez żadnych niespodzianek – w dodatku bardzo szybko.

Matrix element P

Mało tego, chciałbym tutaj zwrócić uwagę na jedną, niesłychanie istotną tak naprawdę rzecz. Otóż często bywa tak, że podchodząc do nowego urządzenia mamy gdzieś z tyłu głowy – często może nawet w minimalnym zakresie, lecz jednak – jakieś uprzedzenia. Uprzedzenia na zasadzie, że skoro to produkt firmy takiej, a takiej, która nie robiła „droższych rzeczy”, to może urządzenie to będzie miało jakieś, że tak to ujmę, „cechy szczególne wieku dziecięcego”. Otóż właśnie nie. Oprócz kompetentnego brzmienia najbardziej zaskakującym elementem nowego Matrixa jest to, że jest to urządzenie dopracowane. Tak po prostu.

Patrząc z tego punktu widzenia rozumiem też brak wyjścia słuchawkowego. Są po prostu ludzie, którzy nie korzystają ze słuchawek. A jeżeli korzystają – to mają do tego odtwarzacz przenośny, albo podłączają je do telefonu, albo też chociażby do osobnego toru słuchawkowego. Element P dobrze odnajduje się w swoim segmencie rynku, zasługując na pełną rekomendację.

Jeszcze jedno – z tego, co mi wiadomo – to Matrix Audio rozpoczął proces certyfikacji swoich urządzeń pod kątem uzyskania funkcjonalności Tidal Connect, warto mieć to na uwadze.

Adam Kiryszewski

Cena: 11499 PLN
Dystrybutor: MIP https://mip.bz/

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*