Final ZE8000MK2 – recenzja

Reasumując – zmiany funkcjonalne są, ale nie na tyle duże, aby w jakiś zdecydowany sposób przeważyć na korzyść ZE8000MK2. Czas działania jest bardzo podobny, na tyle, że trudno mi wskazać, czy to MK1, czy MK2 działają dłużej. Wykonanie jest takie samo, czyli w obu przypadkach – znakomite. Tutaj akurat Finala trzeba zdecydowanie pochwalić. A nawet więcej. Bo żeby nie było, że tylko się czepiam, to pozwolę sobie na pewną dygresję, która samych ZE8000(MK2) może i nie dotyczy tak per se, ale dobrze odda to, jak dobrze japońskie słuchawki są tak naprawdę wykonane. Otóż od dłuższego czasu używam ZE2000, które przypadkiem zostały po recenzji. Wyszło jakoś tak, że zacząłem tychże słuchawek używać do sportu, głownie kolarstwa szosowego i biegania. I powiem tak – patrząc na wyniki z zeszłego roku, to mniej więcej 6 tysięcy km na rowerze, dwa półmaratony i tak dalej. Przy naprawdę bardzo różnej pogodzie. I „małe” Finale spisują się dalej znakomicie. Żeby było ciekawiej, to panele dotykowe dalej działają w nich tak, jak działały na początku. I tę solidność także widać właśnie w przypadku obu wersji ZE8000. To są po prostu bardzo, bardzo dobrze wykonane słuchawki, z dobrych materiałów. Które solidnie wyglądają tuż po wyjęciu z pudełka. I w których tą solidność potwierdza praktyka. Dlatego też tak się trochę uczepiłem działania tej funkcji „wyłączającej” ANC, bo gdyby nie to, to – już abstrahując od brzmienia – byłyby to słuchawki w bardzo wielu aspektach i w sumie przede wszystkim tak całościowo, kompletne. A jeżeli już o brzmieniu wspomniałem, to najwyższy czas skupić się właśnie na nim. Bo nie ukrywajmy, to właśnie tutaj mogą – i zapewne będą – największe zmiany.

Final ZE8000MK2

Final ZE8000MK2 – jak grają?

I faktycznie takie zmiany są. Bo o ile nadal poruszamy się w obrębie dokanałowych słuchawek bezprzewodowych opartych o pojedyncze przetworniki dynamiczne, to te różnice nie są ani kosmetyczne, ani nawet niewielkie. Przy czym, jeżeli słuchamy jednych i drugich słuchawek osobno, w jakimś odstępie czasu od siebie – to mogą one nie wydać się aż tak duże. Natomiast, jeżeli porównamy pierwszą i drugą wersję ZE8000 do siebie bezpośrednio, to oczywistym będzie, że Final faktycznie poszedł jednak w stronę nieco innego strojenia. Dlatego też najpierw przyjrzyjmy się temu, jak nowa wersja wypada w stosunku do poprzedniej, aby potem zastanowić się, jak MK2 wychodzą w szerszym, bardziej całościowym kontekście.

Final ZE8000MK2

I już tak konkretnie: nowa wersja w porównaniu do poprzedniej gra przede wszystkim czyściej, szerzej, z większą sceną. No i ma mniej basu. Jeżeli chodzi o tę ostatnią kwestię, to rozpocząłem odsłuchy od elektroniki, a konkretnie od utworu „Wearing Sunglasses at Night” (Tiga, Zinthorius). I powiem tak: o ile pierwsza wersja ZE8000 miała na tym utworze lepszy wykop i drive na basie, to jednak MK2 zagrały tutaj z lepszym oddechem i górą.

Brzmienie ZE8000MK2 jest mniej gęste, mniej sklejone ze sobą, aniżeli w przypadku pierwszej wersji japońskich słuchawek. Oczywiście, W MK2 basu jest mniej całe pasmo jest bardziej wyrównane – ale to nie w tym widziałbym największą różnicę. A właśnie w oddechu, przestrzeni i ogólnym napowietrzeniu brzmienia.

Final ZE8000MK2

Przy czym to nie jest też tak, że MK2 grają jasno, a pierwsza wersja gra jednoznacznie eufonicznie. Bo w porównaniu chociażby do AK UW100MK2 to oba Finale grają, jak (dobre, co należy podkreślić) TWSy oparte o pojedyncze przetworniki dynamiczne. Wersja MK2 jest po prostu bardziej zrównoważona, ale też przy tym – bez korekcji – już nie ma takiego uderzenia na basie, co wersja pierwsza. Słuchając dobrze mi znanych albumów na jednych i na drugich słuchawkach doszedłem do wniosku, że o ile tak patrząc całościowo – pod względem technicznym – lepsze są MK2, to w sumie dobrze, że mamy wybór. Trudno mi się też było oprzeć wrażeniu, że to wcale nie pierwszy i też nie ostatni przypadek, w którym odpowiedź na pytanie: „które będą lepsze” będzie brzmieć „to zależy”. Chodzi ogólnie o to, że o ile MK2 są czystsze, bardziej selektywne, mają lepszą scenę, to wersja pierwsza może w niektórych przypadkach, czy też w niektórych zestawieniach muzyka-słuchacz tego ostatniego oczarować bardziej.