FiiO K11 R2R to najnowszy przetwornik cyfrowo-analogowy znanej marki, który nie dość, że posiada niezwykle atrakcyjną cenę, to na dodatek ma też wbudowany – co ciekawe, zbalansowany – wzmacniacz słuchawkowy. Jednocześnie, jak sama nazwa wskazuje, urządzenie to posiada architekturę drabinki rezystorowej. Innymi słowy, nie jest to DAC oparty ani na gotowych układach typu delta-sigma, ani tym bardziej na (także gotowych) układach typu Multi-Bit. Bo tutaj producent zastosował po prostu własnej konstrukcji rozwiązanie oparte na precyzyjnych – jego zdaniem – rezystorach wraz z ich całym sterowaniem. Do tego mamy też możliwość pracy w dwóch trybach: jakże lubianym przez niektórych trybie NOS oraz w trybie OS. Ten ostatni oczywiście oznacza włączenie nadpróbkowania każdego sygnału do częstotliwości 384 kHz (jest to maksymalna częstotliwości akceptowalna przez przetwornik).
Do tego mamy z tyłu komplet wyjść, w tym zbalansowane na gnieździe mini-jack (w tym przypadku może to być zrozumiała praktyka), z przodu dwa wyjścia słuchawkowe: 6.35 mm oraz 4.4 mm zbalansowane.
FiiO K11 R2R – brzmienie
Zacznę od tego, że jest to urządzenie, które stara się maksymalnie nie ingerować w przekaz muzyczny. I o ile zdaje sobie sprawę, że jest to określenie nad wyraz wyświechtane, którym posługuje się masa ludzi, i które najczęściej odnosi się do urządzeń kilka-kilkanaście razy droższych od samego K11 R2R, to jednak jest ono niesamowicie, zaskakująco wręcz trafne właśnie w odniesieniu do tego akurat małego przetwornika FiiO. Jednocześnie K11 R2R powinien być doskonałym przykładem na to, że można zrobić bardzo dobry niedrogi DAC, który będzie zasadniczo grał muzykę, gdzie po prostu całość prezentacji będzie miała w dużo szerszym i głębszym zarazem znaczeniu sens. Bo tutaj, i to jest najbardziej zaskakujące, muzyka – bo to właśnie muzyką gra FiiO – ma ogromną wewnętrzną spójność, zwłaszcza w trybie NOS. A jeszcze inaczej rzecz ujmując: K11 R2R może być doskonałym przykładem na to, co się wydarzy, jeżeli zaimplementuje się dobrze koncepcje DACa R2R z trybem NOS bez niepotrzebnych komplikacji, czy dodatkowych funkcjonalności, które w sumie i tak są słuchaczowi średnio, zwłaszcza w tym przedziale cenowym, potrzebne.
Przyznam szczerze, że są urządzenia, po których od razu czuć – mówię tutaj głównie o sprzętach budżetowych – jak grają. Natomiast FiiO K11 R2R to może nie tyle taki kameleon, co jego charakter jest naprawdę niezwykle dyskretny. Tutaj po prostu dość wyraźnie słychać, że nie ma tutaj jakiegoś mechanizmu zniekształceń (chodzi o te zazwyczaj występujące w modulatorach układów delta-sigma), który przeszkadzałby nam w całościowym odbiorze. Odsłuchy rozpocząłem od muzyki filmowej, a konkretnie od utworu „Happy Pills” Paula Leonarda-Morgana (ścieżka dźwiękowa z filmu „Limitless). I już w tym momencie K11 R2R całkiem nieźle mnie zaskoczył rodzajem prezentacji, jaki mi zaproponował. Pozwolę sobie to w tym konkretnym przypadku ująć w nieco szerszym kontekście. Otóż jest sporo urządzeń, które są bardzo dobre od strony technicznej, które mają – jeżeli by rozebrać ich brzmienie na bardziej oddzielone i łatwe do obiektywnej oceny elementy składowe – bardzo dobre poszczególne elementy w brzmieniu. Natomiast składniki te, połączone w całość, nie sprawiają już takiego wrażenia, jakie powinny. Dzieje się to i w urządzeniach tanich, i także w takich kosztujących naprawdę sporo. Na utworze z „Limitless” słychać było (na słuchawkach kilkunastokrotnie droższych od samego FiiO), że może góra mogłaby być nieco bardziej dopieszczona, albo może że brakuje energii w skali absolutnej do napędzenia takich akurat słuchawek. Natomiast to, co także było mocno wyczuwalne, to właśnie to, że w przypadku FiiO K11 R2R muzycznie wszystko się tutaj po prostu zgadza. Jeszcze wyraźniej słychać to było na „Waking Up” z filmu „Oblivion”. Tutaj FiiO zaprezentował bardzo dobry poziom przekazania emocji, ale pokazał też jeszcze coś. W tym brzmieniu bardzo, ale to bardzo dużo słychać. Bo tutaj poziom wglądu w samo nagranie jest dobry w skali absolutnej i niebotyczny wręcz, jeżeli weźmiemy poprawkę na cenę samego urządzenia.
Na „Feet On The Ground” Pernille Rosendahl słychać też było, że tryb OS może się jednak w niektórych przypadkach przydać, tutaj brzmienie zyskało gładkości oraz ogólnej ogłady. Mamy tutaj pewną różnicę w stosunku do trybu pozbawionego filtracji w domenie cyfrowej, ale nie są tu różnice ogromne. Podejrzewam, że większość ludzi będzie w przypadku K11 R2R używać trybu NOS ze względu na lepszy jednak rytm w tym akurat ustawieniu. Słychać to było dość wyraźnie na „One Night In Bangkok” Murray Head’a, gdzie K11 R2R świetnie potrafił wciągnąć w dynamikę, rytm nagrania, także poprzez niezwykle płynne poprowadzenie całego przekazu.
Słuchając zaś „Shout” Tears For Fears miałem coraz większe wrażenie, że to bardzo dobre budżetowe źródło. I to na dodatek takie, w którym wszystko się od strony muzycznej bardzo ze sobą zgadza. Bo patrząc na sprawy z większego nieco dystansu i także w nieco szerszym kontekście – to tutaj jest ten rzadki pierwiastek tego, że gra już muzyka, że to jej zaczynamy słuchać. A nie samej elektroniki. A to, proszę mi wierzyć, w tej cenie – to jest naprawdę wyczyn.
FiiO K11 R2R – podsumowanie
To akurat niedrogie urządzenie od FiiO jest niejako potwierdzeniem tego, że ten producent zawsze potrafił projektować źródła, które nie tylko było sensownie wycenione, ale też w obrębie ich pułapu cenowego, także całkiem nieźle broniły się brzmieniowo. No bo spójrzmy na sprawy z jeszcze innej perspektywy. Otóż, już tak nieco teoretyzując, gdyby zastosowano tutaj jakiś niedrogi układ typu delta-sigma, to zapewne dalej można by o takim przetworniku powiedzieć, że jest dobry, jednakże takich – tylko dobrych – urządzeń jest na rynku tak naprawdę w tych niższych przedziałach cenowych tak naprawdę cała masa. Tutaj jednak sytuacja wygląda zgoła inaczej, jeżeli spojrzymy na sprawy nieco bardziej całościowo i w skali absolutnej.
Bo najbardziej zdumiewającą cechą nowego K11 R2R jest jego niewymuszona muzykalność. Jasne, słychać, że urządzenie, z jakim mamy tutaj do czynienia jest de facto przystępne cenowo. Ale jednocześnie jest też tak, że w jakiś przedziwny sposób nie przeszkadza nam to w odbiorze muzyki. Nawet ten wbudowany wzmacniacz słuchawkowy sobie całkiem nieźle radzi. Oczywiście nie jest to ostatnie słowo w słuchawkowej amplifikacji, ale wciąż nawet na dużo droższych od samego źródła FiiO słuchawkach efekty były co najmniej zadowalające. A biorąc pod uwagę cenę – zaskakująco wręcz pozytywne. Swoją drogą, tak już na zakończenie, powiem jeszcze jedno. Ciekaw jestem, czy FiiO pójdzie tą drogą, w sensie, że będzie rozwijać swoją architekturę drabinki rezystorowej, bo po tym, co usłyszałem w przypadku K11 R2R, to szczerze powiedziawszy, z ogromną chęcią bym takie rozwiązanie zobaczył zaimplementowane w droższych urządzeniach tej marki. I niech to będzie dla tego niewielkiego przetwornika najlepsza rekomendacja.
Adam Kiryszewski
Dystrybutor: MIP https://mip.bz
Cena: 898 PLN



