Bluesound Powernode Edge – recenzja

Właśnie ta separacja połączona z zaskakującym oddaniem detali w przypadku tego urządzenia zaskakuje. Bo na Powernode Edge słychać po prostu więcej aniżeli – patrząc poprzez pryzmat ceny – powinno. Zyskują na tym dobrze zrealizowane nagrania, w które Edge po prostu nie ingeruje w znaczący sposób. Może ujmę to jeszcze inaczej: Bluesound jest w swojej cenie pozbawiony w brzmieniu kombinatoryki w sposób niemalże niespotykany. Na początku odsłuchów, przy przesiadce z dużo droższego systemu mogłoby się wydawać, że jest do brzmienie w jakiś sposób bezduszne, ale de facto tak nie jest. Na albumach z muzyką elektroniczną i rozrywkową (ale nie tylko!) rytm i energia były dobre w skali absolutnej i znakomite, jeżeli weźmiemy pod uwagę to, czym Powernode Edge de facto jest. Wystarczy na tym urządzeniu puścić chociażby – pierwszy przykład z brzegu – utwór „Partition” Beyonce i od razu będzie oczywiste, że Bluesound może śmiało starować w zawodach p.t. „wielkość urządzenia kontra wykop i precyzja basu”. W skali absolutnej same najniższe tony są nieco cofnięte, bo nie oszukujmy się – ważąca 100 Kg końcówka mocy to nie jest. Ale ten bas, który Powernode Edge reprodukuje – śmiało może być wzorem dla tego typu urządzeń.

Bluesound Powernode Edge

A skoro już o niskich tonach powiedzieliśmy, to zwróćmy uwagę na to, co dzieje się na przeciwległym końcu pasma. Przede wszystkim, góra w przypadku Bluesounda nie jest jakoś nadmiernie uśredniona. A już na pewno nie ma tej charakterystycznej maniery znanej z tańszych urządzeń, gdzie najpierw mamy tani układ DAC, a potem do tego połączony analogowo wzmacniacz operujący na zasadzie PWM. Tutaj góra podana jest nieco bardziej na zasadzie „kawa na ławę”, Bluesound stara nam się już coś o jej charakterze na nagraniu powiedzieć, za co tak naprawdę należy mu się chwała. Ale to nawet nie o to chodzi, bo słuchając bardzo szerokiego spektrum repertuaru cały czas miałem wrażenie, że muzyka podana jest w świeży i, że tak to ujmę, mało przetworzony sposób. I, co ciekawe, kiedy wydawało mi się, że Powernode Edge zaczyna grać w mniej lub bardziej przewidywalny sposób, bo nagle pokazywał coś, co sprawiało, że nie było za bardzo mowy o nudzie.

Zarówno wokal, jak i całość nagrania Roads „Portishead” zabrzmiały bardzo dobrze, zachowując wiele z charakteru i tonacji nagrania. To samo z „Wuthering Height” Kate Bush, które przy tym zabrzmiało całkowicie inaczej tonalnie. A z kolei na „I Try” Macy Gray wokal zabrzmiał znacznie inaczej, bliżej słuchacza, aniżeli na dwóch wcześniej wymienionych utworach. Czyli de facto tak, jak – zapewne – miał w zamiarze realizator.

Bluesound Powernode Edge

Podsumowując – Bluesound Powernode Edge gra brzmieniem dużym, czystym, kontrolowanym. Jest to też brzmienie bez żadnych „wyskoków” w jakimkolwiek kierunku, bez jakichś zauważalnych, czy też istotnych uchybień. I, co jednak ważniejsze, bez generalizowania, bez uśredniania nagrań. Ktoś mógłby co prawda po takim opisie wywnioskować, że Powernode Edga gra tylko „poprawnie”, ale w tym momencie chciałbym wspomnieć o jednym. Otóż jeżeli odłożymy tę skalę absolutną na bok i weźmiemy pod uwagę cenę tego urządzenia (samą tylko cenę, bez patrzenia co – oprócz brzmienia – w tej cenie otrzymujemy), to Powernode Edge okaże się po prostu dobry. Natomiast jeżeli do tego dodamy fakt, że mamy tutaj taki pełnoprawny streamer, z obsługą większości platform, ze świetnie działającą funkcją Tidal Connect – to okazuje się, że tak nieco z Nienacka sprawa dla mnie jest tak naprawdę prosta. Otóż Powernode Edge to Best Buy, czy jak to mawiają po naszemu – Najlepszy Zakup.

Adam Kiryszewski

Dystrybutor: Audio Klan https://audioklan.pl/
Cena: 2599 zł