Bluesound Powernode Edge – recenzja

Istotną kwestią jest również to, że sam BluOS ma reputację niezwykle stabilnego i przy tym płynnie działającego systemu. I tak jest w rzeczywistości. I piszę to nie tylko przez pryzmat tego, jak działa recenzowane tutaj urządzenie, ale też biorąc pod uwagę całokształt moich doświadczeń z tą platformą. Bo BluOS znajdziemy nie tylko w urządzeniach marki Bluesound, ale też w NADzie, czy chociażby recenzowanym jakiś czas temu Roksannie Atessa. No i oczywiście jest jeszcze kwestia aktualizacji – tutaj wszystko dzieje się także sprawnie i przykładowo Powernode Edge przy korzystaniu z Tidal Connect obsłuży nam już FLACi w wysokiej rozdzielczości („Hi-Res FLAC”, czyli powyżej 16bitów/44kHz).

Niemniej istotna niż sama funkcjonalność danej platformy programowej jest też jej integracja ze sprzętem, na jakim ona działa. Dlatego tez pora przyjrzeć się samemu urządzeniu i temu co w nim zawarto.

Ale zanim to zrobimy – pozwolę sobie zwrócić uwagę na jedną rzecz. Ktoś to może przeoczyć, ale świadczy to też w dużej mierze o podejściu producenta do tematu. Otóż platforma BluOS ma dedykowane aplikacje nie tylko na systemy mobilne takie, jak Android i iOS, ale też ich wersje desktopowe. Czyli pod Windowsa oraz macOSa. I tutaj należą się spore wyrazy uznania, bo wielu producentów dzisiaj poprzestaje tylko na wersjach mobilnych, które same w sobie wciąż czasami pozostawiają nieco do życzenia.

Bluesound Powernode Edge

Bluesound Powernode Edge – duże możliwości w niewielkiej formie

Samo urządzenie jest stosunkowo niewielkie, a jego forma zdecydowanie nowoczesna. Powernode Edge jest przy tym nawet nie tyle ciężki, co bardzo dobrze „spasowany” fizycznie. Biorąc go do ręki nic nie skrzypi i nie trzeszczy, obudowa jest częściowo wykonana z tworzyw sztucznych, jednakże tutaj nie ma mowy o tym, żeby coś było źle spasowane. Inaczej rzecz ujmując – także na tej płaszczyźnie, takiej typowo mechanicznej, czuć, że wszystko do siebie pasuje. I robi po prostu wrażenie dopracowanego produktu. Na przedniej ściance znajdziemy zestaw diód informujących o stanie urządzenia, z tyłu zaś znajdziemy komplet złącz. A pośród nich niewielkie, ale całkiem solidne terminale głośnikowe, niskopoziomowe wyjście dla subwoofera, wejście HDMI eARC, wejście LAN oraz USB dla pamięci masowych. Całość dopełniają jeszcze dwa gniazda: „IR IN”, czyli wejście dla zewnętrznego czujnika podczerwieni oraz wejście optyczne współdzielące to samo gniazdo 3.5mm z analogowym wejściem niskopoziomowym. To, co tutaj jest poniekąd zaskakujące, to fakt, że nie mamy dwudziestu pięciu gniazd na tylnej ściance, jednakże pomyślano chociażby o takich detalach, jak niskopoziomowe wyjście dla subwoofera. Może ono okazać się przydatne, bo coraz mniej dedykowanych głośników subniskotonowym posiada wejścia wysokopoziomowe. Poza tym sam charakter urządzenia marki Bluesound, jego inherentna elegancja wykonania i konstrukcji jakoś bardziej się godzi właśnie z połączeniem subwoofera poprzez jeden kabel RCA. Co też jest de facto rozwiązaniem również bardziej wygodnym. Przydatne w dzisiejszych czasach może okazać się też wejście eARC. Ale jeżeli już jesteśmy przy tematach bardziej wizualnych – to do kanadyjskiego urządzenia podłączymy też przykładowo konsolę do gier. I gramofon. Ten ostatni będzie co prawda wymagał dedykowanego preampa (albo też możemy kupić jakiś gramofon, który taki preamp na pokładzie już posiada), natomiast konsolę podłączymy kablem optycznym bezpośrednio.

Bluesound Powernode Edge

Innymi słowy, tutaj wszystko jest, jest też nawet dwuzakresowe WiFi, chociaż tego nie widać, bo antenę – ukryto w środku. I tutaj jestem nawet skłonny zrozumieć takie rozwiązanie. Bo przy mocy dzisiejszych routerów bezprzewodowych i normalnej wielkości pomieszczeniach – po co dodawać kolejną rzecz na tylnej ściance?