Bluesound Powernode Edge – recenzja

Trudno jest też oprzeć się wrażeniu, że wszystko jest przemyślane i na swoim miejscu. Ktoś mógłby powiedzieć, że „wszystko ok, ale nie ma wyjścia słuchawkowego”. No nie ma, ale za to jest nadajnik Bluetooth umożliwiający połączenie z Bluesoundem słuchawek bezprzewodowych. I przesyłanie do nich dowolnego sygnału, z jakim Powernode będzie pracował. Co istotne, Bluetooth jest tutaj dwukierunkowy i wspiera też standard aptX-HD. Czyli będziemy mogli przesłać też do Bluesounda audio z telefonu, tableta lub komputera.

Kwestie techniczne i unikalna funkcjonalność

Bluesound Powernode Edge posiada wbudowany wzmacniacz stereo oferujący po 40W na kanał przy obciążeniu 8 omów. I o ile producent nie podaje mocy RMS dla niższych obciążeń, to można też założyć, że w normalnych warunkach i w miarę skutecznych kolumnach – tej mocy będzie aż nadto (moc dynamiczna wg. Normy IHF dla 4 omów to całkiem spore 80W na kanał). Poza tym, zawsze możemy podłączyć do Bluesounda, jak już wspomniałem, subwoofer. Warto też wspomnieć o tym, że wzmacniacz ten oparty jest na technologii DirectDigital™. Czyli nie jest to taki pierwszy lepszy, wzięty z półki tani moduł wzmacniający, wstawiony – jak to wcale nierzadko bywa – tuż za przetwornikiem cyfrowo-analogowym.

Bluesound Powernode Edge

Przy czym to nawet nie chodzi tyle o wzmacniacz, bo tutaj cała topologia, cała droga sygnału jest nieco inna. Otóż Powernode sygnał z wejścia analogowego konwertuje do postaci cyfrowej (24bity/96kHz) tak, aby potem mógł go obrabiać za pomocą wewnętrznego DSP. A także wysyłać do innych urządzeń Bluesounda przez sieć, bo nie zapominajmy o tym, że BluOS umożliwia nam korzystanie z aż 64 stref audio. To, co w tym przypadku jest jednak najbardziej istotne, to sama droga sygnału w przypadku, kiedy do Powernode’a dochodzi on w postaci cyfrowej, czyli np. z któregoś z popularnych serwisów strumieniujących. Otóż sama konwersja cyfrowo-analogowa zachodzi tak naprawdę we wzmacniaczu, który de facto dostaje sygnał w postaci cyfrowej. Stąd właśnie słowo „Direct” w jego nazwie. Jest to o tyle istotne i chciałbym na to zwrócić szczególną uwagę dlatego, że jest całkiem spora ilość urządzeń mniej lub bardziej zintegrowanych, które przed modułami wzmacniacza w klasie D mają zaimplementowany osobny przetwornik cyfrowo-analogowy.

Bluesound Powernode Edge

Już nie wdając się za bardzo w kwestie techniczne, chodzi konkretnie o to, że Powernode unika dodatkowej konwersji, a w zasadzie dwóch konwersji – z cyfry na analog (przed samym wzmacniaczem) oraz z analogu na sygnał PWM (już we wzmacniaczu). Innymi słowy, i to pewnie powinno nieco bardziej obytych z kwestiami bardziej technicznymi odpowiednio nakierować – Edge można uznać w pewnym sensie za Power DACa. To oczywiście dłuższy temat, ale w przypadku akurat takiego urządzenia widziałbym właśnie w całej koncepcji „prowadzenia” sygnału – która jest przy tym też po prostu elegancka – sporą zaletę. Nie mamy chociażby wzmacniaczy operacyjnych, które byłyby wymagane za przetwornikiem cyfrowo-analogowym w torze konwertera prądowo-napięciowego (I/V) i filtracji dolnoprzepustowej. Regulacja głośności w domenie cyfrowej, jeżeli jest poprawnie zrealizowana – do czego jeszcze wrócimy – także ma swoje zalety (chociażby doskonałe zrównoważenie pomiędzy kanałami).

Powernode Edge w praktyce

Zanim przejdziemy do opisu samego brzmienia, pozwolę sobie naprawdę zwięźle opisać to, jak Powernode Edge działa w praktyce. Zacznę od tego, że rozumiem, dlaczego niektórzy kupują to urządzenie, zamykają je gdzieś w szafce i poniekąd zapominają o tym, że istnieje fizycznie. Ujmę to tak: może na siłę można by się do jakichś drobiazgów w aplikacji pod Windowsa przyczepić. Albo mieć uwagi, że taka czy inny funkcjonalność mogłaby być zaimplementowana w nieco inny sposób. Ale Bluesound Powernode Edge (i w zasadzie też BluOS) funkcjonalnie to po prostu bajka. Już pomijam to, że można zacząć od jednego urządzenia i je rozbudować praktycznie dowolnie w system multi-room. Czy to, że jeżeli ktoś ma np. jakiś system NADa i chce mieć kolejne urządzenie działające w tym samym ekosystemie – to z funkcjonalnego punktu widzenia nie ma się nad czym zastanawiać. To bardziej chodzi o to, że tutaj np. TIdal Connect działa 0 jeżeli chodzi o stabilność, prędkość łączenia się, czy responsywność – praktycznie równie dobrze, jak w recenzowanym jakiś czas temu Moonie 791.