Arcam SA45 – recenzja

Co ciekawe, po recenzowanych wcześniej integrach A5 oraz A25, z których to właśnie ta ostatnia pracowała we wspomnianej już wcześniej Klasie G, to słuchając SA45 pomyślałem sobie, że skądś już tą estetykę brzmienia znam. Przy czym jednak flagowy „all-in-one” Arcama idzie pół kroku, tak porównując do A25, w nieco inną, bardziej rozdzielczą i mniej romantyczną stronę. Co więcej, słychać w tym brzmieniu jeszcze coś innego. To nawet nie moc per se, czy epatowanie dynamiką, ale pewnego rodzaju naturalna pewność kreślenia dźwięków. Po prostu czuć, że mamy do czynienia z mocnym i zarazem dobrym tranzystorem. Zacznijmy zatem od tego aspektu, który zainteresuje wielu, czyli od basu.

Na Pernille Rosendahl „Feet On the Ground” Arcam świetnie odtworzył niskie impulsy przy dużej głośności, które były dynamiczne, skupione i bardzo dobrze zdefiniowane. Jednocześnie na tym utworze dało się także zauważyć inną cechę brytyjskiego urządzenia. Otóż Arcam nie romantyzuje za bardzo przekazu. Na wspomnianym utworze głos wokalistki był bardzo wyraźnie, mocno wręcz zogniskowany w przestrzeni. Zainteresowany tym jakże ciekawym w sumie, jak na brytyjski sprzęt typem prezentacji, włączyłem dobrze znany mi utwór, czyli „One” Aimee Mann. I to, co usłyszałem poniekąd potwierdziło moje przypuszczenia. Otóż Arcam faktycznie idzie już w stronę brzmienia bardziej, że tak to ujmę, referencyjnego, czy też jak kto woli neutralnego. O ile dalej ma tą znaną z A25 dobrze nasyconą w skali mikro barwę, to trzeba mu przyznać, że dostajemy tutaj dość spore już pokłady przejrzystości. I porównując chociażby do recenzowanego nie tak dawno przecież Roksana Caspian 4G, to trzeba zaznaczyć, że jest to jednak nieco inny sposób grania. Roksan (przy użyciu wbudowanego przetwornika cyfrowo-analogowego) brzmiał jednak inaczej całościowo, w nieco inny sposób rozkładał pewne akcenty, słychać to było najbardziej na środku pasma. Jednakże nic też dziwnego w sumie, bo nowy Caspian tamten wzmacniacz oparty jest na zupełnie innych układach przetworników cyfrowo-analogowych.

Arcam SA45

Natomiast wracając już do samego Arcama, to na „This Love” duetu Craiga Armstronga i Elizy Fraser SA45 ujął bardziej czystością oraz niemalże krystaliczną przejrzystością brzmienia, aniżeli podgrzaniem w tym brzmieniu jego temperatury. Jednocześnie chciałbym jeszcze raz zaznaczyć, że wcale nie jest też tak, że Arcam gra w jakiś sposób chłodno. Jego barwa jest ustawiona de facto minimalnie po ciepłej stronie, natomiast pamiętajmy, że urządzenie to ma budowę zbalansowaną, będzie więc miało nieco inny rozkład harmonicznych, aniżeli urządzenia posiadające prostszą, niezbalansowaną budowę. Inaczej rzecz ujmując, i to może zapewne wielu zaskoczyć, ale da się w Arcamie w jakiś sposób wyczuć taką nutkę studyjności. Ale studyjności w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo wzmacniacz ten po prostu nie kombinuje i brzmieniowo nie ucieka się do jakichś dziwnych sztuczek. A po prostu stara się wiernie odtworzyć to, co dostanie. Przy czym bardzo dobrze potrafi wpleść szczegóły w muzyczny przekaz, pewne detale na płycie „Diva” Annie Lennox, czy „Spaces” Nilsa Frahma zostały oddane znakomicie, nawet biorąc pod uwagę wcale nie tak małą przecież cenę tego urządzenia.

Arcam SA45

Bo też jest w tym przypadku tak, że o ile SA45 tych detali nie wynosi na piedestał, to są one niezwykle wyraźne, także te znajdujące się gdzieś najdalej w tle. Bardzo dobrze Arcam buduje także przestrzeń, scena kreowana jest z rozmachem, mamy wyraźny pierwszy plan, z bardzo dobrym wybudowaniem na boki. To, co od razu słychać, to umiejętność oderwania dźwięku od kolumn (oczywiście to będzie zależeć w dużej mierze od ich samych, do czego jeszcze dojdziemy) oraz wiarygodnej projekcji zwłaszcza pierwszego planu. Zanim jeszcze przejdziemy do podsumowania, to jeszcze spójrzmy na poszczególne elementy Arcama, jak na osobne urządzenia. Oparty o układ ESS przetwornik jest bardzo dobry, natomiast charakter jego brzmienia jest po prostu dobrze zgrany z wbudowaną w SA45 końcówką mocy, bo ta jest naprawdę na wysokim poziomie. Nawet po podłączeniu zewnętrznego, dedykowanego przetwornika cyfrowo-analogowego kosztującego niewiele mniej, niż sam SA45 nie odniosłem wrażenia, że jest ona jakimkolwiek ograniczeniem.