Sony WH-1000XM2 i Sennheiser Momentum Wireless AEBT – Recenzja słuchawek bezprzewodowych, część II

Sony WH-1000XM2

Słuchawki tej znanej japońskiej firmy, oznaczone symbolem WH-1000XM2 pomimo niepozornego wyglądu są z wielu powodów bardzo ciekawym produktem. Przede wszystkim, nie są to dla Sony ani pierwsze, ani nawet drugie tego typu słuchawki bezprzewodowe, jakie wyposażone są w aktywną redukcję szumów. Wcześniej producent ten oferował nam chociażby dość znane MDR-1RNC. Co więcej, w przypadku WH-1000XM2 mamy idealny niemalże przykład tego, co się dzieje, jeżeli dana technologia jest stopniowo, wraz z kolejną generacją, systematycznie ulepszana.

Jeżeli ktoś myśli, że te słuchawki to dla Sony jeden z wielu produktów w ofercie, to oczywiście będzie mieć rację. Z drugiej zaś strony, to wciąż ta sama firma, która swego czasu wypuściła słynne R1. A te są do dzisiaj uważane za jedne z najlepszych słuchawek dynamicznych na świecie. Inaczej rzecz ujmując: nie dość, że Japończycy nie są w tej kwestii nowicjuszem, to jeszcze mają na koncie kilka bardzo dobrych produktów.

 

Opakowanie i akcesoria:

W przypadku WH-1000XM2 dostajemy – w przeciwieństwie do Aventho i PX – twarde etui, chociaż sposób pakowania w nie słuchawek może wydać się, na pierwszy rzut oka, co najmniej dziwny.
I nie ukrywając – wymaga trochę wprawy. Poza tym dostajemy w komplecie wszystko to, co w przypadku innych słuchawek, czyli zestaw kabli oraz instrukcję.

Budowa, kwestie techniczne, ergonomia:

Ze wszystkich testowanych tutaj słuchawek, te akurat wyglądają najbardziej niepozornie. Natomiast zdecydowanie nie należy tego traktować, jako wadę, bo akurat ich design jest tak skrojony, że powinny pasować praktycznie do wszystkiego. Nie można mieć także zastrzeżeń ani do ciężaru, ani też do wygody. Jest jednak jedna rzecz, która tutaj nieco burzy całościowy obraz WH-1000XM2. Otóż sprawiają one wrażenie wykonanych nieco mniej solidnie, aniżeli inne słuchawki w tym teście. Nie jest to coś, co w jakiś sposób bardzo się rzuca w oczy, jednakże w bezpośrednim porównaniu z innymi recenzowanymi tutaj słuchawkami – jest po prostu widoczne. Przykładowo, jeżeli weźmie się do ręki najpierw Bowers&Wilkins PX a dopiero potem Sony – to mechanizm tych ostatnich może się wydać po prostu delikatny. I o ile trudno stwierdzić poprzez pryzmat tej recenzji, jak będzie się on zachowywał po dłuższym czasie, to jednak należy na to zwrócić uwagę.

Słuchawki te posiadają zarówno aktywną korekcję szumów otoczenia, jak i mają też czułą na dotyk powierzchnię sterującą. Do tego znajdziemy też dwa przyciski – wyłącznik (służy także do parowania), drugim natomiast sterujemy systemem redukcji szumów.

 

Łączność i bateria:

Wspierane kodeki to: SBC, AAC, LDAC, AptX, oraz AptX HD. Czyli na pokładzie jest wszystko, co być powinno. I o ile Sony nie wspierają multi-pairingu, to nie było z nimi żadnych niespodzianek, łączą się szybko i bez problemow.

Producent deklaruje maksimum 30 godzin słuchania z włączonym NC i 40 z wyłączonym. Realnie słuchawki bez problemu przekraczają pułap 25h. Jeszcze jedno: 10 minut ładowania powinno wystarczyć na 70 minut słuchania muzyk. I to udało się akurat potwierdzić. Słuchawki głosowo informują zarówno o poziomie baterii, jak i o statusie łączności bezprzewodowej. Także nie trzeba się niczego domyślać.

 

Aplikacja:

Sony oferuje do WH-1000XM2 aplikację Sony Headphones Connect. I co tu dużo mówić, aplikacja ta jest, jeżeli chodzi o funkcjonalność, o lata świetlne do przodu w stosunku do konkurencji. Tutaj wyraźnie czuć, że Sony nie zaczyna gry w tej niszy rynkowej, a jest już w niej trochę czasu. Pierwszą ciekawą funkcją jest możliwość kalibracji systemu wyciszania szumów, nazwaną „Noise Cancelling Optimizer”. Działa ona poprzez wykorzystanie umieszczonego w słuchawkach czujnika ciśnienia atmosferycznego. Niby szczegół, ale pozwala to całkowicie zniwelować efekt przypominający zanurzenie głowy pod wodę, jaki pojawia się przy włączonej redukcji szumów otoczenia.

Dodatkowo mamy do dyspozycji „Adaptive Sound Control”, oraz „Ambient Sound Control”. Pierwsza automatycznie wykrywa, co w danym momencie robimy, i w jakim otoczeniu się znajdujemy, odpowiednio dobierając ustawienia systemu Noise Cancelling. A w zasadzie powinna, bo nie zawsze działa ona dokładnie zgodnie z przewidywaniami. Oczywiście, wszystko zapewne zależy od wielu czynników, natomiast się okazać, że najlepiej będzie tą funkcję wyłączyć.

„Ambient Sound Control” pozwala z kolei na bardzo dokładną regulację poziomu intensywności, z jaką działa wyciszanie szumów. Jako dodatek do tego mamy funkcję „Focus on Voice”. Umożliwia ona przekazywanie ludzkiego głosu z zewnątrz do słuchawek, kiedy włączony jest system NC (podobnie, jak w Bowers&Wilkins PX). Przy czym słuchawki potrafią zebrać rozmowę odbywającą się nawet kilka metrów od nich.

 

Brzmienie:

Sony WH-1000XM2 to, jeżeli chodzi o brzmienie, zdecydowanie najbezpieczniejsze słuchawki
w tym teście. Przy czym wcale nie oznacza to, że nie mają one swoich silnych stron. I jednocześnie – nie wykazują też żadnych rażących niedostatków brzmieniowych. To oczywiście przy uwzględnieniu zarówno ich ceny, jak i też tego, że ktoś nie gustuje w innej prezentacji, jaką prezentują chociażby Beyerdynamic Aventho Wireless.

Jednocześnie należy tutaj już na wstępie zaznaczyć, że brzmienie Sony jest nieco mniej soczyste, a jednocześnie bardziej, chciałoby się rzec, plastykowe, aniżeli innych słuchawek w tym teście. Po prostu słychać, że sygnał jest dość mocno obrabiany na drodze cyfrowej.

Jest to przy tym o tyle ciekawe, że słuchawki te całkiem nieźle radzą sobie przy cichej muzyce i w oddaniu szczegółów na przełomie środka i góry pasma. Bo w porównaniu np. do wspomnianych powyżej Beyerdynamic Aventho Wireless, testowanych w poprzedniej części można zauważyć kilka istotnych różnic. Przede wszystkim oczywiście, góra jest mniej nachalna a różnicowanie na środku pasma jest minimalnie lepsze. Ogólnie brzmienie tego modelu można by określić, jako dość zwiewne, gdyby nie jedna rzecz.

Chodzi o bas. Ten jest prowadzony bardzo dobrze, równo prowadzony i przy tym schodzi nisko. Porównując w tym zakresie Sony WH-1000XM do Bowers&Wilkins PX, to można dojść do wniosku, że te ostatnie basu niemalże nie mają. Porównując do Sennheisera Momentum Wireless, Sony mają też mają więcej basu i jest on mocniejszy, zwłaszcza w najniższym podzakresie.

Jeżeli chodzi o scenę, to jest ona szersza, aniżeli w Aventho Wireless i zupełnie inna, niż
w Bowers&Wilkins PX, no ale te ostatnie są w tym aspekcie bardzo specyficzne. I jednocześnie, jeżeli chodzi o kwestie przestrzenne to można w sumie postawić znak równości pomiędzy Sony WH-1000XM a Momentum Wireless.

Brzmienie a ustawienia systemu redukcji szumów.

Co istotne, ustawienia systemu NC mają wpływ na to, jak grają słuchawki. Po pierwsze, przy wyłączonym NC brzmienie jest czystsze a scena szersza. Po drugie – po włączeniu funkcji „Ambient Sound” brzmienie staje się jaśniejsze.

Powrócę jeszcze na chwilę do środka pasma i ogólnie pojętej detaliczności Sony WH-1000XM2. Otóż te słuchawki są o tyle ciekawe, że o ile pierwsze wrażenie jest takie, że brzmienie jest mocno przetworzone, to dłuższe odsłuchy pokazują coś innego. Otóż detaliczność tych słuchawek jest w pewnym sensie myląca, bo jednak słychać więcej, aniżeli np. na Sennheiserach Momentum. To raz. Dwa, środek pasma pasma jest tutaj najbardziej łagodny ze wszystkich testowanych słuchawek.

 

Sony WH-1000XM2 – podsumowanie:

Mam nieodparte wrażenie, że największą zaletą słuchawek Sony WH-1000XM2 jest brak wyraźnych wad w brzmieniu. W tych Sony absolutnie nic nie drażni. No chyba, że ktoś oczekuje możliwości w zakresie oddania detali i sceny rodem ze słuchawek elektrostatycznych albo chociażby Sennheiserów HD-800. Ale wiadomo, że to nie ta półka i nie o to tutaj chodzi. Jednocześnie ich funkcjonalność zdecydowanie wyróżnia się na plus. A w pewnych kwestiach, jak chociażby aplikacja na telefon, powinna uchodzić za wzór dla innych producentów. Jedyne, do czego można się tutaj przyczepić, to ich mniej solidna konstrukcja mechaniczna. I to w zasadzie tyle z rzeczy, do jakich można by się przyczepić. Na pewno są to słuchawki, które można polecić komuś „w ciemno”, kto po prostu chce kupić dobre bezprzewodowe słuchawki. I cieszyć się przy tym i muzyką i bardzo dobrą funkcjonalnością. Oczywiście, że w pewnych kwestiach można trafić lepiej, natomiast należy tutaj zwrócić uwagę na całościowy obraz, jako taki. A ten wygląda po prostu korzystnie.

 

Sennheiser Momentum Wireless AEBT

Sennheiser to chyba jedna z najbardziej znanych firm produkujących słuchawki. Ma na swoim koncie bardzo wiele udanych produktów. Mowa oczywiście o takich słuchawkach, jak chociażby HD-600, HD-650, czy HD-800. Nie wspominając już o słynnych Orfeuszach. Oczywiście, tych mniej udanych też jest trochę. Niemniej jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to zdecydowana jedna z najbardziej rozpoznawalnych firm na rynku. Dlatego też szczególnie interesującym jest, co potrafi ona zaoferować w swoich najnowszych bezprzewodowych słuchawkach nausznych.

 

Opakowanie i akcesoria:

W tym zakresie Sennheiser Momentum Wireless nie zawodzi w żadnym wypadku. Ze słuchawkami dostarczany jest bardzo wygodny futerał. Jednocześnie ich składanie jest dużo prostsze, niż np. w przypadku Sony WH-1000XM2. Wystarczy złożyć „do środka” nauszniki i włożyć słuchawki do futerału. Jedna jednak uwaga – ten ostatni lubi się brudzić, ze względu na materiał, z jakiego jest wykonany. W zestawie jest oczywiście i zestaw kabli i instrukcja. No i dodatkowo woreczek na słuchawki wykonany z aksamitnego materiału. W tym zakresie wrażenie jak najbardziej na plus.

 

Budowa, kwestie techniczne, ergonomia:

Patrząc na konstrukcję mechaniczną i wykonanie Momentum Wireless AEBT M2 trzeba przyznać jedno. Firma Sennheiser w przypadku tych słuchawek stanęła na wysokości zadania. Cała konstrukcja jest bardzo przemyślana. Jednocześnie bez skomplikowanych zawiasów i dziwnych rozwiązań. Ergonomia jest także bez zarzutu, przyciski i mały joystick do sterowania słuchawkami są dokładnie tam, gdzie się ich spodziewamy. Widać, i czuć, że ktoś tu pomyślał. To samo się tyczy ogólnie pojętego wrażenia solidności słuchawek.

Jeżeli chodzi o kwestie stricte techniczne, to Sennheiser Momentum Wireless są w pewnym sensie dokładną odwrotnością Beyerdynamic Aventho Wireless. Otóż o ile w przypadku Aventho nie można włączyć systemu NC, bo go po prostu nie ma, to w Sennheiserze jest dokładnie na odwrót. Działa on cały czas, czy tego chcemy, czy nie. Trudno oceniać, czy to plus czy minus. Na pewno odpadają dywagacje typu:, kiedy słuchawki grają lepiej? Czy z włączonym, czy wyłączonym systemem wyciszania szumów. Należy też zaznaczyć, że system wyciszania szumów NoiseGard 2.0 działa jakby inaczej w Sennheiserach, aniżeli podobny system NC w Sony WH-1000XM, czy w Bowers&Wilkins PX. Mam wrażenie, że nie bez powodu firma Sennheiser zdecydowała się akurat na takie rozwiązanie, w którym system ten działa cały czas. Bo NoiseGard w Sennheiserach nie wytłumia aż tak mocno otoczenia, nie mamy wrażenia totalnego, całkowitego wycięcia.

Warto też wspomnieć o tym, że o ile w przypadku Momentum Wireless AEBT nie dostajemy takich możliwości sterowania systemem NC, jak chociażby w Sony, to nadrabiają one tutaj czymś innym. Chodzi tutaj o zaawansowany układ mikrofonów oraz jakość rozmów, kiedy wykorzystujemy Sennheisery, jako zestaw głośnomówiący. W tym zakresie słuchawki te są w zdecydowanej czołówce tego testu.

Łączność i bateria:

Sennheiser Momentum Wireless AEBT wspierają kodeki A2DP, AVRCP, HSP i HFP. Nie wspierają one, co prawda multi-pairingu, natomiast w całej stawce łączyły się zdecydowanie najszybciej i najpewniej.

Jeżeli chodzi o baterię, to producent deklaruje 22h na pełnym naładowaniu i praktyka to potwierdza. Nie było żadnych problemów z ładowaniem, które przebiega sprawnie i bezproblemowo.

 

Brzmienie:

Nie bez powodu słuchawki Sennheisera znalazły się tej samej części recenzji, co słuchawki firmy Sony. Bo o ile nie można powiedzieć, że grają dokładnie tak samo, jak ich japoński odpowiednik, to są jednak w pewnym sensie do nich podobne. I przy tym oferują zupełnie inną prezentację, aniżeli Beyerdynamic Aventho Wireless, czy Bowers&Wilkins PX.

Sennheiser Momentum Wireless AEBT ma przede wszystkim wyczuwalną i specyficzną barwę dźwięku. Jest to barwa lekko pastelowa, pozbawiona wyraźnych wyostrzeń. I naprawdę trudno się tutaj oprzeć wrażeniu, że jednak coś jest na rzeczy. Bo można znaleźć wiele słuchawek Sennheisera, które oferują podobną prezentacje w tym zakresie, w sensie tonalności. Jednocześnie nie jest to w żadnym przypadku wada. Swoją sygnaturę mają przecież pod tym względem praktycznie każde słuchawki w tym teście. To bardziej kwestia tego, czy taka sygnatura trafi w czyjeś gusta, czy też nie. Istotne jest tutaj natomiast to, że trudno się w brzmieniu bezprzewodowych słuchawek Sennheisera doszukać jakichkolwiek anomalii, które na dłuższą metę mógłby okazać się męczące. I własnie to je łączy z WH-1000XM2.

Porównując dalej…

…Momentum Wireless AEBT założone bezpośrednio po Beyerdynamic Aventho Wireless wydają się być mocno przygaszone, a całe brzmienie pastelowe. Porównując zaś znowu do Sony WH-1000XM grają, co ciekawe, „chudziej”, niż te ostatnie. Można też wyczuć pewien (delikatny, ale jednak) nacisk na środek pasma, z delikatnym akcentem na jego wyższą część. Sama góra pasma jest przy tym bardziej wycofana, bardziej odległa, aniżeli w WH-1000XM2. Prezentacja zakresu góry jest jednocześnie na zupełnie innym biegunie, aniżeli w przypadku Beyerdynamic Aventho Wireless. Tam tej góry może być dla niektórych po prostu za dużo, chociaż bardziej chodzi o jej charakter. Tutaj niektóre nagrania mogą być po prostu, mówiąc kolokwialnie, „niedoświetlone”. Jeżeli już porównujemy Momentum Wireless AEBT do Aventho Wireless, to także na basie jest spora różnica. Sennheisery mają ten bas, w porównaniu do Beyerdynamica, utwardzony. Jeżeli zaś porównać je do słuchawek firmy Sony, to różnica jest już mniejsza, aczkolwiek ze wskazaniem na całościowo lepszy bas w słuchawkach japońskiego producenta. Inna zaś kwestia, że lekkie utwardzenie tego zakresu doskonale się komponuje z niektórymi nagraniami, które zyskują na przez to na witalności i poczuciu rytmu.

Natomiast, co ciekawe, porównując bezpośrednio Momentum Wireless AEBT do WH-1000XM na wokalach i na środku pasma – idą one w zasadzie łeb w łeb, jednak z delikatnym wskazaniem na… Sennheisery. Jest to oczywiście zależne od nagrania.

Warto też zaznaczyć jeszcze jedną kwestię – słuchawki firmy z Wedemark są zdecydowanie najcichsze z całej stawki.

 

Sennehiser Momentum Wireless AEBT – podsumowanie:

Słuchawki te są z pewnością drugim, można by rzec, „bezpiecznym” wyborem, oprócz propozycji firmy Sony. Są jednocześnie od WH-1000XM2 bardziej odmienne, aniżeli można by na pierwszy rzut oka przypuszczać. Z jednej strony redukcja szumów jest włączona na stałe. Z drugiej, są one jednak zdecydowanie lepiej wykonane. Trudno oprzeć się stwierdzeniu, że samo brzmienie jest bardziej charakterystyczne, niż właśnie w przypadku słuchawek firmy Sony. Jest to odejście pół kroku w stronę dość specyficznej eufonii, przy jednoczesnym zachowaniu rytmiki. Przy czym nie można też mówić o żadnych anomaliach, które mogłyby coś tutaj popsuć. W przypadku Sennheisera wszystko pasuje do siebie.

 

Słuchawki do testów dostarczyła firma Mp3Store. Na hasło „Hifizone” obowiązuje promocja – 5% rabatu na oba powyższe modele.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*