Recenzja Shanling M0

Shanling M0

Shanling M0 to obecnie najmniejszy i jednocześnie najbardziej przystępny cenowo odtwarzacz przenośny w ofercie tego dość znanego już na naszym rynku producenta. Przy czym już na wstępie należałoby by się zastanowić nad tym, czy aby na pewno można ten model określić, jako budżetowy. Z jednej strony, patrząc poprzez pryzmat ceny – która na tę chwilę wynosi 429 PLN – z całą pewnością można go zaliczyć do odtwarzaczy jak najbardziej przystępnych cenowo. Zwłaszcza, jeżeli spojrzymy na obecną średnią cen urządzeń, które coraz częściej potocznie określa się, jako DAP (z angielskiego: Digital Audio Player). Patrząc zaś z drugiej strony, zwróćmy uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze na rynku wciąż jest całkiem sporo jeszcze tańszych odtwarzaczy. Po drugie zaś – już przy pierwszym kontakcie, nawet przy wyjmowaniu z małego Shanliga z jego eleganckiego pudełka, M0 sprawia na tyle dobre wrażenie, że słowo „budżetowy” raczej nie ciśnie się, jako pierwsze na język. Oczywiście, pozostaje jeszcze kwestia zarówno brzmienia, jak i funkcjonalności, czego nie sposób pominąć. Dlatego też przyjrzyjmy się temu maluchowi z bliska i zobaczmy, co ma do zaoferowania.

Shanling M0

Budowa i wykonanie

Wymiary i waga Shanlinga M0 od razu zwracają na siebie uwagę. Jego wielkość to 4 na 4.5 cm przy grubości 1.4. Waży zaś całe trzydzieści i osiem gramów. Przy obecnym trendzie, by budować coraz większe i cięższe odtwarzacze, odtwarzacz ten jest dość ciekawą odmianą. Obudowa w przypadku M0 to jeden kawałek aluminium, który został bardzo precyzyjnie obrobiony za pomocą CNC. Trzeba to naprawdę podkreślić – wykonanie jest na wysokim poziomie. To jest ta sama pieczołowitość i dbałość o detale, z jaką można się spotkać w dużo droższym odtwarzaczu tej firmy, czyli M5s, recenzowanym swego czasu na łamach hifizone.pl.

Shanling M0

Można by się pokusić o stwierdzenie, że M0 przywodzi na myśl pierwsze, naprawdę niewielkie odtwarzacze, jakie pojawiły się na rynku ładnych parę lat temu. Lecz jednocześnie mały Shanling jest także dość dobitnym przykładem na to, jak wiele się na przestrzeni lat zmieniło. A przy tym bardzo wyraźnie pokazuje, jak bardzo technologia stosowana w najmniejszym przenośnym sprzęcie audio poszła do przodu.

Shanling M0

Nawiązując do wspominanego wyżej postępu technologicznego, zwróćmy chociażby uwagę na to, że mamy tutaj już do dyspozycji chociażby port USB-C. Co więcej, jest on opisany, jako „USB/DAC”. A zatem urządzenie może także pełnić rolę przenośnego przetwornika cyfrowo-analogowego. To jedna z pierwszych rzeczy, jaką widać z zewnątrz.

Druga to dotykowy ekran o rozmiarach 1.5 cala i rozdzielczości 240 na 240 pikseli. Pokrywa on praktycznie całą przednią ściankę, ramki są w tym przypadku naprawdę minimalne. A przy tym są one nieco grubsze po bokach, aniżeli na górze i dole. Producent dodał tutaj bardzo ergonomiczne wyprofilowanie z obu stron. Sprawia ono, że odtwarzacz jest po prostu jeszcze bardziej poręczny i łatwiej go chwycić. Jeżeli zaś chodzi o obsługę, to zdecydowaną większość operacji wykonujemy właśnie poprzez wspomniany ekran dotykowy, Shanling ma dodatkowo pokrętło działające także, jako przycisk – do czego jeszcze wrócimy.

Shanling M0

Małe wymiary – dużo technologii

Zacznijmy od tego, że na pokładzie mamy dwukierunkowy Bluetooth 4.1. Czyli może on nie tylko odbierać sygnał (np. z telefonu), ale także go wysyłać, chociażby do słuchawek bezprzewodowych. Co istotne, w tym ostatnim przypadku mamy do dyspozycji – oprócz aptX – format LDAC, czyli rozdzielczość 24 bitów o częstotliwości próbkowania 96 kHz. Jeżeli zaś chodzi o obsługę kart MicroSD, to maksymalna akceptowalna pojemność wynosi 512GB. Mamy też wsparcie dla odtwarzania gęstych formatów, aż do DXD (32bity/384kHz), a także obsługę formatu Direct Stream Digital (DSD) do DSD128 włącznie.

Dźwiękowym sercem Shanlinga M0 jest układ ESS Sabre ES9218P. Jest to, co prawda wersja znajdująca się zdecydowanie na mniej kosztownym końcu skali, jednakże warto nadmienić, że jest wyposażona w jedno z najbardziej istotnych rozwiązań firmy ESS. Chodzi o opatentowany i można powiedzieć, że unikalny modulator Hyperstream II. Nie wdając się zbytnio w zawiłości konstrukcyjne, jest to jedna z tych cech konstrukcyjnych układów ESS, która w dużej mierze odpowiada za ich całkiem spory, jakby nie patrzeć, sukces rynkowy. Jest jeszcze jeden mały szczegół, który mówi jednak wiele o ogólnym podejściu producenta do tematu jakości brzmienia. Otóż z poziomu menu możemy wybrać jedno z aż ośmiu ustawień filtra cyfrowego, jakie oferuje wspomniany układ ES9218P. Niby mała rzecz, ale jednak może się przydać do finalnego zgrania odtwarzacza ze słuchawkami.

Shanling M0

Obsługa i ergonomia

Zdecydowaną większość operacji wykonujemy w przypadku M0 za pomocą dotykowego ekranu. Z kolei do umieszczonego z boku pokrętła, a konkretnie do dwukliku nim, możemy przypisać jedną z kilku funkcji związanych z odtwarzaniem. Może to być szczególnie przydatne chociażby przy uprawianiu sportu, kiedy za pomocą szybkiego podwójnego kliknięcia możemy np. przeskoczyć do następnego utworu.

Jeżeli zaś chodzi o samo menu, to można stwierdzić, że jest ono dobrym kompromisem pomiędzy możliwościami, a łatwością użytkowania. W zdecydowanej większości przypadków wszystko będzie zrozumiałe i nie raczej nie trzeba będzie zaglądać do instrukcji.

Shanling oferuje do M0 dwa etui. Jedno to elegancki skórzany pokrowiec, drugi zaś to plastykowe etui z klipsem, które sprawia, że możemy ten odtwarzacz przypiąć chociażby do paska.

Shanling M0

Shanling M0 – brzmienie

Brzmienie najmniejszego Shanliga może być całkiem niezłym zaskoczeniem dla kogoś, kto potraktuje ten odtwarzacz zupełnie po macoszemu. I założy, że w tym przypadku postawiono przede wszystkim na niewielkie wymiary, spychając samo brzmienie gdzieś na dalszy plan. Można by oczywiście powiedzieć, że do wielokrotnie droższych odtwarzaczy jest mu wciąż daleko. Lecz jednocześnie w dłuższym rozrachunku, patrząc z szerszej perspektywy okazuje się, że to wcale nie jest takie proste.

Na pierwszy ogień poszła płyta „Jagged Little Pill” Alanis Morisette oraz słuchawki ER4PT firmy Etymotic. Na „You Oughta Know” od razu słychać, że M0 gra lekko po ciepłej stronie mocy, a przy tym środek pasma jest zaskakująco wręcz dobrze nasycony. Patrząc poprzez pryzmat ceny – średnica jest bardzo dobra. Jest przy tym bliska, wysunięta do słuchacza. Daje to wrażenie intymności i bliskości brzmienia. A jednocześnie sprawia, że dość wyraźnie słychać też to, co z tyłu. Bo o ile mały Shanling nie jest mistrzem operowania dźwiękami, które są gdzieś na najdalszych planach, to jednak zastosowany układ Sabre całkiem nieźle sobie radzi z detalami. Przejście na Final E3000C mocno uspokoiło i sybilanty i brzmienie ogólnie. Właśnie, Shanling M0 gra raczej po ciepłej stronie, lecz jednocześnie nie dokonano tutaj zabiegu polegającego na przygaszeniu wysokich tonów. Dlatego też warto mieć to na uwadze dobierając do niego słuchawki. Myśle, że chociażby Aune B1 mogą być tutaj dobrym punktem wyjścia.

Bardzo ciekawe wnioski można wyciągnąć zestawiając M0 z kilkukrotnie droższym DAPem. Weźmy chociażby za przykład FiiO M11. W takim porównaniu wychodzi chociażby to, że w brzmieniu Shanlinga wyższy bas jest nieco utwardzony. A brzmienie ogólnie bardziej zbite i jednocześnie przybliżone. M11 gra z kolei bardziej z dystansu, z większą perspektywą.

Co ciekawe, patrząc poprzez obiektywne wyznaczniki, różnica na środku pasma była dość spora, a jednocześnie subiektywnie nie była to jakaś ogromna przepaść. Czuć, że zastosowany tutaj Sabre się po prostu całkiem nieźle broni. I to właśnie przede wszystkim najważniejszymi chyba środkiem pasma i barwą. Przy czym faktycznie M11 wychodzi w takim porównaniu, jako urządzenie dużo bardziej neutralne. Proszę jednak jeszcze raz zwrócić uwagę na różnicę w cenie.

Na doskonale zrealizowanej płycie Madonny „Ray Of Light” wyraźnie w powyższym porównaniu słychać, że M0 bardziej zlepia dźwięki. Brzmienie tworzy tutaj bardziej jedną plastyczną masę, w której dominuje ciepła, znajdująca się – można się o takie sformułowanie pokusić – po pastelowej stronie barwa.

Kolejne ciekawe wnioski można wyciągnąć porównując M0 z telefonem. Tutaj akurat za przykład niech posłuży siódma wersja znanego smartfonu z Cupertino. Bo o ile różnica w tym przypadku jest jednak mniejsza, aniżeli między M0 a M11 to wciąż jest – paradoksalnie – większa, aniżeli można by się spodziewać. Już na Alanis Morisette „All I Really Want (2015) Remaster)” słychać wiele różnic. Przede wszystkim wokal – zdecydowanie bardziej wyraźny i nasycony na M0. Podobnie gitary, których brzmienie ma po prostu lepiej zaznaczone kontury i jest pełniejsze detali. Ogólnie muzyka zabrzmiała na M0 zdecydowanie bardziej dynamicznie, z większym rozmachem, nasyceniem i pazurem.

Jeżeli zaś chodzi o reprodukcję niskich tonów, to na “Why So Serious” Hansa Zimmera bas był minimalnie zaakcentowany bardziej w jego średniej i wyższej części. Najniższy bas był obecny, nie można tutaj mówić o jego przycięciu. Jednocześnie “Money Can’t Buy It” Annie Lennox zabrzmiał przez to skocznie i – jak na tak mały odtwarzacz – całkiem dynamicznie. Można więc taki zabieg zrozumieć, zwłaszcza jeżeli ktoś chce M0 używać do sportu i lubuje się w repertuarze, który potrzebuje dobrze zaznaczonego rytmu.

Shanling M0

Podsumowanie

Istotnym jest to, że brzmienie M0 – patrząc na nie całościowo – jest tak „ustawione”, że odtwarzacz ten jest subiektywnie w stanie zrobić wrażenie urządzenia naprawdę dwa razy droższego. Przede wszystkim chodzi o to, trywializując może nieco, że całościowa wypadkowa brzmienia wychodzi dużo lepiej, aniżeli suma jego elementów składowych. Inną zaś kwestią jest to, że M0 jest też ciekawym przykładem na pewną prawidłowość. A konkretnie na to, że producent samej kości przetwornika cyfrowo-analogowego – czyli firma ESS – chyba na poważnie wziął sobie na celownik także rynek urządzeń bardziej przystępnych cenowo. W tym kontekście dużo do myślenia daje chociażby porównanie brzmienia Shanlinga M0 z iPhonem 7. Bo gdyby się tak głębiej wsłuchać, to różnica tutaj jest jednak całkiem spora. Przede wszystkim chodzi o takie cechy brzmienia, jak nasycenie barwą, witalność, czy ogólną definicję. A przy tym jeszcze jedna rzecz, którą warto po raz kolejny podkreślić. Otóż Shanling nie ociepla też nazbyt brzmienia. I o ile nie jest mistrzem chirurgicznego cięcia dźwięków, to nie mamy tutaj sztucznie osłabionych najwyższych tonów, aby przykryć ich niedostatki.

Brzmienie brzmieniem, lecz jednocześnie nie zapominajmy też o tym, jak najmniejszy odtwarzacz jest wykonany. Tutaj także należą się pochwały. Producent oferuje także bardzo praktycznie akcesoria, które po prostu mogą się przydać i są sensownym dodatkiem. Dlatego też Shanling M0 sprawdzi się także całkiem nieźle w sporcie i wszędzie tam, gdzie nie możemy sobie po prostu pozwolić na noszenie ze sobą większego odtwarzacza.

Jakby zatem nie patrzeć – to z każej strony rekomendacja.

Cena: 429 PLN
Dystrybutor: Audeos http://www.audeos.pl

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*