Recenzja iEAST Audiostream M5

Jeden z najtańszych streamerów na rynku. Co oferuje, jak gra, czy może być konkurencją dla Google ChromeCasta? O tym w recenzji.

 

Recenzja Audiostream M5.

Producent: iEAST
Dystrybutor: Mp3Store
Cena: 249 PLN brutto
Audiostream M5 to odtwarzacz sieciowy klasy budżetowej, który można śmiało uznać za przedstawiciela nowej generacji urządzeń. Urządzeń, które są jednocześnie ciekawą oznaką zmian na rynku sprzętu audio. Doczekaliśmy się czasów, kiedy z całą pewnością można powiedzieć, że płyta winylowa przeżyła kompaktową – ku zaskoczeniu niektórych. Myślę też, że można także postawić tezę, iż pojawienie się tego typu (i droższych) urządzeń wymiernie przyczyniło i w zasadzie dalej przyczynia się do tego faktu.

Dlatego też postaram się przedstawić urządzenie firmy iEAST w nieco szerszym kontekście. Chciałbym także nadmienić, że recenzja ta jest w zasadzie wstępem do recenzji dwóch innych odwtarzaczy strumieniowych (iEAST Audiostream Plus, Auralic Aries Mini).Myślę też, że szczególnie interesującym będzie, aby każdemu
z tych urządzeń przyjrzeć się indywidualnie z bliska, jak i także wskazać ich miejsce
w nieco szerszej perspektywie dynamicznie zmieniającego się rynku tych elementów toru audio, które można ogólnie scharakteryzować, jako „źródło”. Jest to o tyle ciekawe, że nie chodzi tylko o sam sprzęt sensu stricte, co o bardziej całościową zmianę pewnego segmentu rynku, prowadzącą także do zmiany nawyków związanych ze słuchaniem muzyki – i chodzi też oczywiście o korzystanie z coraz szerszego spektrum formatów źródłowych.

 

Opakowanie.

Streamer dostarczony jest w małym, estetycznym kartoniku. Instrukcja obsługi jest co prawda szczątkowa, jednakże w przypadku tak tanich i tak pozycjonowanych na rynku urządzeń jest to standard.

Co jest w pudełku?

  • Sam streamer
  • Kabel obustronnie zakończony wtykiem Mini-Jack (3.5 mm)
  • Kabel USB-Micro USB
  • Skrócona instrukcja po angielsku.

 

 

 

Budowa i specyfikacja techniczna.

Jak widać na zdjęciach – urządzenie jest małe i dla tych, którzy widzieli na oczy chociażby Chromecasta jego design nie będzie żadną nowością. W okrągłej obudowie o średnicy 55mm znajdują się dwa zgniazda – Micro USB oraz wyjście audio, przycisk do konfiguracji sieci bezprzewodowej oznaczony, jako „WPS”, oraz mała dziurka, w której ukryta jest niebieska dioda, informująca o jego pracy.

Urządzenie oparte jest o układ zintegrowany firmy Ralink (RT5350F), obsługujący połączenie WiFi i będący sercem systemu, oraz kość DAC – według danych producenta – firmy Wolfson.

 

Uruchomienie.

Samo uruchomienie jest proste. Urządzenie potrzebuje zasilanie z portu USB, odpowiedni kabel jest w zestawie. Tutaj dwie uwagi: niestety w zestawie jest tylko sam kabel USB, bez zasilacza USB i na to należy wziąć pod uwagę, jeżeli ktoś będzie chciał podłączyć M5 do np. głośników aktywnych w innym pomieszczeniu – wtedy trzeba będzie zorganizować zasilanie USB dla samego Audiocasta. Nie jest to wielka rzecz, jednak należy o tym wspomnieć, żeby nie było niedomówień. To raz.
Dwa – w zestawe jest także kabel mini-jack – mini-jack, i jeżeli ktoś będzie chciał M5 podłączyć do głośników, czy np. wzmacniacza posiadającego wejścia RCA, to trzeba będzie zorganizować kabel mini-jack – RCA, jest on dostarczany np. z iEAST Audiostream Pro, natomiast nie ma go w zestawie z M5. Zapewne producent założył, że najmniejszy proponowany przez niego streamer będzie używany tylko z mniejszymi głośnikami wyposażonymi w wejście mini-jack, albo też po prostu ze względu na wielkość opakowania zrezygnowano z załączenia takiego kabla. Jest to bardziej szczegół, ale warto o tym wiedzieć.
Po podłączeniu zasilania i podłączenia wyjścia audio wystarczy zaczekać chwilę
i urządzenie poinformuje nas o tym, że zakończyło proces uruchamiania krótkim sygnałem dźwiękowym na wyjściu audio. Proces parowania urządzenia z aplikacją oraz rejestracji w sieci polega w zasadzie na dwóch krokach: wpisaniu hasła do sieci WiFi w aplikacji i następnie wciśnięciu przycisku „WPS” w samym streamerze.

 

Aplikacja.

Pierwszą kwestią, jaką chciałbym tutaj poruszyć jest to, że aplikacja przede wszystkim działa bez większych błędów. I o ile można się do kilku kwestii doczepić, czy też zwrócić na parę zastanawiających niedoróbek, to ogóle wrażenie jest takie, że działa ona, jak powinna.

Producent deklaruje obsługę głównych serwisów streamingowych takich, jak: DOUBAN FM, TTPOD, iHeartRadio, Pandora, vTuner, Spotify, QQ MUSIC, Tidal, XIMALAYA, TuneIn oraz QUINGTING FM. I o ile część z nich w naszych realiach to bardziej taka ciekawostka, to istotne są tutaj dwa na liście: Spotify i Tidal. Tutaj należy także zaznaczyć, że Audiocast wspiera także streaming z Vtunera, który staje się coraz bardziej popularny, gdyż ludzie często przez tą akurat platformę słuchają stacji radiowych oraz radii internetowych z zagranicy.

Aplikację Audiocasta można w zasadzie podzielić na dwa ekrany: główny oraz ekran odtwarzania. Jeżeli chodzi o funkcjonalność oraz wygodę użytkowania, to nie mam w zasadzie większych uwag, najważniejsze jest w sumie to, że aplikacja, jako taka po prostu nie przeszkadza w samej obsłudze urządzenia.

Na pierwszym ekranie – mamy do wyboru, skąd będziemy odtwarzać muzykę, czy jest to serwis streamingowy, czy też np. serwer DLNA. Jest także nie do końca zrozumiałe dla mnie „Line-in”, które sugeruje, jakoby sam M5 był przetwornikiem ADC, a tak przecież nie jest. Ponadto z tego samego ekranu możemy wejść
w ustawienia, gdzie możemy wybrać, które z serwisów streamingowych będą wyświetlane na wspomnianym, pierwszym ekranie. Z ekranu ustawień możemy przejść do opcji „Audio Quality” – tam można wybrać jedną z trzech wariantów jakości przesyłanego dźwięku. Tutaj myślę, że nie ma sensu nawet roważać innych opcji, aniżeli 320 kbps, dobrze by jednak było, gdyby było to w samej aplikacji bardziej opisane, zwłaszcza, że ten akurat ekran, pomijajac trzy opcje wyboru jest niemalże pusty. Zwłaszcza, że wytłumaczenie, dlaczego taka opcja się znalazła
w ustawieniach jest naprawdę bardzo proste – producent przewidział sytuację, kiedy M5 będzie wykorzystywany sieciach o dużym ruchu i wtedy ustawienie niższej jakości (bitrate) zapewni w dalszym ciągu płynne odtwarzanie.

Mam pewną, ogólną uwagę, odnośnie samej aplikacji do M5 – najlepiej jej używać tylko i wyłącznie do odtwarzania już wykonanych playlist np. w Spotify i Tidalu, wtedy drobne błędy w oprogramowaniu, a tych znalazłem kilka, nie będą się aż tak rzucać w oczy. Inną kwestią jest to, że o ile mam pewne uwagi do samego oprogramowania, to szczerze powiedziawszy i tak przyznam, że jestem nim pozytywnie zaskoczony. Naprawdę, czasami zdarzają się urządzenia, gdzie oprogramowanie po prostu nie nadaje się do codziennego użytkowania.

 

Możliwe warianty zastosowania.

Producent deklaruje, że urządzenie wspiera funkcję „multiroom” a zatem możliwe jest przesyłanie tej samej piosenki do wszystkich urządzeń (maksymalnie ośmiu), różnych piosenek do różnych urządzeń, oraz możliwe jest grupowanie urządzeń używając pojedyńczego smartfona. Interesującą funkcją jest także parowanie stereo – w sensie takim, że mając dwa Audocasty każdy z nich może obsugiwać tylko jeden kanał stereo. O ile jest to może bardziej taka ciekawostka, to jestem w stanie sobie wyobrazić takie zastosowania, gdzie będzie to przypadne, np. w przypadku zamontowania głośników daleko od siebie i w trudno dostępnych miejscach.

Przyznam jednak szczerze, iż najbardziej mnie zainteresowała opcja użycia M5 jako tak zwanego network-renderera, czyli końcówki w sieci, która będzie odtwarzać strumień danych, niekoniecznie z telefonu, czy też z serwisów typu Tidal, czy Spotify. To przetestowałem i ta funkcja – w przypadku tych serwisów – działa w dużej mierze bez większych problemów.

Warto jednocześnie przyjrzeć się tutaj możliwości wykorzystania Audiocasta własnie, jako takiej „końcówki renderującej” strumień audio z serwera UPNP/DLNA. Bo przy tej cenie jest to dość ważna wartość dodana do urządzenia. Odważę się nawet powiedzieć, że dla niektórych może być decydującą o zakupie funkcjonalnością. Ujmując rzecz inaczej – stwarza to możliwość zbudowania podstawowego systemu w topologii: serwer UPNP -> network renderer -> system audio. I w takiej funkcji M5 sprawdził się, co ciekawe równie dobrze, jak przy odtwarzaniu muzyki z bardziej typowych serwisów streamingowych. O ile nie lepiej, bo używając Audiocasta właśnie w ten sposób np. wraz z Foobarem2000 z dodanym komponentem wyjścia UPnP, pomijamy wszystkie mniej, lub bardziej radosne przygody oraz błędy aplikacji dostarczonej przez producenta.

Chcę na to zwrócić uwagę także w kontekście innej rzeczy – serwisy streamingowe to jedno, natomiast od razu, na co zwróciłem uwagę już opisując techniczne możliwości M5 powyżej, pojawia się pytanie: jak Audiocast poradzi sobie z odtwarzaniem strumieni nieskompresowanych oraz strumieni audio w wyższej, aniżeli 16/44 rozdzielczości?

Oczywiście – sobie radzi. Przetestowałem wszystkie formaty, począwszy od MP3, poprzez FLAC aż do formatów „gęstszych”. I o ile nie ma w przypadku tego akurat urządzenia większego sensu, aby przesyłać do niego format o wyższej rozdzielczości, aniżeli 16/44KHz (chociażby dlatego, że i tak każdy format zostanie przekonwertowany właśnie do 16/44KHz w urządzeniu – producent zdecydował się na takie akurat rozwiązanie).

Pozwolę sobie tutaj na uwagę, której nie będę (jeszcze – to zrobię
w ostatniej recenzji z cyklu) na tą chwilę rozwijał: warto zrobić, mówiąc kolokwialnie, porządek ze wszystkimi ustawieniami sieci Wi-Fi oraz jej odpowiednią konfiguracją, także w kontekście samych ustawień na warstwie połączenia radiowego. Mówią to zwłaszcza w kontekście tego, że będzie ono zapewne nieraz używane tam, gdzie mamy do czynienia z dużym zagęszczeniem sieci.

 

Jakość dźwięku.

Na początek taka mała anegdota: czasami lubię połączyć ze sobą dwa urządzenia
z całkowicie różnych pułapów cenowych żeby zobaczyć, mówiąć kolokwialnie: „co się stanie”. No i podłączyłem Audiocasta do dopiero, co włączonego zestawu Stax’a, składającego się z tranzystorowego SRM-1 oraz najwyższych swego czasu w linii Lambda SR-507. Słuchawki te grają bardzo monitorowo, SRM-1 akurat całkiem ładnie je napędza, ale pod jednym warunkiem – że zdąży się nagrzać. Jest to
w końcu wzmacniacz pracujący w klasie A. Jak grają te wzmacniacze zaraz po włączeniu niektórzy zapewne wiedzą – jest to brzmienie rachityczne, ostre, bez wypełnienia i do tego bardzo mechaniczne. Zmienia się ono oczywiście o 180 stopni po pewnym czasie, natomiast trzeba na okres nagrzewania urządzenia wziąć poprawkę. Powyższy eksperyment się oczywiście nie udał, w zasadzie nie miał prawa, lecz jednocześnie był bardzo pouczający, bo była to kolejna sytuacja, kiedy cyfrowa sygnatura taniego bądź, co bądź przetwornika (w zasadzie streamera, ale przyjmijmy tutaj na chwilę, że to przetwornik cyfrowo-analogowy, tylko działający po Wi-Fi), nałozyła się na sygnaturę reszty toru. Stax pokazał, co wychodzi
z Audiocasta, jednocześnie jeszcze to modyfikując poprzez pryzmat nie pracującego jeszcze w optymalnych warunkach wzmacniacza słuchawkowego.

Na początek dobra wiadomość: brzmienie (jak na ten pułap cenowy) nie jest jakoś przesadnie odchudzone, miałem pewne wątpliwości odnośnie równowagi tonalnej po przeczytaniu kilku opinii w Internecie – na szczęście ich nie potwierdzam. Wręcz przeciwnie – na torze stacjonarnym, z Yamahami NS1000, które mają nawet ten bas lekko wycofany, było go nawet nieco więcej, niż „w sam raz”.

Należy tutaj postawić pytanie – z jakim sprzętem będzie wykorzystywany najmniejszy streamer firmy iEAST? Śmiem podejrzewać, że mogą to być często mniejsze głośniki aktywne oraz różnego rodzaju systemy stereo składane z różnych, czasami dość przypadkowych, elementów. W tym kontekście ukształtowanie charakterystyki Audiocasta uznałbym jako bezpieczne. Z większością tańszych, aktywnych monitorów podstawkowych uzyskamy charakterystykę nastawioną na brzmienie zdecydowanie bardziej ukształtowane w stronę „fun”, aniżeli w stronę bardziej monitorowego brzmienia. Prawdę mówiąc, na tym poziomie to drugie i tak by się nie sprawdziło.

 

Jeżeli miałbym wskazać jedną cechę, która zdradza, że M5 należy do takiego, a nie innego pułapu cenowego, to jest to przestrzeń, stereofonia i ogólne oddanie sceny dźwiękowej. Tutaj nie ma cudów – jest to brzmienie bardziej podane, jako jedna całość, bez budowania szerokiej i głębokiej sceny. Bez rozdzielania planów.
Chciałbym tutaj jednocześnie podkreślić, że zwracam na to uwagę bardziej po to, żeby pokazać, jakich cech dźwięku można się spodziewać w tak tanim urządzeniu, aniżeli, żeby się tego czepiać.

Bo ogólnie – jest to całkiem dobre brzmienie, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę cenę samego urządzenia. Spodziewałem się gorszej barwy i gorszego basu. Swoją drogą, producent podaje, że w M5 użyto DACa firmy Wolfson, i faktycznie, miałem cały czas wrażenie, że ta akurat sygnatura brzmienia jest mi skądś znana (informację tą dostałem już po zakończeniu odsłuchów).

 

Audiocast M5 – kilka wniosków na koniec.

Dla kogo jest to urządzenie? Ja widzę przede wszystkim dwie grupy docelowe: pierwsza to ludzie, którzy chcą zacząć swoją przygodę ze streamingiem
i kupić na początek jakieś urządzenie, które obsłuży zarówno UPnP/DLNA/AirPlay, jak i także serwisy streamingowe. A potem rozbudowywać ten system, (czyli m.in.: zakupić droższy streamer) a to urządzenie zostawić sobie do drugiego systemu.

Druga grupa to wszyscy ci, którzy nie chcą się zbytnio wdawać w technikalia a chcą mieć funkcjonalny i do tego tani system, oparty o streamer, który poradzi sobie zarówno, jeżeli chodzi o funkcjonalność, jak i brzmienie. Do tej grupy można także zaliczyć ludzi, którzy po prostu nie chcą na przykład wieczorem włączać komputera tylko po to, żeby posłuchać muzyki a mają już smartfona albo tablet i tutaj kupienie takiego urządzenia, jak streamer, a korzystny cenowo M5 może być tutaj pierwszym sensownym rozwiązaniem.