Recenzja Campfire Audio Andromeda

Campfire Audio Andromeda

Campfire Audio Andromeda. Te dokanałowe słuchawki są z pewnością jednym z najjaśniejszych i jednocześnie najbardziej osobliwych punktów na całej ekliptyce produktów oferowanych aktualnie przez amerykańską firmę Campfire Audio. Nie są to jednocześnie słuchawki najnowsze. Warto jednak zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze: mało jest słuchawek przenośnych, które mają taki – posłużmy się tutaj nieco obcym, acz adekwatnym sformułowaniem – „hype”, czyli renomę, jak Andromeda. A po drugie stawiając je bezpośrednio oprócz innych flagowców (Solaris, Atlas) tej firmy – można dojść do niezwykle interesujących wniosków. Przy czym jeszcze ciekawsze obserwacje można poczynić przyrównując je chociażby do droższych (i nie mniej ciekawych) topowych konstrukcji jednoprzetwornikowych takich, jak chociażby Final Audio D8000. Oczywiście, każde słuchawki dokanałowe będą miały swoje zalety i wady, bo przecież utopią byłoby wierzenie w to, że są produkty całkowicie doskonałe w skali absolutnej. Jednakże czasami zdarza się też tak, że danemu producentowi uda się stworzyć produkt na tyle dobry, a przy tym na tyle unikalny właśnie w swoim dopracowaniu, że może on – z czasem – stać się klasykiem i pewnego rodzaju punktem odniesienia. Czy tak jest tym razem?

Praktycznie i elegancko, czyli opakowanie i zestaw

W przypadku tego akurat producenta to chyba już zdążyliśmy się przyzwyczaić do tego, że opakowanie jest w każdym przypadku podobne. W sensie takim, że Campfire Audio nie idzie w wielkość pudełka, a jednocześnie za każdym razem jego zawartość jest nad wyraz praktyczna. W tym przypadku zaznaczę jedną rzecz, która mi się subiektywnie bardzo podoba. Otóż woreczek na słuchawki, który jest w zestawie jest przeszyty w taki sposób, iż jest on podzielony na dwie małe komory. Po jednej na każdą słuchawkę. Niby drobna rzecz, jednakże w praktyce powoduje, że słuchawki te w transporcie, czy też po prostu będąc w kieszeni nie obijają się
o siebie. I przez to nie rysują.

Poza tym otrzymujemy tutaj oczywiście pianki, narzędzie do czyszczenia oraz twarde etui, takie samo, jak w przypadku innych słuchawek CA. Może bez wodotrysków, ale nad wyraz praktycznie i elegancko.

Ach, jedna jeszcze rzecz: aktualnie w zestawie z Andromedami dostajemy fabrycznie zupełnie nową wersję kabla. Jest to konstrukcja typu litz z miedzi posrebrzanej. I jednocześnie stoi ona całkiem wysoko w hierarchii przewodów oferowanych przez firmę Alo Audio (a ta ostatnia jest de facto właścicielem Campfire Audio). Co więcej, pokrowiec jest także nowy, chociaż tutaj to bardziej kwestia estetyki. Jednak wspominam o tym z czystej rzetelności.

Campfire Audio Andromeda – kilka słów o konstrukcji

Zacznijmy od budowy zewnętrznej. Bo tutaj trzeba zwrócić uwagę na jedną, dość charakterystyczną cechę tych słuchawek. Otóż są one kanciaste. I nie, wcale nie chodzi o to, że są przez to w jakikolwiek sposób niewygodne. Co to to nie. Rzecz tkwi w czymś zgoła innym. Otóż anodyzowana powierzchnia ma po prostu tendencje do przecierania się na krawędziach. Inaczej rzecz ujmując – po słuchawkach dość szybko będzie widać, że są używane. Jednocześnie nie widziałbym w tym też żadnej wady, a bardziej cechę szczególną tego modelu.

Poza tym do wykonania, wagi, czy też wygody – nie można się przyczepić. W końcu Campfire Audio wykonuje swoje słuchawki we własnej fabryce w Stanach Zjednoczenych i zdążył nas przyzwyczaić do bardzo precyzyjnego wykonania swoich produktów. Warto też nadmienić, że Andromedy są mniejsze od Solarisów i raczej trudno sobie wyobrazić sytuację, ażeby dla kogoś były zbyt duże. Jest oczywiście odłączany kabel MMCX z gniazdami wykonanymi z miedzi berylowej.

Jeżeli chodzi o konstrukcję wewnętrzną to mamy do czynienia z jednym autorskim rozwiązaniem firmy, czyli T.A.E.C. W dużym skrócie chodzi o odpowiednio zaprojektowaną komorę akustyczną, precyzyjnie wykonana w technologii druku 3D. Poza tym Andromedy to konstrukcja oparta o przetworniki armaturowe, a konkretnie pięć sztuk takowych – dwie na bas, dwie na górę pasma oraz jedna obsługująca średnie tony. Jednakże zwróciłbym tutaj uwagę na coś innego. Otóż na to, co producent pisze na swojej stronie internetowej na temat Andromed. A mianowicie pisze:

„Andromeda combines all of the best elements of our earphone design experience into a single set of earphones. The result is a remarkable and unique sounding earphone with superior top-to-bottom coherence.”

Przejdźmy teraz do clue tejże recenzji, bo zastanowić się nad powyższym cytatem ze strony producenta Andromed jeszcze zdążymy.

Jak grają Andromedy?

Mówiąc kolokwialnie, wypalę z grubej rury: to znakomite słuchawki. I jednocześnie przykład na to, że raz na jakiś czas pojawia się produkt, który wcale się nie starzeje. Jednocześnie zdaję sobie sprawę także z tego, że nie są i nie będą to słuchawki dla każdego. I że mogą one całkiem mocno spolaryzować opinie. Zacznijmy jednak od początku. A co więcej – od rzeczy ważnych. W przypadku Andromed nad wyraz istotne jest, aby odpowiednio dobrać tipsy czy też pianki tak, aby dały one odpowiedni balans tonalny. Oczywiście, tyczy się to praktycznie wszystkich słuchawek dokanałowych, jednakże w tym konkretnym przypadku trzeba na to naprawdę zwrócić uwagę. Dlaczego? Bo całościowy balans brzmienia oraz tonalność
w połączeniu z innymi aspektami reprodukcji jest w przypadku Andromed czymś szczególnie istotnym. I – trudno mi się powstrzymać od takiego akurat porównania – jednym z jaśniejszych aspektów ich brzmienia.

Tutaj mała, acz istotna dygresja. Audiofile z dłuższym stażem znają zapewne dość poważaną firmę ProAc. Firma ta, podobnie, jak chociażby brytyjskie ATC, znana jest z produkcji kolumn głośnikowych. Ale nie takich pierwszych lepszych, tylko tych, które mają zasadniczo brzmienie wierniejsze i jednocześnie bardziej monitorowe od konkurencji. No i właśnie im dłużej słucha się Andromed, tym bardziej przychodzi mi do głowy jedna z konstrukcji Pana Stewarta Tylera. Chodzi konkretnie o model Studio 100. Czyli o te kolumny, które do dzisiaj są używane, jako monitory średniego i bliskiego pola w wielu studiach nagraniowych na świecie. Nawiązując do tego, trzeba powiedzieć jedno: tak, Campfire Audio to w pewnym sensie monitor. To słuchawki, które są – wybaczą Państwo kolejny kolokwializm – tak dobrze spięte, w sensie integracji przetworników, że w tej kwestii naprawdę mogą być tutaj wzorem. Grają one przy tym wiernie, równo. A jednocześnie mają w tym swoim brzmieniu właśnie „to coś”, co zaoferować nam mogą tylko te konstrukcje (i mam tutaj na myśli nie tylko konstrukcje słuchawkowe), gdzie twórca naprawdę wstrzelił się ze strojeniem w ten jakże wąski zakres. Zakres, gdzie, idąc pół kroku zbytnio w stronę analityczności brzmienia nie dałoby się tego na co dzień słuchać. A jednocześnie rezygnując chociażby minimalnie z obranej koncepcji, chociaż trochę zbaczając z drogi – nie było by już tego efektu.

Dla pełniejszego i bardziej precyzyjnego zobrazowania posłużmy się tutaj konkretnymi realizacjami. Dodatkowo zaczynając od środka pasma i płyty Alanis Morisette „Jagged Little Pill (Collectors Edition)”. Ten niezwykle energetyczny album może być tutaj doskonałym przykładem na to, że Andromedy potrafią przekazać środek pasma wyraziście, dobitnie, z odpowiednią dozą chropowatości. Lecz jednocześnie cała ostrość w tym przypadku będzie pochodziła z nagrania. Inaczej rzecz ujmując: wokal na „You Oughta Know” zabrzmiał w sposób niezwykle zdecydowany, dokładnie tak, jak powinien. Kierując się w stronę muzyki spokojniejszej, lecz wymagającej jednocześnie i precyzji i rozdzielczości „Says” Nielsa Frahma pokazało, na co stać Andromedy. Podłączone do tak rozdzielczego źródła, jak chociażby Fidelice RNDAC pokazały pełną paletę barw. Naświetliły tez całe nagranie, ukazując masę szczegółów, przekazując jednocześnie emocjonalny pierwiastek tego nagrania. Bo Andromedy wcale nie są bezdusznymi monitorami, które mają tylko tylko grać to, co podaje im źródło. Campfire Audio Andromeda ma jeszcze jedną cechę, która jest w tym wszystkim może okazać się niezwykle istotną zmienną ukrytą. Cechą tą jest strojenie tych słuchawek i poniekąd wynikająca z tego spójność ich brzmienia. Posłużmy się tutaj porównaniem do innego modelu tej samej firmy, czyli flagowych bądź, co bądź Solarisów.

Andromeda vs Solaris i Atlas

Owszem, Solarisy mają bardziej rozbudowany bas i mocniej doprawioną, doenergetyzowaną średnicę. Bas w przypadku Andromedy to bas z armatury. Nie jest już ani tak mocny, ani tak zamaszysty, jednakże mam tutaj wrażenie, że bas z Solarisów już by tak do charakteru środka pasma, jaki prezentuje Andromeda tak dobrze nie pasował. Bo Andromedy mają ten środek pasma naprawdę niezwykle liniowy. I jest to taka pieczołowicie, chciałoby się rzec „zaprojektowana” liniowość. Oznacza to jednocześnie, że bliżej już Andromedom do charakteru brzmienia prezentowanego (uogólniając) przez dokanałówki firmy 64Audio, aniżeli właśnie do Solarisów, czy Alasów.

Wracając jeszcze do skrajów pasma – basu wcale nie jest mało. Niskie tony mają doskonałą konturowość, a przy tym nie brakuje im wypełnienia. Tylko nie oczekujmy od niego rzeczy, w których wyposażone w dedykowany przetwornik dynamiczny Solarisy będą po prostu lepsze. Fakt faktem, złote słuchawki od Campfire Audio mają całościowo bas lepszy. Ale jeżeli już spojrzymy na drugi skraj pasma – to Andromeda tutaj ma zdecydowaną przewagę nad droższym odpowiednikiem. Tak w ogóle, patrząc przekrojowo na wszystkie trzy najdroższe propozycje od Campfire Audio, to właśnie Andromeda górę pasma ma bezsprzecznie najlepszą.

Campfire Audio Andromeda – dla kogo?

Na tę chwilę w ofercie amerykańskiego producenta, nie licząc nausznych Cascade oraz customowych Equinox i Solstice, Andromeda zajmuje miejsce bezpośrednio obok Solarisów. Te ostatnie są zresztą całe czterysta dolarów droższe, zdają się zatem pełnić rolę uniwersalnego flagowca. Jednakże to właśnie Andromedy są bezsprzecznie konstrukcją – patrząc poprzez spektrum oferty IEMów uniwersalnych – najciekawszą. Ba, porównując je do konkurencji, to okazuje się, że tutaj także mają wiele do powiedzenia. Owszem, w starciu z dwukrotnie lepszymi dokanałówkami takimi, jak chociażby nowe Final Audio A8000 słuchać będzie, co można zrobić lepiej. Albo też inaczej, bo Finale to też kompletnie inna konstrukcja, i filozofia, także patrząc od strony brzmieniowej.

Jednakże w tej konkretnie konwencji, w tej estetyce brzmieniowej – trudno znaleźć słuchawki nie tylko lepsze w kwocie do pięciu tysięcy PLN, ale także wykładając sumę nawet dwa razy wyższą. I niech to będzie najlepszą rekomendacją.

Dystrybutor: MIP https://mip.bz/
Cena:
4499 PLN

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*