Recenzja Auralic Polaris

Auralic Polaris to kolejne urządzenie, które świetnie wpisuje się w pewien kanon, koncepcję. Otóż Auralic zdążył przyzwyczaić nas do tego, że proponowane przez tą firmę urządzenia są zazwyczaj bardzo dobrze dopracowane. I to nie tylko od strony stricte sprzętowej – stosowana przez tego producenta platforma streamingowa Lightning jest także bardzo mocną stroną oferty. Jej ogólne możliwości to jedno, ale chodzi także o coś innego. Jest ona po prostu ściśle i bardzo dobrze zintegrowana ze sprzętem. Jeżeli już mowa o integracji samej w sobie, to właśnie Auralic Polaris może być tutaj idealnym przykładem, można by rzec, integracji kompletnej, całościowej. Po testowanych wcześniej urządzeniach takich, jak chociażby streamer z wbudowanym DACiem, czyli Aries Mini, czy końcówki mocy Merak – pora na sprzęt typu „all-in-one”. Takim właśnie urządzeniem jest Auralic Polaris. Integruje on w sobie nie tylko streamer czy też przetwornik cyfrowo-analogowy. To także przedwzmacniacz (w tym gramofonowy) oraz wzmacniacz zintegrowany, oparty o cyfrowe moduły firmy Hypex.

Zintegrowany wzmacniacz

Inaczej rzecz ujmjąc – to, co odróżnia Polarisa od chociażby przetworników cyfrowo-analogowych z wbudowaną funkcją przedwzmacniacza (czy nawet regulacji głośności) jest to, że można go bezpośrednio podłaczyć do kolumn głośnikowych. Mamy tutaj do czynienia z kompletnym systemem muzycznym. Systemem, gdzie z jednej strony podłączamy komputer, zasoby sieciowe, dyski, pendrive czy łączymy się z którymś z serwisów streamingowych, takich jak chociażby Tidal, Qubuz, Spotify. Z drugiej natomiast strony mamy głośniki – Polaris jest ogniwem łączącym jedno z drugim.

Jednocześnie jego funkcjonalność wcale się na tym nie kończy, bo – jak się okazuje – spektrum zastosowań może tutaj być tak naprawdę bardzo szerokie. Można by się oczywiście zastanawiać, czy przy tak uniwersalnym urządzeniu producent poszedł gdzieś na kompromisy? A jeżeli tak: to, jakie konkretnie? Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest jednoznaczna i wymaga ujęcia Polarisa w szerszym kontekście aktualnie dostępnego sprzętu na rynku. A także wzięcia pod uwagę, stosunku ceny urządzenia do jego funkcjonalności no i – oczywiście – brzmienia.

Auralic Polaris – złącza i funkcjonalność

Najprościej będzie zobrazować, czym jest Polaris, jeżeli zaczniemy od rzucenia okiem na jego tylną ściankę. Po lewej stronie znajdziemy na niej terminale głośnikowe. Ich przeznaczenie nie wymaga chyba dodatkowych wyjaśnień. Warto tutaj jednak zwrócić uwagę na to, że Polaris, przynajmniej na papierze, dysponuje dość pokaźną mocą. Specyfikacja producenta podaje 120W przy 8-iu omach oraz 180 przy 4-ech. Tuż przy górnej ściance znajdują się dwa gniazda dla anten WiFi, które dostajemy wraz z urządzeniem. Po prawej stronie znajdziemy gniazdo zasilające. Natomiast najbardziej interesującym jest zestaw gniazd, jakie znajdują się po środku. Mamy tutaj zarówno wejścia cyfrowe w standardach AES/EBU, coax, czy TosLink, jak i także asynchroniczne wejście USB.

Portów USB pod dostatkiem

Co więcej, porty USB w Polarisie są aż cztery, z czego jeden jest na przedniej ściance, a trzy z tyłu. Pomijając przedni, który służy do podłączenia pamięci masowej i wejście USB (oznaczone, jako „USB”), które obsługuje wbudowany w Polarisa DAC, pozostają nam jeszcze dwa porty. Jeden służy do obsługi podłączanej tą drogą pamięci masowej, drugi zaś – to wyjście USB (oznaczone, jako „DAC”), działające na takiej samej zasadzie, jak takie samo wyjście w streamerach Aries, czy Aries Mini. Możemy przez nie podłączyć zewnętrzny przetwornik cyfrowo-analogowy. Mamy też do dyspozycji port Ethernet, Polaris jest przecież urządzeniem w pełni sieciowym.

Wprawne oko zauważy jeszcze złącza, które oznaczone są dość enigmatycznie. Mianowicie, jako „AN1” oraz „AN2”. Są to dwie pary stereofonicznych, analogowych złącz RCA. W instrukcji Polarisa jest napisane na ich temat tak: „The analog channel #1 can be configured as MM phono stage input or line stage input; the analog channel #2 can be configured as line stage input or pre-amplifier output”.

Możliwości podłączenia – trudno chcieć więcej

Warto tutaj zatrzymać się na chwilę, gdyż jest to dość istotna i wbrew pozorom, bardzo ważna funkcjonalność Polarisa. Złącza te dają nam dość szerokie możliwości konfiguracji urządzenia. Po pierwsze: możemy do niego bezpośrednio podłączyć albo dwa źródła liniowe (np. tuner analogowy, zewnętrzny przedwzmacniacz gramofonowy, czy też inne urządzenie posiadające analogowe wyjscia stereo RCA), albo też jedno źródło liniowe i gramofon z wkładką MM. To jedna z możliwości konfiguracji. Druga – to podłączenie do Polarisa albo źródła liniowego albo gramofonu (do gniazd AN1) i jednocześnie podłączenie do gniazd AN2 zewnętrznej końcówki mocy. Innymi słowy, mamy możliwość rozbudowy urządzenia w domenie analogowej o zewnętrzny wzmacniacz (czy końcówkę mocy). Oraz podłączenia dwóch analogowych źródeł, zakłądając, że będziemy korzystać z wbudowanego w Polarisa wzmacniacza.

Jest to o tyle warte podkreślenia, że w urządzeniu zintegrowano wysokiej jakosci streamer, porównywalny klasą i bazowany na innym produkcie firmy. Mowa oczywiście o streamerze Aries Femto. Co więcej, mamy tutaj także wyjście na zewnętrzny DAC, w tym przypadku Polaris może zasilać sygnałem cyfrowym każdy zewnętrzny przetwornik cyfrowo-analogowy, który obsługuje standard USB Audio Class 2.0. Czyli mowa tutaj o zdecydowanej większości urządzeń na rynku.

Gniazda AN1 i AN2 – pełna elastyczność połączeń analogowych

Dlaczego o tym piszę? Otóż warto zobrazować w tym miejscu jedną rzecz, a mianowice elastyczność zastosowania urządzenia, jeżeli weźmiemy pod uwagę drogę sygnału. Może ono pracować, jako kompletne urządzenie „all-in-one”, które podłączamy bezpośrednio do kolumn (a do gniazd AN2 na przykład dedykowany wzmacniacz słuchawkowy), możemy także podłączyć Polarisa do zewnętrznego zestawu wzmacniacz-kolumny. A możemy też kompletnie pominąć tor analogowy i użyć Polarisa tylko i wyłącznie, jako streamer. Wtedy dostarczamy wysokiej jakosci sygnał cyfrowy do zewnętrznego DACa, który z kolei zasila sygnałem, co tylko chcemy.

Jest to o tyle ciekawe i istotne zarazem, że jak to w przypadku Auralica – mamy tutaj zintegrowaną platformę streamingową Lightning (o której tym razem nie będę się rozwodził, więcej o niej jest w teście Ariesa Mini tutaj) ze sprzętem. Co natomiast jest istotne, to fakt, że przy całej integracji producent daje nam bardzo szeroki wachlarz nie tylko możliwych wariantów połączenia Polarisa z, mówiąć kolokwialnie, „resztą świata”. Bardziej tutaj chodzi o to, że integracja samego sprzętu w jednym pudełku – nie ogranicza nas do koniecznośći korzystania ze wszystkiego na raz. Chcemy podłączyć np. zewnętrzny wzmacniacz na lampach – da się. Chcemy podłączyć zewnętrzny DAC – proszę bardzo. To samo z podłączeniem różnych źródeł.

Całkiem ważna kwestia – jak gra Auralic Polaris?

I to jest bardzo dobre pytanie, zwłaszcza w kontekście tego, że należałoby najpierw zastanowić się nad tym, czy jest sens rozkładać brzmienie tego urządzenia na to, jak grają jego poszczególne elementy składowe same w sobie? Czy też ważniejsze jest to, jak Auralic Polaris gra, jako jedna całość? Całość w sensie takim, jak spisuje się podłączone do kolumn głośnikowych i odtwarzające muzykę z zasobów sieciowych, czy też serwisów streamingowych. Przyjrzyjmy się może najpierw brzmieniu własnie w tej konfiguracji, czyli jako urządzenie „all-in-one”.

Auralic Polaris podłączony do kolumn o neutralnej i transparentnej charakterysyce dość szybko ujawnia swój charakter brzmienia. I jest to brzmienie, które przy dłuższych odsłuchach i porównaniach podsuwa nam kilka ciekawych wniosków. Tak się akurat składa, że niedawno na łamach HiFiZone testowane były dużo droższe, monofoniczne końcówki mocy tej samej firmy. Mowa oczywiście o Auralic Merak. Pomimo tego, że również zrealizowane na cyfrowych modułach Hypexa – grały one jednak inaczej.

Przede wszystkim brzmienie wbudowanego w Polarisie wzmacniacza, jak i brzmienie Polarisa, jako całość, ma nieco inny, odmienny charakter, aniżeli samo brzmienie wzmacnaiczy takich, jak właśnie recenzowane wcześniej monobloki. Pomińmy już oczywistą różnicę w cenie. Oraz taką kwestię, że w przypadku Polarisa mamy urządzenie nie dość, że tańsze, to jeszcze integrujące de facto kilka elementów. Tak naprawdę istotny jest tutaj całościowy charakter brzmienia. Bo to będzie nie tylko istotnym kryterium nie tylko zakupu Polarisa, ale także doboru towarzyszących mu kolumn.

Auralic Polaris w konktekście innych urządzeń

Przede wszystkim – i proszę tego nie traktować, jako wadę, czy też przytyk do samego urządzenia – Auralic Polaris podłączony do neutralnego toru zaraz po dużo droższych wzmacniaczach może zabrzmieć nieco chłodno. Przy czym nie jest to kwestia nawet temperatury barwowej, bo ta wcale nie jest aż tak bardzo obniżona, bardziej chodzi o to, że urządzenie wcale nie skłania się ani w stronę ocieplenia, ani też stronę spowolnienia, ospałości. Przy czym, porównywając, Meraki grały cieplej (można to wytłumaczyć ich konstrukcją), natomiast nie ma tutaj też mowy o zbytnim ochłodzeniu. Jednakże nie oczekujmy też, iż urządzenie wniesie dodatkową eufonie do toru, gdzie będziemy mieć chłodniej, czy też jaśniej grające kolumny.

Z neutralnymi, czy też bardzo transparentnymi kolumnami pokroju Yamah NS1000, czy też elektrostatów brzmiących bardziej w stronę szybkości i przejrzystości podłączenie Polarisa może być najszczęśliwszą kombinacją. W takim zestawieniu charaktery urządzeń się po prostu na siebie nałożą. Co ciekawe, z takimi głośnikami charakter środka jest, co najmniej, poprawny całościowo, i jednocześnie dość gładki, chłodny, ale gładki.

Co ciekawe, na France Gall „Ella Elle’a” bardzo wyraźnie było słychać charakterystyczną barwę tego utworu. Urządzenie zachowuje dość sporą transparentność na charakter materiału muzycznego. Inaczej rzecz ujmując – można też odnieść wrażenie, że dociążony, docieplony charakter brzmienia tutaj by specjalnie nie pasował. To jedna rzecz.

Bez niedostatków na skrajach pasma

Idąc dalej, mamy bardzo dobrze, pewnie rozciągnięte pasmo, oraz dobrą, zwłaszcza jak na wzmacniacze pracujące w klasie D, górę. Wysokie tony są dźwięczne, blachy perkusji mają charakterystyczny metaliczny posmak, wybrzmienia są całkiem nieźle oddawane, iskrzące. Bas z kolei składnia się ku precyzji i neutralnego oddania tego, co jest nagrane, chciałoby się powiedzieć – na płycie. Ale do tego wzmacniacze w klasie D zdążyły już nas przyzwyczaić. Poczucie rytmu jest bardzo dobre, znacznie powyżej średniej. Tak szczerze powiedziawszy, to trudno się, jeżeli chodzi o reprodukcję niskich tonów do czegoś przyczepić.

Owszem, końcówki Naima mają np. lepszy drive, są też wzmacniacze, które oferują jeszcze lepsze zejście basu. Ale mówię tutaj o skrajnościach, które kosztują niewiele mniej, albo tyle, co Polaris a ich funkcjonalność ogranicza się tylko do jednego. Natomiast samo poczucie rytmu na Everything But The Girl – Wrong było znakomite. Inaczej rzecz ujmując: bas, oddanie rytmu jest naprawdę dobre w skali absolutnej i bardzo dobre w tej cenie.

Jeżeli chodzi o budowanie sceny, to na pewno plusem będzie jej szerokość. Tutaj naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Rozmiar sceny na boki jest pokaźny. Inną zaś kwestią jest to, że w skali absolutnej, porównując do innych urządzeń – można by oczekiwać nieco większej sugestywności przestrzenni a także holografii, zwłaszcza w kontekście budowania sceny w głąb. Sama scena jest natomiast rysowana bardzo wyraźnie, ogniskowanie jest źródeł pozornych na niej jest nie pewne i wyraźne.

Detaliczność i różnicowanie

Bardzo mocną zaś stroną urządzenia jest ogólnie pojęta detaliczość i selektywność. W brzmieniu bardzo wyraźnie słychać wiele szczegółów, detali. Sprzyja temu charakter wysokich tonów, ale nie tylko. Bardziej tutaj chodzi o to, że ogólny charakter brzmienia jest taki, że urządzenie potrafi być zaskakująco różnicujące. Potrafi pokazać różnice w zarówno jakosci, jak i realizacji materiału. Paradoksalnie, neutralność i charakter brzmienia bardzo tutaj procentuje.

Streamer, DAC, przedwzmacniacz – ujęte oddzielnie.

Zacznijmy od tego, że AURALiC zintegrował w Polarisie rozwiązania ze swojego sztandarowego niegdyść streamera, czyli Aries Femto. I to słychać – jako sam streamer Polaris spisuje się nieco lepiej, niż Aries Mini i tylko minimalnie gorzej, aniżeli Aries Femto. To na plus. Jeżeli zaś chodzi o wbudowany DAC, to ten z kolei można uplasować bliżej tego, jaki znajdziemy właśnie w Ariesie Mini – do Vegi mu jednak trochę brakuje. Co nie jest wcale dziwne, gdyż Vega to po prostu bardzo dobry, mocny zawodnik
w swojej niszy.

Jest tutaj tylko jedna rzecz, jaka szczerze powiedziawszy nie do końca pasuje do reszty. Jest to przedwzmacniacz gramofonowy. Jeżeli używamy czarnej płyty okazjonalnie, bardziej dla kaprysu, aniżeli dla samego brzmienia winylu – będzie on, powiedzmy, wystarczający. Natomiast nie dotrzymuje on kroku, patrząc poprzez przymat reszty urządzenia. Po prostu brakuje aury, sugestywności. Barwa jest zbyt przygaszona, a dynamika taka sobie. Piszę o tym bardziej z rzetelnośći. Bo jest też tak, że można z dużym prawdopodobieństem założyć, że jeżeli ktoś podejdzie do tematu czarnych płyt bardziej poważnie, to kupi po prostu zewnętrzny preamp gramofonowy. Albo też sięgnie po jeden z nowych gramofonów, które taki preamp posiadają. Proszę tutaj zwrócić uwagę chociażby na produkty takie, jak Sony PS-HX500.

Streamer, DAC, wzmacniacz w jednym – dla kogo?

Mogłoby się wydawać, że Polaris wcale nie jest jakimś asem brzmieniowym. Patrząc jednakże przez pryzmat tego, co dostajemy za jego cenę – to sumarycznie należy stwierdzić, że to urządzenie bardzo dobre. Co więcej, uważam, że takie akurat, a nie inne ustawienie brzmienia, bardziej zdystansowany charakter samego urządzenia, przy zachowaniu sporej dawki różnicowania to tak naprawdę ogromny plus. Z jednego, bardzo prostego powodu. Zakładam, że jeżeli ktoś zdecyduje się na zakup tego urządzenia, jako kompletnego systemu „all-in-one” – podłączy go do bezpośrednio do kolumn. I to właśnie poprzez wybór kolumn, możemy tutaj dostosować brzmienie pod siebie. A dzięki temu, że urądzenie oferuje sporą dawkę neutralności, będziemy mieć tutaj doskonałe pole do popisu.

Co więcej, znakomita większość dostępnych na rynku głośników w przedziale cenowym Polarisa (plus minus kilkanaście-kilkadziesiąc procent) to będą konstrukcje ze strojeniem obudowy typu bass-refleks. A zatem z mniej, lub bardziej podbitym basem. I z takimi kolumnami wbudowany w Polarisa wzmacniacz powinien sobie poradzić doskonale. Warto też zwrócić uwagę na to, żeby dobierane do Polarisa kolumny były po prostu dobre, bez kombinowania z pasmem. Można też spróbować dobrać takie, które będą skłaniały się nieco bardziej w stronę brzmienia ciemnego, gęstego – taka kombinacja może być naprawdę strzałem w dziesiątkę.

Coś do rozważenia – na koniec

Jest jeszcze jedna rzecz. Otóż dostajemy kompletne, dopracowane (prawie) w każdym calu urządzenie, które po podłączeniu do kolumn może śmiało działać, jako system muzyczny „all-in-one”. Dostajemy także pewien gratis, który może okazać się dodatkową, bardzo silną kartą przetargową. Otóż Polaris to także bardzo dobry streamer, który można potem wykorzystać do podłączenia do zewnętrznego DACa itd. Inaczej rzecz ujmując – droga do rozbudowy pozostaje otwarta. I to trzeba też brać pod uwagę.

Cena: 12999 PLN
Dystrybutor: mip.bz
Strona produktowa: https://auralic.pl/polaris/

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*