Auralic Merak – recenzja

Monofoniczne końcówki mocy Auralic Merak to wzmacniacze szczególne. Wyróźnia je nie tylko dość futurystyczny wygląd. Bo do tego, „świeżego” można by rzec, designu swoich produktów firma Pana Wanga Quanxiana zdążyła już nas przyzwyczaić. Auralic Merak to monobloki, obok których nie tylko nie sposób przejść obojętnie. Są one także w pewnym sensie przykładem na to, że na rynku, gdzie masa firm na ślepo niemalże kopiuje pewne rozwiązania – można iść zupełnie inną drogą. I uzyskać przy tym rezultat, który bardzo mocno może dać do myślenia. Warto też zaznaczyć, że monobloki te są szczególnie interesujące w kontekście chociażby recenzowanych na łamach HiFIZone.pl nie tak dawno monobloków lampowych SinusAudio KT88.

 

Auralic Merak: budowa i funkcjonalność.

Wykonanie, sama konstrukcja mechaniczna, jak i też jakość wykonania i spasowania elementów zasługuje na piątkę z plusem. Oczywiście o gustach się nie dyskutuje, natomiast zarówno sposób wykonania, jak i dokładność, także w kwestii szczegółów zdecydowanie zasługują na uznanie.

Patrząc od tyłu – mamy tutaj bardzo solidne gniazda głośnikowe firmy Cardas. W zasadzie jedne z najlepszych na rynku. Akceptują one tylko widełki, zatem o bananach od strony wzmacniacza możemy zapomnieć. Jednakże jest ku temu powód. Specyfikacja wzmacniacza bardzo wyraźnie podaje: 200W mocy RMS przy czterech oraz 400W przy ośmiu omach. Moc impulsowa tych wzmacniaczy na obciążeniu niemalże 900W. Pozwala to wnioskować, że taki akurat, a nie inny wybór gniazd był podyktowany tym, by niejako wymusić stosowanie solidnych połączeń. Proszę zresztą przyjrzeć się tylnym ściankom dużych końcówek mocy – na tym terytorium zdecydowanie przeważają połączenia za pomocą wideł. Na tylnej ściance znajdziemy oczywiście też gniazdo oraz wyłącznik zasilania (o tym za chwilę), a także wejście zbalansowane XLR oraz wyjście XLR do połączenia drugiego wzmacniacza Merak w trybie zbalansowanym. To ostatnie jest przewidziane na wypadek, gdyby ktoś jednak potrzebował więcej mocy, co w sumie ciężko sobie wyobrazić w realnych warunkach.

Auralic Merak back

Automatyczne wykrywanie sygnału.

Z przodu każdego monobloku mamy praktycznie tylko małą, czerwoną diodę, oraz przełącznik, nawet nie zasilania, co trybu „standby”. Tutaj należy się nieco dłuższe wytłumaczenie. Otóż przełącznik znajdujący się z tyłu urządzenia przełącza je nie tyle w tryb „ON”, co w tryb „Warm-Up”. W tym ostatnim trybie każdy z monobloków pobiera 6W z sieci i utrzymuje w gotowości wszystkie stopnie wzmacniacza, pomijając ostatni, który aktywowany jest przełącznikiem z przodu obudowy (wtedy zaświeca się czerwona dioda). Urządzenie natomiast wyposażono także w funkcję wykrywania sygnału audio, która potrafi wykryć sygnał muzyczny i włączyć końcówkę mocy w momencie, kiedy się takowy pojawi. Włączenie końcówki mocy może odbyć się albo automatycznie, albo też poprzez naciśnięcie (jedynego) przycisku na przedniej ściance. Przy czym tryb automatycznego wykrywania sygnału można wyłączyć – wystarczy przytrzymać wspomniany przycisk na przedniej ściance przez trzy sekundy, aby przejść z jednego trybu w drugi.

Inaczej rzecz ujmując: przy ustawieniu tylnego przełącznika w tryb ON – wzmacniacz jest cały czas w trybie gotowości, gdyż pod napięciem są wszystkie stopnie wzmacniacza, oprócz ostatniego. A ma to tutaj niebagatelne znaczenie, ze względu na dość ciekawe detale konstrukcyjne tych wzmacniaczy.

Auralic Merak – końcówki mocy nie do końca „cyfrowe”.

Kiedy przyjrzymy się tym monoblokom od strony czysto technicznej, to wyjdzie na jaw kilka ciekawych szczegółów. Przede wszystkim, owszem, końcówka mocy to układ w klasie D. Czyli mówiąc kolokwialnie „cyfrowy”, natomiast tutaj tak naprawdę kończą się podobieństwa ze zdecydowaną większością innych tego typu urządzeń. I jednocześnie zaczynają się różnice.

Znajdziemy je już w zasilaniu – tutaj Auralic nie zastosował zasilacza impulsowego, a „klasyczny” zasilacz liniowy, oparty na dużym 500VA tranformatorze firmy Piltron oraz dużej baterii kondensatorów filtrujących. Ich sumaryczna pojemność to 56000 uF na monoblok. Co więcej, producent deklaruje, że zasilacz został specjalnie opracowany w taki sposób, aby jednocześnie izolował urządzenie od szumów w sieci.

Kolejna rzecz: Auralic Merak posiada na wejściu wysokiej klasy transformator sprzęgający firmy Lundahl (podobne trafa są wykorzystywane w wysokiej klasy wzmacniaczach lampowych). Wzmocnienie napięciowe natomiast odbywa się za pomocą układów liniowych, pracujących w Klasie A. Są to oczywiście firmowe moduły ORFEO, znane z innych urządzeń tej firmy.

Auralic Merak

Największa ciekawostka…

…tkwi jednak w samej końcówce mocy. Jest ona oparta o moduły UcD firmy Hypex. Rzecz w tym, że Auralic zmodyfikował te moduły w taki sposób, aby osiągnąć niższy poziom harmonicznych od 4-go do 7-go rzędu. Dzieje się to kosztem minimalnego obniżenia efektywności modułów, ale trzeba podkreślić, że tutaj mamy wciąż do dyspozycji 400W mocy ciągłej na czterech omach obciążenia. Producent twierdzi, że wybrał – jego zdaniem – idealny kompromis pomiędzy obiektywnymi parametrami a subiektywnym brzmieniem. Należy tutaj jeszcze raz podkreślić, że takie rozwiązanie jest naprawdę rzadko spotykane, i w zasadzie pasuje do całościowej koncepcji urządzenia, gdzie „cyfrowy” jest tylko jego ostatni stopnień.

Auralic w swoich materiałach promocyjnych twierdzi też, że dzięki powyższej modyfikacji, urządzenie inaczej, niż inne wzmacniacze w Klasie D. Czy to prawda?

Auralic Merak – brzmienie.

W przypadku tych konkretnie wzmacniaczy, a bardziej właściwie rzecz ujmując to końcówek mocy, aż się prosi, aby odnieść się do zastosowanej w tych monoblokach technologii. Dlaczego?

Otóż zdecydowana większość ludzi, która słyszy sformułowanie „wzmacniacz cyfrowy”, albo też „klasa D” od razu kojarzy sobie dane urządzenia ze ściśle określonym dźwiękiem, najczęściej znanym z pierwszej generacji urządzeń cyfrowych, które grały… można by powiedzieć, że właśnie tak – „cyfrowo”. Czyli mało spójnie, szorstko, z wyblakłą barwą i, co tu dużo mówić, po prostu mechanicznie. Jest to poniekąd o tyle zabawne i ironiczne, że pierwsze „bardziej poważne” wzmacniacze oparte właśnie o technologię PWM wcale nie miały takiej akurat sygnatury. Bo ich brzmienie było gęste, pozbawione w dość znacznym stopniu rozdzielczości, lecz jednocześnie bliższe stereotypowemu brzmieniu wzmacniaczy lampowych. Zwłaszcza tych wykonanych
w topologii Push-Pull.

Pokażna moc – co to oznacza?

Auralic Merak charakteryzuje się dość pokaźną mocną na papierze, bo wynosi ona 200 i 400W RMS odpowiednio dla obciążenia ośmio i cztero omowego. Można by, więc założyć, że wzmacniacz ten będzie w jakiś sposób tą mocą epatował poprzez wybuchową dynamikę, czy też przesuwający ściany bas.

Otóż tak nie jest. Merak nie gra ani „cyfrowo” ani też nie podbija sztucznie dynamiki.

Zacznijmy może nie od rzeczonej powyżej skali, czy basu, ale od ogólnego charakteru brzmienia, jaki monobloki Auralic Merak wprowadzają do toru. Otóż przede wszystkim jest to brzmienie, które można określić, jako w dużym stopniu neutralne. Przy czym nie chodzi tutaj o wyrównanie pasma, bo na tym poziomie cenowym powinno być to jak najbardziej oczywiste. Chodzi tutaj przede wszystkim o podatność na zmiany w pozostałych elementach toru. Tutaj pierwsza istotna uwaga: Meraki akceptują tylko i wyłącznie połączenie zbalansowane i są przeznaczone do współpracy albo z przedwzmacniaczem albo też ze źródłem, które wyposażone jest w dobrą regulację głośności. Co więcej, żródło nie powinno mieć żadnych problemów z barwą, bo wtedy Merak nie tyle obnaży jego niedostatki, co po prostu nie będzie to synergiczne połączenie. Wynika to z tego, że wzmacniacze te nie „dopalają” w żaden sposób barwy, są w tym aspekcie w dużej mierze dość mocno transparentne.

Auralic Merak nie gra też w żaden sposób chłodno, lecz jednocześnie znajduje się na innym biegunie, aniżeli bardzo dobre wzmacniacze lampowe. Bo po pierwsze – w żaden sposób nie symuluje ich sygnatury. Po drugie – proszę zwrócić uwagę na określenie „bardzo dobre”, bo z takimi właśnie urządzeniami te końcówki mocy powinny być porównywane.

Auralic Merak: „target audience”

To są wzmacniacze dla kogoś, kto świadomie wybiera takie brzmienie i oczekuje akurat takiego a nie innego zestawu cech. Tutaj nie chodzi o to, że ich barwa jest wyblakła, bo znam wiele wzmacniaczy (z tego poziomu cenowego), które w tym aspekcie są bardziej oszczędne. W tym przypadku bardziej chodzi o to, że ogólna barwa dźwięku jest z jednej strony stonowana. A z drugiej zaś strony, i to jest też druga bardzo specyficzna cecha Meraków, nie ma w brzmieniu jednocześnie żadnych przykrych dodatków, nie ma tutaj żadnych wyostrzeń. Trzeba jeszcze raz podkreślić, Auralic Merak to monobloki, które grają gładko.

No i właśnie. Nasuwa się od razu kolejna rzecz, która zapewne wynika bezpośrednio z mocy, jaką mamy do dyspozycji. Otóż brzmienie pozostaje cały czas pod kontrolą. Wzmacniacz nie przesuwa ścian, jeżeli nie jest do tego sprowokowany. Precyzja basu jest na poziomie będącym poza jakimkolwiek zasięgiem wzmacniaczy lampowych z tego przedziału cenowego (może za wyjątkiem kilku naprawdę dużych piecy w topologii push-pull). I zdecydowanej większości tranzystorowych. Można by to oczywiście odwrócić – lampa w tej cenie będzie oferować zupełnie inne nasycenie barwy i różnicowanie szczegółów na poziomie muzycznego planktonu. Ale to jest „coś za coś” i dlatego zwróciłem uwagę na to, że to Merak to monobloki, które powinno się wybierać świadomie, biorąc pod uwagę resztę toru oraz preferencje muzyczne. Albo precyzując: to, jaki efekt brzmieniowy chcemy uzyskać.

Co z mikrodynamiką?

Przy czym warto też zaznaczyć jedną rzecz – wcale też nie jest tak, że możliwości Meraków w zakresie mikrodynamiki, czy też operowania barwą są słabe. To wymaga też nieco szerszego omówienia. I znowu tutaj trzeba odnieść się do ich konstrukcji. Proszę zwrócić uwagę, że pierwsze stopnie tych końcówek mocy to układy w pełni liniowe, w klasie D pracuje tylko ostatni stopień w każdym monobloku. Co więcej, Auralic zastosował tutaj swoje moduły ORFEO, które pracują w Klasie A.

Auralic Merak – sumarycznie

Monobloki firmy auralic to konstrukcja szczególnie ciekawa. Dlatego, że łączy w sobie kilka cech, które mogą zazwyczaj się wzajemnie wykluczają. Nie jest to kolejny wzmacniacz w klasie D. Jeżeli ktoś nie wie, w jakiej technologii jest zbudowany ostatni jego stopień, to słuchając go raczej się tego nie domyśli. Auralicowi dużo bliżej do dobrych końcówek mocy, zwłaszcza tych, które grają bardziej neutralnie i przejrzyście. Bo w porównaniu do wielu urządzeń, Meraki pokazują wiele. Nie ma tutaj też żadnych praktycznie cech brzmieniowych znanych ze wcześniejszych, tańszych wzmacniaczy opartych o technologię PWM (czyli pracujących w klasie D).

I jest jeszcze coś. Proszę zwrócić uwagę nie tylko na jakość wykonania. Bo ta jest znakomita. W codziennym, praktycznym użytkowaniu trudno pominąć dwie dodatkowe kwestie. Po pierwsze: brak żadnych problemów z generowaniem nadmiernego ciepła oraz faktycznie działający tryb „warm-up”. Po drugie, o ile trzymamy urządzenie cały czas we wspomianym trybie gra ono od razu dobrze, nie trzeba tutaj czekać kwadransa, dwóch czy godziny, zanim osiągnie ono pełnię swoich możliwości brzmieniowych. Warto te wszystkie czynniki brać pod uwagę. Bo Merak to konstrukcja po prostu kompletna. Kompletna na tyle, na ile pozwala na to dzisiejsza technologia. A to pozwala na wiele.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*