Recenzja Astell&Kern Billie Jean

Astell&Kern Billie Jean

Co dwie armatury, to nie jedna – Recenzja Astell&Kern Billie Jean

Firmy Astell&Kern nikomu interesującemu się przenośnym sprzętem audio przedstawiać raczej nie trzeba. Ta koreańska marka, której właścicielem jest firma iRiver, już od dłuższego czasu jest obecna na naszym rynku. Co więcej, śmiało można także powiedzieć, że jest ona nie tylko rozpoznawalna na całym świecie, ale także nierzadko wyznacza standardy i kierunku rozwoju w branży przenośnego audio wyższej klasy. Na tę chwilę chociażby w ofercie Astell&Kern są chyba jedne z najdroższych i najlepszych odtwarzaczy przenośnych, jakie można znaleźć na rynku – mowa oczywiście o SP1000. Jednocześnie firma niedawno wprowadziła kilka nowych modeli odtwarzaczy, jak i dopasowanych do nich słuchawek. Warto tutaj zwrócić uwagę na pewną prawidłowość – otóż Astell&Kern nie robi słuchawek sam. W przypadku chociażby AK T5p właściwym wykonawcą słuchawek jest firma Beyerdynamic i słuchawki są robione w Niemczech. W przypadku modeli dousznych, a właśnie takim modelem są recenzowane tutaj Billie Jean – koreańska firma także korzystała z zewnętrznej pomocy. Mowa tutaj oczywiście o Jerry Harvey Audio. Czyli marce, która w Stanach Zjednoczonych jest nie tylko dobrze znana, ale także może pochwalić się ogólnym uznaniem.

Astell&Kern Billie Jean

Budowa i kilka spraw technicznych

Słuchawki dokanałowe Astell&Kern Billie Jean to konstrukcja dwudrożna, oparta o dwa przetworniki armaturowe na jedną słuchawkę. Przetwornik niskotonowy pracuje w zakresie od 10 Hz do 5 KHz, natomiast powyżej pasmo przejmuje przetwornik wysokotonowy. Co istotne, podział pasma znajduje się powyżej newralgicznej okolicy 3KHz, gdzie ucho ludzkie jest najbardziej czułe na wszelakie anomalie.

Przy czym nie jest to jedyna techniczna kwestia, na jaką należy zwrócić uwagę. Otóż Billie Jean stosują autorskie rozwiązanie Jerry Harvey Audio, które wymaga osobnego omówienia. Otóż chodzi oczywiście o system freqphase. W bardzo dużym skrócie chodzi o to, aby zgrać odpowiedź impulsową obu przetworników w taki sposób, aby zachować między nimi zgodność fazową. Inaczej rzecz ujmując – chodzi o to, aby uzyskać brzmienie tak spójne, jak z jednego przetwornika.

Warto jeszcze wspomnieć, że kabel do słuchawek jest nie tylko odłączalny, chociaż to może już standard przy tej cenie. Jest on także zrobiony z posrebrzanej miedzi i owinięty wokół kevlarowej nitki. To pierwsze powinno zapewnić szczegółowe brzmienie, drugie natomiast – odporność na rozciągnięcie.

Astell&Kern Billie Jean

Co w zestawie

Porównując zestaw zarówno do dużo droższych, recenzowanych ostatnio 64 Audio U12t, jak
i także to do prawie o połowę tańszych Campfire Audio Comet – trzeba powiedzieć, że jest on skromny. O ile pudełko przenośne nie daje powodów do uwag, to z rzetelności trzeba zwrócić uwagę na coś innego. Otóż Astell&Kern najwidoczniej wychodzi z założenia, że użytkowik i tak dokupi sobie odpowiednie gumki, bądź pianki. Bo właśnie zestaw gumek, jaki jest dostarczany z Billie Jean jest po prostu bardzo, bardzo skromny. Na szczęście jest to w tej kwestii jedyna uwaga.

Astell&Kern Billie Jean

Brzmienie – czyli dlaczego dwie armatury są lepsze od jednej

Zacznijmy może od tego, że słuchawki grają spójnie, zupełnie jakby były słuchawkami jednoprzetwornikowymi. I jednocześnie też – grają dźwiękiem z cała pewnością pełniejszym, jaki jednoprzetwornikowe, a zwłaszcza jednoarmaturowe słuchawki są w stanie dostarczyć.

Bas z Billie Jean jest pełny, jest bardziej po stronie wypełnienia i może nawet lekkiego podbicia, podkreślenia, aniżeli po stronie konturowości. Możliwości w zakresie basu, jego wypełnienia i dynamiki są, w tej cenie, spore. Są, co prawda słuchawki dokanałowe, które potrafią pokazać więcej, lecz można uznać, że Astell poszedł tutaj na dość – chciałoby się rzec – rozsądny kompromis. I tak „ustawił” bas, aby jego brzmienie podobało się szerszej grupie odbiorców.

Przy czym niskie tony wpisują się w koncepcje brzmienia środka pasma. Bo środek a Billie Jean jest dość dynamiczny i potrafi zaatakować. Natomiast bezpośrednie porównanie chociażby z Etymoticami ER4PT pokazuje coś dość ciekawego. Otóż słuchawki firmy Astell&Kern graja mniej dobitnie, niż ER4PT na środku pasma. Nie wynika to z tego, że są mniej szczegółowe per se, a bardziej jest to kwestia charakteru brzmienia. Dzieje się tak też dlatego, że w Billie Jean nie ma ani krzykliwości, ani natarczywości. Brzmienie jest cały czas komfortowe i kontrolowane.

Astell&Kern Billie Jean – dobrze rozbudowana scena

Z pewnością podobać się może scena dźwiękowa – jest ona duża, szeroka, rozłożona bardziej na boki. Nie ma przy tym skupienia dźwięków „w środku głowy”, tak, jak chociażby w rzeczonych ER4PT. Billie Jean grają po prostu dość przestrzennie. Oczywiście nie jest to tak zbudowana przestrzeń, jak w słuchawkach droższych, nie ma tutaj dokładnych informacji z dalszych planów, lecz jednocześnie mamy całkiem pewnie budowane plany bliższe i dobrze całościowo rozłożenie dźwięków w tym zakresie.

Wokale w Billie Jean idą łeb w łeb z ER4PT i będzie to raczej kwestia doboru muzyki, źródła
i indywidualnych preferencji, natomiast Billie Jean będą tutaj z pewnością mniej czułe na słabe realizacje. France Gall „Ella Elle’a” zabrzmiała na Billie Jean w bardziej wyrównany sposób, aniżeli właśnie na Etymoticach, a to dzięki pełnemu pokazaniu całego pasma.

I właśnie w kontekście porównań z innymi słuchawkami, warto zwrócić uwagę na uniwersalność Billie Jean. Bo to jest tak: grają dużo lepiej od słuchawek kosztujących prawie połowę mniej.
I w sumie można by to byłoby uznać za normalne, gdyby nie to, jaki jest przeskok jakościowy pomiędzy chociażby Campfire Audio Comet a Billie Jean. Konkretnie chodzi o to, że przeskok ten, zwłaszcza w zakresie bezpośredniości dźwięku, ściągnięcia koca z całościowej prezentacji jest spory. I na pewno większy, aniżeli różnica w cenie mogłaby sugerować.

Co więcej, porównując do chociażby Etymoticów ER4PT, które można określić, jako słuchawki sumarycznie równorzędne – chociaż o zupełnie innym charakterze – to dochodzimy do jeszcze ciekawszych wniosków. Otóż przykładowo na płycie Imagine Armina van Buurena na Etymoticach brzmienie było zdecydowane zbyt lekkie, brakowało dociążenia. Billie Jean tego basu ma w pełni pod dostatkiem a jednocześnie wcale jakoś bardzo nie odstaje w innych kategoriach.

Astell&Kern Billie Jean w kontekście ceny oraz refleksja na koniec

Największą zaletą Billie Jean jest w zasadzie połączenie trzech cech. Pierwsza z nich to uniwersalność. Zarówno, jeżeli chodzi o repertuar muzyczny, jak i o współpracę ze źródłami. Druga to – patrząc poprzez pryzmat ceny – dość spora jednak szczegółowość i duża bezpośredniość dźwięku.

Natomiast trzecia kwestia jest nieco bardziej zawiła i wymaga osobnego wyjaśnienia. A także bardziej poglądowego wytłumaczenia ich konstrukcji oraz tego, co z niej – brzmieniowo – wynika.

Otóż po odsłuchu Billie Jean ma się takie nieodparte wrażenie, że jednak korzyści wynikające z zastosowania dwóch przetworników armaturowych (zamiast jednego) są zdecydowanie większe, aniżeli potencjalne wady, jakie mogą z takiego rozwiązania wynikać. Tak się akurat składa, że Billie Jean były porównywane bezpośrednio między innymi do Campfire Audio Comet, jak i Etymoticów ER4PT. Obie to konstrukcje wyposażone w jedną armaturę. I o ile każde z tych słuchawek mają swoje zalety, to jednak właśnie w przypadku Billie Jean całościowy obraz wyglądał najlepiej.

Teraz przyjrzyjmy się temu w kontekście aktualnych tendencji rynkowych. Mamy teraz wręcz wysyp wieloprzetwornikowych konstrukcji. Nie wszystkie przy tym grają dobrze i nie wszystkie też grają spójnie. Natomiast te konstrukcje, które zostały po prostu dobrze zrealizowane – one wyraźnie pokazują przewagę. Przewagę większej ilości przetworników armaturowych, nad konstrukcjami, gdzie gra tylko jeden. Po prostu różnica, wyczuwalna różnica w swobodzie reprodukcji nie tylko skrajów pasma, ale i dynamiki jest wyraźna. I odnoszę to bezpośrednio do Billie Jean. Bo w słuchawkach takich, jak chociażby 64 Audio wyraźnie słychać, że zastosowanie wielu przetworników po prostu daje mniejsze zniekształcenia i ogromną swobodę.

Rzecz w tym, że w Billie Jean właśnie też słychać zalety zastosowania dwóch przetworników armaturowych. I to właśnie trzecia, w sumie najważniejsza rzecz.

Cena: 1499 PLN
Dystrybutor: MIP
Strona produktowa: https://astellnkern.pl/produkt/billie-jean/

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*