Recenzja Amphion One18

Amphion One18

Przykładem na bardzo ciekawe kolumny podstawkowe z całą pewnością mogą być Amphion One18. Są one produkowane przez mało znaną u nas fińską firmę Amphion. Firma ta ma jednakże nie tylko kilkunastoletnią tradycję, ale też unikalne i specyficzne podejście do tak ciekawego tematu, jakim jest konstrukcja kolumn głośnikowych. Przede wszystkim producent ten często podkreśla jedną, dość istotną kwestię. A mianowicie to, że przecież kolumny nie grają w komorze anechoicznej, tylko w realnych, prawdziwych pomieszczeniach, które – jakby nie było – mocno wpływają na dźwięk. Dlatego projektuje swoje głośniki w taki sposób, aby uwzględnić ich interakcję z otoczeniem. I aby nawet pomimo tej interakcji doskonale brzmiały w realnych, niekoniecznie studyjnych przestrzeniach.

One18 – monitory studyjne, ale…

Mało tego, testowane tutaj Amphion One18 to – przynajmniej w teorii – monitory studyjne. Na stronie producenta bardzo wyraźnie są umieszczone w części ładnie opisanej, jako „Studio monitors”. I tutaj od razu pierwsza uwaga i pierwszy element układanki, który burzy pewien stereotyp. Otóż kolumny te to monitory pasywne. Inaczej rzecz ujmując – nie posaidają wbudowanego wzmacniacza. Amphion oferuje tutaj oczywiście trzy modele dedykowanych końcówek mocy, co jednocześnie nie stoi na przeszkodzie, aby do tych głośników podłączyć inną amplifikację.

Można się oczywiście niemalże w nieskończoność spierać, jaka koncepcja jest sumarycznie lepsza: aktywna, czy pasywna. Najlepszą odpowiedzią będzie chyba: „to zależy”. Niewątpliwie kolumny aktywne mają swoje zalety. Największa wynika z rozdzielenia pasma audio na podzakresy, czyli osobne wzmacniacze dla każdego przetwornika. Nie wdając się nazbyt w techniczne szczegóły, w przypadku kilku osobnych wzmacniaczy (a w zasadzie końcówek mocy) w kolumnach aktywnych mamy do czynienia z dużo niższymi zniekształceniami. Chodzi tutaj głównie o zniekształcenia intermodulacyjne wynikające z reakcji końcówek mocy na sygnały o dużej amplitudzie.

Z drugiej zaś strony – kolumny pasywne też mają swoje zalety. Pierwszą może być to, co w przypadku kolumn aktywnych należałoby uznać za wadę. Czyli umieszczenie wrażliwej elektroniki w tej samej obudowie, co głośniki. Nie jest to zazwyczaj dobry pomysł. Lecz to nie wszystko. Jest jeszcze kwestia tego, że często wzmacniacze w kolumnach aktywnych są traktowane mocno po macoszemu, nie zawsze są to układy wysokich lotów. Oczywiście wyjątkiem może być chociażby oferta firmy ATC, czy Unity Audio. Ciekawostką niech będzie tutaj to, że elektronikę, czyli same wzmacniacze dla tej ostatniej zaprojektował nie kto inny, jak sam Tim De Paravicini. Czyli osoba stojąca za słynną marką Esoteric Audio Research (EAR).

Wróćmy jednak do meritum. Kolumny pasywne jeszcze inną, niepodważalną zaletę, która w odpowiednich rękach może nabrać zupełnie nowej rangi. Otóż sami możemy wybrać, jaki wzmacniacz do nich podłączymy, z jakimi kablami i tak dalej. I w ten sposób, poprzez odpowiednią kombinację uzyskać takie brzmienie, jakie chcemy. Tyle oczywiści w teorii. A jak wygląda praktyka?

Amphion One18

Amphion One18 i ich kolejne niespodzianki, czyli budowa

Zacznijmy od tego, że nie tylko sama koncepcja One18 trochę podkopuje utarte już stereotypy. Bo kiedy przyjrzymy się tym kolumnom z bliska, to trafimy na kolejne niespodzianki. Widać je już na froncie – głośnik wysokotonowy umieszczony jest
w tubie i za chroniącą go cienką siatką. I tutaj dwie kolejne ciekawostki. Po pierwsze średnica tej – regulującej właściwości kierunkowe – tuby jest de facto większa, aniżeli średnica membrany głośnika średniotonowego. A po drugie wykonana jest ona z materiału o nazwie Corian. Jest to materiał o dużo większej twardości, aniżeli chociażby MDF, czy HDF i bywa często wykorzystywana chociażby w budownictwie. Wracając zaś do samych przetworników, to wysokotonowy ma membranę z tytanu, średniotonowy zaś z aluminium. A oba pochodzą od norweskiego Seasa. Pozwolę sobie tutaj na kilka słów dygresji. Otóż Amphion postawił na twarde materiały membran. Takie podejście ma swoje zalety, gdyż przetwornik w danym zakresie pracy może pracować tłokowo. Jednocześnie przy tej koncepcji wymagana jest bardzo skrupulatna konstrukcja zwrotnicy, która poradzi sobie z rezonansami metalowej membrany. Ma to szczególne znaczenie dla głośników nisko i niskośredniotnowych, gdyż one praktycznie zawsze będą miały mocno zaznaczony rezonans materiału ponad właściwym pasmem pracy. Inaczej rzecz ujmując – Amphion nie poszedł tutaj na łatwiznę, tylko odważnie zastosował dość trudne w aplikacji przetworniki. Na tym jednak nie koniec niespodzianek, bo kolejna czeka na nas z tyłu obudowy. Natrafimy tam na kolejny, jakby się wydawało głośnik, który tak naprawdę jest membraną bierną.

Amphion One18

Czyli, mówiąc prostym językiem, jest to sama membrana z zawieszeniem, pozbawiona cewki i magnesu. Jest to rozwiązane nieczęsto stosowane. Można je też uznać za pewnego rodzaju kompromis pomiędzy obudową zamkniętą a bass-refleksem. Jednocześnie zdaniem producenta zastosowanie membrany biernej pozwala na lepszy transfer energii do pomieszczenia. I jest to kolejny aspekt, który wpisuje się w całościową filozofię Amphiona. Czyli to, że kolumny te mają dobrze grać w realnych pomieszczeniach, także w trudniejszych warunkach akustycznych, czyli chociażby blisko ścian.

Jak jest zatem w praktyce?

Amphion One18 – brzmienie

Nierzadko na różnorakich forach związanych z ogólnie pojętą tematyką audio pojawiały się niezliczone wątki na temat tego, jak grają głośniki z twardymi, metalowymi membranami. Były rozmaite dyskusje, dywagacje odnośnie tego, czy lepszy jest metal, czy papier, a może jednak chociażby kevlar, albo jakaś odmiana polipropyleniu. Piszę to w takim kontekście, że One18 tutaj w bardzo ciekawy sposób, tak po swojemu – przewracają sens takich dywagacji do góry nogami.

Faktycznie, są to dość charakterne kolumny, które w pewnym sensie trudno jest pomylić z czymkolwiek innym. Z jednej strony oferują naprawdę sporą dawkę szczegółu i transparencji. A to z kolei bezpośrednio przekłada się na wgląd w nagranie. Z drugiej zaś strony – i tutaj może nawet trochę wbiję kij w mrowisko – nie są to kolejne nudne monitory studyjne, na siłę pozbawione swojego charakteru. Bo charakter swój mają, chciałoby się nawet powiedzieć – charakterek. I, co może się wydać na wskroś podejrzane, właśnie przez to potrafią bardzo szybko zjednać sobie sympatię.

Są to też kolumny, które potrafią nieźle zaskoczyć. A tym, którzy przed ich odsłuchem ocenią je poprzez pryzmat wielkości – nieźle namieszać w głowie. Namieszać ilością dobrze kontrolowanej, zorganizowanej masy dźwiękowej, a zaskoczyć ilością szczegółów i projekcją sceny dźwiękowej.

Amphion One18

Powyższe wyraźnie słychać na Massive Attack „Teardrop”. Nawet używając Amphion One18, jako monitorów średniego pola w pomieszczeniu o powierzchni około 30m2, potrafią wygenerować naprawdę solidną podstawę basową.

Właśnie. Bas. Niskie częstotliwości są w Amphionach minimalnie zmiękczone w skali absolutnej. Ale jednocześnie może właśnie przez to są niemalże fizjologiczne, przyswajalne. Tutaj wyraźnie słychać zalety dobrze zaimplementowanej membrany biernej. A jednocześnie nie ma ani nadmiernego spowolnienia, przeciągnięcia basu. Nie ma też ani śladu grania na przysłowiową „jedną nutę”, co często można spotkać w kolumnach, gdzie nie do końca optymalnie zaimplementowano obudowę bass-refleks.

Warto w kwestii basu nieco poeksperymentować z ustawieniem kolumn względem tylnej ściany. A przy odsłuchu z bliskiego pola – z ich odległością od biurka. Tutaj też wychodzi kolejna cecha tych kolumn. Otóż w każdym ustawieniu będą, także w kontekście niskich tonów brzmieć co najmniej dobrze. A po chwili eksperymentowania – znakomicie. I to często w kompletnie nieprzychylnych warunkach akustycznych.

Kolejnym istotnym aspektem reprodukcji, jaki w przypadku One18 trzeba koniecznie omówić szerzej jest kwestia generowania sceny oraz kierunkowości. Tutaj w ramach niekoniecznie dygresji dość istotna informacja. Kolumny te doskonale zgrywają się ze wzmacniaczami single-ended oraz (dobrą) lampą. W dużej mierze projekcja sceny zależeć będzie od elektroniki towarzyszącej. Ergo: Amphiony w kwestiach przestrzennych są bardzo przeźroczyste i mocno skalują się z resztą toru. Słuchać tutaj, że firmowa koncepcja uwzględniająca spójność charakterystyk kierunkowych – po prostu działa. Co więcej, stereofonia w Amphionach potrafi być niezwykle sugestywna. Proponowany przez firmę wzmacniacz jest rozwiązaniem dość bezpiecznym i wcale nie najgorszym. A jednocześnie One18 naprawdę lubią się z typowo audiofilską elektroniką.

Amphion One18

Powyższe słychać chociażby na „I Don’t Care Anymore” Philla Collinsa. Głos wokalisty jest tutaj idealnie zawieszony w pośrodku, otoczony bardzo specyficzną poświatą. A bębny grają bardzo szeroko, całkowicie w przestrzeni i oderwane od kolumn. I nawet przy dużych poziomach, znacznie wyższych, aniżeli gabaryty One18 mogłyby sugerować nic się nie zlewa.

Znakomicie zabrzmiał też Portishead „Roads”. Amphiony znakomicie oddały rozedrgane barwy i całą masę szczegółów. Na tym utworze słychać też charakter wysokich tonów, które doskonale oddają wszelakiego rodzaju muzyczny plankton.

Ampion One18 – tym razem zamiast podsumowania

Ponoć sam producent tych kolumn twierdzi, że je trzeba po prostu polubić. Rzecz w tym, że Amphiony szybko potrafią nie tylko zainteresować swoim brzmieniem, ale także i po prostu zjednać sobie sympatię słuchacza. W tym miejscu, zamiast takiego typowego, czy też – zwał jak zwał – klasycznego podsumowania kilka słów należy się strojeniu tych kolumn. I ich brzmieniu, jako całości. Także w kontekście towarzyszącej im elektroniki. Otóż strojenie tych kolumn określiłbym, jako wyczynowe. Wyczynowe w sensie takim, że chyba nie starano się tutaj na siłę uzyskać super gładkiego brzmienia z metalowych membran. A jednocześnie obiektywnie – nic tutaj też nie kłuje w uszy. Owszem, słychać, że nie mamy do czynienia tutaj z papierem i tekstylnymi kopułkami wysokotonowymi. Lecz jednocześnie czuć też, że taka koncepcja, oparta o metalowe membrany oraz kilka niecodziennych rozwiązań potrafi i obiektywnie dobrze zagrać i zauroczyć. Złapać za serce przy jednoczesnym pokazaniu nagrania takim, jakim ono jest w swej istocie. Co więcej, Amphiony mają też jedną niezwykłą cechę. Otóż, a i owszem, mają swój charakter. Środek pasma jest tutaj, chciałoby się rzec, bezkompromisowy. Nie ma tutaj żadnego wycofania pasma pomiędzy środkiem a górą. I tak naprawdę właśnie w tej bezkompromisowości połączonej z przyjaznością w kontekście kierunkowości i basu widziałbym największą i przy tym naprawdę unikalną zaletę tych fińskich kolumn.

Radziłbym też odsłuchać One18 z różną elektroniką, nie opierając się przy tym tylko na proponowanych przez Amphiona rozwiązaniach w zakresie amplifikacji. Proszę mnie przy tym źle zrozumieć. Dostarczony do redakcji wzmacniacz AMP500 zagrał co najmniej poprawnie, przy czym mocno stawiając na neutralność i akcentując raczej wyższy środek i górę. Jednakże pełnię swoich możliwości w zakresie barwy, przestrzenności i sugestywności brzmienia kolumny te osiągają w zestawieniu z dorównującą im elektroniką. Czyli taką naprawdę wysokch lotów. I niech to będzie najlepsze zwieńczenie tejże recenzji.

Dystrybutor: Musictoolz http://www.musictoolz.pl

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*