Voice 22 to podstawkowe kolumny głośnikowe, które niedawno do swojej oferty wprowadziła kanadyjska firma Moon. Marka ta u nas jest może nieco mniej znana, jednakże za tak zwaną „wielką wodą” zdążyła sobie już wyrobić pewną renomę. Jednocześnie producent ten, specjalizujący się głównie we wzmacniaczach, końcówkach mocy oraz źródłach cyfrowych zalicza się zdecydowanie do segmentu, który można określić, jako „premium”. Wystarczy spojrzeć na cennik firmy – najtańsze urządzenia oscylują niewiele poniżej kwoty dziesięciu tysięcy złotych, a za droższe propozycje trzeba zapłacić nawet kilka razy więcej. Jednocześnie Moon, wywodzący się z marki Simaudio, posiada charakterystyczną dla siebie stylistykę, oraz często podkreśla, że jego produkty są nie tylko tworzone w Kanadzie, ale także dopracowane w każdym calu.
Przy czym, o ile w ofercie firmy znajdziemy całkiem szeroki wachlarz elektroniki, to Voice 22 są przy tym pierwszymi kolumnami głośnikowymi, jakie Kanadyjczycy chcą zaproponować swoim – i zapewne także nowym – klientom. Co więcej, w materiałach reklamowych znajdziemy informację, że szczególnie dobrym zestawieniem będzie kombinacja Voice 22 oraz firmowego wzmacniacza typu „all-in-one” (czyli integrującego także przetwornik cyfrowo-analogowy oraz streamer) o jakże ciekawej nazwie ACE. Dlatego też właśnie w takim – ale i nie tylko – zestawieniu przyjrzeliśmy się najnowszym kolumnom z Boucherville. Bo wiadomo przecież, że deklaracje deklaracjami, a z dedykowanymi zestawieniami bywa nierzadko różnie. Zwłaszcza, że, jakby nie patrzeć, pierwsze kolumny Moona wyceniono też odpowiednio. Bo na chwilę obecną ich cena detaliczna oscyluje w okolicach 17 tysięcy złotych. A nie ukrywajmy – w tej cenie można, a nawet trzeba, mieć już bardzo konkretne wymagania.
Moon VOICE 22 – wygląd i wykonanie
Przede wszystkim to, co od razu rzuca nam się w oczy – to wykonanie kanadyjskich kolumn. Na obudowy położono świetnie wyglądający lakier fortepianowy, który z jednej strony bardzo szybko łapie odciski palców, a z drugiej – pięknie odbija bliższe i dalsze otoczenie. Kanadyjskie kolumny są też dość ciężkie, sprawiają wrażenie solidnych, a na dodatek mają niezwykle ciekawie rozwiązany spód. Otóż w miejscu, gdzie łączą się one z podstawkami mamy dodatkowy cokół, który jest mniejszy, aniżeli dolna ścianka kolumn. Sprawia on, że po postawieniu ich na podstawkach – Voice 22 sprawiają wrażenie, jakby „wisiały” w przestrzeni. Trzeba przyznać, że o ile oczywiście o gustach się nie dyskutuje, to jednak jest to dość ciekawe i mogące się podobać rozwiązanie.
Tył kolumn zawiera metalowy panel, w którym zamocowano dobrej jakości, solidne gniazda głośnikowe, które umożliwią nam także podłączenie większych wtyków widłowych. Nad nim z kolei znalazł się oble zakończony otwór bass-refleks, do którego w zestawie dostajemy także zatyczki, dzięki którym Moon Voice 22 mogą także pracować w konfiguracji obudowy zamkniętej. O ile w kwestii wykonania nie można się do niczego przyczepić – to warto zwrócić uwagę na to, by przy przenoszeniu kolumn robić to albo w rękawiczkach, albo przy zakupie od razu zaopatrzyć się chociaż w dobrą mikrofibrę. Bo ceną, jaką tutaj płacimy za niezwykle elegancką błyszczącą powierzchnię jest fenomenalna wręcz zdolność kolumn do, mówiąc kolokwialnie, „łapania” odcisków palców i wszelkiego rodzaju brudu. Podsumowując zaś kwestie związane z wyglądem – producent dodaje mocowane na magnesy maskownice – aczkolwiek śmiem twierdzić, iż kolumny z Kanady zdecydowanie lepiej wyglądają bez nich. No ale gdyby ktoś jednak chciał zakryć przetworniki – to oczywiście może to zrobić.
Powrót do korzeni, czyli kilka słów o konstrukcji
Przede wszystkim pewnego rodzaju ciekawostką jest w przypadku pierwszych kolumn kanadyjskiego producenta dobór zastosowanych przetworników. W tym przypadku należy się jednak kilka słów wyjaśnienia, dlaczego akurat na to należy zwrócić szczególną uwagę. Otóż jest tak, że w przypadku kolumn głośnikowych, to zdecydowana większość dzisiejszych konstrukcji idzie w stronę teoretycznie twardszych, czy też – oczywiście uogólniając – bardziej zaawansowanych materiałów membran w przetwornikach. W przypadku przetworników niskotonowych, bądź też nisko-średniotonowych producenci bardzo często idą w kierunku kompozytów takich, jak chociażby kevlar, czy też włókno szklane, bądź węglowe. I analogicznie – jest też tendencja, aby w przypadku głośników wysokotonowych stosować chociażby beryl, który jest teraz niezwykle, można by rzec, modny.
Oczywiście ma to pewne uzasadnienie, jednakże z konstrukcyjnego punktu widzenia – zasadność stosowania chociażby twardych materiałów na membrany przetworników głośnikowych może się okazać dla wielu mocno dyskusyjna. Pamiętajmy, że twarde membrany wymagają zazwyczaj dość skomplikowanej zwrotnicy, która wytnie nam ostre rezonanse, które w takich membranach zazwyczaj się pojawiają na górnym skraju ich pasma pracy. I nie zawsze efekt końcowy będzie wart zachodu. Albo ujmijmy sprawę jeszcze inaczej: w tym aspekcie są rożne szkoły i różne podejścia.
Moon postawił tutaj jednak na nieco bardziej klasyczne, nieco mniej popularne – co jednocześnie wcale nie oznacza, że gorsze – rozwiązania. I w ten oto sposób w najnowszych Voice 22 mamy do czynienia z zastosowaniem nieco miększych, bardziej stratnych materiałów membran. Głośnik nisko-średniotonowy posiada membranę z polipropylenu (zapewne z dodatkami), głośnik wysokotonowy zaś to tekstylna kopułka wysokotonowa z szerokim zawieszeniem. Ten ostatni przetwornik jest umieszczony w niewielkim falowodzie (czyli mówiąć po ludzku: tubce), który ma za zadanie nie tylko zgrać charakterystyki kierunkowe przetworników w okolicach częstotliwości podziału, ale także obniżyć zniekształcenia głośnika wysokotonowego w niższym zakresie jego pracy. Taka konfiguracja jest interesująca o tyle, że z jednej strony mamy dość „klasyczne” można by rzec materiały membran, a z drugiej zaś – Moon zastosował popularny ostatnio falowód, który stosowany jest przez wiele firm, czego przykładem mogą być chociażby recenzowane swego czasu na hifizone.pl fińskie kolumny Amphion Argon 3S.
Kolejną ciekawostką jest też to, że producent dołącza do kolumn zatyczki do otworów bass-reflex. Takie rozwiązanie jest także w niektórych konstrukcjach spotykane, zwłaszcza w przypadku kolumn, które – tak jak Voice 22 – mają port z tyłu obudowy. Tutaj jest to pewnego rodzaju ukłon producenta w stronę tych wszystkich, którzy chcą jego kolumny postawić blisko ściany, na komodzie, czy – co zapewne byłoby mocno dyskusyjne dla wielu zagorzałych pasjonatów tematu – umieścić je chociażby na regale, czy półce. Warto tutaj również zaznaczyć, że samo umiejscowienie to nie jedyny powód, dla którego moglibyśmy chcieć, aby Voice 22 pracowały, jako kolumny z obudową zamkniętą.
Oczywiście po zatkaniu otworu bass-refleks basu będzie mniej, ale za to otrzymamy nie tylko lepszą odpowiedź impulsową, ale też łagodniejsze opadanie charakterystyki w zakresie najniższych częstotliwości. Ponadto może mieć miejsce sytuacja, chociażby w niewielkich pomieszczeniach, że basu będzie aż nadto – i tutaj piankowe zatyczki także mogą okazać się pomocne. Jest też jeszcze jeden scenariusz, kiedy możemy chcieć z działania bass-refleksu zrezygnować. Mowa oczywiście o sytuacji, kiedy Voice 22 będą pracować z dedykowanym subwooferem. W takim scenariuszu możemy chcieć aby Moony reprodukowały tylko średni i wyższy bas, a najniższe składowe pozostawić dedykowanemu głośnikowi, który po prostu zrobi to – z racji swojej wąskiej specjalizacji – po prostu lepiej.
Moon VOICE 22 – brzmienie
Odsłuchy kanadyjskich kolumn rozpocząłem od jednej z moich ulubionych płyt z muzyką filmową, a mianowicie ścieżki dźwiękowej z filmu „Mroczny Rycerz”. Już na pierwszym odtwarzanym utworze, jakim był „Roy’s First Kiss” słychać było wyraźnie co oferują nam najnowsze kolumny Moona, które są przecież podstawkowymi monitorami – jakby nie patrzeć – wyższej klasy. Voice 22 na tym utworze połączyły płynność brzmienia i brak wyostrzeń z bardzo dobrym budowaniem planów oraz dość ciekawą barwą. W tym miejscu pozwolę sobie nie tyle na dygresję, co może istotną uwagę. Otóż w Voice 22 zastosowano polipropylenowe przetworniki niskośredniotonowe, które współpracują z tekstylnymi kopułkami wysokotonowymi. Czyli – powtórzę się – postawiono na „miększe” materiały w membranach. I, co tu dużo mówić, efekt takiego połączenia słychać już na pierwszych utworach. Co więcej – słychać też, że taki mariaż jest w tym konkretnym przypadku naprawdę udaną kombinacją. Bo brzmienie jest nie tylko bardzo spójne barwowo, ale też zachowuje sporą wolność od rezonansów i jakichkolwiek przykrych naleciałości.
Co więcej, całokształt prezentacji nie jest też w żaden sposób, mówiąc kolokwialnie, plastykowy, nie mamy do czynienia z żadnym przymuleniem, czy też spowolnieniem brzmienia, nie doświadczymy też żadnych przykrych anomalii na środku pasma. Dlatego bardzo dobrze zabrzmiała średnica na „Precious” Annie Lennox. Ten akurat utwór byłej wokalistki zespołu Eurythmics dość często sprawa przykre niespodzianki na wielu kolumnach, a tymczasem tutaj – także w połączeniu z Moonem ACE – było naprawdę dobrze. Co ciekawe, powiedziałbym, że na całej płycie „Diva” brzmienie było nawet po świeższej, bardziej rześkiej i żywej stronie, co – gdyby popatrzeć poprzez pryzmat stereotypów (a konkretnie zastosowanych materiałów membran) – mogłoby co poniektórych zdziwić.
Bo Moony nie oferują nam takiego stereotypowego „brytyjskiego” brzmienia z dawnych lat, a idą bardziej w stronę brzmienia, które jest coś ciekawym połączeniem charakteru podstawkowego monitora z dodanymi elementami, które sprawiają, że całość jest po prostu dużo bardziej stawna i przyjazna. Nie bez kozery zwracam na to uwagę, bo tutaj mamy też dość solidną dawkę basu, a i faktem jest, że na płytach takich, jak właśnie wspomniana „Diva” Annie Lennox, czy też „Ray of Light” Madonny – jest dzięki temu solidna podstawa dla całości. Ergo: Moony Voice 22 nie grają tylko środkiem pasma i o ile nie nagłośnią nam ogromnego salonu symfoniką do wysokich poziomów – to w normalnej wielkości pomieszczeniach powinny poradzić sobie także z bardziej skoczną, czy też – jak kto woli – rozrywkową muzyką.
Warto też wspomnieć kilka słów o reprodukcji niskich tonów w wykonaniu podstawkowych kolumn z Kanady. Voice 22 dają nam tutaj – jak już wspomniałem – dwie opcje. Mogą grać z otwartym kanałem bass-refleks oraz, po włożeniu zatyczek, pracować w konfiguracji obudowy zamkniętej. Słuchając Beyonce „Partition” odniosłem, co ciekawe, wrażenie, że przy odpowiednim ustawieniu kolumn, to znaczy w pewnej odległości od tylnej ściany lepszą jednak opcją będzie pozostawienie otwartych portów bass-reflex. Ujmijmy to może jeszcze inaczej: kolumny w takiej konfiguracji zyskują bardziej „fizjologiczną” charakterystykę na niskich tonach, a jednocześnie nie tracą aż tak wiele na szybkości i definicji niskiego zakresu.
Inną zaś oczywiście kwestią jest to, że po zatkaniu otworów z tyłu bas jest krótszy, szybszy i bardziej kontrolowany. W takiej z kolei sytuacji aż prosi się o dodanie naprawdę dobrego subwoofera, chociażby któregoś z modeli RELa z serii T. Przy czym na Daft Punk „Doin’ It Right” obie kofiguracje wypadły… po prostu inaczej. Także w tej kwestii, reasumując, istotnym czynnikiem będzie pomieszczenie, odległość od tylnej ściany oraz po prostu nasze preferencje odnośnie reprodukcji niskich składowych. Inną zaś kwestią jest to, że dobrze, iż producent daje nam taką możliwość, bo faktycznie wychodzi na to, że dołączył zatyczki do portów bass-reflex nieprzypadkowo i spełniają one swoją funkcję. A wracając jeszcze na chwilę do wspomnianego utworu francuskiego duetu z Paryża, to słuchając całej płyty „Random Access Memories” na Moonach Voice 22 można dojść do wniosku, że wcale nie trzeba dużych, wolnostojących kolumn, aby można było na nich słuchać bardziej zamaszystej, czy wymagającej nieco większego wykopu muzyki. Zwłaszcza zostawiając porty bass-reflex otwarte i przy odsunięciu kolumn na około 50 cm od tylnej ściany – ilość generowanej energii była naprawdę spora. I właśnie ta energia oraz dynamika pokazują, że dobre kolumny podstawkowe w mniejszym, czy średniej wielkości pomieszczeniu spokojnie poradzą sobie z bardziej skoczną, czy też wymagającą w zakresie basu muzyką.
Dochodzimy tutaj do kolejnej bardzo istotnej cechy kanadyjskich kolumn. Mając na uwadze to, jak brzmi Moon ACE, oraz jaki charakter soniczny ma ogólnie elektronika tego kanadyjskiego producenta, mogę śmiało zaryzykować dość odważną tezę. Otóż w takim – ale nie tylko – kontekście rozumiem, a nawet doceniam zarówno wybory konstrukcyjne, jak i strojenie tych kolumn. A i owszem, Voice 22 to kolumny ze wszechmiar audiofilskie, ale też i takie, które – proszę mi wierzyć, to wcale nie jest aż takie oczywiste – nadają się po prostu do słuchania muzyki. Tak na co dzień, bez specjalnego zadęcia. Potrafią zagrać w tle, ale też nie „wyłożą się” na bardziej wymagającym repertuarze. Ich płynność, muzykalność, brak natarczywości i jakiejkolwiek metaliczności w przekazie – to tylko jedna strona medalu. Bo druga jest taka, że dostajemy też niewymuszoną transparentność w pakiecie ze stabilną i głęboką sceną.
Jeżeli właśnie chodzi o przekazanie detali, to trzeba tutaj zaznaczyć, że Moony mają taką specyficzną cechę, że nie mamy tutaj epatowania detalami, bo co ma zostać z tyłu sceny, to właśnie z tyłu zostaje. Wiąże się to też z budową sceny, Moony grają właśnie bardziej w głąb, aniżeli na boki. Śmiem przy tym podejrzewać, iż jest to także cecha wynikająca poniekąd z zastosowania falowodu, który wyrównuje charakterystyki kierunkowe przetworników. Bo taki sposób prezentacji można zauważyć w wielu innych kolumnach, gdzie poprawnie zaaplikowano właśnie falowód przed głośnikiem wysokotonowym. Na „Says” Nielsa Frahma bardzo wyraźnie słychać, że Moony potrafią budować głęboką przestrzeń, odległe dźwięki są słyszalne, jednak nie grają pierwszych skrzypiec. Droższe, bardziej wyczynowe kolumny potrafią co prawda bardziej dobitnie zaakcentować najcichsze dźwięki, jednakże na powyższym utworze Moony przekonują nas bardziej całościową barwą, wyrównaniem pasma i spójnością, aniżeli odtwarzaniem każdego drobnego dźwięku z chirurgiczną dokładnością.
Bo jest też tak, że Moony stawiają płynność ponad taką totalną rozdzielczość. I dlatego też w nagraniach o bardzo gęstej aranżacji, mówię tutaj także o nieco cięższej muzyce, gdzie jest wiele jazgotu – mogą nie poczuć się za dobrze. Aczkolwiek mam też takie nieodparte wrażenie, że nie do tego zostały stworzone. Bo bądźmy też szczerzy, do muzyki wymagającej odtworzenia przysłowiowej „ściany dźwięku” są inne, lepiej nadające się do tego konstrukcje.
Za to dzięki swojej płynności i będącej po ciepłej stronie mocy barwie świetnie sprawdzą się nie tylko przy muzyce spokojniejszej, przy akustyce, ale też przy muzyce elektronicznej, czy ogólnie rozrywkowej. Płyta „Confessions on the Dance Floor” Madonny zabrzmiała równie dobrze, jak „Songs of Faith and Devotion” Depeche Mode. Bo właśnie strojenie Voice 22 nie jest – na szczęście! – w stu procentach “monitorowe”. A delikatnie idzie w stronę brzmienia bardziej fizjologicznego. I to, w połączeniu z doskonałą spójnością, płynnością i barwą sprawia, że nie kolumny te nie tylko zagrają nam niemalże każdą bardziej ambitną muzykę, jak i również sprawdzą się w tej – że tak się mało elegancko wyrażę – mniej wyszukanej.
Moon VOICE 22 – dla kogo?
Voice 22 nie są monitorami tanimi, a już z pewnością nie można ich nazwać budżetowymi. W cenie kilkunastu tysięcy złotych – nie ukrywajmy – konkurencja na rynku jest spora. Z jednej strony w brzmieniu czuć, że producent wystroił je tak, aby jak najlepiej zagrały z jego elektroniką, bo w połączeniu chociażby z firmowym wzmacniaczem typu „all-in-one” Moon ACE – stwarzają zestaw kompletny.
Z drugiej zaś, to właśnie w tym strojeniu oraz wyborze materiałów membran, które oczywiście pociągają za sobą takie, a nie inne właściwości soniczne – widziałbym tak naprawdę największą zaletę tych kolumn. W pewnym sensie kanadyjski producent nie postawił na wyczynowe rozwiązania, które marketingowo mogłyby się lepiej sprzedać, a na patent sprawdzony, chociaż mniej dzisiaj popularny, który jednak – nie bez powodów – ma wciąż swoich zagorzałych zwolenników. Najwyraźniej projektując swoje pierwsze kolumny, Kanadyjczycy dogłębnie przemyśleli kilka kwestii i konsekwentnie wprowadzili w życie pewną sprawdzoną receptę na brzmienie. Fakt faktem – kolumny te nie są najtańsze, ale jeżeli ktoś oczekuje właśnie tego przepisu na brzmienie, to Moon Voice 22 mogą być ciekawą i wartą rozważenia propozycją. Tym bardziej, iż w pakiecie otrzymujemy elegancki i ciekawy zarazem wygląd, który pasować będzie nie tylko do firmowej elektroniki.
Adam Kiryszewski
Dystrybutor: Audio Center Poland https://www.audiocenter.pl/
Cena: 16999/para





