FiiO M23 – recenzja

O ile większość tych trybów jest dość oczywista, to chciałbym zwrócić tutaj uwagę na tryby ROONa oraz AirPlay. Oba działają naprawdę dobrze w praktyce i dla kogoś, kto używa ROONa na co dzień i chciałby użyć M23 jako źródła analogowego w głównym systemie (co oznacza, że byłoby ono zarówno streamerem, jak i DACiem) – to może być naprawdę bardzo istotna funkcja. Inną taką funkcją nowego M23 będzie klonowanie ekranu odtwarzacza, co pozwoli na sterowanie nim z poziomu telefonu. Działa to zasadniczo w taki sposób, że pokazuje ekran odtwarzacza w aplikacji sterującej na telefonie. A jeżeli dodamy do tego to, że mamy też dedykowany „Tryb Biurkowy”, kiedy odtwarzacz korzysta tylko z zewnętrznego źródła zasilania (bateria jest wtedy całkowicie odłączona) – to wtedy okazuje się, że M23 może działać z powodzeniem jako źródło w systemie, który nawet nie jest systemem biurkowym. Jedyne, co będzie w takiej sytuacji potrzebne to odpowiedni kabel mający z jednej strony wtyk 3.5 mm mini-jack a z drugiej parę RCA. Lub – dla połączenia zbalansowanego – wtyk 4.4 mm i parę XLRów. No i oczywiście zasilacz – tutaj z powodzeniem korzystałem z dedykowanego zasilacza 5V z wyjściem USB od iFi Audio.

FiiO M23

 

Wracając zaś do oprogramowania oraz przetwarzania sygnału, to mamy tutaj znaną ze wcześniejszych urządzeń FiiO funkcję „All-to-DSD”. Funkcja ta – jak sugeruje to sama nazwa – dokonuje konwersji wszystkich formatów ze wszystkich źródeł do DSD, dając użytkownikowi inny charakter brzmienia. Została też przez lata zoptymalizowana:

Specyfikacja M23 jeżeli chodzi o „All-to-DSD” jest taka sama, jak w M11, czyli mowa o konwersji do DSD64, jednakże po wielu generacjach, funkcja ALL-TO-DSD w M23 wymaga mniej zasobów, zużywa mniej energii i działa z wysoce precyzyjnym źródłem zegara o niskim jitterze, co skutkuje czystszym brzmieniem.

W dodatku do funkcji „All-to-DSD” mamy też globalny korektor parametryczny (PEQ), który może działać z każdym źródłem. Jest też wiele innych rzeczy, jak chociażby dwukanałowy Bluetooth (nadawanie i wysyłanie), czy dioda otaczająca przycisk zasilania informująca o częstotliwości próbkowania. Jest też szybkie ładowanie. Co więcej, mamy tutaj ekran o przekątnej 5.5 cala 16:9 mający rozdzielczość 1440 x 720. Ta rozdzielczość mogłaby być teoretycznie wyższa, ale to tylko moja uwaga.

FiiO M23

Zanim zaś przejdziemy do kwestii związanych z samym brzmieniem, chciałbym jeszcze odnieść się do tego, jakie wrażenie sprawia M23 w ogólnym, codziennym użytkowaniu. To, co naprawdę napawa optymizmem to fakt, że wszystko po prostu działa tak, jak powinno. UI jest responsywne i odtwarzacz jest po prostu przyjazny dla użytkownika. Czuć bardzo wyraźnie, że producent przeszedł tutaj długą drogę od czasu odtwarzaczy takich, jak pierwszy M11. Ponieważ wszystko, co zostało zaimplementowane, zostało zaimplementowane naprawdę dobrze. Tyczy się to także funkcji klonowania ekranu oraz obsługi ROONa. Czas pracy na baterii będzie oczywiście zależał od tego, jak będziemy z tego odtwarzacza korzystać, jednakże w moim przypadku pokrywało się to z deklaracjami producenta. Na IEMach przy średnio głośnym słuchaniu udało mi się osiągnąć około 9 godzin. Natomiast tutaj jedna uwaga – bez ładowarki typu Power Delivery – ani rusz. Pamiętajmy, tutaj jest bateria 5500 mAh. Odtwarzacz otrzymujemy w przeźroczystym etui i z zabezpieczającą folią na ekranie – ale do tego już nas FiiO zdążyło przyzwyczaić.

FiiO M23 – brzmienie

Tutaj sprawy nabierają naprawdę ciekawego obrotu, bo jeżeli ktoś oczekuje takiego typowego brzmienia, które może kojarzyć się z układami AKM z serii Velvet Sound, to może być tak naprawdę zaskoczony tym, w jaki sposób odtwarzacz FiiO stawia wszystkie tego typu oczekiwania i stereotypy na głowie. Oferując przy tym brzmienie, które powinno spodobać się naprawde szerokiej grupie słuchaczy. Jest to także jeden z tych odtwarzaczy, który brzmi po prostu dobrze od początku odsłuchów i wraz z czasem zyskuje coraz większe uznanie.