Enleum AMP-23R to produkt firmy, która wywodzi się bezpośrednio z koreańskiej marki Bakoon. Jest to jednocześnie urządzenie, które na pierwszy rzut oka może być nieco trudne do skategoryzowania. Bo z jednej strony jest wzmacniaczem słuchawkowym, z drugiej zaś może też napędzić kolumny głośnikowe. Przy czym w tym ostatnim przypadku wzmacniacz ten dysponuje stosunkowo niewielką, jakby się mogło na początku wydawać mocą wynoszącą po 25W na kanał przy obciążeniu ośmiu omów. I zwiększa tę moc do 40W na stronę przy niższej, 4-ro omowej impedancji. Jednakże Enleum AMP-23R to także urządzenie, na które trzeba patrzyć nieco inaczej. Bo po pierwsze – wyjście słuchawkowe w AMP-23R, chociaż tylko niezbalansowane, posiada już moc 4 watów dla obciążenia 60 omów. I tutaj możemy już mówić o możliwości napędzenia nawet wymagających słuchawek. Po drugie zaś – patrząc na koreański wzmacniacz, to w sumie nie o moc tutaj chodzi, a bardziej o to, że pierwszy produkt marki Enleum zawiera w sobie całą technologiczną spuściznę marki Bakoon. I jest też rozwinięciem zaawansowanej technologii układu, która tym razem nie nazywa się SATRI, a Ensence. Rozwiązaniom konstrukcyjnym przyjrzymy się oczywiście z bliska, natomiast sama forma urządzenia jest niemniej interesująca, bo mamy do czynienia z niewielką, acz bardzo solidnie wykonanym metalowym pudełkiem. Jednocześnie, patrząc poprzez pryzmat niewielkich rozmiarów, można by pierwszy produkt marki Enleum wziąć za urządzenie dedykowane stricte do użytku biurkowego. Tym czasem – nic bardziej mylnego.
Bo już sam fakt, że producent dodaje do swojego urządzenia pilota świadczy już o tym, że AMP-23R to wzmacniacz, który jak najbardziej dedykowany jest to całkiem poważnego toru stacjonarnego. Świadczy o tym także niemała przecież cena, która wynosi prawie 40 tysięcy złotych. Dlatego też przyjrzymy się mu nie tylko z perspektywy tylko i wyłącznie wzmacniacza słuchawkowego, ale też od strony – mówiąc nieco kolokwialnie – „głośnikowej”. Bo może się okazać, że w pewnych systemach koreański wzmacniacz może okazać się nie tylko świetnym wyborem, co wręcz czarnym koniem zestawienia.
AMP-23R od podstaw, czyli o genezie i konstrukcji elektronicznej słów kilka
Zacznijmy może od tego, że Enleum to de facto rozwinięcie niezwykle ciekawych wzmacniaczy, które zadebiutowały w 2009 roku pod nazwą Bakoon International. Wzmacniacze te – jeszcze pod „starą” nazwą – charakteryzowały się nie tylko bardzo specyficznym i oryginalnym wzornictwem. Bo o ile wiadomo, że o gustach się nie dyskutuje, to w urządzeniach takich, jak AMP-11R, HPA-21, czy AMP-51R producent wprowadził i rozwijał swoją autorską topologię układu wzmacniającego o nazwie SATRI. Nie wdając się już zanadto w techniczne i układowe meandry, chodzi o to, że układ jest w pełni dyskretny, nieposiadający sprzężenia zwrotnego – a jednocześnie posiadający szerokie pasmo przenoszenia i niezwykle niskie zniekształcenia. Te dwie ostatnie cechy są bardzo często domeną właśnie wzmacniaczy tranzystorowych, ale – co istotne – też takich, które właśnie to sprzężenie zwrotne posiadają. W przypadku Bakoona, no i oczywiście Enleum, sprzężenia zwrotnego nie uświadczymy. Nie uświadczymy też – co może być dla bardziej obeznanych z elektroniką niezwykle ciekawe – rezystorów emiterowych w końcówce mocy. Innymi słowy – konstrukcja tego wzmacniacza jest nie tylko niezwykle purystyczna, ale i też, nazywając rzeczy po imieniu, wyczynowa. Brak rezystorów emiterowych oznacza niezwykle niską impedancję wyjściową i lepszą kontrolę głośników, ale też wymaga bardzo starannego projektu całego układu.
I w tym momencie dochodzimy do kolejnej, niezwykle ciekawej strony, że tak pozwolę sobie to ująć, koreańskiej myśli technicznej. Otóż prąd podkładu tranzystorów mocy jest regulowany w czasie rzeczywistym za pomocą specjalnego układu, który w AMP-23R nazywa się JET Bias 2. JET to w tym przypadku skrót od „Jet”, „Exact”, „Tracking”. I układ ten na bieżąco reguluje bias tranzystorów mocy tak, aby te cały czas pracowały w swoim najbardziej liniowym regionie. A jeżeli już przy rzeczonych tranzystorach jesteśmy – to one też są ciekawe same w sobie, ponieważ zarówno Bakoon, jak i teraz Enleum korzystają z dedykowanych do audio elementów firmy Exicon. W AMP-23R znajdziemy dwie pary tranzystorów ECX10N20 i ECX10P20, po jednej parze na kanał. Warto na to zwrócić uwagę chociażby dlatego, że są to lateralne tranzystory typu FET, które są jednymi z niewielu dedykowanych typowo do zastosowań audio. Wracając zaś do samego układu JET Bias 2, to według informacji producenta – ustawienie odpowiednego prądu dla tranzystorów zajmuje milisekundy. A to dzięki temu, że zastosowano wyrafinowany układ elektroniczny składający się z przetwornika analogowo-cyfrowego, cyfrowo-analogowego i sterującego tym wszystkim procesora. Innymi słowy, o ile sama końcówka mocy jest, można by rzec, purystyczna, to już układ dbający o jej optymalne warunki pracy – jest de facto niezwykle zaawansowany.
Jednocześnie wcale nie bez kozery zwracam na powyższe taką uwagę, bo to właśnie różnorakie problemy z punktem pracy tranzystorów w końcówce mocy są głównym powodem rozumianego pejoratywnie „brzmienia tranzystorowego”. A powodem tym są dlatego, że dynamiczne wahania warunków termicznych w tranzystorach bardzo często powodują niemniej dynamiczne wahania pasma zniekształceń, jakie dany wzmacniacz wprowadza. Ergo: pasmo tych zniekształceń nie jest stałe w czasie, a de facto jest modulowane przez sygnał wejściowy, czyli przez muzykę. Temat jest ogólnie znany i bardziej zainteresowani znajdą znajdą bez problemu więcej informacji, chociażby pod hasłem „memory distortions in audio amplifiers”.
Pozostając jeszcze przy konstrukcji elektronicznej samego urządzenia – warto wspomnieć o kolejnym smaczku, jaki w swoim zanadrzu ma AMP-23R. O ile regulacja głośności jest zrealizowana na przekaźnikach – to sama regulacja z poziomu urządzenia to bardzo ciekawie wykonane pokrętło. Jest ono dodatkowo napędzane silniczkiem, który je porusza w przypadku korzystania z pilota. Czyli nie jest to taki typowy enkoder, a rozwiązanie niejako bardziej mechaniczne, analogowe i jednocześnie wyczuwalne. Jeszcze ciekawsza jest w tym wszystkim wskazanie aktualnego poziomu głośności. Bo dookoła potencjometru mamy białe kropki, których wypełnienie – wraz ze zmieniającym się poziomem głośności – naśladuje fazy księżyca.
Na przedniej ściance znajdziemy też, oprócz wspomnianego potencjometru oraz pojedynczego gniazda słuchawkowego 6.35mm jeszcze jeden przycisk. Służy on do wyboru wejść. A tych znajdziemy na tylnej ściance w sumie trzy. Przy czym dwa to wejścia stereofoniczne RCA oraz wejście prądowe EN Link. Inaczej rzecz ujmując, do AMP-23R możemy podłączyć przykładowo jedno źródło cyfrowe (np. DAC), jedno analogowe (np. gramofon poprzez odpowiedni preamp) i w takim układzie – zostanie nam jeszcze do wykorzystania gniazdo EN Link. Czy taka ilość wejść będzie wystarczająca – to oczywiście kwestia dyskusyjna. Ale analogicznie za taką można by uznać moc wzmacniacza w przypadku zasilania kolumn. Do czego zmierzam? Ano do tego, że w tym akurat przypadku, jeszcze zanim koreańskiego urządzenia posłuchamy, wyraźnie widać, że nie chodziło tutaj ani o jak najwyższą kompatybilność, ani też o szeroką uniwersalność. Pamiętajmy, że mamy do czynienia z urządzeniem kosztującym prawie 40 tyś złotych, które – będąc wzmacniaczem słuchawkowym – nie ma przykładowo ani gniazda 4-pin XLR, ani Pentaconn 4.4mm dla słuchawek, a jest wstanie obsłużyć jedynie klasyczny wtyk typu „duży jack”.
Natomiast jeżeli chodzi o samą jakość wykonania – to absolutnie nie ma się do czego przyczepić. Połączenie elementów obudowy jest niezwykle precyzyjne, a samo zaś urządzenie do lekkich nie należy. Co ważne – w najnowszej wersji pilot zdalnego sterowania wykonany jest w CNC i, co jeszcze bardziej istotne, dostajemy firmowe nóżki antywibracyjne.
Enleum AMP-23R – brzmienie
Zacznijmy od dwóch kwestii, że tak to ujmę – fundamentalnych. Pierwszą z nich jest to, że koreańskiego wzmacniacza odsłuchiwałem zarówno na dwóch zestawach kolumn głośnikowych, jak i także na kilku parach słuchawek. Przy czym w przypadku tego konkretnie wzmacniacza – zarówno terminale głośnikowe, jak i także gniazdo słuchawkowe 6.35mm dostają sygnał z tego samego układu elektronicznego. Dlatego też postanowiłem potraktować brzmienie Enleum, a w szczególności jego opis całościowo, bez szczególnego podziału na słuchawki i kolumny. Bo w każdym przypadku, zarówno jego ogólny charakter, jak i także pewne bardziej już szczególne i indywidualne cechy – będą zasadniczo takie same. Oczywiście do kwestii tego, jak AMP-23R współpracuje z poszczególnymi słuchawkami i kolumnami – odniosę się później w niniejszej recenzji.
Drugą zaś z istotnych kwestii, na jakie chciałbym zwrócić już na wstępie opisu brzmienia uwagę niech będzie to, że o ile AMP-23R nie jest takim „drutem ze wzmocnieniem” per se, to jest też jednym z tych urządzeń, które już od początku odsłuchów zwróciło na siebie uwagę. Inaczej rzecz ujmując, już mniej więcej po godzinie od włączenia (tutaj uwaga: najlepiej dać wzmacniaczowi się odpowiednio nagrzać) słychać jedną rzecz. A mianowicie to, że mocno niesztampowa w sumie konstrukcja elektroniczna w tym konkretnym przypadku przekłada się na równie unikalne, i – co tu dużo mówić – wysokich lotów brzmienie. Przy czym w pewnych określonych i synergicznych konfiguracjach sprzętowych będzie to także brzmienie, które będzie nie tylko porywające, ale też i – w pewnym sensie – wyczynowe.
Rozwijając powyższe, Enleum to – co nie mniej istotne – nie należy ani do przedstawicieli „lampowej”, ani też „tranzystorowej” szkoły brzmienia. Koreański wzmacniacz zdaje się nie tyle iść, co wręcz wytyczać własną drogę, przełamując pewne schematy i wywracając niektóre koncepcje zupełnie do góry nogami. Mało tego, o ile – powtórzę się – nie jest to tak w stu procentach drut ze wzmocnieniem (bo w zasadzie nie ma takich urządzeń), to rozdzielczość oraz różnicowanie są najwyższych lotów.
Przechodząc zaś do konkretów, to w przypadku koreańskiego zawodnika postanowiłem zagrać nieco va banque i na początek odsłuchów zaserwowałem mu nieco nietypowy, można by rzec, że wręcz nieaudiofilski repertuar. I w ten oto sposób na playliście w Roonie pojawiła się płyta „M4” zespołu „The Faunts”. Na dodatek, chcąc tak trochę złośliwie sprawdzić, „co potrafi te 25W na kanał” nie dość, że zaczałem słuchać Enleum na nieco wyższym poziomie głośności, niż robię to zazwyczaj, to na dodatek na mniej skutecznych i bardziej prądożernych kolumnach o efektywności około 88 dB/2.83V. I o ile spodziewałem się, że pod względem dynamiki, rytmu i basu może być lepiej, aniżeli specyfikacja na papierze by na to wskazywała (bo te kwestie rzadko tak naprawdę są bardzo ze sobą skorelowane), to nie spodziewałem się, że będzie aż tak dobrze.
I o ile nie widziałbym w AMP-23R urządzenia, którym zasilimy duże kolumny planarne takie, jak elektrostaty, czy magnetostaty, to jednocześnie Enleum w zakresie swojej mocy nominalnej – poczyna sobie niezwykle odważnie. To jest jedno z tych urządzeń, w przypadku których mamy wrażenie obcowania z dużo większą konstrukcją. Bo – i podkreślę to raz jeszcze – w zakresie tej mocy, jaką Enleum może operować, AMP-23R nie ma absolutnie żadnych oporów w ani w zakresie dynamiki, ani w basie.
Do powyższych kwestii oczywiście jeszcze powrócę, natomiast pozwolę sobie przejść do innego aspektu brzmienia tak sprawnie, jak koreański wzmacniacz radzi sobie z przekazywaniem dużej ilości informacji. Otóż, co może wielu zainteresować, najważniejszym aspektem brzmienia tego wzmacniacza jest barwa. Tutaj w ślepym teście można by Enleum wziąć za duży wzmacniacz lampowy typu SET, ale przy tym też taki, który nie przesyca niepotrzebnie średnicy. A zamiast tego w bardzo wyrafinowany sposób tą barwą operuje, i pokazuje jej zmiany w zakresie zarówno makro, jak i także – mikrodynamiki. Przy czym barwa zmienia się też z nagrania na nagranie, bo przykładowo utwór „Says” Nielsa Frahma zabrzmiał zupełnie inaczej barwowo, aniżeli „Parasol” z płyty „Rivers and Streams” Lubomyra Melnyka.
I przy tym wszystkim, pomimo tej gęstej sonicznej tkanki, jaką nas AMP-23R otacza, mamy dalej pełny wgląd w nagranie. W budowę planów, sceny, w zależności przestrzenne. Jest to jedna z tych cech tego wzmacniacza, które właśnie w połączeniu z barwą potrafią zrobić naprawdę piorunujące wrażenie. Zostając jeszcze właśnie przy tym, jak Enleum potrafi operować subtelnymi zmianami w tonacji, to trzeba przyznać, że w tym przypadku barwa jest całościowo po minimalnie ciepłej, kremowej wręcz stronie.
A jednak, i tutaj też leży ogromna siła AMP-23R – nie jest to osiągnięte poprzez „dopalenie” brzmienia. Tutaj po prostu wyraźnie słuchać, że mamy do czynienia ze wzmacniaczem, który jednak nie ma jakiegoś rodzaju zniekształceń, że w tym konkretnym przypadku jakiś nieuchwytny element całości jest po prostu na swoim miejscu.
W ten oto sposób dochodzimy do kolejnego ważnego aspektu. Otóż AMP-23R jest pozbawiony granulacji w sposób tak daleki, że znam wiele wzmacniaczy lampowych, które potrafią zagrać bardziej ziarniście na przełomie środka i góry. Podejrzewam też, że niełatwo będzie w tym zakresie ceny znaleźć urządzenia tranzystorowe, które potrafią zagrać tak czysto. Jest to wręcz niesamowite, jeżeli zwrócimy uwagę na to, jak szeroką paletą barw to małe urządzenie potrafi operować.
Mało tego, Enleum jest też w doskonały sposób różnicujące. „Don’t Let It Bring Me Down” z płyty “Medusa” Annie Lennox zabrzmiało w zupełnie inaczej pod kątem tonalności, aniżeli „Precious” z płyty „Diva” byłej wokalistki zespołu Eurythmics. Enleum wyraźnie, ale też zupełnie naturalnie pokazało różnicę w projekcji wokali. Rozdzielczość tego urządzenia jest zupełnie naturalna i nie jest osiągnięta poprzez żadne operacje polegające na akcentowaniu pewnych części pasma.
I kolejna rzecz: skraje pasma. Jeżeli już mielibyśmy rozdzielać brzmienie AMP-23R bardziej na poszczególne czynniki, to jest sens to robić tylko po to, aby popełnić kolejne komplementy w jego stronę. Przede wszystkim – niskie tony posiadają taki poziom kontroli, taką barwę i dynamikę, że w sumie nie jestem pewien, czy w tej cenie znajdziemy korespondującą konstrukcję lampową. To raz. Dwa – góra pasma pokazuje, że można zrobić wzmacniacz tranzystorowy, który pokaże cały plankton dźwiękowy z taką jakością, jak naprawdę dobre konstrukcje lampowe typu SET. Tyle, że te ostatnie raczej nie dorównają mu na dole pasma.
Enleum AMP-23R – bardziej wzmacniacz słuchawkowy, czy może jednak głośnikowy? Czyli kilka słów podsumowania.
Jeżeli popatrzymy na to urządzenie całościowo, to tak naprawdę mamy dwa wzmacniacze w jednym. Czyli wzmacniacz słuchawkowy o mocy około 4W (przy obciążeniu 60 omów) oraz wzmacniacz z terminalami głośnikowymi. W niektórych sytuacjach, jak chociażby przy Susvarach – warto rozważyć skorzystanie z terminali głośnikowych do napędzenia słuchawek. Jednocześnie nie znaczy to, że korzystając z gniazda na froncie wzmacniacz jest w jakikolwiek sposób słaby. Bo bezproblemowo poradził sobie z redakcyjnymi HEDDphone windując chociażby ich bas do niebywałego wręcz poziomu.
Istotne jest to, że tak naprawdę, co może co poniektórych zdziwić – uważam, że AMP-23R jest równie kompetentny, jako wzmacniacz do kolumn. A kto wie, czy nie należałoby go właśnie od tej strony postrzegać. Bo, po dłuższych odsłuchach i dłuższym namyśle powiem tak: nie traktowałbym AMP-23R, jako słabego wzmacniacza tranzystorowego. A bardziej, jako unikalną propozycję, która może stanąć w szranki z bardzo dobrymi konstrukcjami lampowymi. I w wielu przypadkach takie porównanie wygrać. Owszem, zasilając kolumny najlepiej sprawdzi się z tymi bardziej skutecznymi. Jednakże te 25W na kanał to już jest taka moc, że napędzając kolumny o skuteczności w okolicach 89-90 dB/2.83V w normalnym pomieszczeniu – nie będziemy odczuwali tego, że AMP-23R zbliża się do granicy swoich możliwości.
Ujmę, dla jasności, sprawy jeszcze inaczej: te 25W na kanał, którymi Enleum dysponuje jest TAKIEJ jakości, że tutaj bez wahania wybrałbym ten wzmacniacz zamiast wielu innych – także lampowych – konstrukcji właśnie do kolumn. Bo możliwości tego urządzenia w zakresie barwy i rozdzielczości są wręcz druzgoczące. Przestrzenność będzie w dużej mierze zależała nie od niego, a od możliwości słuchawek, czy też właśnie kolumn. W zakresie skrajów pasma Enleum oferuje różnicowanie znane ze wzmacniaczy SET, a na dole kontrolę basu, której raczej w tego typu konstrukcjach nie uświadczymy. Ale to nawet nie o to chodzi. Najważniejsze jest w Enleum to, że wzmacniacz ten porywa już na początku, a im dłużej się go słucha – tym większe mamy wrażenie obcowania z prawdziwym hi-endem.
Adam Kiryszewski
Dystrybutor: MIP https://mip.bz
Cena: 39990 PLN






