Chord Ultima 5 to stereofoniczna końcówka mocy brytyjskiego producenta, który już dwa razy gościł na łamach niniejszego portalu. Pierwszy raz przy okazji recenzji specyficznego i – swoją drogą – bardzo dobrego urządzenia, jakim jest Chord Hugo M Scaler. Drugi raz zaś mieliśmy przyjemność zapoznać się z urządzeniem nieco tańszym, czyli przetwornikiem cyfrowo-analogowym Chord Qutest. Tym razem zaś przyszła pora na wzmacniacz z Kent, który – podobnie jak wcześniej recenzowane urządzenia tej marki – już na pierwszy rzut oka zdecydowanie wyróżnia się stylistyką. Bo nie ukrywajmy – jest ona dość charakterystyczna i oryginalna zarazem. Oczywiście w tej kwestii można powiedzieć, że „de gustibus”, jednakże trzeba przyznać, że po poznaniu źródeł cyfrowych tej firmy, trudno jest się dziwić temu, że mają one ogólnie bardzo dobrą reputację. Dlatego też szczególnie interesujące będzie dla nas to, czy firma równie dobrze radzi sobie także w domenie całkowicie analogowej. Zwłaszcza, że Chord stosuje tutaj kilka ciekawych rozwiązań, które nie tylko mogą rozbudzić wyobraźnię, ale także sprawić, że nasze oczekiwania wobec końcówek mocy tejże firmy będą równie wysokie, jak w stosunku do źródeł cyfrowych brytyjskiej marki.
Chord Ultima 5 – nieco więcej, niż kilka, słów o konstrukcji
Zacznijmy może od tego, co widać z zewnątrz. Przede wszystkim stylistyka tego urządzenia jest dość – można by rzec – osobliwa, a przy tym też trudno jest odmówić jej po prostu oryginalności. Sama budowa jest natomiast z jednej strony solidna, z drugiej zaś, jeżeli przyjrzeć się uważniej – to także niezwykle praktyczna. Oraz, odważę się stwierdzić, niezwykle przemyślana. Bo z tyłu urządzenia umieszczono radiatory zajmujące niemalże całą tylną ściankę. Z przodu zaś przez otwory na górnej części obudowy widać podświetlony na dość specyficzny, seledynowy kolor zasilacz. Do kwestii zasilacza jeszcze wrócimy, natomiast skupmy się jeszcze chwilę na samej obudowie. Wzmacniacz nie jest jakiś bardzo ciężki (do tego, czemu tak jest – za chwilę dojdziemy), ale waży swoje 22.6 Kg. Jednocześnie był to chyba najłatwiejszy w przenoszeniu i ustawianiu wzmacniacz ze względu na okrągłe wsporniki łączące przednie i tylne kolumny, na których stoi cały wzmacniacz. Pod rzeczonymi kolumnami znajdują się (po trzy w każdej kolumnie) gumowe nóżki, które działają też, jako absorbery rezonansów.
Na przedniej ściance mamy z kolei jedynie przełącznik decydujący o tym, czy wzmacniacz jest włączony, czy też w trybie czuwania. I w tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz i jednocześnie zdecydowanie pochwalić tutaj producenta. Otóż jasność diody informującej o trybie czuwania jest dokładnie taka, jaka być powinna. Ergo: nie drażni ona w nocy, nawet gdybyśmy Ultimę 5 mieli w sypialni, a jednocześnie wiadomo, gdzie mamy nacisnąć, aby tę końcówkę mocy włączyć. Niby mała rzecz, lecz warto o tym wspomnieć, bo jest to jeden z tych praktycznych elementów, które często umykają nawet znanym producentom.
Oczywiście, jak to w przypadku Chorda, przy włączonym urządzeniu – mamy podświetlony jego środek, w dodatku na ten sam seledynowy kolor, co zasilacz. To, czy komuś się to podoba, czy nie, jest oczywiście kwestią gustu, ale mam wrażenie, że tutaj producent po prostu trzyma się pewnego pomysłu na ogólną aparycję urządzeń i owo podświetlenie jest tutaj inherentnym elementem całego programu prezentacji wizualnej. Bo przecież takie samo wewnętrzne podświetlenie mamy w wyższych modelach serii Ultima. A także w samych źródłach cyfrowych takich, jak chociażby przetwornik cyfrowo-analogowy Hugo TT (testowany przez hifizone.pl razem z Hugo M Scalerem).
Jeżeli już jesteśmy przy zewnętrznej stronie urządzenia, to zwróćmy jeszcze uwagę na tylną ściankę. Znalazły się tam terminale głośnikowe, wejścia RCA oraz XLR oraz oczywiście gniazdo zasilania. To ostatnie to już wysokoprądowe IEC C19. Wszystkie gniazda są bardzo solidne, a na tylnej ściance panuje ogólny porządek. Jej rozkład wpasowuje się w całościową koncepcję obudowy, gdzie forma podąża z funkcją.
Wysokoprądowe gniazdo zasilania to jednocześnie wcale nie przypadek, ponieważ – przechodząc już do kwestii stricte technicznych – Chord Ultima 5 posiada już całkiem spore możliwości, jeżeli chodzi o oddawaną do kolumn moc. Końcówka ta może oddać po 300W na kanał przy obciążeniu ośmiu omów, i z tego, czego się dowiedziałem od producenta, niemalże podwaja tę wartość przy czterech omach. Istotnym elementem i jednocześnie pierwszą rzeczą, która wyróżnia Chorda na tle wielu innych pozornie podobnych końcówek mocy – jest zastosowany zasilacz. Otóż, w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z zasilaczem impulsowym.
W tym miejscu należy się kilka słów wyjaśnienia, zwłaszcza, że często można spotkać się z opinią, że tego typu zasilacze są albo „nieaudiofilskie”, albo wręcz nie powinny się wcale znaleźć w sprzęcie audio. Otóż, jak to nierzadko bywa – sprawa wcale nie jest taka jednoznaczna, bo de facto poprawnie zaprojektowany zasilacz impulsowy może być nie tylko równie dobry, jak wersja liniowa, ale może mieć też pewne zalety. Bo – nie wchodząc zbytnio w zawiłości techniczne – pojawia się tutaj kwestia tego, że ze względu na cykl ładowania kondensatorów filtrujących w zasilaczu, a więc tych magazynujących energię – zasilacz impulsowy może mieć teoretycznie lepszą zdolność odpowiedzi na nagłe zapotrzebowanie na prąd.
Jednocześnie producent chwali się tutaj, iż zasilacz w Ultimie 5 został specjalnie zaprojektowany tak, aby był lepszy od wielu konstrukcji liniowych, czyli klasycznych. W szczególności chodzi tutaj właśnie o doskonałe parametry prądowe, co powinno przełożyć się na świetne oddanie impulsów. Ale nie tylko, bo zadbano tutaj także o to, co jest zmorą wielu tego typu zasilaczy w urządzeniach niższej klasy – a mowa oczywiście o generowaniu szumów i zakłóceń, także po stronie sieci zasilającej. Chord tutaj chwali się tym, że zasilacz posiada specjalne filtry na wejściu oraz wyjściu, które zapewniają zarówno czyste linie zasilające we wzmacniaczu, oraz powodują, że końcówka sama w sobie nie „zanieczyści” nam niepotrzebnie sieci.
Warto jeszcze wspomnieć zarówno o samej końcówce mocy, jak i o samej topologii wzmacniacza. Zaczynając od stopni końcowych, to mamy tutaj – nieco w opozycji do konstrukcji samego zasilacza – końcówkę w pełni analogową. Czy też, jak kto woli – liniową. Inaczej rzecz ujmując, nie ma tutaj żadnych rozwiązań typu „Klasa D”. Mało tego, Chord chwali się zastosowaniem specjalnych tranzystorów do audio. Mowa oczywiście o lateralnych MosFetach, które swoją droga są od dość długiego czasu niezwykle popularne w brytyjskim sprzęcie audio wyższej klasy. Przykładem tego niech będzie fakt, że stosowała je swego czasu chociażby – znana audiofilom ze starszym stażem – firma Michell w swoich końcówkach mocy.
Jednocześnie producent określa tryb pracy stopni końcowych, jako „sliding bias”, czyli mamy tutaj rozwiązanie polegające na tym, że wzmacniacz dostosowuje prąd podkładu końcówki mocy do aktualnie słuchanego poziomu głośności. Przy czym nie chodzi tutaj o to, że bias jest zmieniany cały czas „w locie”, a bardziej o to, że Ultima tak dopiera prąd cały czas płynący przez tranzystory w końcówce, aby wzmacniacz w większości sytuacji ciągle pracował w klasie A. Jeszcze należy się tutaj kilka słów o samej topologii wzmacniacza. Bo to jest także dość ciekawe rozwiązanie, pokazujące, że chociażby w teorii urządzenia analogowe – a mówiąc konkretniej, wzmacniacze – starają się koncepcyjnie i konstrukcyjnie iść swoją ścieżką. Czyli podobnie, jak ma to miejsce w przypadku źródeł cyfrowych tej firmy.
Otóż producent określa topologię układu wzmacniającego, jako „dual feed-forward”. I o ile, Państwo wybaczą, pozwolę sobie nie tłumaczyć tego określenia na nasz język, to powiem o tym rozwiązaniu kilka słów. W naprawdę bardzo dużym skrócie jest to rozwinięcie tak zwanej korekcji Hawksworda, której koncepcja została ulepszona przez Boba Cordella a potem jeszcze zmodyfikowana przez Johna Franksa, czyli właściciela i głównego projektanta firmy Chord. Jest to topologia wzmacniacza, w której chodzi o dynamiczne korygowanie nieliniowości poszczególnych stopni wzmacniacza w taki sposób, aby cała korekcja działała nie tylko dla monotnicznych sygnałów pomiarowych, ale także dla tak zmiennego spektrum, jakim jest muzyka. Zainteresowanych samymi technikaliami odsyłam do powyższych linków, a tych, których ciekawi to, jak Ultima 5 sprawuje się nie na papierze, a w świecie rzeczywistym – do dalszej części tejże recenzji.
Chord Ultima 5 – brzmienie na piątkę?
Nie ulega żadnej wątpliwości, że Ultima 5 to wzmacniacz znakomity. I to nawet biorąc pod uwagę jego – że tak to ujmę – mało budżetową cenę. Posiada przede wszystkim sporą plastykę przekazu połączoną z dużą przejrzystością, która jest tutaj jednocześnie niejako „wtórna”, jest inherentnym i kompletnie niewymuszonym elementem przekazu muzycznego. Bo w przypadku dużej końcówki firmy Chord równie, o ile nie bardziej istotne jest tutaj oddanie barwy, połączone z pieczołowitym oddaniem zmian w tonacji i rytmiki.
A jeżeli o tej rytmice już mowa, to wzmacniacz Chorda posiada naprawdę spore możliwość w tym zakresie. Przy czym rytm wcale nie jest tutaj sztucznie podkręcony. Tutaj bardziej chodzi o taką swoistą, mówiąc kolokwialnie, „miękką kontrolę”. O to, że o ile wzmacniacz doskonale radzi sobie ze skokami dynamiki oraz szybkimi pasażami, przejściami w dynamicznych utworach – to nie robi tego w sztuczny sposób, nie robi tego na pokaz. Wyraźnie było słychać to na płycie Afro Celts „Volume 1: Sound Magic”, gdzie doskonale oddana była zarówno faktura, jak i dynamika naturalnych instrumentów na utworze „Inion/Daugter”.
Osobnę uwagę należy tutaj zwrócić na bas, który w kategoriach absolutnych jest tutaj po nieco bardziej stonowanej stronie. Oczywiście nie ma tutaj mowy o żadnym poluzowaniu, ani też braku kontroli – chodzi bardziej o całościowy charakter tego pasma, który jest nie tyle zachowawczy, co bardziej podporządkowany całości przekazu muzycznego. Jednocześnie jest to taka bardziej naturalna odsłona tego zakresu, bez żadnego utwardzania. I trzeba przyznać, że niskie tony doskonale wpisują się w całokształt koncepcji brzmienia, jakie prezentuje Ultima 5.
Bo brzmienie to jest przede wszystkim organiczne. Nie naśladuje przy tym – patrząc poprzez pryzmat stereotypowych znaczeń – w żaden sposób ani lampy, ani tranzystora. Ale jeżeli już miałbym to brzmienie do czegoś odnieść, to zdecydowanie przychodzą na myśl bardzo dobre końcówki tranzystorowe całkowicie pracujące w Klasie A.
Słuchając nieprzerwanie wspomnianej powyżej płyty „Afro Celts” na Ultime, wraz z czasem coraz większe wrażenie robi połączenie plastyki przekazu właśnie z bardzo charakterystyczną – rzekłbym, iż niewymuszoną – transparentnością. Scena dźwiękowa jest nasycona detalami, mikroplanktonem muzycznym. Z doskonale oddaną głębią i szerokością. I ta głębia, to poczucie, że można bardzo łatwo wyłapać poszczególne plany – to jedna z tych cech, która tutaj uzasadnia cenę tej końcówki. Po prostu z jednej strony czuć powietrzne, czuć transparentność. A z drugiej zaś – mamy tutaj doskonałe poczucie ciągłości muzycznych wydarzeń i to zarówno patrząc poprzez pryzmat czasu, jak i przestrzeni.
Saksofon na koncertowej wersji „Lily Was Here” Candy Dulfer zabrzmiał wręcz fenomenalnie. Bo jest też tak, że oprócz spójności i plastyki przekazu, Ultima 5 daje także – niejako od niechcenia, poniekąd „w pakiecie” – bardzo dużą dawkę realizmu. Pozwolę sobie tutaj wspomnieć w tym miejscu także o tym, że to właśnie ten realizm, który jest w sumie gdzieś schowany w rękawie asów tej końcówki odróżnia właśnie Ultimę od całej masy tańszych wzmacniaczy i końcówek mocy. Bo to nie jest realizm osiągnięty poprzez sztuczne „podkręcenie” przełomu środka czy góry, czy też przez jakieś inne specyficzne „ustawienie” brzmienia. To jest bardziej cecha „wkodowana” w samo DNA tego wzmacniacza. Ale też w taki sposób, że realizm ten jest bardziej tutaj pochodną połączenia przywar takich, jak plastyka, spójność i właśnie naturalnie serwowana transparentność.
W ten sposób dochodzimy do głównego w przypadku Ultimy 5 punktu programu. Otóż na środku pasma czuć już zdecydowanie, że jest to hi-end i pewien poziom referencyjny. Bo o ile, jak to podkreśliłem powyżej, przekaz jest spójny, koheretny i właśnie organiczny – to całościowy w tym przypadku poziom neutralności, transparentności i przede wszystkim naturalności jest w przypadku Chorda na poziomie będącym poza zasięgiem elektroniki kosztującej po kilkanaście tysięcy złotych.
Chord Ultima 5 – wzmacniacz dla kochających Muzykę przed duże „m”
Niezwykle interesującym faktem w całej tej układance brytyjskiej marki jest z pewnością to, że o ile – wcale nietania przecież, bo kosztująca przeszło pięćdziesiąt tysięcy złotych końcówka mocy – to wzmacniacz bardzo transparentny dla muzyki. Inaczej rzecz ujmując, można by powiedzieć, że jest po prostu muzykalny. Ale to byłoby tak naprawdę dość duże uproszczenie. Bo tutaj chodzi o coś jednak zgoła innego. Otóż przede wszystkim o to, że oferując wszystkie obiektywne cechy brzmienia na poziomie, którego moglibyśmy się spodziewać patrząc poprzez pryzmat ceny, to oferuje on tak daje on nam coś tak naprawdę dużo bardziej istotnego. Otóż jest to bardzo naturalne i plastycznie brzmiące urządzenie, które pozwala nam pozostawić właśnie te wszystkie obiektywne czynniki gdzieś z boku i – po prostu cieszyć się muzyką. Jednocześnie to, że bezproblemowo napędzi nam zdecydowaną większość kolumn dostajemy z Ultimą 5 w pakiecie.
Tutaj po prostu wyraźnie słychać, że zaawansowana topologia wzmacniacza oraz zasilania po prostu sprawdza się w praktyce i dostajemy – podobnie, jak w przypadku przetworników tejże firmy – bardzo konkretną i przemyślaną technologię. Technologię, która nie jest przy tym sztuką dla sztuki a ma służyć muzyce. Dlatego też, jeżeli tylko nas stać i mamy odpowiedniej klasy system – to warto się z tym wzmacniaczem zapoznać. Ultima 5 do urządzeń najtańszych nie należy, lecz tutaj należy się pełna rekomendacja. Bo to już jest brzmienie, które łączy najlepsze cechy tranzystorów i lamp, a jednocześnie unika popadania w stereotypowe schematy. Duże brawa dla ekipy z brytyjskiego Kent!
Adam Kiryszewski
Cena: 51999
Dystrybutor: Audio Center Poland https://www.audiocenter.pl/





Dodaj komentarz