Cambridge Audio Melomania P100 to nowy model bezprzewodowych słuchawek wokółusznych produkowany przez znaną – głównie z bardzo dobrego sprzętu stacjonarnego, a w szczególności wzmacniaczy – markę. Producent ten gościł u nas stosunkowo niedawno przy okazji recenzji wzmacniacza zintegrowanego CXA81 MkII. Warto też już na samym wstępie zaznaczyć, czy też podkreślić, że Cambridge Audio to de facto dość długo istniejąca marka, która dość wyraźnie zaznaczyła swoją pozycję na arenie ogólnie pojętego audio. I jest w sumie jednnym z najbardziej rozpoznawalnych producentów z Wielkiej Brytanii. Marka ma swoją genezę w latach 60-tych ubiegłego wieku, kiedy to grupa zafascynowanych technologią absolwentów założyła firmę o nazwie Cambridge Consultants. I to właśnie jako jej odnoga powstała w 1968 roku marka Cambridge Audio. Wprowadzając najpierw model P40, a potem – w 1970 roku – nieco mocniejszy model P50. Piszę „nieco”, bo o ile ten pierwszy miał 2x20W, to ten drugi już oferował „aż” 2x25W mocy na kanał. Ale niech to nikogo nie dziwi, ponieważ wzmacniacze zintegrowane w tamtych czasach (zakładając, że nie mówimy tutaj o dużych i ciężkich konstrukcjach, czy o dedykowanych końcówkach mocy) właśnie takie miały, jeżeli chodzi o moc wyjściową, parametry. Wystarczy popatrzeć na pierwsze konstrukcje marek takich, jak Naim, czy Musical Fidelity.
Wracając zaś do samej marki Cambridge Audio, to warto też nadmienić, że w okresie do 1980 do 1990 roku marka kilka razy zmieniła właścicieli, jednocześnie w tym czasie wypuszczając kilka niezwykle ciekawych produktów. Jak chociażby odtwarzacz CD1, który w tamtych czasach był swoistym ewenementem, ponieważ był jednym z pierwszych – o ile nie pierwszym – dwuczęściowym (czyli posiadającym dwie osobne obudowy) odtwarzaczem CD na świecie. Jednocześnie od 1994 roku marka jest w tych samych rękach, a jej właścicielem jest James Johnson-Flint, który wcześniej związany był z bardzo znaną w Wielkiej Brytanii siecią sklepów audio Richer Sounds. Zwracam na to uwagę nie bez kozery, bo Cambridge Audio jest tak naprawdę jedną z tych marek, o których można powiedzieć, że w dalszym ciągu są w brytyjskich rękach. I to także może świadczyć o tym, że jakby nie było, to możemy tutaj jednak liczyć na, że będziemy mieć do czynienia z produktami, które jednak w jakiś sposób nawiązują do wieloletniej tradycji tworzenia po prostu dobrze grających urządzeń audio. Zwłaszcza, że w przypadku Melomania P100 już sama specyfikacja wygląda niezwykle ciekawie. Bo mamy w tym przypadku połączenie nowoczesności z pewnymi, można by powiedzieć, że zazwyczaj dobrze brzmiącymi – i też w sumie rzadko spotykanymi w słuchawkach bezprzewodowych – rozwiązaniami. No bo tak: na pokładzie znajdziemy nie tylko ANC („Active Noise Cancelling”), czyli aktywną redukcję szumów, ale też wsparcie dla najnowszego kodeka aptX Lossless. A także możliwość pracy „po kablu” – i to zarówno z urządzeniami mającymi wyjście USB (a konkretnie USB-C), jak i mini-jack.
Jednocześnie, co akurat w przypadku Cambridge Audio nie powinno też nikogo dziwić, w materiałach marketingowych znajdziemy wyraźną wzmiankę o tym, iż w sekcji wzmacniającej w Melomania P100 znajdziemy amplifikację pracującą w klasie AB. A także wiele innych, dość rzadko spotykanych ciekawostek, których na próżno szukać u konkurencji (przykład: użytkownik może samemu wymienić w P100 baterię). Jednocześnie na tę chwilę słuchawki te wycenione są na kwotę 1299 zł. A to sprawia, że w tym przypadku możemy mówić o produkcie klasy premium. Czyli takim, w stosunku do którego nawet nie tyle, że można, co wręcz trzeba mieć pewne oczekiwania. Zwłaszcza, że marka jednak tutaj zobowiązuje. Bo przecież Cambridge Audio już nie raz pokazało, że potrafi dynamicznie wejść na nowe dla siebie obszary i przy tym zrobić to po prostu dobrze. Przykładem niech będą chociażby (z dawnych lat) przetworniki z serii DacMagic, czy (z urządzeń nowszych) streamery z serii CXN. Dlatego tym bardziej ciekawym jest to, jak nowe Melomania P100 wypadną w praktyce. Bo jak mawia stare brytyjskie przysłowie: „the proof of the pudding is in the eating”.
