Astell&Kern SP3000 to najnowszy flagowy odtwarzacz przenośny znanej koreańskiej marki. Jest on, jak nietrudno się domyślić, bezpośrednim następcą modelu SP2000, stając się niejako automatycznie najdroższą propozycją w ofercie firmy. Zaznaczmy też już na wstępie, że mówimy tutaj o marce, która kilka lat temu de facto stworzyła rynek hi-endowych, drogich, a przy tym świetnie wykonanych i brzmieniowo mogących konkurować nawet ze sprzętem stacjonarnym odtwarzaczy przenośnych. Co więcej, Astell&Kern SP3000 jest też odtwarzaczem nie tylko ciekawym, co ważnym z jeszcze innego, już nie tak oczywistego powodu. Otóż kontekstem, w jakim należy ten akurat model rozpatrywać jest także to, że to nie tylko najnowszy flagowiec dla Astella, ale też powrót najlepszych układów firmy AKM – po niesławnym pożarze fabryki w 2020 roku – na ogólnie pojęty rynek przenośnych odtwarzaczy audio. I to powrót w niezwykle ciekawym stylu.
Bo to właśnie w SP3000 zaimplementowano najnowsze i najlepsze zarazem (na chwilę obecną, czyli początek 2023 roku) elementy odpowiedzialne za konwersję firmy Asahi Kasei Microsystems, które same w sobie są rozwiązaniem interesującym, chociażby z technicznego punktu widzenia. Do tej kwestii jeszcze wrócimy, natomiast – bo to też w sumie istotne – warto też wspomnieć o cenie SP3000. Wynosi ona w tym momencie (styczeń 2023 roku) 20500 złotych. Nie ukrywajmy – jest to kwota niemała. To, że będzie drogo, to w sumie można było przewidzieć. Natomiast pytanie, a raczej pytania, na jakie należałoby przyglądając się z bliska temu odtwarzaczowi odpowiedzieć, nasuwają się tutaj w zasadzie dwa. Pierwsze – to czy w przypadku obecnych użytkowników SP2000 (i poniekąd SP1000) jest sens wymiany odtwarzacza na najnowszy flagowiec z Korei. A drugie, już w zasadzie dużo bardziej ogólne (acz korelujące z pierwszym) będzie takie, czy – mówiąc kolokwialnie – odtwarzacz ten brzmieniowo staje na wysokości zadania. Bo zadanie to ma teraz w sumie niełatwe, chociażby właśnie ze względu na cenę. I także przez to, że trzeba ten odtwarzacz w sumie postrzegać nie tylko, jako urządzenie przenośne per se, ale także jako źródło cyfrowe wysokiej klasy tak bardziej ogólnie. A nie ukrywajmy, w tym przedziale cenowym – konkurencja ostatnio jest, co najmniej, spora.
Astell&Kern i AKM – czyli o udanym mariażu słów kilka
Na początek zacznijmy może od tego, że już w pierwszym swoim flagowym odtwarzaczu z serii SP, jakim był SP1000 – Koreańczycy zastosowali układy właśnie od japońskiego AKMa. W przypadku „tysiączki” były to dwa układy AK4497EQ pracujące w trybie dual mono. Jednocześnie wspomniany właśnie SP1000 niejako zastępował w roli flagowca wcześniejszy – także dość znany – odtwarzacz AK380. Ten ostatni z kolei, jak nietrudno zgadnąć, też miał dwa układy, których nazwa zaczynała się od symbolu „AK”, czyli w tym przypadku AK4490. SP2000 wprowadził zaś (także dwa) kości AK4499EQ, które w tamtych czasach były flagowymi i najlepszymi konwerterami, jakie Asahi Kasei Microsystems produkowało.
Jak zapewne niektórym wiadomo, w 2020 roku doszło do dużego pożaru w fabryce AKMa, na skutek którego rynek audio został z czasem ogołocony z tych układów. Swoją drogą zaczęło dochodzić nawet do ciekawych sytuacji, bo niektórzy producenci zaczęli wypuszczać produkty oznaczone różnymi nazwami w stylu „Limited”, co miało podkreślić fakt, że zastosowano w nich właśnie przetworniki AKMa. Odbywało się to – i tutaj naprawdę trudno jest się oprzeć takiemu wrażeniu – nieco na zasadzie: „kupujcie i bierzcie teraz, bo więcej już nie będzie. Nigdy, przenigdy”. Fakt faktem, wielu producentów przerzuciło się na układy firmy ESS Technology, jeszcze inni skorzystali z oferty firmy Cirrus Logic. No i oczywiście były też firmy, które w swoich – już mniej istotne, czy przenośnych, czy stacjonarnych – urządzeniach stosowali bardziej niszowe rozwiązania. Mowa tutaj albo o autorskich systemach konwersji, albo też o dyskretnych przetwornikach typu R2R. Bo tych ostatnich – może jako opóźniony efekt pożaru w Japonii – też się całkiem sporo pojawiło. Można tutaj tylko podejrzewać, że po prostu część bardziej technicznie biegłych producentów zdecydowała się iść torem projektowania własnej sekcji przetworników, zamiast korzystać z gotowych rozwiązań.
Wspominam o tym dlatego, że ten cały bardziej ogólny kontekst – jest tutaj niezwykle istotny. Bo tak się też składa, że AKM, mówiąc kolokwialnie, powrócił do żywych. I oprócz wielu układów przetworników w aktualnej ofercie ma także, można by powiedzieć, zestaw flagowy. Mowa oczywiście o elementach oznaczonych symbolami AK4191 oraz AK4499EX. Bardziej bystrzy czytelnicy zauważyli zapewne w tym momencie pewien, jakże interesujący fakt: otóż – jakby nie było – oba układy różnią się nazewnictwem. Zatem, logicznie rozumując, mało możliwe jest, aby oba pełniły tę samą funkcję. I faktycznie – AKM wprowadził w tym przypadku na rynek rozwiązanie, którego w ofercie nie ma ani ESS, ani chociażby Cirrus. A mianowicie rozdzielił na osobne kości układy interfejsu wejściowego, modulatora (AK4191) oraz samego przetwornika cyfrowo-analogowego(AK4499EX).
Ale po kolei. Przede wszystkim zestaw AK4191/AK4499EX to dalej przetwornik cyfrowo-analogowy w technologii delta-sigma, oparty o konwersję w technologii 7-bitowej. Jednakże w tym przypadku to wszystko, co wcześniej było zintegrowane w jednej kości – teraz rozdzielono. I to de facto nie na dwa, a na trzy układy. Bo aby uzyskać stereofoniczny przetwornik D/A należy użyć jednej kości AK4191 oraz dwóch AK449EX. I o ile do tego, jak to de facto zrobił Astell w SP3000 za chwilę wrócimy, to teraz przyjrzyjmy się na chwilę temu, co te układy tak konkretnie robią.
AK4191 jest, jak już pobieżnie napisałem, odpowiedzialny za odbiór strumienia danych (wg. Specyfikacji PCM do 1536 KHz albo DSD do DSD1024) danych, filtr cyfrowy, a ponadto zawiera w sobie dość istotny element – a mianowicie modulator delta-sigma, który przekształca dane w format „strawialny” dla końcowych elementów układu przetwornika. Te z kolei – w tym przypadku – są w osobnej kości, czyli AK4499EX. Zdaniem producenta układów takie rozdzielenie funkcjonalności powoduje większą separację części „cyfrowej” (AK4191) od „analogowej” (AK4499EX). I o ile nie będziemy tutaj dywagować nad sensownością takiego rozwiązania, ani też głębiej analizować kwestii technicznych (bo na to przyjdzie odpowiednia pora, dlatego też użyłem w poprzednim zdaniu przymiotników w nawiasach), to warto wspomnieć w tym konkretnym przypadku o czymś jeszcze innym. I to chyba dużo ważniejszym tak całościowo patrząc. Otóż przy obecnej ilości rozwiązań bardziej autorskich w zakresie konwersji cyfrowo-analogowej na rynku – taki ruch AKMa staje się nagle bardziej zrozumiały. Oddzielenie modulatora od samego przetwornika daje producentom chociażby teoretyczną możliwość użycia AK4191, jako samego interfejsu i modulatora i zastosowania własnego „wynalazku” do samej już konwersji na sygnał analogowy (zamiast AK4499EX). Oczywiście to może w pewnym sensie wybieganie nieco w przyszłość, natomiast należy o tym wspomnieć, bo możliwe jest, że to właśnie tego typu rozwiązania mogą stać się ciekawą alternatywą chociażby dla wielu implementacji bazujących na architekturze R2R, czy też w jakiś sposób posiłkującej się układami typu FPGA.
A co z samym SP3000?
Tyle o samej technice, a teraz wróćmy już do samego SP3000. Nawiążmy tylko jeszcze do tej większej dowolności w implementacji dla producentów, bo tutaj Astell&Kern najwyraźniej z niej skorzystał. I w przypadku najnowszego flagowca mamy do czynienia z niejako „podwójną” wersją najnowszych układów firmy AKM. Czyli mamy dwa układy AK4191 oraz aż cztery AK4499EX. Oczywiście wszystko w konwencji dual-mono, z firmową technologią Teraton Alpha, która ma optymalizować chociażby zasilanie oraz współdziałanie wszystkich elementów w układach odtwarzacza. To, za co jednak Astellowi należy się uznanie, to fakt, że nie wziął gotowego rozwiązania z tak zwanego „Evaluation Board” producenta, a zrobił wszystko nie dość, że po swojemu, to jeszcze, jak to się ładnie mówi – na bogato.
Jeżeli zaś chodzi o najważniejsze elementy sterujące w SP3000 – to od strony CPU mamy tutaj procesor Qualcomm Snapdragon 6125 typu Octa-Core i 8GM pamięci typu DDR4. Od strony wyświetlacza zaś dotykowy ekran o przekątnej 5.46 cala i rozdzielczości Full HD. W przypadku toru audio – oprócz wspomnianych już najnowszych układów AKMa – mamy autorski tor Astella. A to wszystko ładnie zapakowanie w obudowę ze stali nierdzewnej 904L. No i właśnie – odtwarzacz waży według specyfikacji producenta 493 gramy. Zatem lekki nie jest i na pytanie o przenośność takiego rozwiązania każdy powinien sobie sam odpowiedzieć. Oczywiście, w porównaniu do takiego FiiO M17, to flagowy Astell jest dużo, ale to dużo mniejszy. Natomiast waga jest jedna spora – i to bardziej to brałbym tutaj pod uwagę rozważając ewentualną „przenośność” tego odtwarzacza. Jeżeli chodzi zaś o futerał, to takowy oczywiście znajdziemy w komplecie. Jest dobrze dopasowany no i, jak to na Astella przystało, wykonany z wysokiej jakości koziej skóry zabarwionej na zielono.
Jednocześnie kolejne zmiany, jakie napotkamy w SP3000 – to całkowicie przeprojektowany interfejs użytkownika, który teraz ma być (oczywiście zdaniem producenta) lepszy, szybszy i przede wszystkim bardziej intuicyjny. Do zmian należy się oczywiście przyzwyczaić, tutaj mamy do czynienia z nieco inną koncepcją, aniżeli chociażby w przypadku wspomnianego FiiO M17. Widać, że Astell postawił na odtwarzanie muzyki, a dodatkową funkcjonalność znalazła się na drugim planie.
Warto jednak wspomnieć o kilku rzeczach. Przede wszystkim – SP3000 posiada funkcjonalność Roon Ready. A zatem może pracować, jako Roon Endpoint. Ponadto mamy dwukierunkowy Bluetooth, oczywiście ze wsparciem dla AptX HD i LDAC. A także firmowe rozwiązanie o nazwie BT Sink, które umożliwia strumieniowanie audio do odtwarzacza właśnie za pomocą transmisji Bluetooth z praktycznie dowolnego źródła. Zresztą, lista funkcji a SP3000 jest dość długa i wystarczy wymienić ich nazwy: AK File Drop, QC 3.0 Fast Charging, czy chociażby ReplayGain. A jeżeli zaś chodzi o wsparcie dla odtwarzanych formatów to mamy tutaj w zasadzie wszystkie aktualne, także wysokiej rozdzielczości. Czyli PCM do gęstości 32bity/768 kHz oraz DSD do DSD512. No i oczywiście MQA.
Jeżeli zaś chodzi o interfejs użytkownika, który jest w tym przypadku zupełnie nowy i przeprojektowany zarazem, to warto zwrócić uwagę na kilka kwestii. Zacznę może od tego, że w przeciwieństwie np. do filozofii, z jaką możemy się spotkać chociażby w FiiO M17 – na SP3000 nie zainstalujemy sobie dodatkowych aplikacji, poza tym, co oferuje nam instalator Astella (o czym za chwilę). Dla co poniektórych może to być ograniczenie, jednakże z drugiej strony – można taką decyzję zrozumieć. Producent tutaj chciał najprawdopodobniej uniknąć sytuacji, w której ktoś zainstaluje na SP3000, dajmy na to, jakąś grę a potem będzie pisał na forach, że „coś mu nie działa”.
Zatrzymajmy się na chwilę jednak przy samym instalatorze aplikacji, a w zasadzie bardziej serwisów strumieniowych, jaki w SP3000 został wbudowany. Instalator ten znajdziemy pod ikoną aplikacji, w jednej z dwóch zakładek (druga to już zainstalowane aplikacje). Na liście tej znajdziemy praktycznie wszystkie aplikacje do serwisów strumieniujących, w tym chociażby Qobuz, czy najnowszą aplikację od Roona, czyli Roon ARC. Przy czym to właśnie możliwość instalacji tej ostatniej może być dla wielu niezwykle istotna. A to dlatego, że Roon ARC daje nam możliwość ściągnięcia danej muzyki (tej, którą mamy w lokalnych zasobach) do pamięci urządzenia i odtwarzania niezależnie od aktualnego dostępu do sieci. Inaczej rzecz ujmując – SP3000 może być bardzo dobrą opcją dla wszystkich tych, którzy korzystają właśnie z Roona, jako głównej platformy do odtwarzania muzyki.
Do kompletu z aplikacją Roon ARC mamy także wspomnianą funkcjonalność Roon Ready. Działa ona bez zarzutu i widać przy tym, iż urządzenie komunikuje się z programem w sposób dwukierunkowy. Bo przykładowo przy uruchomieniu funkcji DAR (Digital Audio Remaster) – odpowiednio zmieni się nam rozwijana zakładka informująca o ścieżce sygnału („Signal Path”, w tym akurat przypadku w Roonie będzie występować, jako „Enhanced”). No i właśnie – wspomniany powyżej DAR to kolejna ciekawa rzecz, jaką Astell w SP3000 zaimplementował. I to też funkcjonalność, która w pewnym sensie pokazuje, w jaką stronę będą szły lepsze – a już w szczególności aspirujące do hi-endowych – przenośne odtwarzacze audio. Otóż mamy tutaj możliwość konwersji w locie sygnału PCM 16bitów/44.1kHz albo do formatu DXD (32bity/352kHz), albo do formatu DSD128. Podobną funkcjonalność wprowadził swego czasu taki producent, jak FiiO (tam funkcja ta nosi nazwę „All to DSD”). Jednakże Astell daje nam tutaj możliwość wyboru docelowego gęstego formatu, którym będzie albo sygnał PCM, albo DSD. Innymi słowy, mamy nie jedną, a dwie opcje modyfikacji, zmiany brzmienia. Przy czym pomijam tutaj techniczne uzasadnienie takiego procesu, bo to temat na zupełnie inną historię. Natomiast trzeba tutaj zaznaczyć, że możliwość upsampligu zarówno do DSD, jak i do „gęstego” PCM to ciekawy wybór i pozostaje tylko czekać, aż taka funkcjonalność pojawi się w tańszych odtwarzaczach.
Astell&Kern SP3000 – zanim przejdziemy do właściwego opisu brzmienia…
Przystępując do opisu, a tym bardziej – jakby nie było – oceny brzmienia odtwarzacza takiego kalibru, jak SP3000 chciałbym najpierw zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Otóż, po pierwsze, jest to kolejny, po SP1000 i SP2000 flagowiec firmy, która – jak już zaznaczyłem na wstępie – de facto stworzyła niszę hi-endowych odtwarzaczy przenośnych. Wielu zapewne pamięta takie modele, jak AK380 i zastępujący go właśnie SP1000, na który wielu patrzyło z niedowierzaniem, kiedy pojawił się na rynku, bo nikt wcześniej nie wyobrażał sobie, iż można zrobić odtwarzacz przenośny – mówiąc kolokwialnie – aż tak „na bogato”. Po SP1000 naturalnie pojawił się SP2000, a teraz z kolei SP3000, przy czym ten ostatni pojawił się już w czasach, kiedy drogie odtwarzacze przenośne w sumie już nikogo tak bardzo nie dziwią. To raz.
Dwa – najnowszy SP3000 to nie tylko nowy model Astella. Ale też też właśnie powrót marki Asahi Kasei Microsystems na rynek hi-endowego sprzętu audio. I to powrót w dość ciekawym stylu, bo pamiętajmy tez, że Astell w SP3000 zaimplementował „podwójną” wersję topowego chipsetu od AKMa. Ergo: zamiast jednego AK4191 i dwóch AK4499EQ, mamy dwa AK4191 oraz cztery AK4499EQ. Dlatego tak to podkreślam? Otóż SP3000 jest odtwarzaczem ważnym i wyjątkowym również dlatego, że – jakby nie patrzeć – staje się także technologiczną wizytówką tego, co (przynajmniej w sprzęcie przenośnym) główny konkurent marki ESS Technology jest nam w stanie zaoferować.
Dlatego też popatrzymy na ten odtwarzacz także z takiego punktu widzenia, może mniej kładąc nacisk na dylematy takie, jak czy jest sens wymieniać SP2000 na SP3000. Odpowiemy też na kilka innych, możliwe, iż bardziej istotnych pytań. No i oczywiście – trudno nie będzie się odnieść do tego, co oferuje konkurencja.
No to jak gra SP3000?
Przede wszystkim nowy Astell gra z bardzo dużym oddechem, odejściem dźwięku. Czuć w tym brzmieniu swobodę oraz potencjał. Przy czym czuć także, że najnowszy chipset AKMa, a przynajmniej jego połączenie z implementacją Astella – zdecydowanie wymierzony jest w ten segment rynku, który zajęty do tej pory był przez urządzenia oparte o takie układy, jak chociażby ESS9038PRO. Ale po kolei.
Tak się złożyło, że odsłuchy SP3000 rozpocząłem od słuchania zupełnie „niezobowiązującej” muzyki, tak nieco w tle, nieco z ciekawości no i też, aby wygrzać trochę odtwarzacz. Tu akurat playlista składała się głownie z muzyki rozrywkowej, w tym także nieco starszej, często wyprodukowanej na ładnych parę lat temu, na sprzęcie cyfrowym starszej generacji. I na poszczególnych utworach słychać było, że – ogólnie rzecz ujmując – „cyfra” za dawnych lat pozostawiała w niektórych przypadkach całkiem sporo do życzenia. I tutaj pierwsza obserwacja: SP3000 wcale nie upiększa, nie wygładza nam za wszelką cenę muzyki (oczywiście tryby DAR mogą w tym pomóc) i słychać, że góra na danym utworze nie jest za gładka, albo jest kilkukrotnie przetworzona. SP3000 tutaj wyraźnie nam to przekaże, że to nagranie. A jednocześnie – i tutaj pierwsze zaskoczenie – brzmienie nie jest w żadnym przypadku ostre. Słychać było to na Sugarbabes „Stronger”, gdzie góra była zaakcentowana, a sybilanty mocno zaakcentowane.
Inaczej rzecz ujmując, SP3000 oferuje znaną z droższych i też flagowych odtwarzaczy Astella gładkość brzmienia, jednakże tutaj inaczej rozłożona jest pewna istotna proporcja. Czyli stosunek, gdzie z jednej strony mamy gładkość oraz wypełnienie a z drugiej zaś rozdzielczość, precyzję i dynamikę. Bo faktem jest, że ataku w SP3000 nie brakuje ani trochę. J.B.O. „Head Bang Boing” został przez Astella pokazany bez zawahania, z ogromną werwą i energią. I co ciekawe – tutaj doskonale sprawdził się też jeden z trybów DAR, a konkretnie konwersja do DSD.
Mało tego, na remiksie „Fascination Street” The Cure różnica pomiędzy SP3000 a opartym o dwa układy ESS9038PRO FiiO M17 była bardzo wyraźna. Subiektywnie, tak w bezpośrednim porównaniu, różnicę tę można by nawet określić, jako sporą. Ale ująłbym to w taki sposób: różnica w całościowym poziomie jakości była spora, natomiast zdecydowanie większa była w sposobie prezentacji. Miałbym tutaj też nieco luźną, ale jednak możliwe, iż dość istotną uwagę. Otóż śmiem podejrzewać, że układy AKM i ESS (a już tym bardziej układy przetworników oparte o inną architekturę), a tym bardziej ich indywidualne implementacje będą miały tak odmienne od siebie pasma zniekształceń, że przestawienie się z jednego urządzenia na drugie będzie wymagało pewnego czasu na aklimatyzację. Jednakże tutaj też wiele nam powie zarazem, z którego urządzenia, na które przeskok jest, że tak powiem – bardziej „miękki”. I to zdecydowanie w tym przypadku miało miejsce zmieniając M17 na SP3000. Na tym ostatnim zdecydowanie lepszy był też wokal na całej płycie The Cure „Remixes”.
A jeżeli już przy wokalach jesteśmy, to Tori Amos na ścieżce dźwiękowej z „Great Expectations” wydawała się brzmieć naprawdę dobrze na M17. Jednakże takie wrażenie szybko mija po dłuższym odsłuchu tych samych utworów na SP3000. Stety, niestety – środek pasma jest po prostu lepszy na SP3000. Ogólnie na „Walk This Earth Alone” Lauren Christy brzmienie na SP3000 było bardziej analogowe. Ale właśnie „analogowe” także w sensie tej specyficznej definicji, czytelności brzmienia. W tym miejscu chciałbym się powtórzyć i jeszcze raz zwrócić uwagę na dość istotną kwestię – SP3000 pokaże nam, że nagranie jest z technicznego, realizacyjnego punktu widzenia niekoniecznie najwyższych lotów. A jednocześnie dalej pozwoli nam słuchać tego samego nagrania z przyjemnością.
Kolejną istotną w przypadku flagowego Astella rzeczą jest przestrzeń. A już w zasadzie to holografia. Wspominałem na początku opisu brzmienia o „odejściu” dźwięku. Na płycie „Spaces” Nilsa Frahma było to wyraźnie słyszalne. Tutaj przykładowo flagowiec FiiO, czyli M17 sprawiał wrażenie podawania dźwięków bardziej z bliska. A tymczasem SP3000 kreował tym zakresie nie tyle przestrzeń i holografię, co wynikającą z tych dwóch rzeczy pewną perspektywę. SP3000 to krok jeszcze wyżej w porównaniu przykładowo do M17 w zakresie właśnie pokazania perspektywy. Tutaj każdy dźwięk, każdy instrument – ma bardzo wyraźnie, ale i naturalnie zakazem pokazaną przestrzenną otoczkę, aurę pogłosową. Co ciekawe, mogłoby się wydawać, że M17 wcale tutaj nie odstaje tak bardzo, bo na obu odtwarzaczach słychać te wszystkie ciche dźwięki w tle. Tyle, że w przypadku SP3000 cała różnica polega właśnie na tym, że flagowiec Astella nie musi też niczego podawać dosadnie, blisko, aby dane wydarzenie na scenie było czytelne. I cały ten plankton muzyczny ma także swoje własne miejsce w przestrzeni, jest za każdym razem odpowiednio umiejscowiony w kontekście całego nagrania.
I tak na koniec jeszcze jedna, a w zasadzie dwie rzeczy. Otóż słuchając SP3000 pierwszy raz miałem nieodparte wrażenie, że gdzieś już ten charakter brzmienia słyszałem. Może to się wydać pewnego rodzaju zaskoczeniem, ale jedną z ważnych cech nowego flagowego Astella jest pewnego rodzaju natychmiastowość, która jest jednocześnie nierozerwalnie związania z generowaniem rytmu. Ten sam efekt, chociaż na nieco większą skalę – odczułem przy odsłuchach Chorda TT2, który był niejako elementem akompaniującym przy recenzji M Scalera. I o ile pewne cechy brzmienia między koreańskim wzmacniaczem a brytyjskim zestawem złożonym z przetwornika i upskalera się różnią, to SP3000 miał już sporo z tamtej wyrazistości i bezpośredniości brzmienia. Ponadto, co także zaskoczyło: bas. Niskie częstotliwości w wykonaniu SP3000 są dość ekspansywne. Albo ujmę to inaczej: ten bas nieco przypominał mi charakterem brzmienie przetworników basowych TAD 1601B na magnesach Alnico. Niskie tony są niezwykle żywe, nasycone i mają bardzo dobrą barwę. Oraz minimalny akcent na ich średnie pasmo, ale bez żadnego poluzowania.
Astell&Kern SP3000 – nowe rozdanie
Powiem tak: to kolejny bardzo dobry flagowiec tego producenta. Na pewno brzmieniowo najlepszy ze wszystkich do tej pory. Przy czym trzeba też zwrócić uwagę, że – jeżeli chodzi o całościowy charakter brzmienia – o ile nie jest to krok w innym kierunku, to może być tak, że niektórych brzmienie SP3000 może nieco zaskoczyć. To taki odtwarzacz, który z jednej strony nie kreśli dźwięków skalpelem, a z drugiej nie ma tutaj mowy o jakiejkolwiek granulacji. A jednocześnie – wszystko jest niezwykle czytelne, podane w zupełnie niewymuszony sposób. A przy tym mamy jednocześnie bardzo dużą rozdzielczość i naprawdę duży wgląd w nagranie.
Jeżeli dołożymy do tego fakt, że nowy Astell generuje do tego bardzo dobrą przestrzeń, to bez wątpienia jest to kolejne urządzenie, które śmiało może zostać uznane za pewnego rodzaju punkt odniesienia. W SP3000 wyraźnie słychać, że zastosowany zestaw przetworników, w dodatku w podwójnej (a w zasadzie poczwórnej – zależy, jak patrzeć) konfiguracji po prostu zdaje egzamin. To jeszcze klasa wyżej, aniżeli to, co do zaoferowania miały poprzednie odtwarzacze. I, co w sumie najważniejsze, to najbardziej przejrzyste, pozbawione przysłowiowej „kotary” brzmienie, jakie kiedykolwiek słyszałem ze źródeł opartych o układy marki AKM. I to już niezależnie od tego, czy mówimy o źródłach stacjonarnych, czy przenośnych. Bo, nie ukrywajmy, w przypadku urządzeń tego kalibru, i w dzisiejszych czasach – granica ta nieco się zaciera. Dodatkowo w SP3000 mamy realnie działającą, czyli zmieniającą brzmienie (i to często na lepsze) funkcję DAR, czyli działający w locie resampler, oraz cała masę firmowych udogodnień takich jak chociażby przesyłanie plików w locie przez funkcję AK File Drop.
Reasumując. SP3000 nie jest tani. Ale nawet przy tej cenie – broni się po prostu brzmieniem. To także spory powiew świeżości na rynku nieco (nie oszukujmy się) zdominowanym przez odtwarzacze bazujące albo na starszych układach AKM, albo na różnych wariacjach kości marki ESS, albo też na coraz częściej spotykanych rozwiązaniach typu R2R. Tutaj koreańskiej marce należy się po prostu uznanie za sam fakt, że zaimplementowała najnowszy flagowy chipset w taki sposób, że mamy do czynienia z faktycznym, realnym przeskokiem jakościowym. I pojawia się tutaj dość istotne, finalne pytanie: czy przeskok ten wart jest ceny, jaką za SP3000 trzeba zapłacić? Otóż odpowiedź w tym przypadku – patrząc przez pryzmat brzmienia, jakie otrzymujemy – brzmi: tak. Z taką jedynie adnotacją, że musimy tutaj brać pod uwagę to, że płacimy tutaj też za produkt premium, gdzie stosunek jakości do ceny nie jest i nigdy nie był na pierwszym miejscu.
Adam Kiryszewski
Dystrybutor: MIP http://www.mip.bz
Cena: 20500 PLN










