Astell&Kern SE200 – recenzja

Astell&Kern SE200

Astell&Kern SE200 to najnowszy odtwarzacz koreańskiej firmy, którą z całą pewnością można zaliczyć do liderów rynku przenośnych odtwarzaczy audio wyższej klasy. Odtwarzacz ten zalicza się do stosunkowo nowej linii A&futura. Co więcej, ma także jedną dość – można by rzec – unikalną cechę konstrukcyjną, dla której warto mu się przyjrzeć z bliska. Otóż z tego, co mi wiadomo, to na tę chwilę jest to pierwszy i de facto jedyny na rynku odtwarzacz w produkcji, który posiada dwa niezależne tory audio. I nie chodzi tutaj bynajmniej o dwa niezależne tory wzmacniające – Bo to niektóre firmy oferują już od pewnego czasu. Tutaj rzecz rozchodzi się o dwa kompletnie różne tory audio, czyli także o różne rodzaje przetworników cyfrowo-analogowych. Tak – to nie pomyłka: W Astell&Kern SE200 mamy aż trzy kości przetwarzające sygnał cyfrowo analogowy. Jedna, pracująca w trybie stereo to układ firmy Asahi Kasei Microdevices, potocznie znanej pod nazwą AKM o symbolu AK4499EQ. Dwie pozostałe zaś kości pochodzą od kolejnej znanej i, nie ukrywajmy, dość popularnej pośród producentów firmy tworzącej kości DAC. Mowa tutaj oczywiście o amerykańskim ESS i ich dwóch stosunkowo nowych układach ES9038. Te z kolei pracują w trybie mono, czyli każdy z nich obsługuje jeden kanał.

Astell&Kern SE200

O budowie nieco więcej oraz o tym, co z tego (może) wynika(ć)…

Inaczej rzecz ujmując – odtwarzacz ten ma dwa komplety wyjść, z czego każde posiada gniazdo 3.5 mm niezbalansowane oraz wyjście 2.5 mm z sygnałem zbalansowanym. Jedno z tych wyjść (patrząc od strony wyświetlacza pierwsze z lewej) jest zasilane jedną kością AKM, drugie zaś – oferuje sygnał pochodzący z dwóch kości ESS. Co więcej, tory wzmacniające są całkowicie odseparowane w różne w przypadku wyjścia AKM oraz wyjścia ESS. Nie trudno jest się zatem domyślić, iż będzie to miało dość konkretne implikacje brzmieniowe. Inaczej rzecz ujmując i chcąc to jeszcze bardziej dobitnie zobrazować: należałoby się zastanowić, czy jest to jeden odtwarzacz z dwoma torami cyfrowo-analogowymi, czy może bardziej dwa odtwarzacze dzielące wspólny ekran, zasilanie oraz elektronikę sterującą?

Astell&Kern SE200

Krótko o kwestiach praktycznych

Do powyższego pytania jeszcze wrócimy, teraz na chwilę przyjrzyjmy się samej konstrukcji oraz wzornictwie nowego Astella. Co tu dużo mówić: wykonanie to, jak to bywa w przypadku wyższych modeli koreańskiego producenta – pierwsza klasa. To raz. Dwa – z oprogramowaniem nie ma żadnych problemów, nic się nie wiesza, WiFi działa tak, jak ma działać. I nie będę tutaj zbytnio czytelników zatrzymywał, może poza dwoma uwagami. Astell & Kern wprowadził nowe nazewnictwo filtrów cyfrowych. Mamy tutaj do czynienia ze zmianą z terminologii typu „Slow roll-of” czy „Sharp roll-off” na terminologię typu „Acoustic Tone” i, odpowiednio „Traditional Sound”. Czy to dobra zmiana – nie mi oceniać, natomiast warto na to zwrócić uwagę. Druga rzecz to kwestia jednak bardziej praktyczna. Otóż, ze względu na dość specyficzny rzekłbym kształt tego odtwarzacza aż się prosi o to, żeby zakupić do niego pokrowiec, który jest sam z siebie bardziej chropowaty, aniżeli metalowa obudowa SE200. Dzięki temu odtwarzacz ten po prostu dużo łatwiej będzie wziąć do ręki.

Astell&Kern SE200

Zamykając ten temat dodajmy jeszcze, że na pokładzie mamy obsługę MQA, 256GB pamięci oraz producent deklaruje 10 godzin pracy na przetworniku AKM oraz 14 godzin na układach ESS.

Dwa w jednym – mezalians, czy synergia? Czyli jak brzmi SE200

Tak się ciekawie złożyło, że przy odsłuchach SE200 miałem pod ręką także i SP1000 i jednym z pierwszych wniosków, a w zasadzie pierwszą refleksją było to, że są to odtwarzacze – w pewnym uproszczeniu oczywiście – porównywalne. A wyjście SE200 na układach ESS to takie trochę przeciwieństwo charakteru SP1000 w zakresie stosunku barwy do separacji. Na pierwszy ogień poszła płyta Zimmera ze ścieżką dźwiękową z filmu „Rush”. I na utworze „Car Trouble” słychać było wyraźnie, że wyjście ESS oraz SP1000 zachowują się kompletnie inaczej w momencie wyciszania się dźwięków.

Astell&Kern SE200

Mało tego: AK SE200 to tak naprawdę dwa brzmieniowo odtwarzacze w jednym. Oczywiście można się tego było spodziewać, jednakże to właśnie porównanie z SP1000 pokazuje, że sprawy się mają tak naprawdę dużo ciekawiej – aniżeli można by się – patrząc tylko poprzez pryzmat specyfikacji na papierze – spodziewać. Niezwykle interesujące było porównanie, mówiąc nieco kolokwialnie, „trójstronne”, czyli dwa tory audio w SE200 versus to, co do zaoferowania ma brzmieniowo SP1000.

Porównując zatem dawny flagowy odtwarzacz Astella do wyjścia AKM w SE200 – to SP1000 wciąż jest w kategoriach absolutnych po prostu górą. Bo oprócz całościowo lepszej barwy to słychać, że dwa przetworniki AKM w SP1000 (w przeciwieństwie do jednego w SE200) po prostu lepiej sobie radzą z rozdzielczością. Z kolei porównując wyjście SE200 na układach ESS do SP1000 – to pierwszą myślą, jaka się nieuchronnie nasuwa jest to, że są to zupełnie inne urządzenia. Inne koncepcje brzmieniowe, bo o ile można mówić w przypadku wyjścia na AKMach w SE200 o pewnych (a może nawet i sporych) podobieństwach brzmieniowych w stosunku do SP1000, to jednak na torze opartym o przetworniki ESS jest już zgoła inaczej.

Na „Mount Fuji” (dalej jesteśmy przy płycie z filmu „Rush”) wyjście na AKM 4499EQ gra pełniej, ESS tutaj bardziej błyszczy. ESS też sprawia wrażenie brzmienia nie tyle grającego bardziej uśmiechniętą charakterystyką, co brzmienia bardziej oddalonego. I o ile scena lepsza jest na – i to może być zaskoczeniem – na wyjściu AKM, to ESS daje ciut lepszą rozdzielczość. Z kolei na wyjściu z 4499EQ scena jest bliższa, lepiej, czy też bardziej skoncentrowana na środku. Z kolei na ESS jest bardziej rozłożysta na boki, jej rozkład nie jest tak cylindryczny, a bardziej płaski. Dla porównania: na „Lost But Won” Hansa Zimmera SP1000 zabrzmiał trochę, jak synteza obu wyjść z SE200. Bo daje pełnie brzmienia, nasycenie wyjścia AKM z separacją, jaką – jednak, co tu dużo mówić – dają dwie osobne kości DAC, po jednej na kanał.

Astell&Kern SE200

Zmieniając repertuar muzyczny, przejdźmy do płyty Spaces Nilsa Frahma. A konkretnie do utworu „Says”. Ta jakże ciekawa kompozycja brzmi równie dobrze i na wyjściu AKM i na ESS, co – nie będę ukrywał – daje jednak sporo do myślenia. Inną kwestią jednakże jest też to, że i tym razem mamy dwa różne charaktery. Ciekawe jest jednocześnie to, że właśnie tutaj wychodzą pomiędzy estetyką brzmienia wyjścia na japońskich DACach i na Sabre. Przy zagęszczeniu dźwięków w utworze Frahma wychodzi doskonale coś naprawdę interesującego. A mianowicie to, jak z pozoru niewielkie różnie mogą spowodować przy pewnym repertuarze, przy pewnych realizacjach – zupełnie odmiennego odbioru muzyki, do zupełnie innych wniosków. Bo to właśnie na „Says” wychodzi też to, że chociażby dawny flagowiec Astella, traktowany tutaj jako pewien punkt odniesienia, gra po prostu bardziej całościowo, pełniej a przy tym w bardziej wypolerowany i doszlifowany sposób. Jest też – w stosunku do wyjścia na AKMach w SE200 – nieco bardziej, minimalnie, lecz jednak, oddalony w prezentacji, przez co chyba lepiej zachowuje perspektywę.

Jednocześnie, jeżeli już mówimy o perspektywie – to warto, naprawdę warto zaznaczyć to, że wyjście AKM w SE200 właśnie niebezpiecznie blisko zbliża się do brzmenia SP1000. Szum na „Says”, wszystkie drobne dźwięki w tle, charakterystyczne skądinąd dla tego utworu, SP1000 pokazuje minimalnie lepiej, ale to może być dla kogoś równie dobrze różnica z gatunku „inaczej” a nie „lepiej”, bądź „gorzej”.

AKM vs ESS – ale czy na pewno?

Wróćmy jeszcze do różnicy pomiędzy wyjściami w SE200. Sumarycznie wyjście na AKMie – gra bardziej naturalnie, a jest tak przede wszystkim ze względu na lepsze wypełnienie tkanką harmonicznych pomiędzy dźwiękami i przez to dźwięków samych w sobie. Przy czym podłączając takiego SP1000 zaraz po odsłuchach na wyjściu ESS w SE200 to ma się nieodparte wrażenie, jakby cała charakterystyka przenoszenia została zmieniona. Apogeum „Says” w stosunku do wyjścia ESS w nowym odtwarzaczu Astella brzmi jednak w SP1000 nieco lepiej. Z kolei, jeżeli przejdziemy do wyjścia na AKM – to sprawa już nie jest do końca taka prosta. Ale żeby było ciekawiej, to wprowadźmy jeszcze innego zawodnika do boksu – i niech tym razem traf padnie na nieco tańszy z kolei odtwarzacz. A jednocześnie wciąż tego samego producenta. Mowa tutaj o – także nowym – SA700. Ten ostatni,
w bezpośrednim porównaniu gra nieco bardziej matowo i bardziej z daleka porównując do AKMowej wariacji SE200, ale też cieplej. Ma ponadto podobną szerokość i ułożenie sceny do SP1000.

Teraz pora na pewnego rodzaju niespodziankę. Lana Del Rey i „Off To The Races”. Na tym utworze preferowałem wyjście ESS ponad AKM. Na Campfire Audio Andromeda ta piosenka na japońskiej kości DAC brzmiała po prostu nieco za bardzo „w twarz”. Fakt, może być też tak, że jest to też kwestia słuchawek, repertuaru oraz subiektywnych gustów. Jednakże nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż wokal Lany na ESSach brzmiał po prostu lepiej.

Utwór Zimmera „Rory’s First Kiss (Ryeland Allison Remix)” pokazał, iż wyraźnie słyszalna jest na AKMie gęstsza substancja dźwięku. A z kolei na ESSach (liczba mnoga, bo pamiętajmy, iż w tej konfiguracji mamy do czynienia z dwoma przetwornikami) – brzmienie jest bardziej zdystansowane. I też minimalnie lepiej obrazujące krawędzie dźwięków, przy mniejszym skupianiu się na tym, co jest pomiędzy tymi krawędziami.

Z kolei Annie Lennox „Precious” najlepiej zabrzmiała na wyjściu AKM. Przy czym tutaj też kolejna, myślę, iż interesująca obserwacja – otóż talerze i wysokie tony ogólnie były dźwięczniejsze na wyjściu ESS. Żeby było jeszcze lepiej – taki SA700 był tutaj w ogólnym, całościowym charakterze bardziej podobny do SP1000, chociaż brzmienie całościowo było na „siedemsetce” bardziej uspokojone.

A co z MQA?

Astell&Kern ma wbudowaną obsługę MQA, dlatego też zatrzymajmy się na chwilę przy brzmieniu, jakie oferuje on odtwarzając utwory w tym konkretnym formacie. No i co tu dużo mówić – Beyonce „Lemonade”, a zwłaszcza utwory w stylu „Partition” – zabrzmiały naprawdę dobrze. Żeby nie powiedzieć, że dość spektakularnie. Ale najciekawsze niech będzie tutaj to, że akurat w takim układzie, czyli mowa oczywiście o formacie MQA, mój głos idzie na wyjście z układów… ESS. Nie wiem, jak to jest, ale – ogólnie rzecz biorąc – przy gęstszych formatach brzmienie z tego akurat wyjścia nie sprawia wrażenia takiej matowości. Zupełnie, jakby jego charakter po prostu lepiej się sprawdzał właśnie przy plikach o wyższej, aniżeli standard Red Book (CDDA) rozdzielczości.

Mało tego, pozwolę sobie na dość odważne stwierdzenie. Otóż taka Beyonce w MQA brzmi na SE200 na tym samym – biorąc sprawy pod uwagę całościowo – poziomie jakościowym, jaki oferuje SP1000, przy czym atak i przejrzystość jest na korzyść SE200. Przełączając się bezpośrednio z wyjścia ESS w SE200 na dziurkę w SP1000 i mając ten sam materiał w tym pierwszym w MQA i „standardową” jakość CD w tym drugim – to wyraźnie słychać pogorszenie rozdzielczości w stosunku do formatu lansowanego przez firmę Meridian.

Astell&Kern SE200 – jedyny w swoim rodzaju        

Faktycznie, pod względem oferowania dwóch różnych torów, wliczając w to przetworniki, a przez to dwóch różnych brzmień – jest to produkt unikalny. Owszem, w każdym wariancie nowy odtwarzacz z Korei wciąż oferuje wiele charakterystycznych cech sonicznych, jakie mogą być kojarzone z marką Astell&Kern.

Jednakże zwróciłbym uwagę przede wszystkim na dwie kwestie. Po pierwsze – brzmienie z toru opartego o przetwornik AKM jest naprawdę blisko tego, co oferuje SP1000, który został wyceniony dwa razy drożej, aniżeli producent życzy sobie za SE200. Po drugie – wcale nie jest tak, że tor oparty na dwóch przetwornikach ESS został wrzucony „na dokładkę” i jest przy tym potraktowany po macoszemu. Bo coś mi mówi, że inżynierowie firmy Astell&Kern wnikliwie przemyśleli kwestię doboru przetworników, a zwłaszcza ich sygnatur brzmieniowych. Powiem więcej: nawet, gdyby SE200 miał tylko tor na pojedynczym AKMie – to byłby wart swej ceny. Bo tak tor ten oferuje bardzo wiele z brzmienia SP1000 za mniej więcej połowę jego ceny w momencie wejścia na rynek. A niejako gratis dostajemy dodatkowy tor na układach ESS, który jest trochę takim wilkiem w owczej skórze, bo potrafi zaskoczyć w dość nieoczekiwanych momentach. Rekomendacja.

Dystrybutor: MIP http://www.mip.bz
Cena: 8500 PLN

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*