Arcam Radia R35 to najnowsze wolnostojące kolumny głośnikowe, jakie oferuje nam znana brytyjska marka. Przy czym, co zapewne wielu z Państwa już zauważyło, marka ta jest rozpoznawalna u nas już od dłuższego czasu za sprawą całkiem rozpoznawalnej elektroniki, ze wzmacniaczami zintegrowanymi na czele. Co więcej, Arcam jako taki obecny jest na naszym rodzimym rynku bardzo długo, bo sporo ponad 20 lat. Producent ten wsławił się swego czasu bardzo dobrymi brzmieniowo konstrukcjami.
Mam tu na myśli chociażby integrę Detla 290, czy całą serię Alpha w latach 90-tych, czy serię DIVA na początku lat 2000 oraz równie udane modele z serii FMJ, które już miały całkiem poważne aspiracje. Arcam jest firmą o tyle ciekawą, że oprócz tego, iż produkował odtwarzacze CD wykorzystujące technologię Ring-DAC firmy dCS długo przed tym, zanim większość audiofilów w Polsce w ogóle o firmie dCS usłyszała, to na dodatek produkował też całkiem niezłe rodzynki, jak chociażby przetwornik cyfrowo-analogowy Black Box, który pojawił się na rynku w roku 1988, czy nawet dwa modele decka, a konkretnie Delta 100 i Delta 110. W międzyczasie oferta marki nieźle ewoluowała, jednakże – już zostawiając ten rys historyczny za nami – to chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną, dość istotną w sumie rzecz.
Otóż Arcam de facto jest na chwilę obecną jednym z naprawdę niewielu producentów, którzy mają w swojej ofercie wzmacniacze oraz końcówki mocy pracujące w klasie G. Podczas, gdy wiele innych marek zaczęło korzystać z gotowych modułów pracujących w klasie D, to Arcam rozwija swoją technologię amplifikacji w klasie G. A ta z kolei nie dość, że działa bezproblemowo (co można wywnioskować chociażby po recenzjach modeli takich, jak A25 czy A25+), to na dodatek bardzo dobrze gra. I także dzięki możliwościom w zakresie dość sporej mocy (co jest poniekąd jedną z właśnie zalet dobrze zaimplementowanej klasy G) może być niezwykłe ciekawą alternatywą dla wszystkich „cyfrowych” modułów wzmacniających produkowanych przez Hypexa i innych podobnych producentów.
Wspominam o tych wszystkich kwestiach przede wszystkim dlatego, że fakt wprowadzenia do oferty Arcama kolumn głośnikowych w sumie nie powinien nikogo dziwić. Bo właśnie patrząc tak przekrojowo na te wszystkie brytyjskie marki, to właśnie Arcam zdaje się też być producentem poniekąd mniej konwencjonalnym. Chociażby dlatego, że firma ta ma swojej ofercie chociażby całą linię elektroniki do kina domowego. Naturalnym zatem jest, że kolumny głośnikowe wcześniej, czy później pojawić się musiały. Przyjrzymy się teraz temu, co w przypadku drugich „od góry” kolumn z nowej linii Arcama de facto otrzymujemy. Bo sytuacja na przysłowiowym „papierze” wygląda co najmniej dobrze.
Arcam Radia R35 to smukłe, wolnostojące kolumny. Jednocześnie każda z nich posiada aż pięć przetworników. Z czego trzy to dedykowane niskotonowce, jeden to dedykowany średniotonowy, a jeden to z kolei wysokotonówka znajdująca się w falowodzie. Innymi słowy, otrzymujemy tutaj „dużo głośnika” za nasze pieniądze. Na dodatek powinowactwo z Revelem powinno nastrajać jak najbardziej pozytywnie, nawet jeżeli strojenie tych kolumn może być nieco inne i bardziej celować w kompatybilność z elektroniką Arcama. Do tych i wielu innych aspektów oczywiście dojdziemy, tymczasem pora przyjrzeć się kilku konkretnym kwestiom technicznym.
Arcam Radia R35 – kilka słów o konstrukcji
Zacznijmy od tego, co widać z zewnątrz. Kolumny są nie dość, że dość wysokie, to są na dodatek także smukłe. Żeby było jeszcze ciekawiej, ich boczne ścianki nie są równolegle, producent je zaokrąglił w taki sposób, że zwężają się ku tylnej części obudowy. Ma to zapewne zapobiec powstawaniu fal stojących w obudowie, które mogłyby być źródłem podkolorowań brzmienia. Jednocześnie też taki kształt sprawia, że kolumny wyglądają optycznie na mniejsze, niż de facto są i pomimo tego, że nie mają jakichś wyjątkowych „ficzerów” wizualnych, to sprawiają po prostu dobre wrażenie. Warto dodać także, że same obudowy posiadają wewnętrzne wzmocnienia mające na celu obniżenie ich rezonansów.
Zazwyczaj nie zwracam na to jakiejś specjalnej uwagi, bo wiadomo, że „de gustibus…”, jednakże tutaj Arcamy są z jednej strony dyskretne, z drugiej zaś widać po tych kolumnach, że ich design jest nieprzypadkowy. Jedyne zaś, co nawiązuje do serii Radia Arcama to żółte akcenty w podstawkach. Akcenty te są jednakże na tyle dyskretne, że trzeba się naprawdę dobrze przyjrzeć, aby je w ogóle zauważyć. Samo wykonanie jest bez zarzutu, gniazda głośnikowe są podwójne, dobrej jakości, chociaż może bez specjalnych ekstrawagancji. Jeżeli jednak przyjrzymy się samym przetwornikom – to te są naprawdę interesujące.
Postawiono tutaj na ceramikę. A konkretnie na metalowe membrany, które do tego powlekane są dodatkowym materiałem. Ale po kolei: zarówno przetworniki wysokotonowe, jak i średniotonowe oraz niskotonowe – mają membrany z aluminium. Co więcej, membrany te są anodyzowane, lecz w różny sposób. Nicolas Alix z Arcama opisuje nam to w taki sposób:
Micro Ceramic i Deep Ceramic to membrany aluminiowe poddane procesowi anodowania, w wyniku którego ich powierzchnia nabiera właściwości ceramicznych. Im dłużej materiał jest anodowany, tym głębszy i twardszy jest efekt. Membrany typu „micro” stosujemy w głośnikach niskotonowych, natomiast membrany poddane głębszemu anodowaniu – w głośnikach średniotonowych i wysokotonowych, które poruszają się szybciej i w większym stopniu korzystają ze sztywniejszej struktury materiału.
Powierzchnia ceramiczna jest również mniej podatna na metaliczne brzmienie, charakterystyczne dla niektórych membran aluminiowych. Pozwolę sobie tutaj, jak zwykle, na pewien techniczny komentarz. Otóż faktem jest, że proces anodowania membran aluminiowych zmienia nieco (albo trochę bardziej, niż „nieco”) ich charakterystykę, zwłaszcza w zakresie break-upu (czyli dzielenia się membrany) na końcu ich charakterystyki pracy.
Membrany metalowe mają zazwyczaj ten break-up dość mocno zaznaczony (aczkolwiek zależy to od wielu czynników, samej geometrii membrany, nawet od rodzaju zastosowanego kleju pomiędzy elementami ruchomymi). I jego usunięcie wymaga zastosowania albo stromych filtrów w zwrotnicy, albo też tak zwanych „notch-filtrów”.
Albo jednego i drugiego. Jednakże to, co powinni Państwo z tego wywodu zapamiętać to to, że nawet bardzo skomplikowana zwrotnica nie gwarantuje nam tego, że przetwornik z metalową membraną nie będzie grał metalicznie (jednocześnie zastosowanie metalu w membranach, tak patrząc z drugiej strony, wcale też nie oznacza tego, że brzmienie będzie nosiło też jakiekolwiek „metalowe” cechy. Stety-niestety nie jest to wcale takie proste).
Dlatego też producenci stosują różne rozwiązania, które mają opanować rezonans (czy też właściwie rezonanse) na końcu pasma już na poziomie samego materiału membrany. Chociażby taki KEF (który nota bene produkuje swoje własne przetworniki) czy SB Acoustics (który dostarcza przetworniki chociażby dla Bucharda) stosują przetłoczenia w membranie. Inni zaś – dają właśnie dodatkową warstwę, którą pokrywają właściwy materiał membrany.
I w przypadku przetworników zastosowanych w Arcamach R35 jest to właśnie ceramika. Jej zastosowanie ma sprawić, że membrana stanie się sztywniejsza, lecz tak naprawdę chodzi też o coś zupełnie innego. A konkretnie o zmianę charakterystyki rezonansów na końcu pasma przetworników metalowych tak, aby były one po prostu mniej słyszalne i mniej też (poprzez wiele różnych mechanizmów) wpływały na zachowanie we właściwym zakresie pracy.
Co także będzie interesujące – zastosowano różne procesy anodyzacyjne dla różnych przetworników. To znaczy przetworniki wysokotonowe i średniotonowe są poddawane dłuższemu procesowi anodyzacji przez co uzyskana powierzchnia drgająca jest sztywniejsza. Natomiast trzy przetworniki niskotonowe to efekt płytszego procesu anodyzacji. W przypadku przetworników niskotonowych o takiej akurat średnicy zapewne nie było konieczności ich dodatkowego usztywniania.
Chociażby dlatego, że rezonanse własne aluminiowych membran o takiej średnicy leżą już bardzo daleko od zakresu pracy samych membran. Zostając jeszcze przy samych przetwornikach, to zwróćmy uwagę na to, że wysokotonowe mają przed sobą falowody. Jednakże nie są one wcale, jak to dość często bywa okrągłe, lecz eliptyczne. Ma to na celu taką kontrolę charakterystyk kierunkowych, żeby uzyskać szerokie rozpraszanie w płaszczyźnie poziomej (pożądane) i węższe w pionowej.
Przetworniki średnio-tonowe z kolei przetwarzają zakres od 350 do 2100 Hz. Można zatem powiedzieć o nich chociażby tyle, że są specjalizowane i przetwarzają tylko sam środek pasma. Interesująco przedstawia się także część niskotonowa. Bo tutaj zamiast jednego dużego woofera mamy trzy niewielkie przetworniki na kolumnę. Napisałem „niewielkie”, bo de facto mają one taką samą średnicę jak głośniki średnio-tonowe.
Mogłoby się wydawać, że zostało to podyktowane względami estetycznymi (żeby zachować wąski front przedniej ścianki), jednak patrząc z inżynieryjnego punktu widzenia, to wcale nie musi być jedyny powód. Otóż zastosowanie kilku mniejszych przetworników basowych, które mają „udawać” jeden o znacznie większej powierzchni membrany ma swoje niezaprzeczalne zalety. Chodzi w szczególności o samą masę membran kontrolowanych przez jeden układ magnetyczny.
Kolejną rzeczą, o jakiej chciałem jeszcze wspomnieć to zwrotnice, które są wyższego rzędu (producent nie podaje jakiego), i używają cewek powietrznych. Powrócę do tej kwestii jeszcze później, bo zanim przejdziemy do opisu samego brzmienia, to wspomnę jeszcze o portach bass-reflex. Te są w Arcamach R35 dwa, jednakże nie są one dostrojone do różnych częstotliwości, a do takiej samej. A dlaczego dwa? Powód jest akurat dość prosty – otóż producent, przy dość wąskich rozmiarach tylnej ścianki chciał zapewnić systemowi bass-refleks pewien „zapas”. Inaczej rzecz ujmując: wygrała inżynieria. Jeżeli zaś chodzi o samo już umieszczenie portów bass-refleks z tyłu kolumn, to możemy dzięki temu w pewien sposób wpływać zarówno na charakterystykę samych kolumn, jak i na interakcję systemu bass-refleks z pomieszczeniem.
Arcam Radia R35 – brzmienie
Przyznam szczerze, że zazwyczaj zanim wezmę jakąś elektronikę bądź też kolumny na recenzję, to robię pewnego rodzaju rozeznanie, rekonesans. Czasami to działa, czasami nie. Zdarza się też tak, że dane urządzenie, czy też dane kolumny są zupełnym novum i trochę nie wiadomo, czego można się spodziewać. Są też takie sytuacje, i tego też nie będę w jakiś specjalny sposób ukrywał, kiedy po prostu recenzuję coś z czystej ciekawości. Tak było chociażby w przypadku słuchawek Cambridge Audio Melomania P100 (teraz już w wersji SE). I taka sama sytuacja ma właśnie miejsce w przypadku kolumn Arcama.
Przyznam szczerze, że byłem po prostu ciekaw, czy wprowadzenie kolumn głośnikowych do oferty producenta znanego przecież z bardzo dobrej elektroniki miało na celu jedynie wypełnienie pewnej luki. Czy też może efektem takiego działania będzie produkt (czy też produkty), które są w stanie nieco bardziej zamieszać w danym segmencie? Bo nie oszukujmy się – tak, jak w przypadku słuchawek, to jeżeli chodzi o kolumny – są te lepsze, i też te gorsze. Są też takie średnie, które nie są w sumie złe, ale też niewiele wnoszą. Słuchawki Cambridge’a były na tyle dobre, że aż sam byłem nimi zaskoczony.
Nawiązuje do tego dlatego, że po podłączeniu nowych kolumn Arcama, które wtedy jeszcze nie były nawet specjalnie wygrzane – od razu było wiadomo, że mamy do czynienia z czymś, co może być w stanie naprawdę nieźle zamieszać. Przede wszystkim Arcamy oferują bardzo dojrzałe, chciało by się rzec, że dopracowane pod praktycznie każdym względem brzmienie. Takie określenie byłoby oczywiście nieco zbyt ogólne, dlatego pozwolę sobie też rozłożyć nieco to, co oferują Arcamy Radia R35 na czynniki pierwsze.
Zacznijmy od tego, że nowe kolumny brytyjskiego producenta oparte są na membranach metalowych. Jednakże ich brzmienie wcale już metalowe w żaden sposób nie jest. Natomiast, co ciekawe, czuć po ich brzmieniu, że konstruktor naprawdę wiedział, co robi. A to dlatego, że Arcamy unikają pewnej pułapki, w którą do dzisiaj wpada wiele kolumn właśnie z metalowymi membranami. I wcale nie chodzi tutaj o metaliczne brzmienie, tylko bardziej nawet o pójście w drugą stronę skali, czyli przytłumienie pewnego zakresu na przełomie środka i góry, co dość często spowodowane jest zbyt skomplikowaną zwrotnicą, czy też zastosowanie zbyt agresywnych filtrów typu „notch”, które co prawda sprawiają zazwyczaj, że wykresy wyglądają dobrze, ale brzmienie jest już pozbawione nieco barwy.
Tutaj nie ma ani efektu metaliczności (jednakże pozwolę sobie do tego jeszcze nawiązać nieco później), ani też nie ma efektu przytłumienia. Środek jest minimalnie, ale naprawdę minimalnie cofnięty, co nie znaczy, że kolumny grają w jakiś sposób tak zwaną „V-ką”, bardziej to kwestia tego, że ich brzmienie jest, rzekłbym, fizjologiczne, mocno rozciągnięte pomiędzy basem i górą. Przyznam, że od razu po podłączeniu Arcamów rozpocząłem odsłuchy, które kontynuowałem już po wygrzaniu kolumn (tutaj zazwyczaj kluczowymi okazuje się pierwsze kilkadziesiąt godzin, bo wtedy największym zmianom ulegają takie parametry, jak chociażby Kms, czyli podatność zawieszeń samych przetworników, w szczególności dolnego resora).
Na pierwszy rzut poszedł bardzo dobrze znany mi album Annie Lennox, czyli oczywiście „Diva”. „Precious” to utwór, który naprawdę potrafi nieźle wyłożyć zarówno elektronikę, jak też i kolumny (nie wspominając już o DACach w technologii delta-sigma, gdzie filtracja w torze analogowym po prostu nie radzi sobie z szumami generowanymi przez modulator). I tutaj powiem w taki sposób. To nawet nie jest tak, że Arcamy sobie z tą płytą poradziły, co bardziej pokazały, jak kolumny w takim zakresie cenowym powinny taki repertuar de facto odtworzyć. Uwagę przede wszystkim zwróciły na siebie przede wszystkim dwie rzeczy – naturalna, niewymuszona wyrazistość środka pasma oraz bardzo duża ilość energii w brzmieniu.
Nawiążę teraz do tego, co napisałem powyżej odnośnie tego, że środek pasma jest minimalnie z tyłu, co tak naprawdę to im dłużej tych kolumn się słucha, tym bardziej okazuje się, że takie określenie jest nie tylko niesprawiedliwe, ale de facto też nieco nieprecyzyjne. Tutaj bardziej chodzi o barwę, która jest tutaj dość mocno nasycona, konturowa ale w sposób taki, że mamy w tym brzmieniu również wypełnienie.
Bo z kolei na Celestial Echo Malii i Borisa Blanka – wszystko było świetnie zbalansowane, z bardzo dobrze zaznaczonym wokalem o świetnej definicji i barwie. Tutaj naprawdę bardziej słychać było po prostu bardzo dobrą realizację, kolumny starały się zejść z drogi muzyce. Fleetwood Mac – bardzo pełne brzmienie, dobrze zanzaczony bas, natomiast góra bardzo błyszcząca, po „srebrnej stronie”, mając przy tym nieco inny charakter, aniżeli większość kopułek tekstylnych.
Na dobrze znanej płycie „On Every Street” Dire Straits, słychać było bardzo wyraźnie, że jest ona nieco przebasowiona, jednakże Arcamy zaprezentowały tutaj też bardzo dobrą przestrzeń. No i właśnie. Jeżeli już przy samym basie jesteśmy, to warto wspomnieć o kilku rzeczach. Konstruktor postawił tutaj na dynamikę i definicję a nie na zejście basu w dół za wszelką cenę. Proszę mnie przy tym źle nie zrozumieć, bo Arcamy dalej grają na niskich tonach tak, jak na dobre wolnostojące kolumny przystało.
Po prostu bardziej chodzi o to, że już sama najniższa oktawa jest nieco odfiltrowana, co było słychać na syntetycznych impulsach w elektronice. Jednakże cały zakres basu jest bardzo dobrze kontrolowany, spójny i właśnie doskonale wpisuje się w ogólnie pojęty charakter tych kolumn. Dochodzimy teraz do najważniejszego w sumie aspektu brzmienia Arcamów.
Bo to, co najbardziej w Arcamach zaskakuje, to ogólnie pojęte zestrojenie tego brzmienia. Niby mamy smukłe kolumny, które mają przecież kilka przetworników, ale wszystko tutaj jest doskonale spięte. Wszystko się zgadza. Bo Radia R35 grają, jakby nie patrzeć, brzmieniem doskonale spójnym. Dynamicznym, rozdzielczym, z charakterem, ale właśnie też koherentnym. Na Marian Hill “Differently” efekt spójność wraz z szerokim zakresem dynamiki sprawiał naprawdę spektakularne wrażenie. Dodatkowo słychać tu było jeszcze jedną rzecz. Czyli oderwanie dźwięku od kolumn. Albo jeszcze inaczej sprawy, nieco bardziej od strony konstrukcyjnej ujmując, tutaj obudowa w tych kolumnach „nie gra”. I tę lekcję producent także odrobił.
Arcam Radia R35 – podsumowanie
Będę z Państwem szczery. Bardzo lubię elektronikę Arcama, konkretnie chodzi mi o wzmacniacze zintegrowane tej marki. Uważam, że zwłaszcza wyższe modele amplifikacji brytyjskiego producenta są doprawdy znakomite. Chodzi mi w szczególności o to, że charakter tych urządzeń jest mocno, że tak to ujmę, długodystansowy. Z jednej strony zapewne wynika to ze sposobu pracy końcówek mocy w klasie G, z drugiej jest to chyba jednak bardziej całościowy zamysł brytyjskiego producenta (bo przecież już wcześniejsze wzmacniacze zintegrowane tej marki takie, jak chociażby Delta 290 „z dawnych lat” grały w podobny sposób).
Już nie wdając się zatem w zbytnie dywagacje, to powiem tylko tyle: jeżeli ktoś ze znajomych pyta się mnie o dobry wzmacniacz stereo, to na myśl przychodzi mi właśnie Arcam. Oczywiście zakładając, że mówimy o integrze w “normalnych” (zwał, jak zwał, jest to oczywiście względne w dzisiejszych czasach) pieniądzach. Przy czym zawsze przy takich poradach i dywagacjach pojawiał się do tej pory jeszcze inny dylemat: jakie kolumny do takiego, dajmy na to Arcama A25+ wybrać. No i teraz dylemat ten producent nam całkiem sprawnie rozwiązał. Bo jeżeli ktoś chce poruszać się dalej w obrębie tej samej marki i chce do tego kolumny wolnostojące (acz oczywiście jednak droższe), to może śmiało postawić na model R35.
Jednocześnie nowa propozycja Arcama w zakresie kolumn jest sama w sobie na tyle dobra, że de facto nie powinniśmy jej traktować li tylko jako dodatku do bardzo dobrej elektroniki brytyjskiego producenta. A po prostu bardziej jako naprawdę dobre, pełnoprawne kolumny głośnikowe. Pamiętam, jak swego czasu zaskoczony byłem tym, że model Radia A25+ był faktycznym krokiem do przodu brzmieniowo w stosunku do modelu A25 (bez plusa). Kolumny Arcama zaskoczyły mnie jeszcze bardziej.
W zasadzie to nawet jak szukałem czegoś, do czego można by się było w nich przyczepić, to tego nie znajdywałem. Jest to bowiem dopracowana, spójna inżynieryjnie i brzmieniowo (co powinno iść w parze, lecz wcale nie jest to aż takie oczywiste) konstrukcja. A przy tym też taka, która powinna sprawdzić się w szerokim spektrum zarówno urządzeń towarzyszących, jak i repertuaru muzycznego. Ponieważ nawet abstrahując od dynamiki, czy basu, to bardziej podstawowe kwestie takie, jak spójność, przestrzeń czy barwa stoją tutaj na wysokim poziomie. Pełna rekomendacja.
Adam Kiryszewski
Cena: 21999 / para
Dystrybutor: Audio Center Poland




