A&norma SR25 – recenzja

A&norma SR25
A&norma SR25

A&norma SR25 to najnowszy odtwarzacz przenośny znanej wszystkim entuzjastom firmy Astell&Kern. Jest to jednoczenie drugi model w serii A&norma, i przy tym stanowi naturalną ewolucję wcześniejszego SR15. Warto tutaj zaznaczyć, że Astell&Kern tą właśnie serią produktów nawiązuje do legendarnego niemalże modelu AK70, który swego czasu wyraźnie i pewnie wyznaczył pewne standardy w branży. Co więcej, o ile nie mamy tutaj do czynienia z jakimś przełomowym produktem, a bardziej z ewolucją, to producent zarzeka się, że to, co zostało poprawione – to przede wszystkim brzmienie. Znając ogólną specyfikę soniczną produktów Astella, które idą w stronę niewymuszonej naturalności i neutralności, można zaryzykować pewną, może nawet nieco śmiałą tezę. Otóż – jeżeli faktycznie mamy do czynienia ze wzrostem transparentności, to może być to jeden
z ciekawszych odtwarzaczy w tym segmencie na rynku. Zwłaszcza, jeżeli weźmiemy poprawkę na poziom dopracowania koreańskich urządzeń, gdzie po prostu wszystko działa. I o ile cena tego konkretnego odtwarzacza, wynosząca 2990 PLN niekoniecznie plasuje go w segmencie urządzeń budżetowych, czy też w jakikolwiek sposób tanich, to może też się okazać, że sumaryczny stosunek jakości do ceny, biorąc pod uwagę całokształt – wychodzi nad wyraz korzystnie. Oczywiście, jest to śmiała teza, dlatego przyjrzyjmy się najnowszemu dziecku producenta z Korei
z bliska.

A&norma SR25
A&norma SR25

A&norma SR25 – pierwsze wrażenia, czyli budowa i wykonanie

Astell&Kern zdążył już chyba wszystkich przyzwyczaić do dość awangardowego i jednocześnie unikalnego wzornictwa swoich urządzeń. Ale to nie wszystko. Design to jedno, natomiast sama precyzja wykonania – to drugie. I jej poziom, mówić wprost, wyznacza standardy w branży. Owszem, konkurencja powoli zaczyna Astella doganiać, ale jednak wziąć jest to, mówiąc kolokwialnie, top absolutny. I szczerze powiedziawszy ten model A&norma bardziej przypomina przez to odtwarzacze typu A&ultima SP1000 – bo tutaj po prostu widać, że producent się mocno do każdego elementu przyłożył. Jest jeszcze inna, może nieco bardziej subiektywna kwestia, jednakże też taka, na którą również warto zwrócić uwagę. Porównując SR25 do innych, także bardziej aspirujących do miana hi-endu odtwarzaczy – od razu zauważymy jego mniejsze wymiary. 63.5 mm szerokości i 108 mm wysokości przy głębokości 16 mm sprawia, że znacznie prościej pomieścić go w kieszeni, aniżeli bardziej „pełnowymiarowe” odtwarzacze. To jest oczywiście kwestia indywidualnych preferencji, i ktoś mógłby powiedzieć, że większe DAPy lepiej leżą w dłoni – ale w praktyce, w codziennym użytkowaniu mniejszy odtwarzacz po prostu sprawdza się lepiej. Co więcej, trudno mi wyobrazić sobie uprawianie sportu takiego, jak bieganie, czy kolarstwo z odtwarzaczem wielkości SP1000. Tymczasem SR25 mieści się – subiektywnie patrząc – w górnym limicie wagi. Te 170 gram to nie jest mało, ale jednocześnie spokojnie można zmieścić SR25 np. w kieszeniu koszulki kolarskiej.

A&norma SR25
A&norma SR25

Inną zaś kwestią jest to, że połączenie metalu i szkła zawsze było ponadczasowe i tak jest też w tym przypadku. Żeby nie było, że wszystko jest wspaniale, to pozwolę sobie przyczepić się do jednego. Otóż warto do tego odtwarzacza zakupić skórzany pokrowiec. Tylko jego cena jest chyba trochę na wyrost, bo aż 299 PLN.

Co na pokładzie?

Faktem jest, że A&norma SR25 to bardziej ewolucja, aniżeli rewolucja. Natomiast, jeżeli przyjrzymy się bliżej jego funkcjonalności i temu, co zostało zaimplementowane w tym urządzeniu, to nietrudno dojść do wniosku, że jest to ewolucja i przemyślana i jak najbardziej potrzebna. Układy przetworników DAC pozostały te same – są to dwie kości Cirrus Logic CS43198.  Poszerzono przy tym możliwość odtwarzania gęstych formatów, aż do 32bitów i 384 KHz włącznie. To raz. Dwa – mamy obsługę formatu Quad-DSD, czyli DSD256. Dla porównania SR 15 obsługiwał „tylko” 24 bity i 192 KHz oraz DSD128. Ale to oczywiście nie wszystko. Ponieważ odtwarzacz ten obsługuje Tidala, istotnym będzie tutaj informacja o pełnym wsparciu dla formatu MQA (Master Quality Authenticated). Pomijając już pewne kontrowersje krążące wokół tego rozwiązania, trudno jest polemizować
z coraz to większą ilością zapisanych w tym formacie utworów na platformie streamingowej Jaya-Z. Dodatkowo mamy na pokładzie także najnowszą wersję Androida, czyli 9.0.

A&norma SR25
A&norma SR25

Jest oczywiście i WiFi i Bluetooth. I ten ostatni, po raz pierwszy w przypadku odtwarzaczy firmy Astell&Kern wspiera nie tylko aptX HD, ale także LDAC. Wyświetlacz o rozdzielczości 720×1280 jest całkiem responsywny i ma całkiem dobre kąty patrzenia. Przy jego przekątnej wynoszącej 3.6 cala taka rozdzielczość wydaje się być optymalnym kompromisem pomiędzy wyrazistością, a niskim poborem prądu.

Ewolucja, która może oznaczać rewolucję: A&norma SR25 – brzmienie

Od pierwszej chwili odsłuchu SR25 słychać firmowy charakter, jaki prezentują odtwarzacze firmy Astell&Kern. I proszę mi wierzyć, w użyciu przymiotnika „firmowy” nie ma tutaj ani cienia przesady, bo nawet biurkowy DAC ze zintegrowanym wzmacniaczem słuchawkowym ACRO L1000 grał z podobnym charakterem. Albo raczej właśnie bez narzucania swojego charakteru. Bo brzmienie także SR25 jest naturalne i neutralne. A do tego – jest wysoce, zwłaszcza, jak na tą półkę cenową – transparentne. Warto tutaj podać pewien punkt odniesienia. I niech to będzie trochę tańszy, lecz wciąż udany odtwarzacz konkurencji, czyli FiiO M11. Ten ostatni kreślił brzmienie grubszą kreską, a przy tym posiadał dosadniejszą
i bardziej ziarnistą górę. Jednocześnie brzmienie M11 mogło się na początku wydawać bardziej ekspansywne, z szczerzą sceną.

Proszę mi jednak pozwolić na rozwinięcie tego: otóż całościowy charakter brzmienia A&norma SR25 idzie w stronę zachowania jak największej transparentności. To jest taki trochę niepozorne brzmienie, które mocno zyskuje z czasem. Bo na początku, przy pierwszych taktach utworów wydaje się, że nic nas nie porywa. I to jest jeden z tych przypadków, kiedy pierwsze wrażenie może być, a w zasadzie nawet na pewno będzie – mylne. Ujmę to może jeszcze inaczej: SR25 po prostu nie wchodzi w drogę muzyce. Połączony z takimi słuchawkami, jak doskonałe i jednocześnie monitorowe Campfire Audio Andromeda zagra tak, że zaczniemy się zastanawiać, czy naprawdę potrzebujemy droższego DAPa. Wyraźnie to było słychać na gęstym i emocjonalnym utworze „Says” Nielsa Frahma. Nie było mowy o podbiciu żadnego zakresu, wszystko było spójne, a jednocześnie słuchając nie miało się najmniejszego problemu z wyodrębnieniem osobnych dźwięków. To właśnie wgląd w nagranie i separacja jest najmocniejszą stroną nowego odtwarzacza.

A&norma SR25
A&norma SR25

A przy tym na „Into The Red” Hansa Zimmera (ścieżka dźwiękowa z filmu „Rush”) nie było żadnych problemów ani z dynamiką, ani z basem. Powiedziałbym nawet, że bas w przypadku nowego Astella jest po wyrazistej i mocno zdefiniowanej stronie. Niskie częstotliwości idą w stronę precyzji i kontroli. I w sumie nie ma się czemu dziwić, bo doskonale to wpasowuje się w całościowy charakter brzmienia. Z kolei, jeżeli już jesteśmy przy tej – skądinąd bardzo ciekawej – płycie, to utwór „Mount Fuji” zabrzmiał niezwykle detalicznie, z dużą ilością muzycznego planktonu, z masą szczegółów.

A&norma SR25
A&norma SR25

Wracając jeszcze na chwilę do porównań, SR25 jest czystszy, bardziej neutralny, ma też bardziej konturowy bas od F11. Przy czym w zestawieniu ze starszym, lecz wciąż dobrze grającym Mytekiem Stereo 192 DSD słychać, że układy Cirrus Logic
w A&norma grają zupełnie inaczej od pierwszych kości ESS Sabre. To jest nie tylko inny charakter brzmienia, ale też chodzi o niższy w SR25 poziom szumów oraz o zdecydowanie mniejszą granulację na górze pasma. Na dobrych realizacjach, gdzie zachowany jest prawidłowy balans tonalny SR25 sprawdzi się znakomicie. Oczywiście pod warunkiem, że oczekujemy właśnie takiego, mówiąc wprost, uczciwego brzmienia. Innymi słowy, odtwarzacz ten potrafi bardzo dużo „ugrać” właśnie przez to, że nie kombinuje. I praktycznie zawsze zabrzmi – jak na tę cenę – świetnie tam, gdzie wymagana jest neutralność i transparencja. Nowy DAP Astella niczego nie pogrubia, gra może i nawet minimalnie w bardziej rześki sposób, ale przy tym nie odchudza barwy. I w tym też widziałbym bardzo poważną zaletę. Bo mamy doskonałą, jak na tę cenę przejrzystość, ale nie jest to okupione dźwiękiem anemicznym.

Na Beyonce „Mine” słychać też, że temu odtwarzaczowi w żadnym zakresie pasma nic nie brakuje. Zwracam na to uwagę również dlatego, aby nikt nie pomyślał, że jest to odtwarzacz grający środkiem i tylko środkiem pasma, bo tak nie jest.

A&norma SR25
A&norma SR25

A&norma SR25 – podsumowanie       

Tak naprawdę to ten odtwarzacz gra dużo lepiej, aniżeli można by wywnioskować z tej recenzji. I śmiem twierdzić, że bliżej mu do droższych DAPów tej firmy takich, jak chociażby SP1000, aniżeli do urządzeń stricte budżetowych. Bo prawda jest taka, że patrząc na wszystkie obiektywne cechy brzmienia, to wszystko jest drugorzędne w porównaniu do niewymuszonej transparentności. Astell w tym modelu zdecydował się jednocześnie na zastosowanie innych, niż zazwyczaj przetworników cyfrowo-analogowych. Bo zamiast sprawdzonych układów firmy AKM mamy kości firmy Cirrus Logic. Co ciekawe, brzmienie dalej nie tylko trzyma się firmowej szkoły, ale idzie jeszcze dalej. Dalej w takich aspektach, jak właśnie przeźroczystość, czy brak granulacji, brak niepotrzebnych wyostrzeń. I to jest naprawdę spory postęp. Dodajmy do tego jeszcze to, że nowy odtwarzacz Astella jest po prostu dopracowany. Wszystko w nim działa, a to dzisiaj wcale nie jest aż takie oczywiste.

Patrząc, zatem całościowo – nawet cena wynosząca niekoniecznie budżetowe 2999 PLN wydaje się być całkiem uzasadniona. Pełna rekomendacja.

Dystrybutor: MIP http://www.mip.bz
Strona Produktowa: https://astellnkern.pl/produkt/astellkern-anorma-sr25/
Cena: 2999 PLN

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*