Amphion Argon1 – recenzja

Reasumując, bardzo ciekawe konstrukcyjnie kolumny, nieco odbiegające od utartego kanonu, acz wciąż z rozwiązaniami, które w żadnym przypadku nie są kaprysem producenta. A po prostu mają swoje, racjonalne i logiczne uzasadnienie. Jeżeli zaś o wykonanie chodzi – to tutaj bez uwag. Miłym akcentem jest wyprofilowany i będący integralną częścią obudowy port. Bo wielu producentów daje tutaj, mówiąc kolokwialnie, „plastykową rurę” w różnych wariantach. Dobrze to świadczy o podejściu do detali. Mamy też w zestawie zatyczki do portów-bass refleks a same kolumny posiadają możliwość montażu na wysięgnikach – to właśnie po to są cztery punkty montażowe w okolicach portu bass-reflex.

Brzmienie

Konstruktor Amphionów już przy okazji recenzji wcześniejszego modelu Argon3S napisał mi w mailu, że jego filozofią jest to, aby – oczywiście w pewnym uproszczeniu – kolumny otwierały szerokie okno na muzykę. Trudno się z tym nie zgodzić słuchając modelu Argon1. Bo w przypadku fińskich kolumn podstawkowych już od początku mamy bardzo silne wrażenie, że starają się one, na tyle na ile oczywiście mogą, zejść z drogi muzyce i po prostu zniknąć z całościowego przekazu. Przy czym warto też już na wstępie również zaznaczyć, że nie mamy tutaj do czynienia z takimi bezlitosnymi dla nagrań monitorami, które dzielą każdy dźwięk i starają się za wszelką cenę przekazać jak najwięcej detalu.

Amphion Argon1

Jest jeszcze kolejna kwestia, którą także można dość szybko zauważyć. Otóż, jeżeli popatrzymy na materiały membran w przetwornikach i z tego powodu (czy też ze względu na wciąż panujące pewne stereotypy, które każdą nam założyć, że głośniki z takimi membranami będą grać tak, a nie inaczej) będziemy oczekiwać brzmienia w jakikolwiek sposób „metalowego” – to w tym przypadku nic z tych rzeczy. Bo Amphiony brzmią w otwarty, ale i gładki zarazem sposób, na przełomie środka i góry nic się w nich nie dzieje, co sugerowałoby jakiekolwiek rezonanse samych przetworników, a ich połączenie, zgranie ze sobą jest w tym przypadku znakomite. I, co ciekawe, balans tonalny jest ustawiony tak, że nawet umieszczając Amphiony z dala od ścian tylnej i bocznych – nie będzie przesunięcia całego pasma, całej charakterystyki w kierunku środka czy góry pasma. Jeszcze inną kwestią jest to, że nie jest to też brzmienie rachityczne, czy też grające w jakikolwiek sposób krawędziami, nadmiernie je akcentując. Bo jeżeli chodzi o jego całokształt, to określiłbym je jako bardzo dobrze równoważące poziom detalu oraz płynności i gładkości. A jeżeli już pojawi się gdzieś jakaś nadmierna, nadprogramowa krzykliwość czy chropowatość, to będzie ona pochodzić raczej z pozostałych, „wcześniejszych” elementów toru, aniżeli z samych fińskich kolumn.

Amphion Argon1

Odsłuchy rozpocząłem od ogólnie pojętej muzyki elektronicznej, przy czym o dość zróżnicowanym spektrum. Na „Sedatin Sitar” formacji Organic Dreamers Amphiony pokazały bardzo dobrą, jak na tak małe kolumny zdolność tworzenia sceny, która o ile była tworzona raczej w głąb, to też sprawiała wrażenie nie zamkniętej w małych obudowach, co czasami zdarza się w przypadku niewielkich monitorów. Pomagał w tym bas, który doskonale sobie na tym utworze radził. Był przy tym zaskakująco dobrze zdefiniowany i zróżnicowany, zwłaszcza jak na kolumny posiadające obudowy w konfiguracji bass-reflex. Ogólnie, jeżeli chodzi o zestrojenie basu w Argonach1, to miałbym tutaj taki sam komentarz, jak odnośnie połączenia, zgrania przetworników między sobą – jest to znakomity przykład na to, jak można to zrobić po prostu dobrze. Bo w Argon1 nie ma ani próby uzyskania jak najniższego basu kosztem jego kontroli, ani też pójścia w stronę basu zbyt konturowego, bez jego odpowiedniego rozciągnięcia.