64 Audio U12t – recenzja słuchawek dokanałowych

64 Audio U12t

64 Audio U12t to słuchawki – z wielu powodów – niezwykle ciekawe. Natomiast tytułem wstępu, warto przybliżyć najpierw samą markę 64 Audio. Bo o ile jest ona u nas może mniej rozpoznawalna – to „za wielką wodą” używają jej całkiem znani artyści. Za tą amerykańską firmą stoi inżynier dźwięku Vitaliy Belonozkhko, i pierwotnie miała ona nazwę 1964 Ears. Liczba w nazwie nawiązuje do tego, co działo się w muzyce właśnie w 1964 roku. A działo się wtedy dużo: Beatlesi pojawili się w Stanach Zjednoczonych, Beach Boys w końcu miało swój największy hit. Innymi słowy, rok ten był w pewnym sensie przełomowym dla muzyki rockowej.

Wracając zaś do samej firmy i recenzowanych tutaj słuchawek, to są one interesujące z kilku, dość szczególnych, powodów. Przede wszystkim, przy cenie wynoszącej osiem i pół tysiąca złotych są jednocześnie najtańszą propozycją amerykańskiej firmy z serii Universal Fit. Seria ta to cztery modele słuchawek i u U12t tą serię niejako otwierają. W ofercie 64 Audio też druga seria, czyli Custom Fit. I jak sama nazwa wskazuje, są to monitory douszne (tzw. customy), gdzie forma jest wykonywana indywidualnie pod daną fizjologię słuchacza.

12 przetworników i pełen zestaw firmowych technologii

Jeżeli chodzi o konstrukcję – to jak można domyślić się po nazwie – 64 Audio U12t mieszczą w swoich obudowach aż 12 przetworników na kanał. Cztery z nich to niskotonowe,  sześć to średniotonowe. Do tego mamy dwa przetworniki wysokotonowe. Te ostatnie są wykonane w autorskiej technologii „tia” i znajdują się bezpośrednio w kanale przenoszącym ciśnienie akustyczne z pozostałych przetworników do ucha. Producent chwali się, że dzięki temu uzyskano maksymalnie krótki dystans, jaki muszą pokonać wysokie tony, dzięki czemu powinny mieć „wyjątkową” gładkość, czystość i bardzo dobre rozciągnięcie w górę pasma.

Mało tego, słuchawki zawierają jeszcze całą masę innych, firmowych rozwiązań o ciekawie brzmiących nazwach („apex”, „true phase”, czy „3DFIT), z których każde ma zapewnić lepsze, niż w przypadku konkurencji, brzmienie. Oczywistym staje się, zatem pytanie – czy tak jest w praktyce?

Budowa, opakowanie i dodatki

Z jednej strony – trudno, żeby słuchawki, w dodatku douszne, za tą kwotę były dostarczane w jakimś niepozornym opakowaniu, bo tutaj producenci zazwyczaj prześcigają się w pomysłach. Natomiast faktem jest, że już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że mamy do czynienia z produktem, mówiąc w skrócie – poważnym. U12t dostajemy w dużym pudełku, niewiele mniejszym, aniżeli w przypadku wielu małych słuchawek nausznych. Na jego odchylanej „przedniej” stronie znajduje się przysłowiowe „kilka słów” o firmie z autografem założyciela. Niby szczegół, a cieszy. I świadczy też o podejściu.

64 Audio U12t

Futerał dołączany do słuchawek

Do budowy słuchawek przejdziemy za chwilę, kilka słów należy się natomiast futerałowi podróżnemu, jaki jest dostarczany wraz ze słuchawkami. Otóż tak solidnego, dobrze wykonanego futerału to szczerze powiedziawszy można szukać ze świeczką. Przy czym przywodzi on też na myśl produkty studyjne. W sensie takim, że jest pozbawiony zbędnych elementów. I jeszcze raz to podkreślę: jest niezwykle solidny, wręcz pancerny. A przy tym pudełko jest też po prostu praktyczne i tutaj zdjęcie powie więcej, niż słowa.

64 Audio U12t

Same słuchawki natomiast to konstrukcja całkowicie metalowa, nie są najlżejsze, lecz to tylko potęguje wrażenie ich solidności. W praktyce nie ma żadnego problemu z dopasowaniem, wystarczy dobrać odpowiednie zatyczki, a w zestawie mamy ich do wyboru.

 

To, co najważniejsze, czyli dlaczego 64 Audio U12t są warte swojej ceny? Brzmienie

W tym akurat przypadku nie ma trzeba, mówiąc potocznie, owijać w bawełnę: U12t brzmią tak, jak słuchawki, w dodatku dokanałowe, za tą cenę, brzmieć powinny. Akurat tak się stało, że podłączyłem je do flagowego odtwarzacza Astell&Kern SP1000 zaraz po dużo tańszych Campfire Audio Comet i Astell&Kern Billie Jean. I różnica między nimi to nie jest kwestia klasy, dwóch, czy nawet kilku. To są zupełnie inne światy. Ale po kolei.

Przede wszystkim uderzające jest wrażenie separacji, świeżości oraz braku skrępowania dźwięku. Na dodatek mamy doskonałą przejrzystość, wszystko nagle staje się wyraźne a przy tym nie ma czuć ani krzty natarczywości. W porównaniu do U12t wiele tańszych słuchawek będzie grać, jakby za mniej lub bardziej, lecz jednak grubą kotarą, zza której dochodzi dźwięk. Wiele tańszych słuchawek będzie też grać wydawałoby się cieplej, natomiast de facto będzie to rezultat spowolnienia dźwięku, którego w przypadku 64 Audio po prostu nie ma. Przy czym, co niezwykle istotne, U12t nie grają też w żaden sposób chłodno. Śmiem podejrzewać, że tutaj taki efekt, że chce się ich słuchać i słuchać wynika po prostu z tego, że mają mniejsze zniekształcenia, zachowując jednocześnie spójność fazową całego pasma.

64 Audio U12t – wgląd w nagranie

Kolejną istotną cechą, o której trzeba wspomnieć jest to, że bardzo wyraźnie, dokładnie i rzetelne pokazują nagranie. Pokazują je jednocześnie, jako jedną całość, a przy tym można wyłowić bez żadnego wysiłku każdy praktycznie niuans – i to się tyczy całego pasma.

Jeżeli już jesteśmy przy oddawaniu detali, to warto wspomnieć o czymś jeszcze. Otóż reprodukcja pogłosów, oddanie akustyki na nagraniach jest szczególne. Szczególne dla tego, że po pierwsze U12t są w stanie wydobyć detale pogłosowe nawet z nagrań, gdzie nie są one w realizacji jakoś szczególnie uwypuklane. Po drugie nie są to też słuchawki, które sztucznie epatują słuchacza detalami. Tutaj po prostu przekazanie aury nagrania jest bezpośrednio powiązane z ich przejrzystością.

Scena w przypadku 64 Audio jest budowana na linii między słuchawkami, minimalnie z przodu. Natomiast kolejną cechą, jaka odróżnia te słuchawki od produktów tańszych jest umiejętność jednoczesnego pokazania tego, co się dzieje na dalszych planach, przy pokazaniu tego, jak się dzieje. Pod pojęciem „jak” rozumiem tutaj przede wszystkim barwę, fakturę. Wiele sprzętów, nie tylko słuchawek, czy kolumn głośnikowych, ale bardziej ogólnie – pokazuje tylko zarys tego, co się dzieje gdzieś dalej na scenie. Tutaj, w przypadku U12t dostajemy pełną, niezatartą informację.

Jeszcze jedna rzecz odnoście oddania sceny – jest ona bardzo szeroka. Nie ma tutaj też żadnej kombinatoryki, a pierwsze wrażenie może zmylić, bo właśnie wcale nie ma efektu „wow”, jest rzetelne oddanie tego, jaką akustykę ma dane nagranie. Po prostu 64 Audio U12t niczego nie zniekształcają, nie uwypuklają. Intro „Rory’s First Kiss” ze ścieżki dźwiękowej z „The Dark Knight” zabrzmiało spektakularnie, bo o ile słuchawki starają się nic nie dodawać, to nie są też przeszkodą dla nagrania.

Barwa i jeszcze raz barwa

Jednocześnie wyjątkowo dobrze oddają bardzo subtelne zmiany w barwie i tonacji. Zasadniczo większość konstrukcji opartych o przetworniki armaturowe to potrafi lepiej, lub gorzej. Natomiast tutaj nie chodzi nawet o samą tego umiejętność, co bardziej o to, że komponuje się ona z innymi składnikami brzmienia w jedną, bardzo sensowną i jednocześnie robiącą wrażenie całość.

Jeżeli chodzi o skraje pasma, to zacznijmy od góry. Są to najlepsze wysokie tony, jakie słyszałem poniżej kwoty 10tyś złotych ze słuchawek nie-elektrostatycznych. Ta część pasma ma trzy trudne do połączenia cechy. Jest przede wszystkim bardzo wyraźna. I na dodatek bardzo dobrze rozciągnięta. A przy tym nie jest w żaden sposób wyeksponowana. Inaczej rzecz ujmując: słychać, że firmowa technologia „tia” to nie jest żaden chwyt marketingowy, tylko realnie działające rozwiązanie.

Bas może zaskoczyć

Jeżeli chodzi o oddanie niskich tonów to tutaj należy się nieco szerszy opis tego zakresu pasma. Otóż bas w U12t może się niekoniecznie ujawnić w zakresie rozciągnięcia. Wystarczy jednak posłuchać chociażby Madonny „Justify My Love”, czy też muzyki spod szyldu chociażby Members Of Mayday i wszystko staje się jasne. Słuchając U12t faktycznie nasuwa się skojarzenie z bardzo dobrymi kolumnami posiadającymi obudowy zamknięte i duże głośniki basowe. Albo też
z najwyższymi modelami subwooferów firmy REL.

64 Audio U12t

Jednocześnie bas tutaj posiada też wyraźny kontur. Chodzi w szczególności o tzw. „wyższy bas”. Warto o tym wspomnieć, bo często przeoczeniu ulega pewna prawidłowość. Wiele słuchawek (a także kolumn) wpada w pewną pułapkę. Dość często jest tak, że pełne, można by rzec „subwooferowe” rozciągnięcie basu jest jednocześnie okupione albo brakiem jego konturowości, albo brakiem jego kontroli, albo, co gorsza, jednym i drugim. I o ile ten ostatni przypadek jest przypadkiem raczej skrajnym, to jednak często jest jakiś, można by rzec, skutek uboczny. Tutaj mamy i kontrolę, i kontur – i przede wszystkim: rozciągnięcie.

Brak problemów przy trudnych aranżacjach

Kolejną cechą U12t jest to, że w momencie bardzo dynamicznego spiętrzenia dźwięków – w żaden sposób się nie gubią. Można by napisać, że brzmią wtedy spektakularnie, lecz w zasadzie byłby to trywializm. Na pewno tak mogą zabrzmieć dla słuchacza, który albo nie zna ich ceny, albo po prostu nie wie, czego się po nich spodziewać. Inaczej rzecz ujmując – przy skokach dynamiki, przy spiętrzeniach ilości informacji, jest po prostu, więcej muzyki. Nie ma jednocześnie też żadnych przejaskrawień, nieczystości, nie dzieje się nic złego. Swoją role przy tym, i to wcale niemałą odgrywają wysokie tony, które zawsze pozostają czytelne. Czasami są w tle, czasami trochę bliżej, jednakże zawsze są, kiedy sytuacja tego wymaga. Podobnie jak z basem – nie ma mowy o poczuciu niedosytu. Przy tym dopiero zmiana U12t na chociażby Etymotyc’i ER4PT pokazuje, jak bardzo wysokie tony w 64 Audi są nie tylko rozciągnięte, ale i rozdzielcze.

Parowanie z otwarzaczami

Jeżeli chodzi o środek pasma w U12t to trzeba go opisać w kontekście całościowej barwy tych IEMów. Jest podany neutralnie, po świeżej stronie mocy. Jednocześnie, i to jest chyba największy ewenement i zaleta tych słuchawek – barwa wciąż jest nasycona. Istotne jednocześnie jest to, że 64 Audio U12t doskonale w tej kwestii reagują na zmianę źródła. Z wersją „Copper” A&K SP1000 brzmienie było cieplejsze, bardziej dociążone. Natomiast z wersją „Silver” miało jednak nieco inny, świeższy i bardziej konturowy charakter. I o ile różnice między tymi kombinacjami nie były jakieś powalające, to można sobie wyobrazić sytuacje, że dla kogoś mogłyby być decydujące. Jeszcze inne brzmienie U12t miały z odtwarzaczem Questyle QP2R. Ta kombinacja była zdecydowanie bliższa połączeniu ze srebrną wersją SP1000.

Astell&Kern SP1000

Słuchawki firmy 64 Audio po prostu wciągają słuchacza, nie tylko poprzez samo bogactwo dźwiękowej reprodukcji. Tutaj bardziej chodzi o powiązanie pełnego wachlarza barwy z bardzo wyraźnym poczuciem czystości, świeżości dźwięku.

Czy przy takiej, a nie innej cenie można powiedzieć, że oferują wiele? Można. Jak to możliwe?

To jest bardzo dobre pytanie. Wydawałoby się nawet, że trochę podchwytliwe. Odpowiedź natomiast jest prosta. W przypadku tych akurat słuchawek ma się nieodparte wrażenie ich niczym niezakłóconej kompetencji brzmieniowej. To raz. Dwa, rozwiązania techniczne, którymi chwali się producent najwyraźniej nie są tylko przechwałkami, co po prostu działają. Trzy – trudno mieć pretensje do wykonania, czy kompletności zestawu. Opakowanie także jest pierwszorzędne. To detal, jednak w tej cenie dość istotny.

Natomiast jest coś jeszcze: często mówi się w audio o tak zwanych „Diminishing returns”.
W bardzo dużym skrócie chodzi o to, że wraz ze wzrostem ceny nie zawsze idzie proporcjonalny czynników takich, jak jakość brzmienia, czy wykonanie. I o ile można by się w pewnym sensie
z tym zgodzić, to w sumie to nie jest takie proste. Bo na przykład 64 Audio U12t dość wyraźnie przeczy tej tezie. I niech to będzie dla nich najlepszą rekomendacją.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*