Sennheiser HD600 vs. HD 650 – liniowo czy przyjemnie?

Sennheiser – firma, którą zna praktycznie każdy. A nawet, jak nie zna, to albo gdzieś widział, albo też – miał do czynienia z jej produktami. Bo nawet, jeżeli nie miał w ręku ich mikrofonu, czy słuchawek na głowie, to z całą pewnością miał do czynienia z dźwiękiem zrealizowanym za pomocą jednego, albo drugiego. To, oprócz AKG, czy Beyerdynamica jedna z głownych europejskich firm, jeżeli chodzi o produkcję nie tylko słuchawek, ale także różnej maści innych produktów orbitujących dookoła branży audio, czy to audio bardziej domowego, czy też stricte tej części określanej, jako „pro”.

A same HD 600 i HD 650 – to jeszcze nie tak dawno flagowe modele Sennheisera przeznaczone dla wytrawnego melomana. Dzisiaj co prawda tego statusu flagowców już nie mają, bo zostały zastąpione przez HD 800 (no i HD 700 nieco poniżej w hierarchii) ale to nie zmienia faktu, że warto te dwa modele przybliżyć. Przybliżyć nie tylko dlatego, że są one poniekąd pewnym klasykiem, tak jak pośród samochodów Porsche 911 czy Mazda MX-5, lecz także dlatego – że wciąż są wartą rozważenia propozycyją. I to może nawet nie „wciąż” a „zwłaszcza”.

Jednocześnie – warto te dwa modele przedstawić obok siebie, nawet nie w kontekście rywalizacji, co porównania, bo jak się okaże poniżej: żadne nie jest lepsze od drugiego. Tak, są to trochę dwa różne modele grania, niby bliskie siebie a jednak mogą być tak bardzo odległe. Jest to także przykład, jak bardzo wszystko w świecie audiofilskim i w zasadzie każdy sprzęt związany z bardziej wierną, dokładną repodukcją muzyki, może być interpretowany odmiennie, wraz ze zmieniającym się kontekstem tejże interpretacji. A kontekstem tym może być: sprzęt towarzyszący, muzyka, czy wręcz indywidualne gusta, nie tylko muzyczne.

Będzie to także nieco inna recenzja, nie będę się skupiał przykładowo na tym, czy HD600 mają „lepszy” bas od HD650, bo to będzie można wywnioskować z kontekstu. Skupię się na czymś innym: na ogólnym porównaniu brzmienia dwóch kultowych niemalze już słuchawek i na głębszej, może nawet nieco luźniejszej tegóż porównania interpretacji.

Zacznijmy do HD600. Kiedy ładnych parę lat temu te słuchawki weszły na rynek, wywołały pewne zamieszanie. Bo, o ile są w pewnym sensie lepiej wykonanymi, wypuszczonymi wcześniej HD580, to były też – jako pierwsze słuchawki Sennheisera (oprócz oczywiście słynnych Orfeuszy) adresowane na rynek stricte audiofilski. Na rynku były w tych czasach DT880 Beyerdynamica, czy chociażby – będące dla wcześniejszych HD580 „naturalnym rywalem w środowisku” AKG K501, do dzisiaj uznawane za świetne słuchawki dynamiczne do muzyki klasycznej i wokalnej (aczkolwiek też ze względu na swoje pewne ograniczenia).

HD600 stały się dość szybko rozpoznawalne, głownie dzięki temu, że miały (i oczywiście mają dalej, zwłaszcza w nowszej wersji, która jest dziś produkowana) dość ciekawą – i o dziwo rzadką – cechę: to po prostu wyrównane, pozbawione kombinatoryki brzmienie. Jeżeli ktoś oczekuje typowego dla słuchawek otwartych brzmienia w tym zakresie cenowym(ok. 1300 zł), bez jednoznacznych słabych punktów – to kupując HD600 źle nie zrobi. I jednocześnie: są to słuchawki, które niektórych mogą znudzić. Bo starają się być własnie wierne. Na tyle, na ile na tym pułapie i przy tej – dynamicznej – technologii wierne być mogą (o tym później).
Basu jest tyle, ile być powinno, i o ile nie ma on tektonicznej siły znanej z niektórych słuchawek zamkniętych, to zawsze jest zwarty i ma należytą kontrolę. Nie jest to bas ocieplony, jest to pół kroku w stronę konturowości ale jednocześnie ze źródłem, które tego basu ma sporo i ma go odpowiedniej jakości – to nawet zwolennicy uderzenia będą usatysfakcjonowani. Środek to przede wszystkim neutralność ale tutaj – jednak pół kroku w stronę ocieplenia. Proszę nie zrozumieć mnie źle, tutaj wszystko jest liniowe, natomiast bardzo dobrze poradzono sobie z eliminacją wszystkich wyostrzeń i różnych anomialii w tym zakresie. I to własnie to swoiste wyrównanie, albo jak kto woli: neutralność, tonalność tych słuchawek jest czymś, co jest naprawdę warte uwagi.
Najciekawszy jest jednak zakres wysokotonowy i tutaj warto zwrócić szczególną uwagę na jedną rzecz, zwłaszcza w porównaniu do HD650. Góra w HD600 przekazuje jednak więcej informacji, aniżeli w nowszym modelu Sennheisera. „Pięćdziesiątka” jest dużo ciemniejsza, HD600 jest aż o cały krok bliżej technologii elektrostatycznej. Jest oczywiście na tyle blisko, na ile być może – ale to będzie cenna informacja dla wszystkich, dla których ten zakres pasma jest ważny.

HH650… no cóż – nic dziwnego, że słuchawki te mają w USA niemalże kultowy status i są tak popularne. Mam nieodparte wrażenie, że niemiecka firma tutaj dokonała celowego zabiegu lekkiej zmiany sygnatury brzmienia, żeby bardziej przypodobać się gustom słuchaczy zza wielkiej wody. I w sumie – nic dziwnego, że tak też się stało.
I tu nie chodzi tylko o „więcej basu”, czy też ogólnie bardziej przyciemnione brzmienie, bo ono wciąż dalej duże poczucie neutralności. Chodzi o coś innego.
Otóż znaczna część słuchaczy może odebrać HD600 jako wręcz zbyt suche, neutralne, pozbawione nie tyle własnego charakteru, co pozbawione jakiejś drobnej korekty, drobnego odstępstwa od neutralności, które sprawia, że pojawia się własny charakter, który… nierzadko właśnie ratuje tak zwaną sytuację.
Oczywiście, po zdjęciu HD600 i założeniu HD650 pierwsze co się rzuci w oczy – to bas. Bardziej rozciągnięty, jest go więcej. A jego kontrola – i tutaj w zasadzie pierwsza różnica, i pierwszy ważny aspekt, o którym już pisałem na początku tej recenzji, otóż kontrola będzie zależeć od sprzętu towarzyszącego. I wcale nie jest tak, że tutaj bas jest rozwlekły, poluzowany, wcale nie, po prostu tutaj jest aż cały krok w stronę pełnego wypełnienia i pokazania się się pełną dolną oktawą. Jeżeli materiał, źródło i wzmacniacz słuchawkowy pójdą wszystkie razem w tą samą stronę – to fakt, będzie go dużo. Czy za dużo? W kategoriach absolutnych tak. Ale – jak się okazuje, wielu jednak preferuje własnie taki sposób prezentacji.
Druga sprawa to środek pasma i wokale – są zdecydowanie cieplejesze i bardziej dociążone. I chyba jednak lepsze, pełniejsze, bliższe prawdy właśnie w HD650. Porównując „łeb w w łeb” – HD600 zdaje się coś filtrować z wokali.
W tym miejscu warto wspomnieć o pewnej ciekawostce: otóż pomiary THD i IM lepsze ma, nieznacznie ale jednak, własnie model nowszy, wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że właśnie to ma wpływ. O ile nad basem bym się zastanawiał, to – jednak jestem za wokalami i środkiem z HD650.
No i najbardziej dyskusyjna część pasma moim zdaniem – wysokie tony. Tak, HD650 grają ciemniej od poprzednika. I stety niestety, nawet biorąc pod uwagę, że o gustach się nie dyskutuje – to przy tym basie jest czasami za ciemno. Na pewno nie jest to już tak studyjne brzmienie, najwyższa góra nie ma tego wykończenia, nie ma tego szlifu. Tu jest dużo więcej „słuchawek dynamicznych” a już dużo mniej „elektrostatów”. Nawet takie Ultrasone Pro 900 (a proszę pamiętać, że są to słuchawki zamknięte!) przekazują więcej informacji, energii na górze pasma. Paradoksalnie, tutaj widziałbym ten element, na który warto zwrócić uwagę, jeżeli ktoś ma dylemat pomiędzy poprzednikiem a następcą.

Warto na jedną rzecz zwrócić uwagę – daleki byłbym od stwierdzenia, że HD650 są lepsze od HD600, czy też na odwrót. Mamy tutaj przykład pewnego rodzaju ewolucji brzmienia. Ewolucji drobnej ale też takiej, która może w pewnych systemach odegrać kluczową rolę. Dość mocno uogólniając, HD600 są bardziej studyjne, HD650 to odejście od pełnej liniowości ale też wielu osobom właśnie ten sposób prezentacji może spodobać się bardziej, a nawet dużo bardziej. Co ciekawe, nie można też jednoznacznie stwierdzić, że 650 są bardziej audiofilskie, bo to nas sprowadzi na bardzo mętne wody dywagacji na temat tego, czym samo audiofilskie brzmienie jest w swojej istocie. Bo jeżeli założymy, że chodzi o to, by być jak najbliżej źródła – to nie, tutaj prekursor ma jednak, o dziwo, więcej do powiedzenia. HD600 mają taki dość specyficzny pierwiastek neutralności, ten sam, który można znaleźć chociażby w dousznych Etymoticach ER4. Nie każdemu takie brzmienie się spodoba, zaryzykuje nawet stwierdzenie, że większość bez wahania wybierze HD650, natomiast jeżeli ktoś wie, że to jest jego bajka – to nie będzie miał problemu z wyborem.