Questyle CMA 18 Potrable to przenośny DAC ze wzmacniaczem słuchawkowym, posiadający wbudowaną baterię i oparty o układ przetwornika AKM AK4493 współpracujący z firmowymi modułami wzmacniającymi SIP CC630/CA630. Pełnią one zarówno rolę konwerterów prądowo-napięciowych (I/V), filtrów dolnoprzepustowych, jak i samych stopni wyjściowych. CMA 18 posiada wejście zblansowane, jak i single-ended, jak i także analogiczny komplet wyjść. Uzupełnia je port USB-C. Stylistyka, jak to w przypadku Questyle’a – niezwykle ciekawa. O stanie urządzenia, głośności, poziomie wzmocnienia informują nas diody. Wykonanie bez zarzutu. Z kwestii praktycznych to zwróciłbym jedynie uwagę na to, że urządzenie grzeje się dość mocno. No i CMA 18 Portable może pełnić też rolę ADC, czyli konwertera analogowo-cyfrowego, przykładowo do zgrywania płyt analogowych do postaci cyfrowej.
Questyle CMA-18 Portable – brzmienie
Pierwszą rzeczą, jaka może nas w przypadku CMA 18 Portable całkiem nieźle zaskoczyć, to jednak inna sygnatura brzmienia, aniżeli to, do czego przyzwyczaił nas skądinąd bardzo dobry dongle, czyli M15i. Oczywiście tam był układ przetwornika marki ESS Technology a tutaj mamy scalak firmy AKM, ale jednak różnica jest, powiedziałbym, zaskakująco wręcz duża. A jednocześnie, co nie mniej ciekawe, dalej w nowym Questyle’u daje się wyczuć dążenie do brzmienia maksymalnie niezmąconego, czystego i przeźroczystego. I, co ciekawe, im dłużej się CMA 18 Portable słucha, tym bardziej zaczyna się rozumieć, czym jest to urządzenie i dlaczego akurat producent tutaj, w tym konkretnym przypadku odszedł właśnie od układów ESS i postawił na przetwornik znanej i – jakby nie było – lubianej marki. Questyle CMA 18 Portable to brzmienie po ciepłej stronie mocy, lecz przy tym wcale nie w takim stereotypowym znaczeniu. Bo o ile słychać ten „Velvet Sound” AKM’a, to firmowe układy SIP dodają tutaj bardzo dużą dozę niewymuszonej czystości i transparentności. A żeby było jeszcze ciekawej, to w momentach, kiedy myślimy, że CMA 18 Potrable gra dźwiękiem jednoznacznie miękkim i przyjaznym, to nagle okazuje się, że potrafi też zagrać zdecydowanie. Ma przy tym jednocześnie jedną, w tym przedziale cenowym dość mocno niebywałą cechę – jest bardzo mocno pozbawiony swojej własnej granulacji. Jeżeli coś ma zabrzmieć w zdecydowany sposób, to tak zabrzmi, ale słychać tutaj tę czystość, która już była obecna w M15i, tyle, że tutaj jest to wyniesione na zupełnie nowy poziom. Co więcej, bardzo wyraźnie CMA 18 Potrable rozkłada plany na scenie.
Wyraźnie i też, co nie mniej ważne, naturalnie. Czuć, że urządzenie to lubi grać przestrzenią, lubi się nią bawić, pokazywać pewne zależności. Odsłuchy rozpocząłem od muzyki typowo elektronicznej, a konkretnie od utworu „Sakura” z kompilacji Paul Oakenfold – Mount Everest: The Base Camp Mix. I już na nim, na początku, kiedy słychać odgłos deszczu, czuć było, że CMA 18 Portable doskonale godzi dwa światy. Bo zapewnia taką swoistą miękkość prezentacji, a jednocześnie oferuje bardzo dużą dozę realizmu. I przy tym, nawet przy bardzo dużych poziomach głośności na HEDDphone TWO – w żaden, ale to żaden sposób się nie gubi. To jest taki rodzaj brzmienia, które jest cały czas pod kontrolą, ale jednocześnie nigdy nie popada w nadmierną twardość. Bo tutaj kontrola oznacza też cały czas ten sam charakter, jeżeli chodzi o całościową barwę. Ta jest może i minimalnie po ciepłej stronie, ale nie jest to takie klasyczne zmiękczenie poprzez dodanie parzystych harmonicznych, a raczej – i to już miało miejsce w M15i – eliminacja wszystkich przykrych, elektronicznych można by rzec nalotów na brzmieniu.
I faktycznie, barwa jest na bardzo wysokim – biorąc oczywiście delikatną poprawkę na cenę – poziomie. Pozostając jeszcze chwilę przy muzyce mało audiofilskiej, to na „Sinner” Charlotte Henning CMA 18 Portable zaprezentował brzmienie mocno nasycone, ale i energetyczne zarazem. Co ciekawe, o ile HEDDphone TWO są dobrymi całościowo słuchawkami, to są w pewnym sensie też mało muzykalne i właśnie na CMA 18 Portable tą muzykalność odzyskały.
Mało tego, Questyle pomimo pozornej tylko „misiowatości” świetnie różnicuje nagrania. Bo o ile jakiś tam swój charakter oczywiście i nakłada, to jest on niezwykle dyskretny. Słychać, ależ oczywiście, że mamy w tym przypadku do czynienia z przetwornikiem opartym o układ AKMa, lecz jednocześnie należy to rozumieć w samych superlatywach. Bo wyraźnie można wyczuć zalety układów z serii „Velvet Sound” (i tutaj akurat producent, co się wcale nie tak często zdarza, trafił ze sloganem marketingowym), a przy tym jest bardzo dobry drive. Na „Delicate” Taylor Swift podstawa basowa była bardzo wyraźnie zdefiniowana, odpowiednio twarda. Ale i tak najbardziej ujmowała tutaj całościowa płynność przekazu, który po prostu cieszył. To też takie urządzenie, które jest bardzo mało kłopotliwe, jeżeli chodzi o repertuar. Bo dobre realizacje właśnie tak zabrzmią. A złe – też zagrają, Questyle nam zasygnalizuje, że „coś jest nie tak”, lecz przy tym nie sprawi, że danego utworu nie będzie się dało słuchać. Świetnie zabrzmiał utwór „If You Wait” London Grammar. Wokal był znakomicie nasycony, lecz jednocześnie realistyczny, słychać było całą masę pogłosów. Aura była zaznaczona – patrząc poprzez pryzmat tego, ile CMA 18 Portable kosztuje – wręcz znakomicie. I jednocześnie, kiedy wokalista śpiewała głośniej, nic się nie działo, cały obraz muzyczny pozostawał w doskonałym porządku. I takim swoistym, wynikającym właśnie ze wspomnianego braku granulacji, spokoju.
Na świetnej ścieżce dźwiękowej z filmy Spy Game Questyle po raz kolejny po prostu pokazał dużą klasę. Utwór „Muir Races To Work” zaskoczył na początku doskonałym pokazaniem konturów i świetną kontrolą a później po prostu wciągnął całościowym klimatem, który był zręcznym połączeniem bardzo dobrej barwy z dużą dawką szybkości, precyzji i energii. Tak, to właśnie ta energia – zaraz po barwie – jest taką kolejną wyróżniającą się cechą tego urządzenia. Tutaj można dać głośniej bez obawy, że coś się nam zacznie w przykry sposób, mówiąc kolokwialnie, wydzierać.
Co jeszcze ciekawsze, CMA 18 Portable gra też w sposób niezwykle płynny, spójny. To urządzenie ma po prostu swoją, wszystko wskazuje na to, że przy tym niezwykle przemyślaną koncepcję na brzmienie. Im dłużej się go słucha, tym bardziej się je rozumie. Doskonale zabrzmiał na połączeniu CMA 18 Potrable oraz HEDDów „My Way” z płyty „Chocolate Starfish And The Hot Dog Flavoured Water” – z energią, definicją i z takim nasyceniem, jakiego nie powstydziłyby się urządzenia co najmniej dwukrotnie droższe. A jednocześnie, cały czas ten bałagan na scenie, jaki tak lubi robić kapela Freda Dursta – był cały czas w pełni kontrolowany.
Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że komuś taki akurat sposób prezentacji nie będzie do końca pasował. Natomiast faktem jest, że w tej konwencji brzmieniowej to, co robi CMA 18 Portable – to robi to po prostu bardzo, ale to bardzo dobrze. Słychać też tak bardziej przekrojowo, i patrząc tak poprzez pryzmat różnego repertuaru, że coś jednak jest w tych modułach SIP. W sensie takim, że daje się bardzo wyraźnie wyczuć taki specyficzny rodzaj czystości oraz opanowania w tym dźwięku. Bo z jednej strony – mam wrażenie, że dawno nie słyszałem tak dobrze brzmiącego urządzenia na AKMach, a z drugiej w tym konkretnym przypadku nie miałem też ani chwili odczucia, że na brzmieniu jest położony jakiś gruby koc. Tak, jest ono w tym przypadku nieco podgrzane, słychać, że to nie jest dźwięk idący za wszelką cenę w stronę super-neutralności, ale jednocześnie w jakiś dziwny sposób to nie przeszkadza i na Questyle’u bardzo szybko zaczynamy po prostu słychać muzyki. No i jeszcze jedno – tutaj mamy naprawdę bardzo dobrą scenę. Taką, która w sumie przypomina źródła posiadające dwa (albo i więcej) układy przetwornika. Bo separacja oraz różnicowanie planów są naprawdę dobre i potrafią się nawet ujawnić na takim mało, Państwo wybaczą, audiofilskim „Take A Look Around” wspomnianej wcześniej amerykańskiej kapeli.
Questyle CMA-18 Portable – podsumowanie
Co tu dużo mówić, kolejne bardzo dobre i ciekawe zarazem urządzenie tej marki. Ciekawe o tyle, że o ile oferuje nieco inny całościowy charakter brzmienia, aniżeli M15i, to wciąż czuć, że jest to brzmienie o dopracowanej estetyce. I też takie, które się wewnętrznie spina, które pokazuje zalety układów AKMa, a przy tym nie idzie w stronę zbyt dużego ocieplenia czy też ospałości. Bo mamy tutaj – co zapewne zawdzięczamy w dużej mierze firmowym układom SIP – dużą dawkę energii i także takiej niewymuszonej przejrzystości. Duże brawa i pełna rekomendacja zarazem.
Adam Kiryszewski
Dystrybutor: MIP https://mip.bz
Cena: 3195 PLN




