Auralic Sirius G2.1 – recenzja

Auralic Sirius G2.1

AURALiC Sirius G2.1 to zaawansowany upsampler i procesor cyfrowy dedykowany, jako specjalistyczne ulepszenie urządzeń z serii G2.1 tego znanego już u nas producenta. Jednocześnie sama firma AURALiC gościła już na łamach hifizone.pl kilkukrotnie. Bo tak się też składa, że przez redakcję przewinęły się nie tylko takie urządzenia, jak pierwszy przetwornik z serii Vega, monobloki Merak, czy też urządzenie all-in-one, czyli Altair. Całkiem niedawno przecież wzięliśmy na przysłowiową tapetę najnowszy i flagowy zarazem przetwornik cyfrowo-analogowy z funkcjonalnością strumieniowania – mowa tutaj oczywiście o Vedze G2.1. I to właśnie przy okazji recenzji najnowszej Vegi pojawiła się jakże ciekawa możliwość przetestowania właśnie Siriusa. A taka okazja była niezwykle interesująca chociażby dlatego, że Sirius trafił do redakcji tuż po recenzji urządzenia z pozoru podobnego – bo mowa oczywiście o Chordzie M Scaler. Przy czym, jak się jednak Państwo przekonają, Sirius to jednak urządzenie nieco inne, bo nie dość, że o odmienniej – i jednocześnie szerszej – funkcjonalności, to na dodatek inne również pod względem sonicznym. Oczywiście, są tutaj wspólne mianowniki, jednakże ciekawym okazuje się właśnie to, że nowy upsampler AURALiCa należy jednak oceniać także w nieco innym kontekście, aniżeli brytyjskie urządzenie.

AURALiC i system G2.1

Jeżeli już wspomniałem o kontekście, to Sirius G2.1 jest częścią całej, flagowej serii, gdzie każde z urządzeń – oprócz w sumie zegara LEO GX – ma właśnie określenie „G2.1” na końcu nazwy. Mamy zatem zarówno streamer Aries G2.1, przetwornik z przedwzmacniaczem (i, nota bene, także wbudowanym – acz mniej rozbudowanym – streamerem), no i właśnie upsampler Sirius G2.1. Czwartym, i w zasadzie jedynym urządzeniem z tej serii jest właśnie zegar wzorcowy. Istotnym jest przy tym to, że cała seria G2.1 to dość spore ulepszenie w stosunku do poprzedniej G2, i – z rzeczy ważniejszych – mamy chociażby konstrukcję typu „obudowa w obudowie”, gdzie ta wewnętrzna obudowa jest wykonana w całości z miedzi i pełni funkcję ekranu chroniącego wrażliwą elektronikę przed niekorzystnym wpływem szkodliwych pól elektromagnetycznych. Genralnie – jeżeli już przy tym jesteśmy – to AURALiC poszedł tutaj, tak patrząc na konstrukcję najnowszych flagowych urządzeń tej firmy, w stronę właśnie izolacji urządzeń od szkodliwych zewnętrznych wpływów.

Auralic Sirius G2.1

Bo G2.1 to nie tylko miedziana izolacja wewnątrz, ale także zintegrowane, antywibracyjne nóżki i wiele innych detali, chociażby w samym zegarze.

No i jest jeszcze coś, na co warto zwrócić tutaj szczególną uwagę, co jest pierwszą poważną różnicą w stosunku chociażby do – wciąż doskonałego – M Scalera. Otóż AURALiC prowadzając do oferty właśnie Siriusa G2.1 wszedł niejako do dość elitarnego grona producentów oferujących dzielone, czteroelementowe źródło cyfrowe. Takich marek jest naprawdę niewiele i zaliczyć do nich można chociażby brytyjskiego dCSa. A umując rzeczy bardziej konkretnie, chodzi o to, że mamy w danej serii produktowej zarówno dedykowany streamer działający tylko i wyłącznie w domenie cyfrowej, osobny przetwornik cyfrowo-analogowy, zegar wzorcowy – no i właśnie upsampler. A na dodatek – jak to ma miejsce w przypadku AURALiCa wszystko jest spięte dedykowanym połączeniem, które akurat tutaj ma nazwę Lighting Link. Jest to o tyle istotne, że połączenie w tym przypadku jest dwukierunkowe i sygnał zegara może być wysyłany z przetwornika do streamera, czy to bezpośrednio, czy właśnie poprzez upsampler. Dodam jeszcze, że może być to zarówno sygnał z zegara wbudowanego w przetwornik, albo też właśnie z dedykowanego master clocka LEO GX. Bo ten ostatni podłączamy tutaj akurat do Vegi.

Reasumując, chciałbym tutaj zwrócić uwagę na jedną, dość istotną i szczególną w sumie rzecz. Otóż – przykładowo – decydując się na zakup przetwornika z serii G2.1 mamy logiczną ścieżkę rozwoju systemu. Bo idąc od strony zakupu Vegi G2.1 to mamy w zasadzie aż trzy opcje: możemy dokupić streamer (Aries G2.1), recenzowany tutaj upsampler, oraz zegar wzorcowy. Każda z tych opcji da nam poprawę brzmienia. Możemy oczywiście też pójść zupełnie inną drogą i zdecydować się na urządzenie all-in-one typu Altair (G1 albo G2.1), tylko tutaj już nie mamy możliwości, aby zrobić jakiś upgrade. Warto to mieć na uwadze i warto to zaznaczyć już na tym etapie tejże recenzji tak, abyśmy mogli popatrzeć na temat bardziej całościowo.

Auralic Sirius G2.1

Jednocześnie, co chciałbym również w tym miejscu zaznaczyć – na porównania różnych możliwości i różnic brzmieniowych pomiędzy dodaniem upsamplera a zegara jeszcze przyjdzie pora. Dlatego też teraz skupimy się konkretnie na tym, co Sirius może nam zaoferować brzmieniowo w porównaniu do samej Vegi grającej w trybie, posłużmy się anglicyzmem, „standalone”.

Zanim przejdziemy do brzmienia – kilka słów o funkcjonalności

Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że Sirius G2.1 to tak naprawdę nie tylko zaawansowany upsampler, ale też urządzenie do nieco szerszym spektrum działania. Bo ma jeszcze dwie dodatkowe funkcje, a są nimi: zaawansowany korektor parametryczny oraz możliwość wyrównania opóźnień czasowych pomiędzy kolumnami. O ile tą ostatnią funkcjonalność trudno jest mi sobie wyobrazić w użytku przez osobę wydającą tyle pieniędzy na takie urządzenie (bo to by oznaczało, że ma niesymetrycznie ustawione kolumny względem miejsca odsłuchu, to jest – w innej od niego odległości), to ta pierwsza może się okazać niezwykle przydatna. Bo dzięki korekcji parametrycznej można w znaczącym stopniu wyrównać zakres basu poprzez usunięcie szkodliwych modów pomieszczenia. Przy czym nie mówię tutaj o funkcjonalności typu „room correction”, jednakże mając dostęp do podstawowej chociażby aparatury pomiarowej, czy nawet wyliczając fale stojące z prostego wzoru – możemy dość znacznie poprawić nie tylko zakres basu, ale i w zasadzie czytelność całego pasma.

Auralic Sirius G2.1

Tyle, jeżeli chodzi o dodatkową (w stosunku chociażby do M Scalera) funkcjonalność. Jeżeli zaś o warianty połączeniowe chodzi – to mamy tutaj możliwość podpięcia Siriusa do zewnętrznego źródła albo poprzez złącze USB, albo poprzez złącze Lightning Link (wtedy podłączamy go do firmowego streamera o nazwie Aries G2.1). Istotne w tym ostatnim wariancie jest niewątpliwie to, że wtedy Sirius jest sterowany taktem zegara z podłączonego do niego przetwornika cyfrowo-analogowego, którym wtedy jest Vega G2.1. Jednocześnie, jeżeli do Sirusa podłączony jest streamer z tej samej serii, wtedy analogicznie także i to urządzenie będzie korzystało z zegara zamieszczonego w Vedze (bądź też z podłączonego do niej zegara wzorcowego LEO GX.1).

Tyle kwestii technicznych, przejdźmy do tego, co nam da Sirius G2.1 w kwestii samego brzmienia.

AURALiC Sirius G2.1 – brzmienie, czy też dokładniej: wpływ na brzmienie

Po podłączeniu najnowszego upsamplera firmy AURALiC do przetwornika Vega G2.1 od razu da się zauważyć dwie – i to dość znaczące – zmiany. Są to zmiany jednocześnie dość zaskakujące, a także dające dość sporo do myślenia. Pierwszą z nich jest wypełnienie dźwięku, bogactwo harmonicznych. Zmienia się dość znacznie przy tym też barwa, na bardziej naturalną, czy jak kto woli: analogową. Przy czym, co także ciekawie, na początku odsłuchów określiłbym odcienie, jakimi Sirius maluje brzmienie na te, które są jednak po bardziej pastelowej stronie. A przy tym po kilku dniach odsłuchu wyłączenie tego upsamplera jednocześnie spowodowało, że brzmienie Vegi stawało się mniej naturalne.

Albo pozwolę sobie to ująć jeszcze inaczej: otóż Vega G2.1 grając sama gra, w porównaniu do zestawu Sirius plus Vega bardziej konturowo. A przy tym ta zmiana ma także miejsce bardziej lokalnie, bo w zakresie wysokich rejestrów, które zostają przez Siriusa mocno przetransformowane. Przetransformowane w takim sensie, że stają się dużo bardziej wypolerowane i dużo bardziej analogowe, jednocześnie nie tracąc nic a nic z definicji, a nawet ją jeszcze bardziej zyskując.

Powyższe można by w sumie podsumować w dość prosty sposób – dźwięk z Siriusem jest po prostu pełniejszy.

Jest też druga, od razu zauważalna rzecz – budowanie sceny. Ta z upsamplerem pracującym w trybie DSD512 jest zdecydowanie większa, bardziej rozbudowana zarówno na boki, jak i przede wszystkim w zakresie generowania nie tylko planów w zakresie przód-tył, ale także i różnicowania zależności góra-dół. Bardzo wyraźnie to słychać na praktycznie każdym repertuarze. A najciekawsze efekty są – szczerze powiedziawszy – tam, gdzie tego się najmniej będziemy spodziewać. Z czystej ciekawości puściłem jeden utwór ze ścieżki dźwiękowej z „The Dark Knight” – mowa o „Rory’s First Kiss” (Hans Zimmer & Ryeland Allison). Znam ten utwór całkiem dobrze, bo przesłuchałem na nim już trochę różnorakich urządzeń, ale to właśnie na Siriusie okazało się, że po pierwsze można ten utwór zagrać jeszcze bardziej spektakularnie, a po drugie – wszystkie dźwięki gdzieś z najdalszych planów nagle stały się bardziej wiarygodne. Może pozwolę sobie to ujać jeszcze inaczej: Sirius właśnie w jakiś przedziwny sposób wspomaga budowanie tych najdalszych planów, tych, które na innych urządzeniach albo są całkowicie niesłyszalne, nieobecne, albo są podane w sposób szczątkowy. Na zestawie Sirius plus Vega to, co najdalej z tyłu nagle zaczęło żyć swoim życiem.

Auralic Sirius G2.1

Moje przypuszczenia odnośnie wpływu Siriusa G2.1 na brzmienie dodatkowo potwierdził utwór „Precious” Annie Lennox. Otóż Sirius nie skupia się na zwiększaniu pozornie tak naprawdę odbieranej rozdzielczości. Zamiast tego – dodaje do muzyki ten ostatni, albo też dla niektórych najważniejszy, szlif. Także w kontekście dopieszczenia barwy, lecz jednocześnie przy tym bez jakiegokolwiek kroku w tył, bez jakichkolwiek kompromisów w zakresie obiektywnych wyznaczników brzmienia takich, jak precyzja, czy chociażby dynamika. Owszem, napisałem powyżej, że Vega grając sama gra bardziej konturowo. Ale chciałbym tutaj też zaznaczyć, że po pewnym czasie, przy dłuższym odsłuchu okazuje się, że to właśnie sygnał przepuszczony przez Siriusa jest bez wątpienia bliższy muzycznej prawdy. Cała płyta „Diva” Annie Lennox zabrzmiała na Siriusie po prostu wyraźnie lepiej, bardziej analogowo a jednocześnie bardziej namacalnie, po prostu bardziej w „tu i teraz”.

Co ciekawa, podobna sytuacja miała miejsce z innym podobnym urządzeniem testowanym na łamach Hifizone.pl, czyli oczywiście Chordem M Scaler. Tutaj na początku też miało się wrażenie pewnego wygładzenia, które po chwili zaczęło się kłócić też z tym, że wszystko nagle jest bardziej czytelne i ma większy sens. A po kilku dniach powrót do wcześniejszej konfiguracji był naprawdę – w sensie muzycznym – po prostu bolesny.

To też jest tak, że o ile sama Vega G2.1 brzmi już w dużym stopniu analogowo, to Sirius wyprowadza tutaj cały tor, w którym się znajdzie na zupełnie inny poziom. Przy czym jeszcze raz podkreślę – proszę tutaj nie mylić rzeczonej analogowości z rozmiękczeniem, bo to zmiana w kompletnie nie tą stronę. I w tym też dopatrywałbym się pewnego rodzaju ewenementu.

Jeżeli już odniosłem się do M Scalera, to zwrócę też uwagę na kolejną, ciekawą analogię. Otóż oba urządzenia sprawiają na początku wrażenie, jakby – minimalnie, lecz jednak – oddalają scenę. Jednocześnie już na początku odsłuchów kłóci się to z tym, że wszystko odbieramy nagle bardziej wyraźnie. Zupełnie, jakby samo brzmienie zostało pozbawione czegoś dodatkowego, co jednak nie było jego naturalnym składnikiem i została tylko… sama muzyka.

Przy czym, jeżeli już przy porównaniach jesteśmy, to upsampler AURALiCa jednak idzie bardziej w stronę barwy i ogólnie pojętego otaczania dźwiękiem, aniżeli system Chorda, tutaj oczywiście wszystko będzie zależeć od wielu czynników, także reszty systemu. Natomiast samo oddanie detali, albo inaczej – polepszenie ich projekcji – jest w przypadku obu urządzeń na porównywalnym poziomie. Natomiast słychać wyraźnie, że w obu przypadkach konstruktorom przyświecał jednak inny finalny rezultat.

Są też pewne drobne różnice w zakresie chociażby odwzorowania krańców pasma – o ile M Scaler błyszczy na górze, to z kolei z Siriusem bas nabiera barwy znanej z najlepszych wooferów korzystających z układów magnetycznych AlNiCo. Co może wydać się zaskakujące – są to dość spore różnice. I teraz powinno dać Państwu do myślenia moim zdaniem jedno: proszę się zastanowić, skoro różnice są w zakresie samych krańców pasma, to jak duża różnica jest w newralgicznym zakresie środka?

Auralic Sirius G2.1

Dlatego – zamiast podsumowania – szersza refleksja: czym jest Sirius G2.1?

Siriusa rozpatrywałbym na dwóch płaszczyznach. Te dwie płaszczyzny to jednocześnie tak naprawdę dwa scenariusze zastosowania. Przy czym ten pierwszy, to użycie tego upsamplera z urządzeniami firm innych, aniżeli AURALiC. Tutaj poprawa będzie od odczuwalnej – po znaczącą. Przykładowo z przetwornikiem Myteka (Brooklyn Bridge) poprawa była duża, w przypadku starszych przetworników bazujących na układach R2R ta poprawa także będzie znacząca – jednakże jej zakres już zależy od bardzo wielu czynników, w tym także od konkretnej implementacji przesyłu sygnału cyfrowego już w obrębie samego przetwornika. Jednakże ogólna zasada jest tutaj taka, że im gęstszy sygnał – tym większa (na lepsze) będzie zmiana.

Drugą zaś kwestią jest też to, jak Sirius G2.1 zmienia brzmienie urządzeń z serii G2.1 AURALiCa. Tutaj powiem tak: jeżeli ktoś ma już zarówno przetwornik Vega G2.1 oraz streamer Aries G2.1 to jeżeli ma dylemat pomiędzy zakupem zegara, a zakupem Siriusa – to odpowiedź będzie brzmieć: to zależy, lecz jednak stawiam właśnie na upsampler. Na recenzję samego zegara przyjdzie oczywiście w swoim czasie pora, natomiast powiem, że skłaniałbym się właśnie w stronę upsamplera a zegar potraktował, jako już takie całkowicie finalne postawienie kropki nad przysłowiowym „i”. Albo inaczej: zegar wbudowany w Vegę G2.1 jest już bardzo dobry, a jednocześnie korzyści odczuwalne z „długiego” filtra cyfrowego w Siriusie – będą tutaj po prostu dużo bardziej namacalne. Bo „namacalne” to właśnie bardzo dobre słowo na to, co Sirius robi tak całościowo sonicznie. Jeszcze inaczej rzecz ujmując – i w zasadzie podsumowując tę recenzję – upsampler firmy AURALiC zastosowany, jako element całego zestawu z serii G2.1 daje nam przede wszystkim więcej muzyki. I, co równie ważne, nie jest to też urządzenie, które epatuje nas tanimi sztuczkami, zmiany, jakie ono wprowadza są poważne i jest to niewątpliwie urządzenie do poważnych systemów. I w takim kontekście jak najbardziej zasługuje na rekomendację.

Adam Kiryszewski

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*