Vivid Audio i Laurence Dickie – historia niezwykła

Historia firmy Vivid Audio to historia niezwykła. Ktoś mógłby oczywiście powiedzieć, że sporo jest marek, za którymi kryją się naprawdę ciekawe opowieści. W tym jednak przypadku – to naprawdę temat na całkiem ciekawą opowieść. Cofnijmy się może na początek nieco w czasie. A ujmując sprawy bardziej precyzyjnie – do początku lat dziewięćdziesiątych. Wtedy to właśnie powstały jedne z najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych – zwłaszcza poza stosunkowo wąskim gronem pasjonatów – kolumn głośnikowych w całej historii sprzętu audio.

Kolumny te były i nadal są rozpoznawalne nie tylko ze względu na zastosowanie rozwiązania konstrukcyjne, ale przede wszystkim ze względu na ich formę. Formę podyktowaną i bezwarunkowo podążającą za funkcją.

Mowa oczywiście o Bowers&Wilkins Nautilus. Czyli o słynnych „ślimakach”. Można śmiało powiedzieć, że w momencie swojej premiery, w roku 1993 – kolumny te wyprzedzały swoją epokę. Czterodrożna konstrukcja aktywna, z metalowymi membranami, gdzie założenie było takie, iż każdy z przetworników ma pracować, jako idealny tłok w najbardziej optymalnych warunkach. I dodatkowo ma być zasilany przez “swój” wzmacniacz a podział pasma będzie dokonany poprzez zwrotnicę aktywną.

Co tu dużo mówić – Nautilusy do dzisiaj są w pewnym sensie i pomnikiem techniki głośnikowej i obiektem westchnień dla wielu.

Jednoczęsnie można by zapytać: co łączy te kolumny i markę Vivid Audio? Otóż łączy je jedna niezwykle ciekawa, nawet, jak na kolorową branżę audio postać – Pan Laurence Dickie.

To on był głównym konstruktorem flagowych do dzisiaj kolum Bowersa i to on jest jednym z założycieli i głównym projektantem Vivid Audio.

Żeby było ciekawiej – Bowers&Wilkins, czyli producent Nauriliusów to firma, jakby nie patrzeć, brytyjska. Zaś Vivid Audio ma swoją siedzibę w… Republice Południowej Afryki. Do tego, jak to się stało, że firma znalazła się w kraju – dla wielu – tak egzotycznym jeszcze wrócimy, tymczasem przyjrzyjmy się temu, co najnowszy projekt pana Dickie ma nam do zaoferowania.

Bo okazać się może, że pojawienie się tej akurat marki może nieźle namieszać na rodzimym rynku, zwłaszcza w segmencie „nieco lepszych” kolumn głośnikowych.

Pierwszym produktem firmy były „podstawkowe” kolumny B1. Słowo „podstawkowe” nie bez kozery jest w cudzysłowie, bo to w zasadzie kolumny wolnostojące mające formę… jak żadne inne. Teraz, po 10 latach – są dalej produkowane w wersji „B1 Decade”. Fakt, iż pozostały one w swojej oryginalnej formie jedynie z drobnymi modyfikacjami jedynie świadczy o tym, jak dobra była ich wstępna koncepcja.

Jeżeli przyjrzymy się B1 bliżej to dostrzeżemy też kilka ciekawych rozwiązań. Zastosowano dwa przetworniki niskotonowe – po jednym na przedniej i tylnej ściance. To chętnie stosowane rozwiązanie przez doświadczonych konstruktorów (używał go swego czasu także Joachim Gerhard z Audio Physic), mające wiele zalet. A najważniejszą z nich jest wzajemne znoszenie się sił działających ze strony przetworników na obudowę, co bezpośrednio skutkuje dużo lepszym, czytelniejszym, lepiej zdefiniowanym basem.

Vivid Audio Giya G2

Sekcja średnio-wysokotonowa w B1 (i także w serii Giya) to kolejne firmowe rozwiązanie, znak szczególny i rozpoznawczy Vivid Audio. I trudno się też oprzeć wrażeniu, że jest to poniekąd ewolucja koncepcji, jaka pierwszy raz ujrzała światło dzienne właśnie w Nautilusach. Mowa oczywiście o specjalizowanych przetwornikach posiadających twarde membrany. Pracujących przy tym tłokowo (czyli bez zniekształceń) w swoim zakresie częstotliwości. A przy tym „zamkniętych” od tyłu zwężającą się tubą. Można by powiedzieć, że „dokładnie, jak w Natuilusach”. Tyle, że w przypadku mniejszych kolumn Vivida – tuby te są niewidoczne. A w przypadku większych konstrukcji – takich, jak Giya G2, czy G1 – największa z nich, ta dla głośników niskotonowych (także pracujących w konfiguracji push-push), została „zagięta” w jakże oryginalny kształt.

Vivid korzysta ze swoich autorskich przetworników. Obudowy także robione są na miejscu. Laurence Dickie tym razem – jak twierdzi, ze względów praktycznych – zdecydował się na konstrukcje pasywne, które jednak jak najbardziej aspirują do ambitnego hi-endu. Jakby nie patrzeć – niesamowicie ciekawe rozwiązania ubrane w formę praktycznie niespotykaną nigdzie indziej.

Kolumn tych można już posłuchać w salonie Planeta Dźwięku w Warszawie.
Pośród dostępnych modeli są m.in. Kaya K25, Kaya K45 i Giya G2.

A my do tematu konstrukcji Pana Laurence Dickie z całą pewnoscią jeszcze wrócimy 🙂

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*